mulekk
09.08.06, 09:24
mam dosyć... szlag mnie trafia i nienawidzę każdego powrotu do domu. Wieczne
pretensje, urąganie, docinanie.
Jestem spokojnym człowiekiem, może za spokojnym i każdego dnia czuję jak
odbierając mi godność, postawę i szacunek wbijają sie we mnie miliony szpil.
To jest nie do zniesienia.
Utrzymuję rodzinę, żyjemy na jako takiej stopie i za to obrywam...? właściwie
to jest to z góry ustalone. Nie daj Boże jak coś zrobie w domu lub w ogrodzie
za długo lub źle - awantura, wyzwiska i docinki "ty nic nie potrafisz", "dupa
nie facet" itd itd -nie ważne że "wybudowałem" dom, że go wykańczam.
Teraz to ja jestem wykańczany i wykończony - nie chce mi sie żYć.
Szkoda, że nie można cofnąć czasu...
Wracam do domu, nawet nie zjem w spokoju obiadu a moja "Lady" już na miasto
po zakupska - a ja w tym czasie zajmuje się małymi dziećmi - nierzadko do
wieczora. jak już waćpanna wróci do siedliska to pretensje że w domu ....
brudno i naczynia źle pozmywane.
Właściwie to jestem tutaj sam, przeprowadzilismy się z daleka. Do niej to
przyjeżdża rodzinka w odwiedziny i wtedy to ma pole do popisu. Do mnie
niestety nikt sie nie kwapi...może nawet nie byłoby sensu nalegać.
....... mammmmmmmmm dosyćććććć.....!!!!
nie mam szacunku do siebie.... nie wiem co myśleć, przechodzę z euforii do
płaczu.
wystrzegajcie się "toksycznych" żon
uciekam do...nikąd.
Nienawidzę własnego domu i tylko dzieci trzymają mnie w jako takiej
egzystencji.
ps
nie sprawdziłem się, pora odejść