miriam11
19.10.06, 17:03
Mam cudowną siostrę - jest piękna, mądra, dobra. Jest świetnym lekarzem (nie
psychiatrą). Była i jest przy mnie w różnych moich zawirowaniach życiowych i
zawsze mogłam/mogę na nią liczyć. Z jednym wyjątkiem. Otóż moja siostra uważa,
że ja sobie wmówiłam chorobę i żadne leki nie są mi potrzebne. A psychiatra
złowił ofiarę, która mu co miesiąc kaskę przynosi za wizytę. Wiecie co, jest
mi cholernie przykro. Bo akurat w tej sprawie nie czuję w niej oparcia...
przecież to ja wiem, jak się czuję, gdybym była hipochondryczką to chyba
psychiatra umie takich ludzi odsiać! Co niby by mi to dało, gdybym sobie
wmówiła cyklotymię, niby po co miałabym to robić? Przecież to wcale nie fajne,
łazić do psychiatry i żreć jakieś dropsy. I wydawać na to kasę. Jest mi bardzo
przykro, że moja siostra tak reaguje. Ja ją kocham i dlatego nie będę jej
przekonywać, bo nie chcę kłótni, za bardzo mi na niej zależy. Ale jest mi
przykro, że ona mi nie wierzy.
A cały ten post wziął się stąd, że jak jej ostatnio powiedziałam, że
odstawiłam moclobemid i lepiej się czuję, to powiedziała, "zawsze mówiłam że
tobie żadne leki nie są potrzebne". A ja miałam na myśli tylko to, że czuję
się lepiej fizycznie, czyli nie mam objawów ubocznych moclobemidu (zawroty
głowy), a nie, że czuję się lepiej psychicznie.
Chciałam się wygadać.