ksiaze-gigi
23.07.06, 07:34
Kolejna próba. Po wciskaniu Backspace'a. Czy teraz też wcisnę?Mam nadzieję, że
nie. Chcę opowiedzieć moją historię, może doda komuś nadziei w chwilach
najgorszej depresji. Dzieciństwo miałam niby szcześliwe, jedynym cieniem była
choroba alkoholowa jednego z rodziców. Od małego patrzyłam na ich kłótnie i
bezradność tego niepijącego. Moje poczucie odpowiedzialności nie ozwalało mi
tego tak zostawić, więc byłam powiernikiem, koalicjantem i wsparciem
psychicznym. Do tego najlepszą uczennicą w szkole, ambitną, oczytaną, zawsze
średnia powyżej 5.6. Któregoś dnia Rodzic-Weekendowo-Pijany odszedł-wylew krwi
do mózgu. A byli jeszcze dwaj młodszi bracia-jeden 4, drugi 6-miał wtedy
niecały roczek. Rodzic-Który-Został potrzebował pomocy i wsparcia. Więc byłam
wsparciem i pomocą, dzieckiem samodzielnym, takim, którego nie trzeba
pilnować, takim, co zjadało wszystko, co było na talerzu. Tylko, że byłam
pulchna. ale w swojej ambicji postanowiłam z tym walczyć. W wieku 9 lat
zaczęłam się odchudzać i w rok po śmierci rodzica schudłam z 38 do 27 kilo.
Uznano to za normalne-dziecko tyle biegało na dworze, ze penie to "wybiegało,
co zjadło". W wieku 12 lat dostałam pierwszą miesiączkę, która nie powtórzyła
się przez następne 2 lata. Mając 14 lat ważyłam 36 kilo przy 153cm wzrostu.
Potem jakoś się trochę sytuacja unormowała, miałam, jakoś sama z siebie chyba
minimalną normalną wagę. Ciągle byłam wg siebie gruba. W międzyczasie dla
odreagowania stresów w domu-Rodzic nie mógł zrozumieć, że gdy tak szybko
dorosłam bezsensem jest wymagać ode mnie tyle posłuszeństwa, ile wymaga się od
grzecznych, dobrych rówieśniczek- zaczęłam słuchać ostrej muzy, poetm się
ciąć. W wieku 15 lat trafiłam do szpitala po pierwszej próbie
samobójczej(uratował mnie chyba jakiś anioł stróż)-brak zrozumienia. Potem,
czyli jakieś 8 miesiecy później była nastęna-wtedy pierwszy psychiatryk.
Oczywiście zaburzenia żywienia dały o sobie znać, tym razem była to bulimia.
Wypuścili mnie a 3 tygodnie później znów tam byłam-samookaleczenie. Potem ciąg
wizyt u poslednich psychologów, psychiatrów wypatrujących kolejnych schorzeń,
w najgorszym czasie miałam na sobie przeszło 800 świeżych(tzn.takich jeszcze
sinych) blizn, nie mówiąc już o jakichś 300 starszych. Mnóstwo leków, 4
uzależnienia od środków nasennych, barłam najsielniejsze na rynku, bo mogłam
nie spać nawet 5 nocy pod rząd. Niektóre leki zamulające do cna, nagle z
wzorowej uczennicy, stałam sięjakimś gównem lecącym na trójach. Minęło trochę
czasu zanim zrozumiałąm, że nie o oceny chodzi. To byly 2 lata terapii.
Wreszcie trafiłam na"swojego" psychiatrę i psychologa. Dzięki nim i wielkim
wysiłkiem siły woli udało mi się przestać ciąć nagminnie. Nie cięłam się
nałogowo od przeszło 10 miesięcy. Od tamtego czasu może ze 2 razy. W te
wakacje odstawiam leki. Jest ciężko, nieraz w ogóle nie śpię, mam głupie myśli
o odchudzaniu, czasem tęsknię za anoreksją, są dni, kiedy mam ciężkiego doła,
myśle, że to bez sensu, że się nie uda...ale jakoś udaje się, dzieki
psychologowi polepszyły mi się kontakty z żyjącym rodzicem, mieszkam z
chłopakiem, zaręczyliśmy się(choć na ślub chcemy jeszcze poczekać tak ze 2
lata), wiem, co chcę robić w życiu.kIedy patzrę wstecz, mam wrażenie, że to
nie byłam ja, tylko mój cień obleczony w burkę lęku i smutku. teraz jest
iczaczej, ciężko, ale lepiej, bez leków. Od niedawna znów jestem sobą. Bałam
się tego momentu, bałam się, że ja po prostu taka JESTEM-wiecznie
nieszczęśliwa, skazana na porażkę. Teraz jest ciężej i lżej zarazem, odczuwam
i głębokie załamania i euforię, która dodaje skrzydeł, której nie da się
poczuć na lekach. Prawdziwe życie jest lepsze, chociaż ciągle pełne załamań,
ale ja mam coś czego nie miałam-nadzieję. Kiedyś myślałam, ze nie ma wyjścia z
depresji, etraz wiem, że jest. Mam nadzieję, że je znajdziecie. Trzymajcie się
wszyscy. Trzymajcie się życia.