18.05.08, 12:15
Zainteresowało mnie twoje zdanie na temat psychoterapii, czy możesz napisać
dlaczego w nią nie wierzysz?
Obserwuj wątek
    • demole Re: Bertrada 18.05.08, 12:18
      być sobiepanem,to co innego,
      a pozwolić żeby ktoś przejął nad tobą kontrolę -co innego,

      dlatego nie chce słuchać wymówek o jakimś siadaniu w pierwszym rzędzie kiedy
      mnie tam prawdopodobnie wypchnęli,
      albo o wybieraniu,kiedy idea została ukradziona ze średniowiecznej księgi

      jak z tego powychodzić ?
      jedy ne to -że zdaje sobie jeszcze sprawę
      • demole niemoge pozwolić żeby przejmowano nedemna kontrolę 18.05.08, 12:19

      • nielegalne_przesluchanie Re: Bertrada 19.05.08, 17:30
        przestań sluchac radia maryja,
        to zostaniesz bezboznikiem
        • abasia471 Re: Bertrada 19.05.08, 19:28
          Bertrada, stawiasz tezy, które są trudne do obronienia. Gdyby było
          tak jak mówisz, to człowiek dotknięty taką przypadłością, powinien
          ze sobą skończyć, bo nie miałby szansy na normalne życie. Mówienie,
          że nauczenie się życia z chorobą, udawanie zdrowego do niczego nie
          prowadzi, jest kompletną bzdurą. Po wypadku zapadłam na depresję a
          psychoterapia skojarzona z leczeniem farmakologicznym pozwoliła mi
          wrócić do grona żywych. Dzięki psychoterapii nauczyłam się żyć
          pełnią życia, pomimo bólu i ograniczeń fizycznych, więc stanowczo
          nie mogę się z tobą zgodzić. Piszesz, że psychoterapeuci nie są w
          stanie zmienić pacjenta i to jest prawda, bo zmienić można się
          jedynie samemu wkładając w tę zmianę własny wysiłek. Negatywne
          myśli, przewlekły stres tworzą w naszym mózgu takie ścieżki, które
          ułatwiają zagnieżdżenie się depresji, więc nie mów, że nikt nie
          udowodnił, że środowisko zewnętrzne nie może powodować depresji,
          czy innych chorób. Stres potrafi zabić, bo obniża odporność naszego
          organizmu a depresja to nic innego jak rak duszy. Uważam, że
          leczenie farmakologiczne bez powiązania z psychoterapią nie daje
          szansy na trwałą poprawę, bo nie ma jakiejś tabletki szczęścia,
          która nauczy nas żyć.
          • bertrada Re: Bertrada 20.05.08, 05:16
            Depresja spowodowana wypadkiem powinna ustąpić samoistnie. Wystarczy
            odpowiednio długi okres rekonwalescencji. Tak jak przy złamaniach,
            czy innych urazach. One w gruncie rzeczy też goją się same. Być może
            taki stan czasowego otępienia po traumatycznym przeżyciu ma nawet
            jakies ewolucyjne uzasadnienie.

            Poza tym naprawdę nie udowodniono skuteczności psychoterapii. To co
            pisałam o badaniach nad depresyjnymi mózgami wyraźnie to pokazało.
            Psychoterapia powodowała co prawda zmiany w płatach czołowych ale
            nie były to zmiany spowodowane leczeniem. Ja wcześniej tylko
            spekulowałam co mogło być tego przyczyną. Psychoterapia mi się
            faktycznie kojarzy z rodzajem szkolenia z zakresu autoprezentacji i
            prawidłowego zachowania się w określonych sytuacjach. Ale jakby o to
            chodziło to zmiany byłyby w wielu innych rejonach mózgu.

            Płaty czołowe odpowiadają głównie za abstrakcyjne myślenie,
            filozofowanie i kombinowanie dlaczego coś jest tak a nie inaczej. A
            psychoterapia właśnie polega na analizowaniu całego życia,
            rozbieraniu wszystkich wydarzeń na czynniki pierwsze itp. Czyli
            faktycznie aktywizuje płaty czołowe, które na skutek intensywnego
            treningu pewnie zwiększają swoją gęstość i aktywność. Ale one nie są
            odpowiedzialne za powstawanie depresji, więc ich trening w niczym
            nie może pomóc.
            • bertrada Re: Bertrada 20.05.08, 05:28
              Psychoterapia może się sprawdzić podczas terapii lekkich zaburzeń
              osobowości. Np. przeciętny człowiek o zdrowym mózgu intuicyjnie wie,
              że w domu powieszonego nie rozmawia się o sznurze. A człowiek ze źle
              ukształtowanym mózgiem nie widzi takich subtelności i nie rozumie
              dlaczego wpada w kłopoty i ludzie go nie lubią. Terapia ma na celu
              nauczyć delikwenta dlaczego tak się dzieje. I faktycznie jak taka
              osoba zrozumie dlaczego ma wrogów i czym to jest spowodowane oraz
              nauczy się prawidłowych zachowań w określonych sytuacjach to jej
              życie się poprawi. I jeżeli te kłopoty powodowały stany lękowe czy
              depresyjne to zlikwidowanie przyczyny, zlikwiduje również wszystkie
              wtórne przypadłości. I jest to jedyna sytuacja, kiedy psychoterapia
              ma sens i może pomóc.

              To wszystko działa tylko w przypadku lekkich zaburzeń. Poważne
              zaburzenia osobowości są nieuleczalne i żadna terapia tego nie
              zmieni. Podobnie jak nie uleczy żadnych chorób.
              • allicez Re: Bertrada 20.05.08, 10:05
                skąd u ciebie ta wiedza? Sama się tym interesujesz? To ciekawe co piszesz.
    • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 13:44
      Już chyba setki razy wypowiadałam się na ten temat. Nie wierzę w jej
      skuteczność cały czas z tego samego powodu. ;P

      Bo wszystkie psychiczne problemy są spowodowane fizycznymi zmianami
      w mózgu. Albo jest niewłaściwa liczba neuronów, albo
      neuroprzekaźników albo receptorów albo wszystko się zgadza tylko źle
      funkcjonuje. A przyczyną tego wszystkiego są albo geny, albo
      zakażenie wirusowe, albo choroba autoimmunologiczna, albo
      uszkodzenie spowodowane jakimś czynnikiem zewnętrznym. I nie ma
      fizycznej możliwości, żeby to ponaprawiać przez rozprawianie o
      bzdetach.

      Podobnie jest z innymi chorobami, które powodują zmianę zachowania,
      np choroby tarczycy, nadnerczy, cukrzyca, czy głupia grypa. Tutaj
      też nie stosuje się psychoterapii i jakoś nikogo to nie dziwi.
      • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 13:50
        o boze, co za dzielna komunistka
      • allicez Re: Bertrada 18.05.08, 14:09
        czytając te wszystkie fora o depresji, fobii, odnoszę wrażenie, że leki nie
        dają takich efektów jakich byście się spodziewali nawet po kilku latach, terapia
        też nie najlepiej się sprawdza. Nie wiem czy ci wszyscy lekarze, terapeuci,
        którzy mówią o skuteczności, tych metod naprawdę nie zdają sobie sprawy, z tego
        jak rzeczywistość wygląda, bo wychodzi na to, że chcą wmówić, że oni tak
        naprawdę nie zdają sobie sprawy z wielkiej frustracji osób, które mają depresję,
        nerwice.
        Z tego co piszecie to chemia owszem poprawia nastrój, ale nie do końca, cześć z
        was ma pecha do psychologów, jeden, dwa lata na poszukiwanie innego, bo ten się
        nie sprawdza i co za tym idzie strata pieniędzy. Nie wiem czy to ma wszystko
        sens, wy chyba nadzieją żyjecie.
        • allicez Re: Bertrada 18.05.08, 14:14
          walka z depresją 10 i więcej lat co to za życie, dlaczego ci psycholodzy są tacy
          nieudolni?
        • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 14:24
          Znalezienie dobrego specjalisty jakiejkolwiek dziedziny jest trudne.
          Wystarczy sobie poczytać fora o zdrowiu. Żeby trafić na jekiegoś
          sensownego lekarza to trzeba przejść przez ręce kliku lub nawet
          kilkunastu konowałów.

          W przypadku psychiatry sparawa komplikuje się jeszcze bardziej, bo
          pacjent nie ma ani siły ani motywacji na poszukiwania i jak wreszcie
          się zdecyduje na wizytę to trzyma się kurczowo tego jedynego nawet
          jak terapia nie skutkuje.

          Dlatego nieoceniona jest na tym etapie leczenia, rola rodziny. Ktoś
          trzeźwy powinien chodzić z chorym na wizyty i sam swoim trzeźwym
          okiem ocenić czy lekarz jest sensowny i czy terapia jest skuteczna,
          czy szukać kogoś innego. Ale z własnych obserwacji i doświadczenia
          wiem, że posiadanie takiego fajnego bliskiego graniczy a cudem.

          A co do psychoterapii to nie udowodniono dotychczas jej
          skuteczności. Wiadomo jedynie, że pierwsze efekty można osiągnąć po
          5 latach terapii. W tym czasie to może dojść do samoistnej poprawy
          stanu zdrowia albo do subiektywnego odczucia poprawy, zwłaszcza, że
          nikt już nie pamięta jak było wcześniej. A, że psychoterapeuta
          najczęściej umie manipulować ludźmi to i pacjenci go lubią i
          trzymają się go kurczowo, nawet jak nie ma wymiernych efektów
          leczenia.
          • only_isabelle Re: Bertrada 18.05.08, 14:36
            jest mnóstwo szkół na źródła depresji,
            Bertrada prezentuje podejście neurobioloiczne,

            osobiście wierzę, że w 100%, że emocje
            (stłumione i nieuświadomione)powodują dolegliwości ciała i duszy,
            z pomocą podejścia psychoanalitycznego jestem w trakcie leczenia,
            każdy ma wybór metody, tak myślę,

            u mnie problem jest natury emocjonalnej, leki nie pomagały,
            na agorę zupełnie,
          • allicez Re: Bertrada 18.05.08, 15:21
            bertrada napisała:
            A co do psychoterapii to nie udowodniono dotychczas jej
            > skuteczności. Wiadomo jedynie, że pierwsze efekty można osiągnąć po
            > 5 latach terapii. W tym czasie to może dojść do samoistnej poprawy
            > stanu zdrowia albo do subiektywnego odczucia poprawy, zwłaszcza, że
            > nikt już nie pamięta jak było wcześniej.

            nie uważasz, że to kpina? 5 i więcej lat? Rozumiem, że dojście co jest źródłem
            problemu zajmuje mniej niż pół roku, ale chyba zamiast o nich gadać mogliby
            zaproponować klientowi, jakąś metodę za pomoca której wyjdzie z dołka. Czy
            osoby, które chodzą na terapię dłużej i krócej mogły by napisać jak z nimi
            pracuje psycholog terapeuta?
            • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 15:59
              Obecnie nawet psychoterapeuci nie twierdzą, że są w stanie zmienić
              pacjenta. Psychoterapia najczęściej polega na nauczeniu pacjenta jak
              radzić sobie w życiu pomimo jego problemów i jak z nich zrobić atut.
              Pomaga też człowiekowi zaakceptować siebie takim jakim jest. Coś jak
              kurs asertywności i autoprezentacji.
              • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 16:03
                bo obecnie psychologia ma w dupie ludzi, prowadzi wlasnie kursy autoprezentacji.
        • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 15:06
          Nie wiem czy ci wszyscy lekarze, terapeuci,
          > którzy mówią o skuteczności, tych metod naprawdę nie zdają sobie sprawy,


          terapeuci oferuja uzdrowienie przeniesieniowe, a ze o skutecznosci mowia , no to
          kazdy mowi ze jego proszek jest najlepszy
          • only_isabelle Re: Bertrada 18.05.08, 15:10
            bingo, ale ku****to działa
            • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 15:13
              jak dziala jak nie dziala.
      • mama2b Re: Bertrada 18.05.08, 14:46
        Bo wszystkie psychiczne problemy są spowodowane fizycznymi zmianami
        w mózgu

        a da sie to jakos zbadac?
        • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 15:08
          > a da sie to jakos zbadac?

          a po co, przeciez to wyznanie wiary bertrandy.
        • only_isabelle Re: Bertrada 18.05.08, 15:08
          podobno najważniejsze są pierwsze 2 lata w życiu dziecka,
          dla rozwoju (teoria Piageta), nie da się tego zbadać namacalnie,
          wówczas kształtują się różne procesy, nasz potencjał,
        • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 15:09
          Da się. Najnowocześniejsze urządzenia do rezonansu magnetycznego itp
          są w stanie zobrazować mózg i jego uszkodzone części. Przy pomocy
          tych metod testuje się skuteczność terapii.
          Depresja jest najczęściej spowodowana uszkodzeniami w korze
          przedczołowej. Pod wpływem farmakoterapii juz po kilku tygodniach
          zaobserwowano zmiany w tej strukturze. Natomiast po psychoterapii,
          żadnych zmian nie było. Zaobserwowano pewne zmiany w płatach
          czołowych, ale faktycznie po dużo dłuższym czasie. To by miało sens,
          bo psychoterapia nie leczy choroby tylko uczy pacjenta jak z nią
          żyć. Pzcjent jest nadal chory tylko zaczyna zachowywać sie
          zachowywać jak zdrowy. To może działać w przypadku lekkich zaburzeń
          ale typowej depresji oszukać się nie da.
          • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 15:12
            oboze, zakazac kobietom czytac!!!!
          • mama2b Re: Bertrada 18.05.08, 15:31
            Da się. Najnowocześniejsze urządzenia do rezonansu magnetycznego itp
            > są w stanie zobrazować mózg i jego uszkodzone części

            Jakie to urzadzenia i gdzie to mozna zrobic? Bo wole raz zaplacic a
            dobrze za rezonans niz za 5 lat terapii, ktora na nic sie nie przyda.

            Pzcjent jest nadal chory tylko zaczyna zachowywać sie
            > zachowywać jak zdrowy

            Jak dla mnie to jest wystarczajace tylko niech ktos mnie tego dobrze
            nauczy.
            • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 15:51
              > Jakie to urzadzenia i gdzie to mozna zrobic? Bo wole raz zaplacic
              a dobrze za rezonans niz za 5 lat terapii, ktora na nic sie nie
              >przyda.

              Nie przeprowadza się jeszcze zadnych badań diagnostycznych tego
              typu. To wszystko jest w fazie badań naukowych.

              > Pzcjent jest nadal chory tylko zaczyna zachowywać sie
              > > zachowywać jak zdrowy
              >
              > Jak dla mnie to jest wystarczajace tylko niech ktos mnie tego
              >dobrze nauczy.

              Udawanie zdrowego do niczego nie prowadzi. Równie dobrze można
              nauczyć się ignorować ból czy jakiś inny dyskomort. Ale w
              rzeczywistości on nigdy nie ustąpi od tego a człowiek stanie się
              jeszcze bardziej sfrustrowany albo zobojętnieje totalnie na
              wszystko. Poza tym skuteczność tego jest mocno dyskusyjna. W ten
              sposób próbowano kiedyś leczyc homoseksualizm. Jedynym tego efektem
              było, że gej zaczynał udawać kogoś hetero. A to juą prowadziło do
              totalnej katastrofy.
              • mama2b Re: Bertrada 18.05.08, 16:03
                Udawanie zdrowego do niczego nie prowadzi. Równie dobrze można
                nauczyć się ignorować ból czy jakiś inny dyskomort. Ale w
                rzeczywistości on nigdy nie ustąpi od tego a człowiek stanie się
                jeszcze bardziej sfrustrowany albo zobojętnieje totalnie na
                wszystko. Poza tym skuteczność tego jest mocno dyskusyjna. W ten
                sposób próbowano kiedyś leczyc homoseksualizm. Jedynym tego efektem
                było, że gej zaczynał udawać kogoś hetero. A to juą prowadziło do
                totalnej katastrofy.

                Ok terapia-nie, rezonansu nie ma jak zrobic, no wiec co robic?
                • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 16:08
                  Na podstawie objawów dobiera się odpowiednie leki. Dobór faktycznie
                  polega na próbach i błędach. Podobnie jest z ustawieniem leczenia w
                  innych chorobach. Też ciężko jest komuś wyregulować poziom cukru we
                  krwi, poziom hormonów tarczycy itp. Pomimo, że tam są badania
                  laboratoryjne.
                  Psychiatria to zwykła endokrynologia zajmuja się hormonami
                  wydzielanymi przez układ nerwowy. Żadne cudo.
              • mama2b Re: Bertrada 18.05.08, 16:06
                Tu napisalas:
                Da się. Najnowocześniejsze urządzenia do rezonansu magnetycznego itp
                są w stanie zobrazować mózg i jego uszkodzone części. Przy pomocy
                tych metod testuje się skuteczność terapii.

                A tu:
                > Nie przeprowadza się jeszcze zadnych badań diagnostycznych tego
                > typu. To wszystko jest w fazie badań naukowych.

                No to jak? Da sie czy nie da sie?
                • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 16:12
                  Jest kilka ośrodków naukowo badawczych, które przeprowadzają tego
                  typu badania. Ale nie weszły one jeszcze do kanonu badań
                  diagnostycznych. Prawdopodobnie z powodu wysokich kosztów. Żeby tak
                  dokładnie zobrazować mózg, trzeba użyć najnowocześniejszego i
                  najdokładniejszego sprzętu, który do niczego innego się nie przyda.
      • zoltanek Re: Bertrada 18.05.08, 15:17
        tak,
        ludzkie zachowanie jednoznacznie wyznacza struktura chemiczna mózgu.
        to trywialne twierdzenie zna pewnie co drugi przedszkolak. Indii nie odkryłaś.
        najprostszym i najskuteczniejszym sposobem(dotąd znanym ludzkości) przywrócenia
        homeostazy mózgu jest psychoterapia.
        Więcej nie chce mi się pisać.
        Twoje argumenty są po prostu bezdennie głupie. Wkurzony jestem, bo po 1 dwóch
        zdaniach liczyłem przeczytać logiczny wywód dlaczego psychoterapii nie, a lekom
        tak, a tu dupa, sranie blondynki
        • allicez Re: Bertrada 18.05.08, 15:27
          zoltanek napisał:
          ak,
          > ludzkie zachowanie jednoznacznie wyznacza struktura chemiczna mózgu.
          > to trywialne twierdzenie zna pewnie co drugi przedszkolak. Indii nie odkryłaś.
          > najprostszym i najskuteczniejszym sposobem(dotąd znanym ludzkości) przywrócenia
          > homeostazy mózgu jest psychoterapia.

          czy to jest najprostszy sposób? Skąd w takim razie tyle wypowiedzi o tym, że po
          kilku latach nie jeśli nie poprawiło się, a nawet pogorszyło. Wasze wypowiedzi
          temu przeczą.
        • bertrada Re: Bertrada 18.05.08, 16:03
          To, że masz inne zdanie na ten temat, nie oznacza że musisz od razu
          obrażać wszystkich przeciwników psychoterapii. Zresztą wszystko co
          na ten temat miałam do powiedzenia już powiedziałam w innych wątkach
          tego typu. Nie ma sensu po raz kolejny rozmawiac na ten temat,
          zwłaszcza, że większość zwolenników psychoterapii to dogmatycy.

          Poza tym to nie jest czas ani miejsce na wykłady z psychiatrii,
          neuroanatomii i neurofizjologii. Jak ktoś chce dowiedzieć się więcej
          na ten temat, niech się pofatyguje do biblioteki.
          • judojady Re: Bertrada 18.05.08, 16:05
            najpierw ty przeczytaj cos wiecej na temat na ktory sie wypowiadasz, bo nie
            prezentujesz tu wiedze naukowa tylko dogmatyczne wlasne przkonania.
            • neuroleptyk Re: Bertrada 18.05.08, 16:27
              judojady napisał:

              > najpierw ty przeczytaj cos wiecej na temat na ktory sie
              wypowiadasz, bo nie
              > prezentujesz tu wiedze naukowa tylko dogmatyczne wlasne przkonania.
              Ja się wcale nie dziwię Bertradzie i innym psychiatrycznym
              farmakomitologom. Oni po prostu są głęboko wierzący w religie
              psychiatryczną, i sami są doskonałym przykładem "skuteczności"
              leczenia. Wmawiają ludziom dawno obalone mity jako prawdę, każdy kto
              trochę się interesuje psychiatrią wie, że to Eldorado nigdy nie
              istniało, redukcyjny model naszych umysłów jaki oferują psychiatrzy
              jest skazany na porażkę, w końcu nawet w fizyce mamy dualizm i jakoś
              elektrony w wyniku tarcia nie spadają na jądro. Czcza obietnica, że
              jednym można wszystko wytłumaczyć, że każdy problem wynika z
              choroby, i sposobem na każdy problem może być tylko lek.
      • margotje Re: Bertrada 19.05.08, 08:51
        Czesciowo sie z Toba zgadzam. Depresja powstaje na skutek zmian fizycznych w
        mozgu. Jednakze te zmiany nie powstaja ot tak w wyniku klikniecia paluszkami.One
        powstaja na skutek dlugotrwalych stanow emocjonalnych, ktore powoduje
        zmniejszenie/zanik produkcji pewnych hormonow przez mozg. Sama farmakologiczna
        interwencja jest w wiekszosci przypadkow zwyczajnie nieskuteczna.
        • demole Re: Bertrada 19.05.08, 10:00
          leki neuroleptyczne-przeciwpsychotyczne,zarejestrowane w polsce,powodujace w
          powikłaniach depresje.Depresja poneuroleptyczna jest bardzo częstym zjawiskiem.w
          formie poronnej prawie każdy pacjent leczony z powodu psychozy,po opuszczeniu
          szpitala jest juz w depresji -wywołanej stosowanymi lekami.
          Zespół apatyczno-abuliczny,albo depresja,popsychotyczna to reguła w
          terapii.Przyczyną są leki neuroleptyczne uywane do leczenia psychoz.
          Gdy siła leku jest dostatecznie duża -wtedy depresja ulega utrwaleniu i staje
          się fundamentem psychozy,który nie ustępuje nawet w remisjach .
          Ponadto leki neuroleptyczne powodują obniżanie się napędu ruchowego az do
          stuporu /katalepsja neuroleptyczna/.Defekt funkcji poznawczych i spowolnienie
          motoryki przypominają depresje z "zachamowaniem ",jedną z trzech podstawowych
          rodzajów depresji endogennej /depresja lękowa,depresja prosta/.

          Leki neuroleptyczne działające depresjogennie,i powodujące w powikłaniach
          depresje /równierz u zdrowych ludzi/.

          Stelazyna
          Haloperidol
          Fenactil
          Majeptil
          Droperidol
          Trilafon

          czyli połowa zarejestrowanych w polsce neuroleptyków


          bertrada napisała:
          u. Albo jest niewłaściwa liczba neuronów, albo
          neuroprzekaźników albo receptorów albo wszystko się zgadza tylko źle
          funkcjonuje. A przyczyną tego wszystkiego są albo geny, albo
          zakażenie wirusowe, albo chor
        • bertrada Re: Bertrada 19.05.08, 10:41
          Nikt jednoznacznie nie udowodnił, że środowisko zewnętrzne i stres
          mogą powodować depresję, czy jakiekolwiek inne choroby. Zależność
          jeśli jest, jest raczej odwrotna. Ludzie z zaburzeniami psychicznymi
          poprostu częściej ładują się w stresowe sytuacje albo sami takowe
          generują swoim zachowaniem.

          Silny i/lub przewlekły stres, jeżeli w ogóle powoduje jakąś chorobę
          to tylko dlatego, że hormony, które się wtedy wydzielają są
          neurotoksyczne i w dużej ilości mogą spowodować fizyczne uszkodzenie
          mózgu. Podobnie mogą powodować uszkodzenia innych narządów i
          pogorszenie się ogólnego stanu zdrowia i zaostrzenie objawów
          istniejących chorób. I w tym przypadku też rozprawianie o pierdołach
          nic nie pomoże.

          To jak się człowiek zachowuje, myśli i co czuje to wynik reakcji
          fizykochemicznych w mózgu. Nic więcej. I od samego chcenia czy
          gadania nie da się tych reakcji zmienić, bo prawa fizyki i chemii
          wszędzie są takie same. To nie archiwum X.
          • demole Re: Bertrada 19.05.08, 10:48
            leki neuroleptyczne powodujące przesunięcie obrazu psychozy w kierunku autyzmu i
            zmniejszenia aktywności złozonej,zarejestrowane w polsce:



            Stelazyna
            Haloperidol
            Fenactil
            Majeptil
            Droperidol
            Trilafon
          • dolor Re: Bertrada 20.05.08, 10:30
            bertrada napisała:

            > Nikt jednoznacznie nie udowodnił, że środowisko zewnętrzne i stres
            > mogą powodować depresję, czy jakiekolwiek inne choroby. Zależność
            > jeśli jest, jest raczej odwrotna. Ludzie z zaburzeniami psychicznymi
            > poprostu częściej ładują się w stresowe sytuacje albo sami takowe
            > generują swoim zachowaniem.
            >
            > Silny i/lub przewlekły stres, jeżeli w ogóle powoduje jakąś chorobę
            > to tylko dlatego, że hormony, które się wtedy wydzielają są
            > neurotoksyczne i w dużej ilości mogą spowodować fizyczne uszkodzenie
            > mózgu.

            Nic nie jest takie proste, mało wiemy a do zbadania wiele:
            kopalniawiedzy.pl/wiadomosc_7087.html
          • lucyna_n Re: Bertrada 20.05.08, 11:40

            a ja wierzę w silę ludzkiej woli i psychiki nawet jeżeli rzeczywiście biologia
            jest chora, bo dla mnie depresja to też nei choroba duszy tylko mózgu, tylko nie
            wierzę w znalezienie kompetentnego psychologa.
            Co prawda teoria o zaburzeniach w neuroprzekaźnikach, i mikro urazach mózgu
            jest taka bardziej lekkostrawna, bo spada z czlowieka ta konieczność walki z
            chorobą, pracy nad sobą , brania się w garść, bo niech tam sobie mowią co chcą,
            w którymś momencie albo się weźmiesz w garść albo umrzesz, no i ma się chyba
            mniejsze poczucie winy za bycie takim wybrakowanym egzemplarzem. jakkolwiek
            nastawienie pacjenta w każdej chorobie ciala jest ważne, w depresji też.
            Nie wierzę natomiast w grzebanie w dzieciństwie, i takie tam, dla mnie to tylko
            rozdrapywanie starych ran, z czego nic nie wynika, oprocz ponownego przeżywania
            starej traumy i rozwalka psychiczna na kilka tygodni.
            a wogole to już mi się nie chce pisać:)
            • abasia471 Re: Bertrada 20.05.08, 17:21
              Bertrada stanowczo nie zgadzam się z tobą, że depresja spowodowana
              wypadkiem, traumatycznym przeżyciem po jakimś czasie sama ustępuje.
              Nie wiem skąd masz takie wiadomości. Z własnego doświadczenia wiem,
              że człowiek wbrew fizycznym okaleczeniom dużo może. Gdyby wierzyć
              temu, co piszesz, to wiele osób, w tym i ja nie miałoby szansy na
              normalne życie. Ja dzięki psychoterapii nauczyłam się rozpoznawać
              swoje emocje, pracować z nimi i układać sobie życie w najlepszy
              możliwy sposób. Wiem, że uszkodzenia organiczne, które są
              następstwem wypadku będę miała do końca życia (minęło już 10 lat),
              ale dojrzałe podejście do swoich ograniczeń pozwala mi całkiem
              dobrze żyć. Przyjęcie twojej teorii byłoby dla mnie równoznaczne z
              wejście w rolę człowieka, który nic nie może, bo jego fizyczna
              strona decyduje o wszystkim. Świadomość, że ja to coś więcej niż
              moja biologia daje mi siłę, żeby walczyć z chorobą. Każdy, kto da
              sobie szansę może żyć szczęsliwie mimo choroby. Od ponad dwu lat
              czuję się dobrze, chociaż okresowo miewam jakieś depresyjne stany,
              które trochę obrzydzają mi życie. Wiem jednak, że nie nazwę tego
              depresją, bo depresja to coś o wiele okropniejszego. Jestem
              przekonana, że gdyby nie psychoterapia, to byłabym w o wiele gorszej
              sytuacji, dlatego namawiam wszystkich do zmierzenia się ze sobą i
              własnymi ograniczeniami.
              • lucyna_n Re: Bertrada 20.05.08, 17:56
                zastanawiam się czy bylabyś taka dzielna i dziarska gdybyś zachorowala na
                depresję w wieku powiedzmy 19 lat, na progu życia, i to nie z powodu
                niezależnego od Ciebie wypadku ktory wszystko racjonalnie tłumaczy, a więc
                rodzina rozumie no bo wypadek, i ty niemasz wyrzutow sumienia, no co można
                poradzić, ale tak po prostu, zachorowala sama z siebie jak większość
                depresyjnych. Gdybyś brnęła ledwo wlokąc nogi przez szkolę , studia, samotność,
                niemożność włączenia się w normalne życie towarzyskie. Patrzyla jak inni
                zakladają rodziny robią kariery, budują swoje życie, podrożują, spotykają się ,
                imorezują a Ty bylabyś na wpół martwa, na marginesie życia, z jakimiś
                niezrozumiałymi lękami, emocjami, myślami samobójczymi
                Jakbym pół życia przeżyla zdrowa to też chyba byłoby mi łatwo pisać bierzcie się
                w garść.
                • abasia471 Re: Bertrada 20.05.08, 18:58
                  Lucyna, nie potrafię ci odpowiedzieć, czy gdyby depresja trafiła
                  mnie w młodszym wieku, to radziłabym sobie z nią lepiej, czy gorzej.
                  Wiem, że w obecnej sytuacji poradzenie sobie z depresją też nie było
                  proste. Mogłam wejść w rolę chorego, zawiesić się na rodzinie i
                  poprzestać na narzekaniu, że moje życie nie jest takie jak dawniej.
                  Nie zrobiłam tego, bo czuje się odpowiedzialna za siebie i moich
                  bliskich. Nie było mi łatwo pogodzić się z faktem, że z osoby, która
                  żyła bardzo aktywnie stałam się kimś, kto musi walczyć o najprostsze
                  sprawy. Chroniczny ból, pobyty w szpitalach, świadomość, że w każdej
                  chwili mogę przestać chodzić, utrata lubianego zawodu, gorsza
                  sytuacja finansowa, to nie są rzeczy, które dodają skrzydeł. Ja po
                  prostu zdecydowałam, że wbrew wszystkiemu będę żyła najlepiej jak
                  umiem. Jestem osobą wierzącą i to daje mi jakąś siłę do mierzenia
                  się z życiem. Skoro dostał mi się taki los, to muszę jakoś sobie
                  poradzić. W Piśmie Świętym, kiedy Jezus uzdrowił chromego powiedział
                  mu: weź swoje łoże i idź. Ja tak traktuję swoją chorobę. Biorę na
                  klatę codzienne cierpienie, to psychiczne również i idę. Ile razy
                  upadnę, tyle razy myślę, że jeżeli chcę żyć, to muszę wstać. Czasami
                  jestem rozżalona, że to, co dla innych jest proste, dla mnie wiąże
                  się z wysiłkiem, ale skoro nie mogę tego zmienić muszę się z tym
                  pogodzić. Zgoda na przyjęcie cierpienia jest też jakimś
                  rozwiązaniem. Trzymam się tego, co napisał, Bosmans, że jeżeli
                  spotkamy na swojej drodze krzyż, to powinniśmy go wziąć na plecy i
                  iść, bo jest szansa, że w drodze go zgubimy a jeżeli będziemy
                  próbowali go ominąć, to możemy się o niego przewrócić. Jak do tej
                  pory taka postawa życiowa mi się sprawdza. Czytając twoje wpisy mam
                  wrażenie, że myślisz, że twoja sytuacja jest szczególnie trudna i do
                  osób, które sobie jakoś radzą podchodzisz ze sceptycyzmem, że gdyby
                  były w takiej sytuacji jak ty, to by sobie nie poradziły. Nie znam
                  cię, więc nie wiem, co przynosi ci tyle cierpienia, ale gdybyś
                  założyła, że tobie też może się udać, to z pewnością szybciej
                  wyszłabyś na prostą.
                  • allicez Re: Bertrada 20.05.08, 20:21
                    abasia471 napisała:
                    Ile razy
                    > upadnę, tyle razy myślę, że jeżeli chcę żyć, to muszę wstać. Czasami
                    > jestem rozżalona, że to, co dla innych jest proste, dla mnie wiąże
                    > się z wysiłkiem, ale skoro nie mogę tego zmienić muszę się z tym
                    > pogodzić.

                    Problem w tym, że niektórzy mają już dość upadania w związku z depresją i chcą
                    wreszcie chodzić płynnie. Myślę, ze nie dal każdego jest taka filozofia

                    Czytając twoje wpisy mam
                    > wrażenie, że myślisz, że twoja sytuacja jest szczególnie trudna i do
                    > osób, które sobie jakoś radzą podchodzisz ze sceptycyzmem, że gdyby
                    > były w takiej sytuacji jak ty, to by sobie nie poradziły.

                    może sceptycy wierzyli by bardziej w wyzdrowienie gdyby wreszcie na swoje drodze
                    spotkali kompetentnych psychologów, znaleźli metode która na nich działa, pomoże
                    wykaraskać się z dołka, a tak ile mozna żyć wiara?
                    • abasia471 Re: Bertrada 20.05.08, 21:57
                      allicez napisała:

                      > Problem w tym, że niektórzy mają już dość upadania w związku z
                      >depresją i chcą wreszcie chodzić płynnie.

                      Ja też wolałabym chodzić a często się czołgam. Co jednak zmienia
                      moje chcenie? Mogę się oburzać, mogę się wściekać, mogę płakać, ale
                      to nie odmienia mojego losu na lepsze. To co zmienia coś na lepsze,
                      to walka o każdy krok.

                      >Myślę, ze nie dal każdego jest taka >filozofia

                      Może masz rację, ale ja nie mam patentu dla wszystkich, ja mówię co
                      mi pomaga.

                      > może sceptycy wierzyli by bardziej w wyzdrowienie gdyby wreszcie
                      na swoje drodze > spotkali kompetentnych psychologów, znaleźli
                      metode która na nich działa, pomoże
                      > wykaraskać się z dołka, a tak ile mozna żyć wiara?

                      Zgadzam się z tobą. Dobry psycholog, który pomoże spojrzeć z
                      dystansu na siebie, na swoje życie, cierpienie, jest nie do
                      przecenienia. Ja miałam szczęście spotkać kogoś takiego. Młodą
                      dziewczynę, której chciało się chcieć. Nie pieściła sie ze mną,
                      stawiała twardo sprawy i dużo wymagała. Kiedy płakałam za dawnym
                      życiem powiedziała mi wprost: Tamtego życie nie będzie a to może
                      pani sobie skutecznie zmarnować, gdy będzie pani żyła z głową do
                      tyłu. Wybór należy do pani. Jak wybierze pani cierpiętnictwo, to
                      będzie pani cierpiała. Jestem jej wdzięczna za to co dla mnie
                      zrobiła, bo chociaż nie było lekko zrozumiałam, że najwięcej zależy
                      ode mnie. Jeżeli tylko farmakologicznie wyrówna się biochemię mózgu,
                      to resztę trzeba robić samemu.
                      • abasia471 Re 20.05.08, 22:29
                        lucyna_n napisała:
                        > pisząc to nie myślalam o soboie, bo uważam że ja i tak nieźle mam
                        w życiu mimo choroby i wcale nie uważam się za osobę straconą dla
                        świata,ani też ne uważam że> nic mi już nie pomoże.

                        Z twoich komentarzy zawsze wychodzi duża doza malkontenctwa a tu się
                        okazuje, że mimo depresji jednak żyje ci się nie najgorzej, więc tym
                        bardziej mnie dziwi twój etatowy sceptycyzm.

                        > Pisalam raczej odnosząc się do Twoich rad skierowanych do rożnych
                        młodych ludzi
                        > z których to rad wynika ciągle to samo, zobaczcie jak ja sobie
                        dzielnie radzę wy
                        >też sobie dzielnie radźcie,

                        A twoim zdaniem powinnam pisać tak jak ty. Mnie nie podoba się to
                        jak ty powątpiewasz w skuteczne wyleczenie z depresji, jak studzisz
                        zapał tych, którzy uważają, że właśnie sobie poradzili, ale cię nie
                        cenzuruję.

                        > ja jednak uważma że Ty tak naprawdę guzik wiesz o tym co czuje
                        taki mlody
                        > czlowiek z depresją, nic, niente, i po prostu uważam że nie masz
                        podstaw do
                        > rozdawania tych dziarskich kuksanców ,

                        Nigdy nie twierdziłam, że wiem, co siedzi w głowie młodego
                        człowieka, który ma depresję a moje komentarze dotyczyły tego jak ja
                        to widzę. Jeżeli moje doświadczenia są inne niż takiego młodego
                        człowieka, to nie znaczy wcale, że nie może on wyciągnąć z nich
                        pozytywnych dla siebie wniosków.

                        >bardzo wątpię czy osoba ciągle rozkminiająca się na forum o swoich
                        cierpieniach i dolegliwościach (oczywiścieli tylko żeby wykazać
                        swoją heroiczną postawę) sprostałaby depresji z
                        > regularnymi nawrotami od 20 roku życia. Moim zdaniem do dzisiaj
                        bylabyś
                        > psychicznym wrakiem.

                        Możesz sobie wątpić, wolno ci. Jeżeli to, co piszę o swoim życiu
                        odbierasz jako chęć wykazania się heroiczną postawą, to mogę
                        przypuszczać, że chyba sądzisz według siebie, bo w szczególnym
                        rodzaju cierpiętnictwa trudno cię przebić. Może gdybyśmy się
                        zamieniły miejscami miałabyś jeszcze więcej powodów do narzekania,
                        malkontenctwa i sceptycyzmu, ja jednak wolę swoje miejsce.
                      • allicez Re: Bertrada 21.05.08, 12:44
                        abasia471 napisała:
                        >Myślę, ze nie dal każdego jest taka >filozofia
                        >
                        > Może masz rację, ale ja nie mam patentu dla wszystkich, ja mówię co
                        > mi pomaga.

                        to dobrze, ze o tym piszesz, a nóż sie komuś przyda, ale przygnębiające jest w
                        waszych wypowiedziach to, że tak naprawdę walczycie z tym po kilka, kilkanaście
                        lat, każdy próbuje różnych metod, a jednak to nie działa. Nawet przywrócenie do
                        równowagi biochemii mózgu za pomocą leków okazuje się być nieskuteczne. Ludzie
                        czasami mają już dość tego gadania o działaniu, a moze sie nie starasz, a bo
                        tobie to nic nie odpowiada...i po prostu zamiast żyć złudzeniami przyznają nie z
                        tego nic już nie będzie, przynajmniej nie chce sie już oszukiwać, nie będę już
                        dłużej z siebie robić kretyna.


                        Kiedy płakałam za dawnym
                        > życiem powiedziała mi wprost: Tamtego życie nie będzie a to może
                        > pani sobie skutecznie zmarnować, gdy będzie pani żyła z głową do
                        > tyłu. Wybór należy do pani. Jak wybierze pani cierpiętnictwo, to
                        > będzie pani cierpiała. Jestem jej wdzięczna za to co dla mnie
                        > zrobiła, bo chociaż nie było lekko zrozumiałam, że najwięcej zależy
                        > ode mnie. Jeżeli tylko farmakologicznie wyrówna się biochemię mózgu,
                        > to resztę trzeba robić samemu.

                        hymm a co z ludźmi, którzy nie chcą być więźniami choroby, własnego ciała, im
                        nie wystarczy w życiu spacerek wokół bloku oni chcą biegać bo tylko to ich
                        zadawala, czują się wolni. Miałaś szczęście, że trafiłaś na kogoś kto cię
                        postawił na nogi.
                        • lucyna_n Re: Bertrada 21.05.08, 15:59
                          bardzo wątpię czy np 23 letni mąż bylby szczęśliwy z takiego żcyia,i radośnie
                          spacerował wokól bloku, bo jak się sypią marzenia depresyjnego sypią się wraz z
                          tym marzenia osoby towarzyszącej. Nie sądzę żeby tak lajtowo przyszło wsparcie
                          gdyby na progu życia Abasi przydarzyl się ten wypadek, nie wiem czy mąż
                          pogodzilny się wtedy np z niemaniem dzieci (z powodu choroby i lekow wiele
                          kobiet z deprsją nie decyduje się na macierzyństwo), albo braku normalnego
                          życia, wyjazdow, imprez , seksu itd. Nawet jak depresyjna by się bardzo starała
                          nie da rady życ takim życiem jak osoba zdrowa. Nie wiem czy wtedy wsparcie i
                          zrozumienie by tak łatwo przyszło.
                          Każdy w młodości chce żyć, szaleć, no nie wiem, zbudować dom, zrobić karierę,
                          mieć dzieci, a nie poświęcać się dla dziwnej, niezrozumiałej choroby.
                          Abasia miała cholernie dużo szczęścia i w zasadzie bylaby niewdzięczna losowi
                          gdyby reagowala inaczej i zamiast czerpać siły z minionych szczęśliwych lat i
                          wsparcia bliskich osób zalegla w wyrze. To byloby w sumie nawet dziwne.
                          • abasia471 Re: Bertrada 21.05.08, 18:34
                            Depresja jest trudna w każdym wieku. Kiedy jesteśmy młodzi i
                            dopadnie nas depresja, to brak nam pokory i doświadczenia, żeby
                            łatwiej jej sprostać. Z koleji w starszum wieku mamy za sobą więcej
                            umiejętności godzenia się z problemami, ale częściej szwankuje
                            organizm i zaczyna dokuczać świadomość przemijania. Kiedy w wieku 27
                            lat straciłam dziecko, to mój świat się zawalił, ale przed
                            pogrążeniem się w depresji ustrzegła mnie konieczność opieki nad
                            córką i wszechogarniający bunt. Myślę, że gdyby taka strata
                            przydażyła mi się teraz, byłoby mi jednak trudniej się podnieść, bo
                            wtedy byłam silniejsza. Może to dziwnie zabrzmi, ale w moim wypadku,
                            godzenie się na to, że życie czasami bardzo boli, daje mi siłę, żeby
                            iść dalej. Faktycznie bardzo dużo zawdzięczam kochającej rodzinie,
                            bo w czasie choroby czułam, że stoją za mną murem a wtedy wszystko
                            przychodzi łatwiej. Bardzo współczuję osobom, które muszą same, bez
                            oparcia w bliskich walczyć z depresją. Powiem jednak, że trudno mi
                            potępiać tych, którzy nie umieją wesprzeć chorej osoby, bo kto nie
                            przeżył depy, nie zrozumie. Z drugiej strony taki depresyjny chory,
                            to ogromny ciężar dla całej rodziny, więc słabsze związki tego po
                            prostu nie wytrzymują. Wiek partnerów nie ma tu decydującego
                            znaczenia, bo młody chciałby się bawić i używać a starszy chciałby
                            mieć wygodę i święty spokój.
                  • lucyna_n Re: Bertrada 20.05.08, 21:44
                    pisząc to nie myślalam o soboie, bo uważam że ja i tak nieźle mam w życiu mimo
                    choroby i wcale nie uważam się za osobę straconą dla świata,ani też ne uważam że
                    nic mi już nie pomoże.
                    Pisalam raczej odnosząc się do Twoich rad skierowanych do rożnych młodych ludzi
                    z których to rad wynika ciągle to samo, zobaczcie jak ja sobie dzielnie radzę wy
                    też sobie dzielnie radźcie,
                    ja jednak uważma że Ty tak naprawdę guzik wiesz o tym co czuje taki mlody
                    czlowiek z depresją, nic, niente, i po prostu uważam że nie masz podstaw do
                    rozdawania tych dziarskich kuksanców , bardzo wątpię czy osoba ciągle
                    rozkminiająca się na forum o swoich cierpieniach i dolegliwościach (oczywiście
                    li tylko żeby wykazać swoją heroiczną postawę) sprostałaby depresji z
                    regularnymi nawrotami od 20 roku życia. Moim zdaniem do dzisiaj bylabyś
                    psychicznym wrakiem.
                  • lucyna_n Re: Bertrada 20.05.08, 21:49
                    ps
                    absolutnie nie uważam że moja sytuacja jest szczegolnie trudna
                    uważam jedynie że moje dolegliwości są dla mnie, subiektywnie dla mnie, przykre,
                    ale doskonale sobie zdaje sprawę jak może wyglądać ciężka depresja i że ludzie
                    mają cholernie trudne sytuacje, dużo trudniejsze niż moja,
                    na inne choroby somatyczne nie będę się tu licytować bo to w końcu nie forum,
                    "kto jest najchorszy"
          • margotje Re: Bertrada 20.05.08, 19:02
            Mozna plemizowac podobnie jak z jajkiem: pierwsze bylo? czy to kura go ubiegla?
            • bertrada Re: Bertrada 20.05.08, 20:09
              Pierwszy był dinozaur. I to on zniósł jajko z którego wykluła się
              kura. ;D
              • allicez Re: Bertrada 20.05.08, 20:15
                Bezsprzecznie pierwsze było jajko, a konkretnie małe mikroskopijne bakterie, wirusy
                • bertrada Re: Bertrada 20.05.08, 22:31
                  Podobno kosmici je podrzucili. ;D
                  • allicez Re: Bertrada 20.05.08, 23:21
                    a wiesz, że ta teoria jest wśród pewnych kręgów rozpatrywana, nawet sami
                    naukowcy mówią o tym, że życie na ziemi pochodzi z kosmosu (nie chodzi o
                    kosmitów, ale o pyłek-czy jak to się fachowo nazywa, na którym miały by sie
                    znajdować bakterie i wirusy, od których wszystko się zaczeło). Ciekawe w takim
                    razie skąd ten materiał genetyczny pochodzi.
                    • bertrada Re: Bertrada 20.05.08, 23:38
                      Podobno w specyficznych warunkach może powstać sam z siebie. Jakimś
                      naukowcom udało się w laboratoium stworzyć warunki podobne jakie
                      panowały miliony lat temu na Ziemi, kiedy jeszcze życia nie było. I
                      udało się stworzyć jakąś formę życia, tylko bardzo nietrwałą. Być
                      moze jakby stworzyli identyczne warunki w jakich życie powstało to
                      to coś co się w probówce wylęgło byłoby trwałe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka