kontrreformacja
06.11.07, 21:28
Siedzę cały dzień w domu. Mąż w pracy. Kiedy wraca, jest zmęczony.
Własnie śpi. Kiedy nie spi - zamęczam go, bo chcę z kimś
porozmawiać. Czuję się jak piąte koło u wozu. Znajomi mają swoje
zajęcia, jakoś chyba nie narzekają na brak towarzystwa. W sobotę
zrobiłam kolację dla znajomej pary. Zadzwonili godzinę wcześniej, że
nie przyjdą bo są zmęczeniu po podróży. Od czasu do czasu dzwonię do
siostry, ale akurat zawsze gdzieś pedzi, albo jest umówiona ze swoim
narzeczonym. Po co mi ci ludzie?! Jakoś nie potrafię się sama sobą
zająć. Zamiast zrobić coś produktywnego, snuję się po domu bezsensu.
Nie wiem, co robić, żeby się jakoś mentalnie w dupę kopnąć. Półtora
roku terapii i ciągle ta sama marudna nędza ze mnie.