alajna85
14.06.08, 12:34
Trafiłam tu przez przypadek. Ale chyba w dobrym momencie. Problem dotyczy
mojego narzeczonego (M, dodam, ze ma 27 lat). Jestem totalnie załamana, bo z
dnia na dzień powiedział mi, że nie wie, co o mnie czuje. Boję się, ze
przechodzi depresję, ale nie chce dać sobie pomóc... Prosze doczytajcie to do
końca i pomóżcie mi...
10 late temu jego mama przeszła wylew, nigdy nie wróciła do zdrowia. Do dziś
jest osobą wymagającą nieustannej opieki, nie porusza się sama, trzeba ją
przewijać, karmić itd, nie ma kontaktu z otoczeniem. Przez 10 lat zajmował się
nią kochający mąż, czyli M. ojciec. Dwa lata temu zacząć budować dom, by żyło
im się lepiej-z podjazdami dla wózka, przystosowaną łazienką itd. Niestety po
roku budowy, i równocześnie rok temu, tata M. Umarł w wyniku wylewu. M.został
sam z chorą mamą, budową domu, kredytem hipotecznym do spłacenia. Poza tym był
bardzo związany z ojcem i strasznie ciężko przeżył jego śmierć.
Ja jestem z M. 4 lata. Dodam, że M. kochał mnie prawdziwą, wielką miłością, i
co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy być
razem. To najwspanialszy facet w moim życiu. Świetnie radził sobie z tym
wszystkim, a ja cały czas byłam u jego boku, wspierałam go, wspieraliśmy się
nawzajem, tak bardzo się kochaliśmy i staraliśmy sie nie poddać się tej
sytuacji... Zaczęliśmy dokańczać dom i stanęło na tym, że będziemy musieli tam
zamieszkać, i zająć się mamą. Nie bede wchodzić w szczegóły, bo za dużo tego.
W każdym razie, kilkanaście dni temu M. powiedział mi, że nie wie, co do mnie
czuje... Z dnia na dzień. Z najbardziej czułego mężczyzny na świecie stał się
zimny jak głaz.. Neguje to, czy do siebie pasujemy, czy damy sobie radę w
życiu. itd, czy chce być ze mną. I stąd moje pytanie...Czy to może byc
DEPRESJA?? Myślę sobie, ze to wszystko, co go spotkało dotąd w życiu i to, ze
został teraz z tym sam (nie licząc mnie) jest dla niego tak wielkim
obciążeniem, ze się załamał. A jako, że ze nas łączyła go tak silna wieź(dwa
lata jesteśmy po zaręczynach, za rok zaplanowany dokładnie ślub, zaraz po
ślubie chcieliśmy mieć dziecko, i on na to wszystko tak strasznie, prawdziwie
się cieszył! ), to teraz odbiło się to wszystko na mnie? Czy to jest możliwe?
Nie wiem już co robić, co myśleć. Od kilkunastu dni nie spotykamy się,
wymieniamy smsy, ja do niego piszę, jak bardzo go kocham, ze na niego czekam
(poprosił mnie, żebym dała mu czas, ze by odnalazł w sobie uczucie do mnie,
ale nie wie, ile to potrwa), on do mnie pisze bardzo oficjalnie, bezosobowo,
chłodno... Jestem totalnie zrozpaczona. To nie ten sam człowiek, a ja nie
wiem, jak mu pomóc. Czy pozwolić mu być samemu teraz czy wręcz odwrotnie, nie
opuszczać go ani na chwilę. Boję się, ze sam sobie nie poradzi, ze potrzeba tu
pomocy psychologa. Rozmawiałam z nim na ten temat, ale on twierdzi, ze chce
poradzić sobie sam. A ja nie wiem, czy to dobry pomysł, czy w tej sytuacji da
radę.. Doradźcie mi, co mam robić? czy to możliwe, że tak pop prostu, ta
wielka miłość (okazywana na każdym kroku, i odwzajemniana), wygasła?? Nie
wierzę w to. BŁAGAM O ODZEW