Dodaj do ulubionych

nie wierza mi....

08.01.07, 14:58
Mam 15 lat, i nie dawno dowiedzialam sie, ze mam nn...Dlugo zastanawialam sie czy powiedziec rodzicom... Ale namowiona przez starszego brata, w koncu sie przelamalam... Wiedzialam, ze mi nie uwierza, i nie uwierzyli... Mama powiedziala, ze nie zauwazyla u mnie objawow tej choropy [kieys spotkala sie z nn, bo jej kolezanka na to cierpiala] Ale powiedziala ze dla swietego spokoju, pojda ze mna do psychiatry... Od temtego zderzenia minęło poltora miesiaca, a oni jakby o wszystkim zapomnieli, Nie poszli se mna do psyciatry... Od temtego czasu, nie zamienilismy slowa na temat mojej choroby, Duzo o tym czytalam i wiem, ze sama sobie nie pomoge, wiec potrzebuje pomocy, Ale sama nie pojde do psychologa...
Co mam robic? Pomozcie... Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • natretna Re: nie wierza mi.... 08.01.07, 19:28
      Wiem, że to trudne ale moze porozmawiaj z nimi o tym jeszcze raz ?
      Albo popros brata o pomoc!

      A skad wiesz, że jestes na to chora?
    • ewag52 Re: nie wierza mi.... 11.01.07, 23:55
      trochę mnie to dziwi,że rodzice nic nie zauważyli. Jeszcze się z takim
      przypadkiem nie spotkałam. NN trudno nie zauważyć.
      • ha-neul Re: nie wierza mi.... 12.01.07, 07:37
        Moi rodzice też niczego nie zauważyli, ponieważ większość mojej energii
        przeznaczałam na ukrywanie nn przed rodziną, tak więc nie dziwię się, że mogli
        nie zauważyć :)
        • wano1 Re: nie wierza mi.... 12.01.07, 16:39
          kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego? Co za relacje rodzice-dzieci u Ciebie
          panują? Nie pytam złośliwie, ale po prostu NIE ROZUMIEM! Czy to wina jakaś, czy
          co?
        • wano1 Re: nie wierza mi.... 12.01.07, 16:40
          ha-neul, dlaczego?
          • ha-neul Re: nie wierza mi.... 12.01.07, 18:49
            No cóż... to nie jest tak, że nie jestem związana z rodzicami, czy coś
            podobnego. Po takim czasie trudno mi zrozumieć, dlaczego tak długo ukrywałam,
            że coś się niedobrego ze mną dzieje... Nie mogłam przewidzieć ich reakcji
            (okazała się bardzo pozytywna, to oni znaleźli mi psychiatrę i załatwili
            wszelkie formalności), bardzo mnie wspierali i wspierają, chociaż przyznają,
            że nie mogą tego zrozumieć (to jest chyba normalne, ponieważ większość ludzi
            nie może zrozumieć, dlaczego np. stale myłam ręce).
            Poza tym, chyba główną barierą był ogromny (teraz wiem, że nieuzasadniony)
            wstyd!!! Dzisiaj już wiem, że natręctwa nie są zależne ode mnie, ale wtedy
            ogromnie się obwiniałam, więc trudno było mi się przyznać, że mam problemy.
            Jakie były inne powody? - chyba to, że byłam jeszcze dzieciakiem (chociaż
            prawie dorosłym)...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka