Dodaj do ulubionych

to mnie zabija :(

12.04.07, 11:30
Jestem na odziale dziennym,na psychoterapii grupowej,trafilam tam z objawami
bulimii,n ktora chorowalam 7 lat.Ale wlasciwie uzmyslowilam sobie jeszcze
jeden problem,kto wie czy nie wazniejszy,bo nie daje mi to zyc.Nie wiem czy
mozna nazwac to nerwica lekowa,bo psychiatra do ktorego wczesniej chodzilam
nie nazywal moich przypadlosci.Mowil o bumimii i stanach depresyjnych ale to
co sie ze mna dzieje mialo przejsc po zazywaniu lekow.Mialam ich 3 rozadzje
ale zadne nie pomogly,teraz nie biore juz zadnych.Towarzysza mi straszne leki
a ostatnio mialam taki napad paniki,ze myslam,ze to zawal.Zaczelam sie
dusic,nie moglam zlapac oddechu,zrobilo mi sie goraco i na srodku
skrzyzowania z tej calej bezradnosci sie rozplakalam.Boje sie wychodzic sama
z domu,tylko w nim czuje sie bezpiecznie,poza noca,gdy jestem sama.Gdy jest
ktokolwiek nic sie nie dzieje.Gdy wlaczam ogrzewanie albo wyciagam kabel z
kontaktu mam wrazenie,ze cos wybuchnie albo cos mi sie stanie.Gdy jade
tramwajem zawsze towarzyszy mi niepokoj mimo,ze nie ma realnego
zagrozenia.Nie wiem czego sie boje ale zawsze odczuwam stres.I nawet gdy
jestem w domu a wiem,ze za jakis czas bede musiala wyjsc znow sciska mnie w
okolicach mostka.To trwa juz przynajmniej 4 lata,nie pamietam jak bylo
wczesniej i nie wiem skad sie to wzielo,nie moge sobie tez przypomniej
pierwszego napadu leku.Co ja mam robic??
Obserwuj wątek
    • madziuulaa Re: to mnie zabija :( 13.04.07, 15:09
      Przede wszystkim zmień lekarza, od niego dużo zależy jak przebiegać będzie
      leczenie, jeśli nie chcesz iść do psychiatry wybierz się do psychologa, nie
      zwlekaj, bo objawy same nie ustąpią, nie czekaj, bo niepotrzebnie się męczysz!
      ja bardzo szybko zareagowałam (dosłownie w ten sam dzień), odwiedziłam wielu
      lekarzy (oczywiście zaczęłam od rodzinnego heh), ale udało się i na samą myśl o
      tym co przechodzisz dostaję dreszczy, bo nikt nie jest w stanie, kto tego nie
      przeszedł wyobrazić sobie jakie to piekło, leczenie w moim przypadku trwało 2
      tygodnie, musisz je po prostu wytrzymać, bo nie jest to łatwe, ale potem będzie
      tylko lepiej, uwierz mi bo wiem co mówię, a teraz głowa do góry i szukaj
      lekarza a już niedługo wszystko będzie tylko lepiej, trzymaj się ciepło i
      powodzenia! :) M.
      • olenka_szczecin Re: to mnie zabija :( 13.04.07, 17:28
        Jakim cudem tylko 2 tygodnie??na czym to polegalo??
        Nie zabardzo moge zmienic lekarza bo jestem na psychoterapii wiec mam 5
        psychologow i psychiatre,ktorzy ta terapie prowadza wiec nie wydaje mi sie
        zebym znalazla lepszy zespol.POza tym w nast tyg chce podjac ten temat na
        terapii grupowej i mysle,ze moze psychodrama cos zmieni :)
        • madziuulaa Re: to mnie zabija :( 14.04.07, 10:00
          to znaczy ja leczylam sie farmakologicznie, dwa tygodnie silniejszych lekow, a
          teraz takie podtrzymujace przez jakis czas
    • asik_cz Re: to mnie zabija :( 14.04.07, 17:45
      To co czujesz, to lęk uogólniony - często nie jest on związany z żadna
      konkretna sytuacją, mozesz sie z nim budzić i kłaść spać, może sie nasilać i
      słabnać, mogą występować napady lęku (paniki), którym towarzyszą takie objawy
      jak: szybkie bicie serca, pocenie sie, uczucie duszności, zawroty głowy, lęk
      przed śmiercią i wiele innych. Kazdy chory może mieć inny zestaw objawów,
      trudno tu coś uogólniać, ale często powtarza się np. to co napisałaś o jeździe
      tramwajem (pociagiem, autobusem) Sądze że to sie wiąże z tym, że gdy zamykaja
      sie drzwi mamy wrażenie, że nie ma ucieczki - taki rodzaj klaustrofobii.
      Słuchaj - skoro jesteś na terapii, to już dużo. Uwierz i próbuj to sobie
      powtarzać w czasie napadu lęku - NERWICA NIE ZABIJA. Naprawdę, Wiem co mówię,
      leczyłam sie długo. Najpierw długo były leki, potem psychoterapia
      (indywidualna). Mi osobiście pomagało nazwanie objawów, świadomość, że są
      wspólne dla wielu chorych, że to choroba inteligentnych, wrażliwych ludzi. I
      żaden wstyd. No i oczywiście zrobiłam też kupę badań, które wykluczyły wadę
      serca, nowotwór mózgu, wrzody żołądka i co tam jeszcze mi chodziło po chorej,
      przerażonej głowie :)
      Tylko nie nastawiałabym sie na Twoim miejscu na szybkie efekty. Na pewno
      odpowiednio dobrane leki potrafią pomóc, gdy jest bardzo ciężko (i żadnych
      eksperymentów - zaufaj psychiatrze), ale na dłuższą metę to właśnie terapia
      jest dobrym sposobem.
      Trzymaj sie i walcz o siebie.
      • madziuulaa Re: to mnie zabija :( 15.04.07, 15:12
        próbowałaś inną terapię czy tylko psycho? bo ja zastanawiam sie na poznawczo-
        behawioralna.. może wiesz coś o jej efektach, znasz kogoś kto jej próbował?
        • olenka_szczecin Re: to mnie zabija :( 15.04.07, 16:05
          ja nie znam tego typu terapii i szczerze mowiac jakos sie nie zastanawialam czy
          cos jeszcze moze mi pomoc oprocz tego co robie.Ale moze warto sie zainteresowac.
          • asik_cz Re: to mnie zabija :( 15.04.07, 23:11
            Najpierw trafiłam do psychoanalityka. Nie powiem - pomógł mi, ale to było
            bardzo gorzkie lekarstwo. Trzeba być według mnie już w niezłym stanie
            psychicznym, żeby to zacząć. Moja aktualna psycholożka określiła to tak, że
            psychoanalityk rozkłada człowieka na części pierwsze (to boli, płakałam po
            każdej sesji), żeby potem poskładać go w lepszej kolejności.
            Nie znam sie na teorii psychologii, nie wiem jaka metodę stosuje moja pani
            psycholog, ale czuje, że mnie to "karmi". Po prostu czułam sie lepiej po każdej
            kolejnej sesji. Wzmacniała mnie.
            I to jest chyba jakiś sposób na wybranie metody dla siebie - czy indywidualna,
            czy grupowa, taka czy inna szkoła - ma Ci to pomagać.
            W Szczecinie masz spory wybór, poszukaj spokojnie. Moja pani psycholog to
            również mądry człowiek. Po prostu. I to też jest ważne. Trzymaj się. Jak
            chcesz, możesz do mnie napisać na adres gazetowy
    • olenka_szczecin Re: to mnie zabija :( 16.04.07, 20:28
      dzis zdecydowalam,ze rezygnuje z terapii grupowej i przechodze na
      indywidualna.Zmieniam osrodek i psychologa,bo w tym zamiast zdrowiec tylko sie
      cofam i coraz bardziej mecze ze soba.Dzis nasluchalam sie tyle
      pseudointeligentnych farmazonow,ze wyszlam z siebie i usiadlam
      obok.Powiedzialam jej o swoich lekach,o tym wszystkim co sie ze mna dzieje i ze
      zdaje sobie sprawe,ze to moze trwac lata,tzn wychodzenie z nerwicy.A co
      uslyszalam??ze z takim podejsciem to bede musiala przychodzic do niej przez
      wiele lat i ze gratuluje mi pomyslu.A jak ja zapytalam co ma robic z tymi
      lekami,jak mam sobie z nimi radzic??to uslyszalam,ze skoro te leki mi
      towarzysza tzn ze jest mi z nimi dobrze,bo widocznie wzbudzam dzieki temu
      zainteresowanie wsrod inncych osob.A jak juz mam ochote sobie z nimi poradzic
      to mam doprowadzic do spotkania silnej Oli ze slaba Ola i doprowadzic do tego
      zeby ze soba pogadaly ;/ powiedzialam,ze nic nie rozumiem z tych jej dziwnych
      rad i nie potrafie ich zastosowac w swoim zyciu.A ona,ze jestm na tyle
      inteligentna osoba,ze powinnam sie domyslic ;/ to chyba oznacza,ze jestm glupia
      skoro nic nie rozumiem ;/
      • asik_cz to nie Ty jesteś głupia 16.04.07, 22:36
        j.w. Faktycznie, na moje wyczucie troche to dziwne podejście. Moja psycholog,
        tak jak chyba pisałam, jest przede wszystkim madrym człowiekiem. I to sie czuło
        od początku. Ja sie nawet w pewien sposób dopraszałam "naukowych farmazonów",
        tzn na początku bardzo chciałam usłyszeć troche definicji, objawów, ustalić
        plan i zakres działań i pracować punkt po punkcie. Nie dało sie.
        Początki zawsze są trudne i na pewno warto dać trochę czasu na nawiązanie więzi
        z psychologiem. Ja na początku, jak słyszałam, że ona przede wszystkim zacznie
        od tej wiezi, to mi sie wydawało sztuczne. Myślałam sobie - jaka więź? Płacę i
        mamy mieć stosunki profesjonalne. Broniłam sie w pewien sposób przed wszystkim,
        co mogło sugerować bliskość, właśnie tę więź między nami, podejrzewałam, że ona
        udaje troskę o mnie (no bo przecież płacę). I też się zastanawiałam, czy nie
        zrezygnować.
        Teraz wydaje mi się, że to pewien specyficzny rodzaj przyjaźni - trochę
        jednostronny, bo przecież ja jej nic z siebie nie daję (no, oprócz forsy ;),
        ale tego naprawdę nie czuć między nami), a ona pomaga mi niesamowicie. I jest
        bardzo daleka od schematów, od wyświechtanych psychologicznych farmazonów.
        Często mnie zaskakuje swoim podejściem do problemów życiowych i rodzinnych.
        Jest takie... zdroworozsądkowe, ludzkie. Nie ma nic wspólnego z wyobrażeniem
        psychologa budowanym na podstawie amerykańskich filmów.
        Nie wiem, na kogo trafiłaś i czego Ty w psychologu szukasz, bo każdy człowiek
        jest przecież inny i nie dopasujesz tu żadnych schematów.
        Jeśli jesteś ze szczecina, to spróbuję się wywiedzieć o godnych polecenia
        psychologów, jeśli chcesz. Znajomy kończył PAM i wiem, że trochę się w tym
        środowisku orientował. Jeśli chcesz takie informacje, napisz mi na maila
        gazetowego.
        • mmonika4 hejj 11.05.07, 11:32
          tak czytam co piszecie, i mysle o tym wszystkim co sie zemna dzieje,
          stracilam siły,nie wieeem,czuje sie jakby to byla przerwa w zyciu.
          mam lęk napadowy z agorafobia,lecze sie juz jakis czas,roznie,pierw bez lekow-
          analitycznie indywidualnie,teraz z lekami na poznawczo-behawioralnej,od wczoraj
          zmienilam lek na seroxat,doraznie xanax,i tak ogolnie rzecz biorac-ja juz nie
          chce,nie moge,sily nie mam.tyle o tym wszystkim wiem,ale po prostu zyc,majac
          ciagle pietra,sie po prostu nie da.powatrzam sobie ze to minie etc,ale nie wiem
          juz co robic i co dobre dla mnie,co mi pomoze.

          prawda jest,ze ktos kto nigdy tego nie zasmakował nie rozumie o co chodzi,i nie
          wie co znaczy taki lęk.nawet jesli bardzo stara sie zrozumiec.
          • madziuulaa Re: hejj 11.05.07, 20:26
            hey, ja lecze sie od roku i jak przypominam sobie to, co przezylam na poczatku
            leczenia (to, co bylo oczywiscie jego powodem) to ciarki mam na plecach, musisz
            sobie powtarzac, ze to minie, ze tak nie bedzie zawsze, ja w ciagu pierwszych
            dwoch tygodni leczenia powtarzalam sobie to codzinnie rano, ze to minie i ze
            dam sobie rade, co rzeczywiscie sie stalo, minelo po ok 2 tygodniach brania
            lekow, pozniej bylo lepiej, a teraz moge powiedziec, ze jest normalnie, tyle
            tylko ze codziennie biore rano tabletke, prawda jest, ze kto tego nie przezyl
            nigdy nie zrozumie na czym polega ta choroba i jak ciezko przejsc przez
            najgorszy okres jej ostrej fazy. Trzymam za Ciebie kciuki i wierze ze i Tobie
            sie uda :) kto nie walczy nie wygrywa. 3maj sie cieplo, M.
            • bszalacha Re: hejj 28.05.07, 22:52
              Niepokoi mnie,że jesteś na psychoterapii,dodatkowo pod opieką psychiatrów a
              lęki jak były,tak są.czy w ogóle poruszał ktoś z Tobą tematy zwiazane z
              opuszczeniem?jak Twoje relacje z osobami najblizszymi/matką/?Widać golym
              okiemco dzieje się z Tobą w sytuacjach,gdy zostajesz sama.
              Nie chcę się wymadrzać ale,gdyby nie pomagało,zaproponuj,by skierowano cię do
              psychoterapeuty/prawdziwego/na indywidualną terapię.Myslę,ze potrzebny jest ci
              kontakt bardzo bliski z drugą osobą.Trzymaj się.
              • monikapanika :( 31.05.07, 15:26
                Oj tak.. agorafobia mnie wykańcza. Mam 16 lat, od roku cierpie na to badziewie..
                Przy pierwszym ataku myślałam, że to zawał, nie mogłam oddychać, nie wiedziałam
                co sie ze mną dzieje, zreszta mam tak do chwili obecnej. 11 czerwca mam wizyte
                u psychiatry (czekałam na nia ponad pol roku, prywatnie, wiec wole nawet nie
                myslec ile czekalabym na kase chorych..)Bałam sie ze jestem jedyna z
                agorafobia, dopiero niedawno w rozmowach w toku dowiedzialam sie ze mam wlasnie
                agorafobie. I strasznie sie ciesze, ze sa tu osoby, ktore wiedza o czym mowie.
                Tak chciałabym juz sie tego pozbyć.. Boje sie wyjsc gdziekolwiek, do szkoly
                odwozi mnie mama, wracam z kolezanka. To wszystko jest w podswiadomosci. To nie
                jest choroba fizyczna. Kiedy mam wrocic kawalek sama, juz po pierwszych krokach
                czuje ze jest cos nie tak, ze mam atak (rozumiecie, no nie?) We wrzesniu ide do
                liceum ;( boje sie... :(

                To co mnie wkurza: jestem w domu, w swoim pokoju, jest ok, bo wiem ze moja mama
                jest obok "jakby coś". Moze ona spac, moze sprzatac, nie musze jej widziec, ani
                slyszec, ale musi byc w domu. Nic sie ze mna nie dzieje, ale jesli wyjdzie to
                juz sie zaczyna. Glupie to jest, taki meczace!! Nigdzie nie ruszam sie bez
                moich tabletek Sedatif PC. Sa bez recepty, ale boje sie brac lekow ktore zaleci
                mi psychiatra. Boje sie ze bedzie sie ze mna zle dzialo, kiedy je zazyje :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka