count28
04.12.07, 21:22
2007 rok...piękna wiosna, przyjaciele, radość życia, świetna praca,
milion planów na sekundę, lato, plaża, słońce...przychodzi jesień.
Zbieg różnych przypadków...tracę kogoś bliskiego. Nie mogę spać, nie
mogę jeść, wsiadam do samochodu i nie wiem po co, wszystkie plany
nagle się rozmyły. Uciekam do domu, zamykam się w 4 ścianach. Nie
mam ochoty nigdzie wychodzić, wstawać rano do pracy, pomagać innym.
Wybucham płaczem gapiąc się w okno, jadąc samochodem. Byłem nawet w
kościele, czego nie robiłem od lat. Nie chce tak żyć. Nie potrafię
sobie pomóc. Zawsze radziłem sobie z dołami w mgnieniu oka. Teraz?
Teraz nie potrafię o tym mówić. Udaję, że wszystko jest dobrze.
Uśmiecham się, żartuję... Facet a tak się rozkleił. Powinienem być
silny dla bliskich a nie potrafię. Nie wiem co mam z sobą
zrobić...gdzie uciec, co zrobić, by zapomnieć o tym wszystkim,
cofnąć czas, uspokoić się, wyciszyć, odpocząć. Chciałbym, żeby
wszyscy o mnie zapomnieli.
Jestem bezradny, bezsilny...