mallinka2
31.08.06, 21:46
Moje życie zmieniło się diametralnie 5 lat temu.Miałam wówczas 14
lat,chodziłam do 2 klasy gimnazjum i z wesołej,wszędobyslkiej dziewczyny,
zamieniłam się w chodzący strach. Nie pamiętam dokładnie,jak i gdzie to się
zaczęło.Przypominam sobie tylko paniczny strach przed zemdleniem,zawałem i
wylewem.I gonitwę po szpitalach,lekarzach,ośrodkach zdrowia.Nie mogłam nawet
chodzic do szkoły,bo czułam,że zaraz się osunę i każdy będzie na mnie patrzył
jak na wariatkę.Rekolekcje to był podwójny stres.Na samą świadomośc,że będę
stała pośrodku Kościoła i mogę tam umrzec,dostawałam gorączki. Jazda
autobusem,chocby 3 przystanki,to była jazda w nieskończonośc.Objawy nasiliły
się,kiedy zmarł przedwcześnie mój wujek.Dostał wylewu.Miesiąc spędził w
szpitalu.I zgon.Cmentarz był wielki,wyjście było o tysiąc grobów za
nami,dostawałam ataku paniki raz za razem. Udałam,że mi niedobrze i uciekłam.
Wtedy nie miałam jeszcze pojęcia,że męczą mnie fobie.Byłam przekonana,że mam
guza mózgu i że umrę(dostanę wylewu/zawału) w miejscu,gdzie nie będę mogła
pożegnac się z mamą. W 3 klasie nadal miewałam ataki paniki,ale z ukojeniem
przyszła mi miłośc.Zakochałam się na zabój w chłopaku i dla niego
postanowiłam byc "normalna".Szło mi całkiem nieźle. Pomimo,że uczucie okazało
się platoniczne,ja postawiłam ogromny krok naprzód i zapominałam o tym,co
mnie kiedyś męczyło.Jazda autobusem nie sprawiała problemów,w Kościele byłam
co tydzień (mój "obiekt" był ministrantem).I zaczęło się liceum.Na początku
było cudownie.Pierwszy rok wspominam najmilej,bo przebiegł w miarę
spokojnie.Oczywiście,miewałam ataki paniki,ale nowe otoczenie,nawał nauki i
nieposkromiona ambicja uśmierzały je.Nawet godzinna jazda MPK była
przyjemnością.I znowu nastała 2 klasa.Przedmiotów przybyło,a ja czułam się
coraz gorzej. Opuszczałam lekcje,symulując przeziębienia,byle tylko nie
męczyc się po 8 godzin w szkole.Do tego doszła bezsennośc.Miałam takie głupie
przekonanie,że 5 godzin snu to za mało i na drugi dzień wręcz
mdlałam,trzymając się ścian.Chciałam spac,ale im bardziej próbowałam,tym
gorzej mi szło.Najtrudniejsze zawsze były noce z niedzieli na poniedziałek.
Po niedzielnym obiedzie chodziłam jak struta,dostawałam biegunki,ręce mi
marzły i wiedziałam już,że nie usnę,chocbym poszła spac o 19.I wreszcie 3
klasa.Kolejna miłośc.Też nieudana,ale dodawała mi siły.Już wiedziałam,na co
cierpię.Nie wiedziałam tylko,jak sobie poradzic.Przybyły nowe lęki.