carmi
22.08.03, 21:09
Nie jest to wątek depresyjny (by może jeszcze nie)
ale nie bardzo wiem gdzie mogłabym to zamieścić a tu może znajdzie
się choc kilka osób które mi potrafia doradzić
Chyba narozrabiałam i potrzebuję pilnej rady !
Sytuacja :
Spóźnione imieniny mojej przyjaciółki.
Osoby : moja przyjaciółka, jej facet i ja.
Ok godz 23:00 koniec "imprezy", czas do domu.
Facet przyjaciółki proponuje mi, że mnie odwiezie.
Wsiadamy od samochodu i ... zaćmienie w moim mózgu.
Zaczynam się czuć dziwnie, mówię, że nie chcę jeszcze wracać
do domu, proponuję że podjedziemy kawałek i przejdziemy się
jeszcze (jest takie miejsce, które lubię). On się zgadza.
Jedziemy, przechodzimy się i nic, choć daję mu delikatne sygnały.
On nie reaguje jakoś niezwyczajnie,zachowuje się tak, jak na koleżeńskim
spacerze z przyjaciółką swojejkobiety.
Mnie po godzinie "przechodzi", dochodzę do siebie, zaczynam
myśleć trzeźwo, odwozi mnie do domu.
Wysiadam z samochodu, żegnamy się i ... jego spojrzenie i twarz
niby niezmącone żadnym szczególnym grymasem czy emocją ale ...
jakiś minimalny błysk oka, jakiś cień na twarzy. Moje przerażenie : on
wiezdiał, od początku czuł. Za późno, zrobiłam - próbowałam zrobić - coś
niewybaczalnego a on od początku to wiedział. Popłoch, panika, nieprzespana
noc
I teraz co dalej
1) Czy powiedzieć Ewie wszsytko, tzn że wyciągnęłam go na spacer ?
2) Czy nie powiedzieć. ?
Bo jeśli powiem, a on jej nie powie, to Ewa go "zje". Znam ją. Będzie, że
zdrajca. Jeśli nie powiem a on powie, to Ewa mnie "zje". Znam ją. Będzie
po przyjaźni.
Jeżeli zadzwonię do niego i zapytam, czy powiedział Ewie, to
przyznam się oficjalnie, że miałam w stosunku do niego pewne zamiary, a tego
bym nie chciała, ponieważ po pierwsze nie jestem jednak do konca pewna czy
faktycznie je wyczuł i nie wiem czy własnie dopiero teraz
nie "rozkręciłabym"tematu, po drugie jeżeli mnie jedank wtedy wyczył
a teraz ja dzwoniłabym w roli "wycofującej" się a on dalby mi jakoś
do zrozumenia, że mnie wtedy wyczuł to czułabym się (sama nie wiem dlaczego)
jakoś upokorzona.
Co robić, mam 32 lata, spore doświadczenie, niejedno przeżyłam,
kilka probemów rozwiązałam, ale w tym wypadku czuję, że sytuacja (jeżeli to
jest "sytuacja")
wymyka mi się spod kontroli. Poradźcie proszę coś, bo zaczynam wierzyć
że jedynym wyjściem jest faktycznie zaciągnięcie go do łóżka : wtedy oboje
będziemy winni i spokój... a jeśli nie ?!
Tamara