husky18
15.05.07, 21:54
Znów się zaczęło i myślę sobie, że z tej choroby poprostu nie ma wyjścia. Czy
ktoś z Was poprostu nie chce żyć???? Jestem już zmęczona. Poprostu chciałabym
wreszcie zasnąć i odpocząć. Tyle lat.... Ostatnio przez 9 tygodni byłam w
ciąży- najlepszy czas... Pierwszy raz od lat powiedziałam sobie, że wygram z
depresją. Miałam dla kogo żyć. Miał być ślub, dzidziuś i happy end. Mój
przyszły mąż miał mnie uratować od mojej rodziny-rycerz. No ale odszedł,
wystraszył się... został dzidziuś ale tylko 9 tygodni. Umarł. Byłam w
szpitalu. Tyle krwi widziałam tylko na filmach. Żaden lekarz nie uprzedził
mnie, że wywołanie poronienia tak wygląda.......Umarła ostatnia nadzieja, że
będzie lepiej. Ponoć jestem w stanie żałoby. Rodzina? Byli dla mnie po 32
latach cudowni przez 2 miesiące-bo byłam w ciąży i ktoś mnie chciał.Znów po
poronieniu stałam się "zła" "do bicia". I już mi poprostu na życiu nie
zależy. Może i będzie lepiej ale ja już nie chcę czekać. Nie zależy mi
na "lepiej". Zaczęłam znów kopować sobie nasenne. Chcę odejść...Po tylu
próbach może teraz się uda. Przestałam już pytać dlaczego. Dziś nawet już
zrezygnowałam z wizyt u psychologa. Pani doktor nawet mnie nie zatrzymała-
myślę, że skreśliła mnie już dawno. Nie wiem kiedy ale wiem że już więcej nie
chcę czekać na cud. PRZEGRAŁAM a może właśnie przez śmierć WYGRAM???
husky