larme1
10.06.03, 21:28
jakis czas temu zalozylamwatek, ze wszystko mnie wkurza,ze nie umiem sie z
zycia cieszyc. mialam nawet sie di jakiegos specjalisty wybrac....ale tak sie
stalo,ze zjawil sie on. bylo o niebo lepiej.nieby majac juz w przeszlosci
rozne przypadki, trzymalam sie na bacznosci....nie zakochalam sie. poznalismy
sie na silowni. tak mnie jawnie podrywal,ze wszyscy dookola sie pytali,czy
juz ze soba jestesmy...ja wrecz bylam pewna,ze z tego cos bedzie i po raz
pierwszy w zyciu komus bedzie na mnie zalezalo. dzis tez z nim rozmawialam i
od jakiegos czasu zachowywalismy sie jak kumple...wiec zapytalamna czym
stoje...zaproponowal przyjazn,bo sie okazalo,ze jest zakochany w jakiej
innej. poczulam sie okropnie. nie moge od rana przestac plakac. i to nie
dlatego,ze mnie nie chce czy cos. jestem tak kropnie zla na siebie.
poczulam,ze moge byc czym lepszym...a wychodzi na to,ze i tak bede zerem.
musze miec cholerny usmiech na ustach, by sie inni nie uzalalinade mna. mam
dosc. jedyne na co mam ochote to strzelic sobie w lep! mam serdecznie dosc
tego parszywego zycia!