nt.85
19.10.07, 11:09
nie obraźcie się za to co napisze, nie chce nikogo dotknąc, tylko mam takie
przemtslenie, nawet odnosnie jakies wątku "co 3-cia osoba chora" tak mi się
nasunęło i muszę to powiedzieć:
owszem, miałem życie h..owe, narobiłem strasznie dużo głupstw ale to dlatego
że taka jest moja natura...z tym się już nie da walczyć.żeby mieć święty
spokój i nie słuchać więcej obelg że jestem psychiczny, zgodziłem się na
wizytę u psychiatry. bałem się, ale dzień przed jeszcze wierzyłem że będzie
ok. wiżyta była porażką. już nie wdaje się w szczegóły, ale nie tak powinna
wyglądać wizyta. lekarka wyjechała nagle (widząc mnie 1 raz w życiu) że mam:
borderline, oraz jkies zaburzenie dwubiegunowe(nie pamiętam). koniec. do domu,
urlop, leki.w perspektywie zastrzyki, żeby łatwiej było zapanowac nad takim
trudnym pacjentem.
mija kolejny dzień. z każdym dniem jestem coraz bardziej chory. już nawet
grzecznie biorę leki, choć czuję się strasznie po nich. już nie chce mi się
szukać innego psychiatry żeby zweryfikował diagnozę. mój brat też na urlopie z
racji opieki, to że się jeszcze nie zagryźliśmy to cud. coś gada, że tez
zwariował przy mnie. już wierzę w chorobę, szukam w internecie informacji,
grup wsparcia...
może moje życie nie było piękne, ale moje własne: praca, pływanie, dom(coś
robiłem w domu), potem znów basen albo tv i spać. teraz jest:
łóżko, snucie się w poszukiwaniu zaczepki, tv- odpada bo nie moge patrzec w
ekran więc znów łóżko, płacz, ssanie kciuka. spanie.spanie.spanie.
jak łatwo zejść na samo dno.
tylko trzeba uwierzyć w chorobę.
jak czytam niektóre posty na forum, jestem przerażony co się z ludźmi dzieje.
wszyscy się leczą od lat. co będzie z nimi?
przepraszam jesli kogos uraziłem, nie chciałem