Dodaj do ulubionych

Zolafren (Zyprexa)?

05.03.03, 15:22
Czy ktoś z Was brał ten lek? Jak sie czuliście? Jakie były skutki uboczne?
Obserwuj wątek
    • robert9610 Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 20:13
      Zyprexa, inaczej Olanzapine-tak, bralem to.Urywal mi sie film.Nic nie pamietalem.Spalem,budzilem sie,i przez 2 dni nic
      nie pamietalem.Silne bole glowy,ogolne otumanienie,wysychanie w gardle.Bralem 10 mg dziennie.Masz depresje?
      • nikem Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 21:14
        Biorę to świństwo na stany paranoidalne. Ledwo żyję.Najpierw brałam rano, ale
        zasypiałąm w autobusach i wszędzie gdzie tylko można byłó.Teraz biorę na noc i
        nie mogę się obudzić na drugi dzień.Czuję się jakby mi ktoś młotkiem w głowe
        zdzielił...Najbardziej boję się dyskinez ocznych, które miałam po innych
        neuroleptykach.Czy u Ciebie też coś takiego występowało? Ten tekst piszę już
        chyba z 15-cie minut. Literki mi sie mieszają i trzęsą ręce.Okropieństwo!
        • robert9610 Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 21:27
          Kiedys wracalem do domu i znalazlem sie...... na lotnisku.Mam nadzieje ze nie pracujesz.Rozumiem Cie.
          Jakie dawki bierzesz?Ja poprosilem lekarza o zamiane.Ty tez to zrob.To jest bardzo ciezki lek
          psychotropowy.Jak dlugo to bierzesz?
          Ja choruje na PTSD.Mam koszmarne sny, spie po kilka godzin.
          • nikem Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 21:39
            Nie pracuję.Jestem na urlopie zdrowotnym na studiach i nie wiem czy
            kiedykolwiek uda mi się na nie wrócić... Na razie biorę 5 mg, ale za 3 dni mam
            zwiększyć do 10. Problem polega na tym że to mój 34.lek w dziedzinie
            psychiatrii.Na nic nie idę.I jestem w trakcie diagnozowania,tzn. co lekarz i
            szpital to inna diagnoza.Jestem troche przyćpana i nie bardzo rozumiem co
            oznacza skrót Twojej choroby. P.S. Co teraz bierzesz i jak sie czujesz?
            Pozdrawiam.
          • nikem Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 21:40
            Nie pracuję.Jestem na urlopie zdrowotnym na studiach i nie wiem czy
            kiedykolwiek uda mi się na nie wrócić... Na razie biorę 5 mg, ale za 3 dni mam
            zwiększyć do 10. Problem polega na tym że to mój 34.lek w dziedzinie
            psychiatrii.Na nic nie idę.I jestem w trakcie diagnozowania,tzn. co lekarz i
            szpital to inna diagnoza.Jestem troche przyćpana i nie bardzo rozumiem co
            oznacza skrót Twojej choroby. P.S. Co teraz bierzesz i jak sie czujesz?
            Pozdrawiam.
        • robert9610 Re: Zolafren (Zyprexa)?Do Nikem 05.03.03, 21:33
          Koncentracja-0,trace wzrok, bole glowy,szczegolnie nad oczyma.Musialem zrezygnowac z
          pracy.Rozumiem Cie lepiej niz myslisz.Pozdrawiam.
        • abyss0 Re: Zolafren (Zyprexa)? 06.03.03, 18:07
          nikem napisała:

          > Biorę to świństwo na stany paranoidalne. Ledwo żyję.Najpierw brałam rano,
          ale
          > zasypiałąm w autobusach i wszędzie gdzie tylko można byłó.Teraz biorę na noc
          i
          > nie mogę się obudzić na drugi dzień.Czuję się jakby mi ktoś młotkiem w głowe
          > zdzielił

          mialem to samo,zyprexa zwalala mnie z nog
          kiedys jechalem po niej samochodem(stuacja podbramkowa,wiozlem ojca do
          szpitala)
          koncentracji wystarczylo mi na kilkanascie kilometrow,dalej nie dalem
          rady,jeszcze kilometr i zasnalbym z noga na pedale gazu
    • robert9610 Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 21:55
      Post Traumatic Stress Disorder.Po polsku- posttramatyczny stres.Przepraszam, mieszkam w Kanadzie i
      nie bardzo operuje polska terminologia medyczna.Choruje od trzech lat.Leki bralem kilogramami.Do tej
      pory ponad 17.000 tabletek roznego typu.Pozdrawiam.
      Masz kogos bliskiego?To bardzo wazne. 10 mg Zyprexa'y nie polecam.Omow to z lekarzem.
      • nikem Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 22:20
        Czy mam kogoś bliskiego?Hm...No więc zdaniem psychologów mam traumatyzującą
        sytuacje rodzinną,więc o bliskości tu nie ma mowy,takzwani przyyjaciele sie ode
        mnie odsuneli, facet mnie rzucił.Została mi jedna przyjaciółka, która poznałam
        w szpitalu i paru znajomych.Ale ja jestem typem samotnika,co podobno dobrze mi
        nie wróży.Już nie wiem co mam ze soba zrobić. Nie nadaję sie ani do pracy ani
        do nauki. W dodatku psycholog powiedział, ze jak nie będe dobrze ustawiona
        lekowo to o terapii nie ma mowy. A Ty jak sobie radzisz?
    • robert9610 Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 22:57
      Mam zone i doroslego syna(20 lat).To dzieki nim zyje. Moj syn pomaga mi przetrwac, moja zona tez.Na nich moge
      liczyc.Musisz miec kogos naprawde bliskiego.Chemia to tylko dodatek.Nawet nie jestem w stanie opisac jak bardzo
      moja rodzina mi pomaga.Pracuje nad soba bardzo ciezko.Bylem swiadkiem ogromnej tragedii i z tad PTSD.
    • lorist Re: Zolafren (Zyprexa)? 05.03.03, 23:13
      hej, bralem Zyprexe dwa lata temu przez 5 miesciecy. Z perspektywy, musze
      stwierdzic , ze ten lek, pomimo powszechnego piania lekarzy i pacjentow nad
      jego zaletami, zadzialal na mnie do dupy. Mialem okropne problemy z
      zasnieciem, chcialo mi sie spac, ale za cholere nie moglem zasnac,
      koncentracja tez fatalna i ciagla chec picia piwska i wódy.
      Teraz biore inne leki, jest o niebo lepiej, ale tez mam problem ze soba, nie
      mam pojecia co robic, zucilem wlasnie kolejne studia.....
      • nikem Re: Zolafren (Zyprexa)? 06.03.03, 11:20
        Prosze, napiszcie ,czy jakies leki Wam pomogły.Jak sobie radzicie z chorobą
        oprócz leków?
        Pozdrawiam.
    • robert9610 Re: Zolafren (Zyprexa)?Tez do Lorisa. 05.03.03, 23:24
      A masz jakas terapie teraz Lorist.Co jest przyczyna twojej choroby?Ile masz lat?Masz kogos
      bliskiego?Przepraszam za pytania ale chce blizej was zrozumiec.Ja ciadle spie po 2 godziny i to z
      przerwami.Wiem i rozumiem Twoja sytuacje
      • mika_1 Re: Zolafren (Zyprexa)?Tez do Lorisa. 05.03.03, 23:47
        Z tego, co wiem, to oprócz wymienionych wyżej skutków ubocznych, jest jeszcze niepohamowany apetyt i dość znaczne tycie:(
    • robert982 Re: Zolafren (Zyprexa)? 07.03.03, 01:33
      Bralem
      Remeron,Temazepam,Clonazepam,Paxil,Zopiclone,Epival(siadaja
      nerki i watroba,bralem 1250 mg
      dziennie,badanie krwi co dwa
      tygodnie-koniecznie),Trazadone,Clonadine,Zoloft,Nozinan(straszny!!!!!!!),Topomax(powoduje zmiany chemiczne w
      mozgu),Propranolol.Najlagodniejszy jest Paxil.Niestety,od kiedy choruje,musialem zaakceptowac komunikacje miejska
      do poruszania sie.Prawie caly czas jestem zdechniety.Trzy lata tego koszmaru.Lezalem tez w szpitalu 6
      tygodni,4dni,2dni.Teraz ide na tydzien.A co tam widzialem,zyc mi sie nie chce.Sadzilem ze cierpie najbardziej.Teraz
      wiem ze tez sa inni w gorszej sytuacji.Nekaja mnie tez silne bole glowy,trace wzrok,trzesa mi sie rece.Ratujcie
      sie,jezeli macie mozliwosc.Ja dalem sobie jeszcze 5 miesiecy.
      • nikem Re: Zolafren (Zyprexa)? 07.03.03, 12:15
        Mało znam z tych leków ktore podajesz,widocznie w Polsce są pod inną nazwą albo
        ich w ogóle nie ma,ale te które znam to są to same antydepresanty i
        uspokajacze.Ja też niestety albo może stety naoglądałam sie okropnych
        przypadk,ów w szpitalach. Za pare dni znowu idę...Ale straciłam juz nadzieje że
        mi pomogą.Odstawiłam Zolafren.Aż sie boję co mi będą dawać w szpitalu. Znacie
        jakies "bezpieczne" neuroleptyki albo bardzo silne uspokajacze?
        Pozdrawiam.
    • variay Re: Zolafren (Zyprexa)? 14.03.03, 20:06
      Witam,
      do szpitala trafilem z pelnoobjawowym zespolem omamowo-urojeniowym / zespol
      paranoidalny F23 /. Spedzilem tam prawie 4 mies. Leczono mnie taxilanem,
      pernazyna, haloperidolem, zyprexa, chlorprothixenem. Do czasu zyprexy moj stan
      byl kiepski / urojenia, halucynacje, leki /; dopiero ona postawila mnie na
      nogi. Wyszedlem w srednim stanie; troche czasu musialo minac, zebym mogl zajac
      sie wlasnymi sprawami. Po dwoch miesiacach dokonczylem prace magisterska,
      obronilem sie. Zaczalem szukac pracy.
      Zyprexe biore juz prawie rok. Z 20mg zszedlem do 10mg. Kilka razy zmienialem
      pore przyjmowania leku ze wzgledu na sennosc, teraz biore bezposrednio przed
      snem. Nie mam zadnych problemow z zasypianiem / spie co najmniej 8h /,
      koncentracja, skupieniem uwagi, bez problemow prowadze samochod. Od czasu do
      czasu pije piwo, ze 2 razy pilem wodke. Bez zadnych nawrotow choroby.
      Jedynie z 61kg zrobilo mi sie prawie 90. Gdybym wiedzial to bym uwazal.
      Po ponad roku od zachorowania czuje sie jakby sie nic nie zdarzylo. Dziekuje
      Bogu za zyprexe bo bez niej nastepnym lekiem w mojej terapii mialy byc
      elektrowstrzasy.
      Jedyne co martwi mojego psychiatre i mnie to brak stalej, chocby najprostszej i
      najmniej platnej pracy. Podobno to b. wazne w wychodzeniu z tej choroby. Obywam
      sie przy tym bez terapii grupowej itp. Mam oparcie w rodzinie i w malej grupie
      przyjaciol, ktorzy nie opuscili mnie w chorobie.
      Pewnie bede bral zyprexe do konca zycia, mnie b. pomogla, dzieki niej
      prawdopodobienstwo nawrotu choroby jest u mnie na poziomie zdrowego czlowieka
      (1/100) / po odstawieniu (1/10) /. Jednoczesnie ostrzegam przed polskim
      odpowiednikiem zyprexy - kosztuje ze 3 zl ale podobno nie jest stabilnym lekiem
      jak opatentowana przez Lilly zyprexa. Tutaj chyba nie warto oszczedzac.

      Pozdrawiam wszystkich,

      variay
    • Gość: mariusz Re: Zolafren (Zyprexa)? IP: *.osk.pl / 192.168.3.* 26.03.03, 15:52
      bralem zyprexe/zolafren przez dwa lata, po kilku miesiacach nie mialem zadnych
      skutkow ubocznych, czulem sie swietnie i tak jakbym wcale nie bral zadnych
      lekow, ale na poczatku bylo okropnie, pocilem sie mialem bole glowy, czulem sie
      jak nacpany, wiec polecam cierpliwosc i wytrwalosc a wszystko minie
      ja sie wyleczylem zyprexa
      • Gość: magda Re: Zolafren (Zyprexa)? IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 02.04.03, 01:21
        Moja mama (70lat)chorowala od wielu lat, ale nikt w rodzinie nie potrafil jej
        namowic na leczenie. Twierdzila, ze nic jej nie jest. Z natury byla zamknieta w
        sobie i nigdy nie mowila o uczuciach. Moje kolezanki, nie chcialy mnie
        odwiedzac mowiac, ze jest dziwna. Wyraznie zauwazylismy, ze cos sie dzieje gdy
        miala ok.45 lat. Zaczelo sie od powtarzania czynnosci (np.zaslanianie,
        odslanianie firan,zamykanie i otwieranie okna). Nagle rzucila prace ( ona bez
        pracy nie mogla zyc, byla taka dokladna). Potem coraz trudniejszy byl z nia
        kontakt. Snula jakies wywody, mylac i przeskakujac na rozne watki. O leczeniu
        nie chciala slyszec. Bylo widac, ze stara sie udowodnic, ze jest zdrowa, a to
        wypadalo jeszcze gorzej.Jak kiedys byla raczej malomowna teraz zasypywala nas
        wielogodzinnym mowieniem. Zle spala. Przestala dbac o wyglad.Kilkakrotnie w
        ciagu dnia sie cala myla.Podczas kapieli gasila sobie swiatlo.Wszedzie czula
        gaz.Zaczela zaczepiac obcych ludzi, a do sasiadow miala wiecznie
        pretensje.Wystarczylo, ze ktos pojawial sie w zasiegu wzroku juz mial zwrocona
        uwage.To nie bylo do niej podobne. Zawsze uprzejma, ale oszczedna w kontaktach
        sasiedzkich.Probowalismy z nia rozmawiac, ale ona mowila, ze nic zlego nie
        robi. Kiedys gdy tata byl w pracy ( ja juz mieszkalam osobno daleko, bo ok.300
        km) spakowala sie, wziela taksowke i pojechala 250 km do swojego ojca ( a ten
        zadzwonil i poprosil abysmy ja zabrali). Znowu prosby przekonywanie. Ona jest
        zdrowa a my jej cos probujemy wmowic.Mamy sie zajac swoimi sprawami.Z czsem
        zaczela rozmawiac ze soba.Kiedys uslyszalam, ze te "rozmowy" prowadzi z jakimis
        postaciami ( ksieza, lekarze, ministrowie, dyskutowala z nimi). Dzwonila tez na
        pogotowie , lub policje w moim miescie mowiac, ze mnie sie cos stalo.
        Przyjezdzali sprawdzali a ja im sie tlumaczylam. Trwalo to latami. Ze stanu
        przygnebienia wpadala nagle w podniecenie, a nasze rozmowy gdy przyjezdzalam
        ograniczalam, bo co temat rozpoczelam natychmiast tragizowala i ostrzegala
        przed jakimis niebezpieczenstwami. Telewizor skasowala, i dobrze, bo obrazy
        interpretowala po swojemu, dzialaly na nia przygnebiajaco. Dopiero niedawno
        podstepem udalo mi sie ja umiescic w szpitalu, po tym jak nagle wyniosla
        wszystko z domu,a ja zaalarmowana przez ludzi obawialam sie, ze moze sobie cos
        zrobic. Niestety szybko pozalowalam. Boze, to nie szpital to jakis horror.
        Pielegniarki kawkuja i plotkuja jak tylko widza odwiedzajacych, lekarze
        ignoruja tak pacjentow jak i ich rodziny. Totalna bezdusznosc.No ale kiedy
        pacjenci doniesli mi, ze moja mame sie szarpie i popycha do zastrzyku ( ona
        taka dystyngowana,kapelusze, rekawiczki na rekach zawsze, nie podnoszaca nigdy
        glosu)a tu jakas wielka baba szarpie, nie wytrzymalam i zlozylam skarge.Mama
        sie nie skarzyla na to traktowanie, ale ja wiedzialam, ze sie boi. Prosila,
        zeby ja zabrac i w koncu po przepustce nie wrocila na oddzial. Opiekowalam sie
        ta kupka nieszczescia, bo byla kompletnie rozbita, trzesla sie po konskich
        dawkach lekow( wczesniej nawet witaminy C nie brala).Udalo mi sie ja namowic na
        wyjazd do innego miasta do psychiatry, prywatnie. On chyba byl mocno zaskoczony
        dawkami i rodzajem lekow, zaproponowal powolne z nich wychodzenie i
        wprowadzenie zyprexy. Mama ja bierze od listopada, ale nie czuje sie dobrze.
        Poczatkowo cieszyla sie, ze nie lyka juz takiej ilosci pastylek,i ze wreszcie
        moze normalnie chodzic ( po halloperidolu ledwo powloczyla nogami), ale narzeka
        na bole glowy, sennosc ( ale w nocy sie budzi po paru godzinach i nici ze
        spania)i ogolne zle samopoczucie. Ja z kolei widze, u niej przygnebienie,
        totalny pesymizm,lek,no i te "rozmowy", ktore od czasu do czasu prowadzi. Do
        tego lekarza juz nie chce jezdzic i boje sie, ze wraca to co kiedys,
        konsekwentne odmawianie leczenia. Zbliza sie wizyta i wyglada na to, ze pojade
        sama. Powiedzcie, czy takie samopoczucie tez mieliscie przez tyle miesiecy.I
        czy ten lek tak wolno znosi urojenia a wnosi apatie i stan depresji. Mama
        bierze rano 5 i w obiad 5 a na noc 10.Moze ta dawka tez jest za duza. Wiem, ze
        o tym musze porozmawiac z lekarzem.Acha mama nie jest zdiagnozowana. Lekarze
        nie umieli mi powiedziec. Ten do ktorego jezdze tez nic nie mowi. Oj rozpisalam
        sie, ale musialam troche sobie pogadac, bo martwie sie o mame i mam tyle
        roznych obaw i watpliwosci.Teraz moge z nia troche pogawedzic, bo przez ponad
        20 lat musialam bardzo uwazac o czym z nia rozmawiac i jak odpowiadac na
        pytania. Czytalam wczesniej posty o podobnym problemie. Bardzo wspolczuje tym,
        ktorzy tak jak ja nie potrafia przekonac chorej mamy do leczenia. Jesli moge
        cos doradzic to zaproscie do domu lekarza, ktory odegra scenke jako wasz stary
        przyjaciel. Nie odwlekajcie sprawy, bo tego rodzaju choroby same sie nie
        lecza,a z wiekiem sie poglebia. serdecznie wszystkich pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka