Gość: AnA
IP: 109.207.103.*
03.03.16, 14:14
Cześć!
Mam problem, z którym żyję już dosyć długo. Na tyle, żeby napisać o tym na forum, z czego nigdy nie korzystałam. A mianowicie, odczuwam ciągły stres, cały czas się czymś zamartwiam. Jeżeli wszystko jest dobrze, to martwię się, że będzie za chwilę źle. Najgorsze jest to, że robię z igły widły. Częściowo nauczyłam się już panować, ponieważ widziałam wielokrotnie, że moja ocena sytuacji jest zbyt emocjonalna i przesadzona. Np. choćby wtedy, gdy bliscy się pokłócą. Ja to wyolbrzymiam, martwię się, a za godzinę widzę, jak te dwie osoby siedzą i piją sobie razem kawę. Doszłam do wniosku, że to moje patrzenie na daną sytuacje to mój problem, mojej interpretacji. To samo w pracy. Każdą głupotą się przejmuję, mimo że chyba nieźle pracuję i nie mam problemów w pracy, ani też nie mam wiele stresu, jedynie taki, którego sobie sama przysparzam.
Wiem, że może wskazana jest wizyta u psychologa, żeby sobie to życie jakoś ułatwić, ale może można radzić sobie samemu? Tylko jak? Z pewnością zdaję sobie sprawę z tego, kiedy przesadzam, wiem o tym i czasem sobie mówię: "za tydzień nawet nie będę o tym pamiętać", ale tak czy tak muszę sobie przez jakiś czas poszargać nerwy.
Nawet nie wiem, czy oczekuję rady, czy jedynie "wypisania się", nie wiem..., ale wiem, że jest mnóstwo osób z podobnymi problemami. Nie mylę się?