31jagodaa
09.08.06, 18:58
Taki bałagan jaki mam w głowie doprowadza mnie do szału.Nie wiem już sama czy
to depresja,nerwica czy jakaś inna choroba.Nienawidzę swojego domu.Nie chcę
być z człowiekiem z którym związałam się kilka lat temu.Czasem nazywają to
przemocą a ja już nie wiem może to moja wina.On mówi że moja....wszystko co
zdażyć się mogło to moja wina.Nie chcę w to wierzyć...ale strach jest ogromny.
Chcę żeby zniknął...Nie chce mi się żyć.Czasem mnie bije choć mówi że to nie
bicie i patrzą na to moje dzieci a ja już nie wiem czyja to wina.I nie ma
nikogo wokół mnie bo każdy kto bliżej zobaczy co się dzieje...odchodzi.
Myślę że zwariuję jeszcze trochę...naewt nie ma z kim pogadać.Czasem wydaje
mi się że nie umiem już z nikim rozmawiać.Chce mi się ryczeć chociaż łez we
mnie coraz mniej....