maijkell
04.08.06, 21:24
Rozpocząłem tym roku studia dzienne na prawie po 2 latach zaocznych. W czasie
zaocznych od początku izolowalem sie od innych. Poznalem kilka osob ale
pozniej zaczalem ich unikac, bo czulem sie nie do rozmowy i bycia wyluzowanym
z moim ciaglym niepokojem. Pozniej w 2 polroczu staralem sie zmienic na
lepsze ale srednio to wyszlo. Nie pozbyłem sie złego nastroju. Nadziennych po
2 miesiacach zaczalem slyszec smiechy studentek - złośliwe, pełne agresji,
skierowane przeciwko mnie. No i zaczeło być ze mną coraz gorzej. Cały czas
żyłem w lęku, W sumie nie miałem jakichś zrzytych znajomych na studiach.
Kilka lasek usiłowało mnie poderwać, ale ja okazywałem obojętność, bo czułem
niepokój i wstydziłem sie go jakbym mial garba. Wiec nie rozwinalem
znajomosci z zadna z dzieczyn chociaż niektore podobaly mi sie fizycznie.
Padło określenie, że jestem homoseksualistą, ale nie jestem. Poszedłem do
terapeuty. Dostaałem leki po ktorych jest lepiej, a;e czeto niem mialem
energii do życia. W wakacje zupelnie wysiadam chyba, że uprawiam sport, wtedy
moje przygnębienie i rozbicie mija w dużym stopniu, ale trudno się zmusić.
Sytuacja jest przerażająca, bo mam 9 examów do zdania we wrzeniu, a wiele dni
mija mi na siedzeniu przy kompie i szwendaniu sie bez celu po domu.
Perspektywa powtarzania roku mnie przeraża, ale codziennie jestem tak słaby i
zniechęcony, że zawalam wkuwanie.