monawa
26.12.06, 19:48
Witam,
mam problem, z roku na rok wydaje mi sie że radzę sobie lepiej, ale cos
drzemie we mnie i sie budzi w najmniej oczekiwanej chwili. Ok 3 lat temu z
powodu depresji utracilam wartosciowa prace i nie moglam sie pozbierac... a
prace utracilam z powodu wpływu bliskich osób. Moj problem polega na tym ze
oczekuje milosci i zainteresowania od kogoś kto nie jest mi go w stanie dać,
wręcz przeciwnie powoduje że moje jakie kolwiek usiłowania są umniejszane i
krytykowane... dlaczego ja jako 30l kobieta szukam wsparcia u rodziców którzy
mają i zawsze mieli mnie w nosie. Jak mogą mówić mi: życzymy Ci wszystkiego
co najgorsze, jesteś nikim, nic Ci się nigdy nie uda itd...Wiem że oni nie
akceptują sami siebie i kłócą się ze sobą przez całe życie, a ja wciąż się o
nich martwię...dlaczego? Dlaczego nie mogę się oderwać od tego i zadbać o
własne szczęścię i dlaczego ich złe życzenia traktuję jako nieuniknioną
klątwe? Od dziecka słyszałam wyzwiska i słyszę, to się nie zmieni, dlaczego
im jestem wdzięczna za byle miłe słowo???, byle lepszy gest... Im więcej
osiągałam w życiu tym byli dla mnie bardziej podli, wracałam w nocy po pracy
i awantura...Nie piją nie biorą prochów tylko jad leje im się z ust... Nie
udaje mi się zaprzyjaźniać z ludźmi...staram się ale mi się nie udaje, a już
z pewnością boję się ewentualnego związku. Gdyby ta druga strona nawliła tak
naprawdę bała bym się o ewentualne dzieci, bo wiem ze u swojej rodziny nie
znajdę wsparcia a nawet nie chciała bym narażać dzieci na kontakt z nimi bo
wysłuchały by że są podłymi bachorami.... Chym cóż mam nadzieję że w końcu
znajdę w sobie siłę i wyjdę na prostą, dotrze do mnie czego w życiu powinnam
sie trzymać, a może wreszcie spotkam kogoś komu zaufam, nie wiem...