layal
04.07.06, 20:06
Chciałam poruszyć bardzo konkretny problem na tym forum - mianowicie: sporo
osób tutaj piszących nie pracuje, ale są też osoby czynne zawodowo. Ja do
nich należę i szczerze mówiąc, chociaż czasami przeżywam niesamowite męki
przed wyjściem z domu, to cieszę się, że pracuję. Nie wyobrażam sobie na
przykład bycia na rencie - praca to dla mnie również jakiś kontakt ze
światem, z normalnością i nie wyobrażam sobie zapadnięcia w całkowity niebyt
(a to oznacałoby dla mnie wypadnięcie z rynku pracy).
Do czego zmierzam - jak juz kiedys pisałam, miałam takie momenty w życiu, ze
właściwie byłam wolna od objawów depresji i fobii. Wtedy byłam czynna
zawodowo. Ale niestety na studiach zdarzyła mi się 2-letnia przerwa (z powodu
fobii i dep. oczywiście) oraz jeszcze później jedna duża dziura, kiedy ani
nie pracowałam ani nie studiowałam - póżniej pracowałam trochę w domu,
później w firmie u znajomego (szara strefa - nie ma się czym chwalić), aż
wreszcie wyszłam na prostą.
I teraz przechodzę so sedna: zawsze gdy rozważam zmianę pracy, dostaję gęsiej
skórki na myśl o tych dziurach w cv i głowię się, czym je zapchać. Sama
perspektywa rozmowy kwalifikacyjnej w nowym miejscu pracy wzbudza we mnie
odruch ucieczki.Do tej pory jakoś udawało mi się: albo pracodowaca nie
przykładał do tego wagi albo zostałam przez kogoś polecona, na szczęście nie
musiałam ściemniać, że byłam u cioci w Ameryce czy coś w tym stylu.
Ale każda kolejna rozmowa to potencjalne ryzyko, ze ktoś wreszcie o to zapyta.
Z drugiej strony wkurzają mnie trochę te procedury rekrutacyjne, kiedy trzeba
się spowiadać z całego zycia, a przecież najważniejsze jest to, jakie
kwalifikacje się posiada i czy jest się dobrym pracownikiem. To tyle, bo się
za bardzo rozpisałam.
Czy ktoś z forumowiczów znalazł się w podobnej sytuacji? Moze jakieś rady...