Dodaj do ulubionych

Moja depresja...

05.12.06, 16:03
Nie pamietam dobrze tego okresu,trwal moze 1,5 roku moze 2.Do psychiatry
zdecydowalem sie pojsc okolo 6-7 mies przed wyzdrowieniem.Szanowna pani
doktor na poczatek zaaplikowala coaxil,nastepnie trittico i na koncu
cital.Poradzila wizyty u psychologa,mowiac,ze jest przekonana o skutecznosci
terapii,a moj stan nie jest wcale tak powazny jak mi sie wydaje.Dobrze wiec
pomyslalem,ze juz niedlugo terapia w polaczeniu z lekami da efekt i wsio
bedzie git.Wizyt u psychologa zaliczylem w sumie moze z 8,zrezygnowalem z
racji niedowiarstwa w efekt terapii,czulem sie tak jakbym wyrzucal kase w
bloto,a te enigmatyczne gadki zaczely mnie wkurzac,sam juz bylem
wystarczajaco skolowany i oczekiwalem pomocy ,jakiegos
rozjasnienia,konkretow.Widac bylem zbyt niecierpliwy przeciez oczywiste
jest,ze skuteczna terapia musi troche potrwac, ja jednak dalem sobie
spokoj.Leki sie konczyly,a skutki uboczne byly dosc znaczne,wiec nie
poszedlem po dokladke.Moze po prostu przestalo mi zalezec,duzo pilem,depresja
poglebiala sie,zawalilem roczek na studiach.Wykanczalo mnie napiecie i lek.Po
jakims czasie przestalo mi to dokuczac,tak jak wszystko inne,bo przestalem
praktycznie odczuwac emocje,chodzilem jak zywy trup praktycznie bez kontaktu
ze swiatem.Zdecydowalem sie jeszcze udac na masazyk i akupunkture,tam mnie
juz dobili-po wyjsciu stamtad bylem bardzo spokojny{ledwo sie na nogach
trzymalem}.Wyszedlem z jakims badziewiem przyczepionym do ucha i mialem sie
zglosic na zdjecie tego po tygodniu.Dzwonie tam na drugi dzien i mowie,ze juz
jade na wyciagniecie tego ch..stwa,bo sie tragicznie czuje.I tak sie
pomeczylem jeszcze troche,poszedlem tez ktoregos dnia do kosciola{nie
pamietam kiedy bylem tam wczesniej,w kazdym razie bardzo dawno}.W ciagu kilku
dni zapadlem w gleboka rozpacz, zaczalem szlochac,nie wiedzialem co sie ze
mna dzieje,wylem jak bobr i nie moglem tego powstrzymac.Rzadko wowczas
widywalem sie z rodzicami,z ojcem delikatnie mowiac nie zylem zbyt
zgodnie,jednak gdy tak wylem odczulem ogromna milosc do niego,zrozumialem jak
bardzo go ranilem,a raczej robilismy to nawzajem.Nie czulem zadnych
pretensji do niego,dominowaly tylko dwa uczucia-miosci i przebaczenia.Po
placzu walnalem sie na wyrko i leze,w pewnej chwili spogladam na obraz Jezusa
nad lozkiem.Czuje jakies poruszenie wewnetrzne,znowu zaczynam plakac, proszac
Go o pomoc.W tej samej chwili czuje jak moja chora,zrozpaczona dusza napelnia
sie zyciem.Milosc,radosc,pokoj,szczescie nie do opisania.Czuje sie jak nowo
narodzony,biore do reki i czytam Nowy Testament,caly czas placze,z taka mala
roznica,ze teraz ze szczescia.W jednej chwili Bog podniosi i wypelnia moja
dusze.








Obserwuj wątek
    • ollaboga77 Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:07
      Mój biedny MIntaj... dobrze, że sobie poradziłes.... mądry chłopczyk:)
      • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:08
        Oluus jak sie dzis czujesz?
        • ollaboga77 Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:11
          Samotnie, ale to już od dawna... i jakoś nie ufam życiu juz.... i trochę sobie..

          poza tym wypilam 2 kawy i mnie trochę trzesie wew.

          Ale chyba kupie kawę orkiszową... nie ma tej paskudnej kofeiny !!
          • tylko.patrze Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:12
            > poza tym wypilam 2 kawy

            szewc bez butow chodzi.
          • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:17
            A mi fajek zabraklo i nie ma kto skoczyc do kiosku.Wypij i za mnie kiedys,bo mi
            watroby szkoda,a i cisnienie nienajnizsze.
            • ollaboga77 Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:20
              to zacznij się zdropwo odżywiać - to proste...

              no i higieniczny tryb życia!

              trzymam kciuki
    • lucyna_n Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:21
      widać czarne owce szybciej są wysluchiwane.
      • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 16:26
        A sa gdzies biale?Chyba tylko na bieszczadzkich pastwiskach zielonych.
        • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 17:07
          mintaj nie bierzesz juz teraz lekow?pozdrawiam.
          • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 17:17
            Od tamtej pory nie biore,minal prwaie rok.
            • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 17:31
              i jsk sobie radzisz?
              • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:08
                W porzadku,nie jest juz tak wspaniale jak przez pierwsze dwa,trzy miesiace,ale
                normalnie daje sobie rade.
                • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:21
                  to zycze ci zeby juz tak pozostalo;)
                  • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:23
                    Dziekuje,zdrowka zycze.
                    • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:27
                      u mnie jest calkiem ok. jakos sie trzemam? z jakiego miasta jestes? pytam, bo
                      moze mieszkasz gdzies blisko lodzi?
                      • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:29
                        Blisko,blisko w Lodzi mieszkam.
                      • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:35
                        Zaraz sie okaze,ze sie znamy...{dopiero by numer byl}
                        • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:43
                          a gdzie konkretnie mieszkasz i czy mialbys ochote na spotkanie?
                          • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:52
                            Jasne,mozemy sie spotkac.Nie bede pisac gdzie mieszkam{sciany uszy maja}.A Ty w
                            jakiej dzielnicy urzedujesz?
                            • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 18:58
                              srodmiescie. jak chcesz to podam ci gg?
                              • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 19:12
                                Wiec podaj
                                • carlabruni Re: Moja depresja... 05.12.06, 19:15
                                  moj nr i tak tu juz na forum znaja wiec 1313230. mozesz teraz wejsc i sie
                                  odezwac. jestem dostepna.
                              • abasia471 Re: Moja depresja... 05.12.06, 19:22
                                Mintaj cieszę się, że możesz powiedzieć, że wiara Cię uleczyła. Mnie niestety
                                problem ciągle dotyczy i chyba zaczynam się już godzić z tym, że tak już
                                będzie. Nie buntuję się, bo nie traktuję Boga jak złotej rybki. Mam nadzieję,
                                że to co przeżywam jednak czemuś służy. Nie bardzo wiem czemu, ale to nie jest
                                jedyne pytanie na które nie mam gotowej odpowiedzi. Dzięki wierze łatwiej mi
                                oswoić chorobę i ją znosić. Jeżeli jest coś pozytywnego w mojej sytuacji, to
                                chyba fakt, że choroba otworzyła mnie bardziej na drugiego człowieka. Wcześniej
                                uważałam, że każdy sam jest odpowiedzialny od początku do końca za swoje życie
                                i ludzie którzy sobie nie radzili budzili we mnie litość. Teraz rozróżniam
                                współczucie od litości, mam dużo więcej empatii i rzadziej oceniam, a bardziej
                                próbuję zrozumieć. Odkryłam też dla siebie satysfakcję i radość jaką daje
                                pomaganie innym. Działam jako wolontariuszka i daje mi to poczucie, że mimo
                                wszystko mogę jeszcze coś z siebie dać tym, którym jest gorzej niż mi. To
                                bardzo fajne uczucie i mobilizujące do życia. To tyle o mojej depresji.
                                • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 20:09
                                  To piekne,co napisalas.Dziekuje Ci,to co robisz jest wspaniale,twoja wypowiedz
                                  z pozoru smutna ma niezwykle pozytywny przekaz.Zycze Ci kochana wszystkiego
                                  najlepszego.
                                  • abasia471 Re: Moja depresja... 06.12.06, 00:19
                                    Dzięki Mintaj, ja też życzę Ci wszystkiego dobrego.
        • lucyna_n Re: Moja depresja... 05.12.06, 17:20
          ja się nigdy nie sprzeniewierzyłam Bogu i ludziom tak jak Ty i jakoś mnie uzdrowienie nie spotkało.
          Można by rzec że to niesprawiedliwe, Ty się raz do kościola wybrałeś i jak ręką odjął, a ludzie tyle lat się
          o zdrowie modlą, szukają poczucia że Bóg ich kocha, wierzą, nadzieją, starają się i nic.
          • mintaj3 Re: Moja depresja... 05.12.06, 17:55
            W dodatku do wyborczej czwartkowej "Swiadectwa Cudow" nr9 jest niesamowita
            historia niejakiego Ugo Festy.Czytal ktos?Lucynko nie trac nadziei.Napisalas,ze
            ludzie szukaja poczucia,ze Bog ich kocha.To jest niezaprzeczalny fakt,
            wystarczy spojrzec na Chrystusa,w ktorym ta milosc sie objawila.
            • lucyna_n Re: Moja depresja... 06.12.06, 11:50
              no wlaśnie że nie wystarczy sporzeć:)
              można jeszcze filozoficznie uznać że cierpienie jest nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji, tylko że ta
              egzystencja to jakaś kulawa, ani człowiek dla siebie ani dla innych nic nie może, po co to komu?
          • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 12:22
            lucyna_n napisała:

            > ja się nigdy nie sprzeniewierzyłam Bogu i ludziom tak jak Ty i jakoś mnie
            uzdro
            > wienie nie spotkało.
            > Można by rzec że to niesprawiedliwe, Ty się raz do kościola wybrałeś i jak
            ręką
            > odjął, a ludzie tyle lat się
            > o zdrowie modlą, szukają poczucia że Bóg ich kocha, wierzą, nadzieją, starają
            s
            > ię i nic.


            Tego zaszczytu dostępują tylko ludzie otwarci i szczerzy , a nie obłudnicy i
            zakłamańcy.
            • lucyna_n Re: Moja depresja... 06.12.06, 12:31
              a ty co, objawienie miałeś?
              Chrystus nie przyszedl do zdrowych ale do chorych jokuś,
              z celnikami i faryzeuszami rozmawiał,
              ty widzę masz na ten temat inne zdanie,
              pacanie.
              • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 13:13
                Właśnie tak,przyszedł do ciebie faryzeuszko, a tyś MU nie zawierzyła.
                • lucyna_n Re: Moja depresja... 06.12.06, 13:29
                  masz projekcje
                  przestań brac narkotyki a wszystko jeszcze będzie dobrze.
                  • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 13:46
                    Nie wysilaj się kobietko na tanie oskarżenia.Najpierw zacznij się modlić o to,
                    by wyzbyć się fałszu i zakłamania.Może wtedy wejdziesz na drogę ludzi
                    szczęśliwych i uśmiechających się.
                    • abasia471 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:03
                      Bóg jest na prawdę miłosierny, skoro toleruje takich dupków jak j215.
                      • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:25
                        A ty bacha musiałaś mu podpaść,że zrobił z ciebie fałszywca.
    • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:15
      Że ktoś z taką zmorą chce się spotkać.Pewnie to będzie jeden jedyny raz, gdy
      zobaczą ludzka gnidę.
      • ollaboga77 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:32
        nie jestem moderatorem, ale na ludzi nie wolno pluć... a TY właśnie to robisz!!

        dlaczego nie zaczniesz być ciut kulturalny.... można się pośmiac pozabawiac itd
        ale szacunek zawsze być musi!

        mozesz napisac ile masz lat?


        • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:36
          Ten mój post to był do baśki,która we mnie zaczęła.To nie było przecież do
          ciebie Ola.To komputer żle ulokował.

        • ollaboga77 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:43
          to nic, że to nie jest do mnie.... ważne, że już naplułes... niełądnie...

          mam tylko ogromną nadzieję, że moderatorka nasza czcigodna będzie blokowała
          chamstwo !
          • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:47
            Jak na mnie plują , to ja nie mówię,że deszcz pada-tak jak Ty to potrafisz
            robić.
            • abasia471 Re: Moja depresja... 06.12.06, 21:07
              Ollu, odezwałam się do tego pajaca, bo szydził z Lucyny. Jego zachowanie budzi
              moją pogardę i dlatego nawet mnie nie denerwuje. Ten typ, to taka menda, której
              chyba należałoby współczuć, ale nie jestem aż taką altruistką, więc będę go
              tępić.
              • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 21:27
                Już drugiego chłopa wykańczasz ruda ,stara babo.Jak czytam to co płodzisz to
                taki śmiech mnie ogarnia.Przypominasz stracha na polu,którego obsiadly wróble i
                srają na niego....
                • abasia471 Re: Moja depresja... 06.12.06, 21:38
                  j215 napisał:
                  > Już drugiego chłopa wykańczasz ruda ,stara babo.Jak czytam to co płodzisz to
                  > taki śmiech mnie ogarnia.Przypominasz stracha na polu,którego obsiadly wróble
                  i srają na niego....

                  Jak czytam takie kretyńskie wpisy, to nie mam wątpliwości, że ich autor jest
                  żałośnie głupi. Żeby dokładniej wytłumaczyć w sposób, który j215 zrozumie, to
                  powiem; Na ciebie nikt srał nie będzie, bo sam masz gó.. zamiast mózgu, więc
                  gdyby cię osrali to byłoby dwa w jednym.
            • ollaboga77 Moja depresja... 06.12.06, 21:15
              Wiesz co powiedzmy, że nie lubię chamstwa. Uważam go za zbędny w życiu i
              zbyteczny. Ale jeśli dopuścisz go do siebie i będziesz w ten sposob działał
              jaks czas napewno chamem się staniesz.

              Fakt w obecnym świecie tego jest na potęge... i to jest straszne właśnie....
              Ale ja wolę przebywać w gronie ludzi, którzy się poprostu szanują i nawet nie
              muszą się lubić... widzisz już o co chodzi?

              Każdy powinien mieć prawo do życia takiego jakie mu odpowiada. Oczywiście by
              nie łamać zasad. Ale zasad nie ma w dopie galopującego kapitalizmu i szkoda, bo
              człowiek staje się zwierzęciem.

              Tez dlatego przeszłam na vege by tym bardziej zwierzęciem nie być!

              Poza tym ukochajcie się albo podajcie sobie dłonie tylko tyle .... ok?
              • euforyjka Re: Moja depresja... 06.12.06, 21:17
                racja. madre slowa. my wegetarianie jestesmy potega!!!
                • ollaboga77 Re: Moja depresja... 06.12.06, 21:28
                  nie jestesmy potęgą..... jesteśmy ludzcy.... i to to tylko tutaj chodzi...

                  Na serio ludzie nie zdają sobie sprawy że mięcho to sterta chemii ale i agresji

                  zrobiłam kiedys experyment trwał 8 miesiciey gdzie głlownie 70% jadłam tłuszcze
                  zwierzece i reszta to warzywa - efekt był taki, że byłam wiecznie zła na ludzi
                  i nie tylko na domowników...

                  no poprostu mózg wytwarza substancje zwiekszające agresywnośc....

                  Ja naprawde chce żyć w panstwie (społecznosci) gdzie ludzie sobie pomagaja a
                  nie szkodą bo to moze zniechęcać do życia...
      • j215 Re: Moja depresja... 06.12.06, 20:32
        No zobaczę bacha twojego ryjka.Spotkanie ma być utrwalone.Zobaczymy czy te rude
        farby ci już nie wypłowiały.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka