jakasik
30.06.03, 08:25
To już trwa kilka dni i nie rozumiem o co chodzi! Kiedyś miałam depresje,
więc wiem jak to jest. Ale od początku:
Mieszkam z facetem prawie rok. Jest tak sobie, raz lepiej raz gorzej, czyli
normalnie. Facet pracuje czasem do późna i nie ma problemu, potrafię się
czymś zająć. Nagle choroba jego ojca. Szpital. Dom. Śmierć. No i teraz
dramat. Kiedy jestem z moim facetem czuję się dobrze. Rozmawiamy. Jak tylko
Go nie ma zaczynam się trząść w środku, jest mi niedobrze, serce podchodzi mi
do gardła. Nie jestem w stanie nic kompletnie zrobić!!! Siedzę i czekam aż
przyjdzie. Nie wiem jak wytrzymam dzisiejszy dzień. Właśnie jestem w pracy i
ledwo się trzymam! Mam głupie myśli, nie widzę w niczym sensu, chce mi się
płakać. Dlaczego gdy jestem przy Nim jest wszystko OK, a bez niego wariuję!
Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. To jest wręcz niesamowite. Czy ja nagle
się od Niego uzależniłam??? Co myślicie na ten temat?