medeaa1
11.04.07, 19:15
od kilku miesiecy chodze na terapie i zaczynam miec dziwne uczucia z tym
zwiazane... od dluzszego czasu bylam "bez zycia", zadnego hobby, zadnych
przyjemnosci, chcialam tylko przetrwac kolejny dzien i moc zasnac. w pewien
sposob nawet tego nie zauwazalam, bylam tak bierna, ze nie chcialo mi sie
nawet nad tym zastanawiac. odkad chodzie na terapie zauwazylam, ze jestem w
pewien sposob bardziej swiadoma togo, co sie wokol mnie dzieje. dalej mam
straszne problemy ze zmotywowaniem sie do robiania czegokolwiek, ale chyba w
pewien sposob zaczynam "wracac do rzeczywistosci". z jednej strony sie z tego
ciesze, a z drugiej jestem przerazona tym, ze wlasciwie to moje zycie nie ma
zadnego sensu, celu... boje sie tego, co mnie czeka w najblizszej
przyszlosci. jesli zdolam sie jakosc podniesc, to bedzie wspaniale, ale jesli
braknie mi sil to chyba swiadomosc tego, jak bardzo jestem beznadziejna
zepchnie mnie na samo dno... wydaje mi sie, ze jakos sie trzymam tylko dzieki
tym wizytom i jesliby ich zabraklo, to wkrotce zabrakloby tu takze i mnie...