Dodaj do ulubionych

chyba będę następny

06.06.06, 08:24
nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek będę na forum depresja, psychologia,
czy pokrewne. Zawsze byłem silnym facetem. Lubiłem stres, bo on napędzał mnie
do kolejnych działań. Miło było wieczorkiem usiąść przy piweczku po takim
pełnym wrażeń dniu. A le dziś wyglada to zupełnie inaczej.
Po ślubie przeprowadziłem się do teściów, do miasta niemalże na drugim końcu
Polski, nie byłem tym zachwycony ale wife przekonywała mniue, ze jak nie
bedzie nam tu dobrze to wtedy znajdziemy inne rozwiązanie. W owym mieście
teść ma, no dosyć dużą firmę, jest generalnie znaną personą w mieście.
Oczywiście zaraz po zaręczynach ustaliliśmy że podejmę u niego pracę, bo to w
końcu firma rodzinna. No i podjąłem. Początkowo było nienajgorzej, choć
wolałem swoją poprzednią pracę. Z czasem było coraz gorzej. Wieczne pretensje
mojego bossa-teścia, wiecznie niezadowolenie, pensja na poziomie pensji
minimalnej, w końcu jesteśmy na utrzymaniu tesciów to cóż więcej nam potrzeba
(teraz myślę że chodziło o uniemożliwienie uniezależnienia finansowego),
praca po 12 godzin dziennie, stres naprawdę wielki, odpowiedzialność
absurdalna. Ale najgorsze byłostworzenie takiej atmosfery, ze jestem tu tylko
z konieczności. Mimo skończonych bardzo dobrych studiów oraz istotnego
oświadczenia na wysokich stanowiskach, tam byłem smieciem, zupełnie nie
liczyło się to co umiem, co znam, co robiłem. Teść, który ma kompleks
wykształcenie, bardzo lubi dokopać komuś wykształconemu, by mu pokazać ze
studia gó.. dają.
Zacząłom delikatnie rozmawiać z żoną na ten temat. Początkowo pocieszała
mnie, że on ju ztaki jest, będzie ok, etc. Z czasem, gdy coraz bardzie mnie
to wszystko wkurzało, zaproponowałem wyprowadzkę do innego miasta. Wife
zachowywała się tak, jakby nie było tematu.
Z czasem dopiero dopatrzyłem sie jak moja zona została wychowana. Bezwzględne
posłuszeństwo, maksimum pracy, zadnych pochwał, ciafłe pretensje. Niewiele
łatwiej niż ja:) Jeśli w wieku 27 lat kobieta nie może samodzielnie podjąć
decyzji, bo musi wszystko konsultować z rodzicami, to coś jest nie tak chyba.
Tym bardziej chciałem to zmienić. Ale okazało się to walką z wiatrakami. Z
czasem, nasze rozmowy o obecnej sytuacji i konieczności zmian kończyły się
kłótniami, jej płaczem. Ona boi się odejść od rodziców bo boi się wyrządzić
im jakąkolwiek przykrość. Chore. Najważniejsze w tym wszystkim jest to że
mamy córkę, która jest oczkiem w głowie dziadków. Wspaniała dziewczyna.
Sytuacja wyglada więc tak: piękny dom, straszna praca, traktowanie jak
śmiecia, kochana żona, wspaniała corka, zero oszczędności, zero perspektyw.
Sytuacja trwa już na tyle długo, że przestałem umieć sobie z nią radzić.
Każdorazowe wyjścia do pracy wiąże sie z wielkim niepokojem, tysiącem
czarnych myśli. W pracy nie potrzfię się skupić nad konkretami, bo myślę o
tym za co dziś dostanę zjebkę,a lbo czy mój teść sie dziś będzie do mnie
odzywał, czy strzeli sobie focha. Są dzi gdy to po mnie spływa, ale jednak w
wieszości mam z tego powodu doła. Nie uważam siebie za nieudacznika, ale
chyba ktoś chce mnie do tego przekonać. Najgorsze z żoną. Do niej nic nie
dociera. Wie jak jest ale jej zdaniem tak musi być, nic nie zrobimy bo boss
taki jest, bo tu zawsze tak było. Boi się coś zmienić i mnie powstrzymuje
przed rozmową z teściam gdy już jestem ostro wkurzony. Ale wiem że to do
niczego dobrego nie prowadzi. Powiedziałem żonie że wyjadę z Polski, miałem
swego czasu bardzo atrakcyjną ofertę z Irlandii, przekonywała mnie że nie, bo
nasza rodzina na tym ucierpi, ze ona sama by tu została, ale ze mną też nie
pojedzie. Generalnie wie jak jest ale robi dobrą minę do złej gry.
Tak jak pisałem coraz trudniej sobie z tym wszystkim radzę. Chodzę
najczęściej zdołowany, niewiele rzeczy jest w stanie wprawić mnie w dobry
nastrój, każdy dzień to mega stres, każde wyjscie do pracy, każda rozmowa.
Nie potrafię myśleć o niczym innym. Nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak,
czy z całym otoczeniem. Wiem że pewnego dnia stery mi puszczą i wsiąde w
pociąg i pojade gdziekolwiek, bo czasem mam taka ochotę. Ale tutaj mam
przecież córkę i żonę. Zona co prawda jest coraz mniej lojalna, ale przeciez
mam córkę. Nie chciałbym rozpadu tego małżeństwa, ale chyba wszystko będzie
do tego zmierzało. A wtedy wszystko stracę - i żonę i córkę. A kto będzie
najszczęśliwszy na świecie...? Smieć zniknie, wnuczka zostanie... Rewelacja.
Przedstawiłem jedynie zarys sytuacji, mógłbym pisać bez końca, mnożąc
przykłady. Nie wiem co robić. Czuję dziwny niepokój. Czuję sie smieciem. A
jaki autorytet u dziecka ma ojciec śmieć??? Moi rodzice nie wiedzą jaka
jest sytuacja, nie chcę ich denerwować. Większość znajomych uważa że żyję jak
pączek w cieście. Jak jest naprawdę wiedzą 3 zaufane osoby.
Obserwuj wątek
    • czekolada_z_orzechami Re: chyba będę następny 06.06.06, 09:43
      Wg mnie jedynym sensownym rozwiązaniem jest rzeczywiście przeprowadzka. I wcale
      Ci się nie dziwię, że czujesz się jak śmieć, bo z tego co opisujesz- tak Cię
      teść traktuje.
      Nie jestem zwolenniczką sytuacji, kiedy po ślubie para mieszka z rodzicami. To
      zazwyczaj rodzi konflikty- znam podobne sytuacje. Coprawda nie z autopsji, ale
      temat jest mi znany. Para powinna w miarę mośliwości oczywiście- pójść jak to
      się mówi "na swoje".
      Nigdy nie będziesz z siebie zadowolony, nie będziesz miał satysfakcji z tego,
      co robisz, jeśli nie dojdziesz do tego własnymi siłami.
      Bo tylko to, co człowiek zdobędzie siódmymi potami, naprawdę go zadowala.
      Kochasz żonę i córkę- to zacznij coś zmieniać. Wiem co mówię, bo sama zmieniam
      i poczucia, ze się bierze wreszcie sprawy w swoje ręce, z niczym nie można
      porównać:)
      A jeśli nie jesteś w stanie stawić czoła problemom, to obudź się jeszcze raz:)
      Zadbaj o siebie- o to, jak się czujesz. Bo Twoje samopoczucie jest tu ważne.
      Ciągły stres, napięcie z powodu pracy i obawa, ze teść nigdy nie będzie z
      Ciebie zadowolony będą trwały wiecznie. I zanim się obejrzysz, okaże się, że
      wszystko przegrałeś.
      Póki masz siłę i przyszłość jeszcze Cię obchodzi, pogadaj powaznie z żoną,
      przedstaw swoje racje, powiedz co czujesz.
      czasem drastyczne cięcia są nieuniknione i są najlepszym rozwiązaniem. Nawet
      kosztem niezadowolonych, obrażonych teściów. Nie pozwol się szantażować
      emocjonalnie. Zdaj sobie sprawę, ze to nie Twoja wina, ze jesteś poniewierany,
      obrażany. Powodzenia:)

    • mskaiq Re: chyba będę następny 06.06.06, 09:58
      Mysle ze masz bardzo wiele do stracenia. Probujesz usamodzielnic Swoja Rodzine
      ale mozesz tego robic w taki sposob.
      Kiedy idziesz do Swojej Zony i skarzysz sie na Tescia, wywolujesz w Niej
      strach, kiedy pojawia sie strach nie slucha Ciebie. To nie oznacza ze jest
      nielojalna, to oznacza ze strach jest tak silny ze zaden argument do Niej nie
      trafia. Dlatego ignoruje Twoje plany uniezaleznienia sie, Ona nie wie jak Sobie
      z tym poradzic, z jednej strony Ty ktorego kocha a z drugiej Ojciec ktorego tez
      kocha i strach z ktorym nie umie Sobie poradzic.
      Jesli chcesz przekonac Zone, nic nie mow przeciwko Tesciowi, zacznij do Niej
      mowic o Nim dobrze. Wtedy nie bedziesz wywolywal strachu w Niej. Sprobuj wtedy
      rozmawiac o Swoich planach. Kiedy bedziesz trzymal z daleka strach od Niej
      wtedy Jej decyzja bedzie oparta na milosci a nie na strachu i wtedy decyzja
      moze byc zupelnie inna.
      Jesli chodzi o Tescia to Jego dzialanie jest oparte na strachu. On sie Ciebie
      boi, masz to co najbardziej kocha, Corke i Wnuczke.
      Boi sie ze mozesz Mu to zabrac, gdybys odebral Mu ten strach bylby zupelnie
      innym czlowiekiem. Mysle ze On wie ze chcesz odebrac Mu Swoja Rodzine.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • lucyna_n Re: chyba będę następny 06.06.06, 11:36
      o jejku jakie długie
      nie przebrnywam
    • semorontm Re: chyba będę następny 06.06.06, 13:01
      myślę że moja żona jest pod tak silnym wpływem swoich rodziców, a szczególnie
      ojca, że byłaby gotowa poświęcić własne małżeństwo, aby tylko nie wystąpić
      wbrew woli rodziców. Wiem ze jest między młotem a kowadłem, ale jestem pewien
      że nie stanie po mojej stronie, być moze nawet wbrew własnej woli. Chore!
      Wielokrotnie rozmawialiśmy na ten temat, zarówno w spokojnie jaki i mniej
      spokojnie, alenic to nie dało. Ona uważa ze powinienem się przyzwyczaić i
      przywyknąć do obecnej sytuacji. Ale jak można się z tym zgodzić. Czy to nie
      jest z jej strony brak szacunku do moich emocji, z jednoczesnym nadszacunkiem
      dla rodziców. Przykre to jest, ale prawdziwe. Dlatego nie wiem czy gdybym się
      zdecydował na jakieś zdecydowane kroki, to czy nie zostalbym sam na placu boju.
      A ja wcale nie wymagam by zona występowała przeciwko moim teściom, broń Panie
      Boże, ja tylko oczekuję samodzielności i niezależności, bo takie życie w złotej
      klatce to nie dla mnie. Nie wyobrażam sobie przejść przez życie w takiej
      atmosferze. A pikanterii dodaje fakt, że nic tu nie jest moje, dom, samochód,
      działka, słowem wszystko co ma jakąś wartość figuruje na teścia, nawet nie na
      moją żonę, a co dopiero na mnie... tak więc pewnego dnia moze się okazać że nie
      dosyć że straciłem rodzinę to jeszcze mimo kilku lat ciężkiej pracy nie mam
      nic, prócz tego co mam na sobie... Ten fakt też nie daje mi spokoju. Czy to też
      ma być sposób na uzależnienie od teściów, aby nam do głowy nie przyszło na
      przykład sprzedać dom i się wyprowadzić...? Nie jestem materialistą i kwestie
      materialne nie są tu najważniejsze. Najważniejsze są: rodzina, godność, i
      radość z życia.
      • eizo1 Re: chyba będę następny 06.06.06, 13:34
        jest 3 droga
        poszukaj pracy gdzie indiej w tym mieście
        napisałeś że zarabiasz mało więcto nie problem
        teścia postaw przed faktem dokonanym

        jego reakcja może dać do myślenia żonie ale wątpie
        • semorontm Re: chyba będę następny 06.06.06, 15:22
          najbliższy jestem rozwiązania takiego, by przeprowadzić się do miasta
          rodzinnego, ale sam, bo nie ma szans by żona poszła ze mną. Być moze to
          otworzy oczy, ale nie mam żadnej pewności że to by nie oznaczało końca
          małżeństwa. Nie wiem. Wiem jedno, ze tak dalej nie może być, bo widzę po sobie
          że mi psychika siada.
          • mskaiq Re: chyba będę następny 06.06.06, 15:34
            To jest Twoja decyzja co zrobisz dalej, masz wybor pomiedzy miloscia do Zony i
            Corki a strachem przed uzaleznieniem od Tescia.
            Serdeczne pozdrowienia.
            • semorontm Re: chyba będę następny 06.06.06, 15:52
              ale co to za wybór, tu nie można racjonalnie dokonać wyboru. Oczywiście kocham
              żonę i córkę ale z dnia na dzień widzę że jestem coraz bardziej bezsilny i
              coraz bardziej wciąga mnie to bagno.
              • mskaiq Re: chyba będę następny 06.06.06, 16:29
                Mysle ze to bagno to strach, zwykle prowadzi do rezygnacji. Nie jestes
                bezsilny, mysle ze tak dlugo jak sie nie poddasz nic nie jest stracone.
                Serdeczne pozdrowienia.
              • eizo1 Re: chyba będę następny 06.06.06, 16:34
                najpierw zmień prace
                potem możesz pomyśleć o wyprowadzce
    • rzeznia_nr_5 Re: chyba będę następny 06.06.06, 15:30
      semorontm napisał:

      > żyję jak pączek w cieście


      chyba w maśle
      • lila01 Re: chyba będę następny 06.06.06, 15:34
        chyba on lepiej wie, jak żyje :)
        • semorontm Re: chyba będę następny 06.06.06, 15:51
          no, rozpędziłem się z tym ciastem:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka