Dodaj do ulubionych

BŁAGAM O POMOC, czy to depresja??

14.06.08, 12:34
Trafiłam tu przez przypadek. Ale chyba w dobrym momencie. Problem dotyczy
mojego narzeczonego (M, dodam, ze ma 27 lat). Jestem totalnie załamana, bo z
dnia na dzień powiedział mi, że nie wie, co o mnie czuje. Boję się, ze
przechodzi depresję, ale nie chce dać sobie pomóc... Prosze doczytajcie to do
końca i pomóżcie mi...
10 late temu jego mama przeszła wylew, nigdy nie wróciła do zdrowia. Do dziś
jest osobą wymagającą nieustannej opieki, nie porusza się sama, trzeba ją
przewijać, karmić itd, nie ma kontaktu z otoczeniem. Przez 10 lat zajmował się
nią kochający mąż, czyli M. ojciec. Dwa lata temu zacząć budować dom, by żyło
im się lepiej-z podjazdami dla wózka, przystosowaną łazienką itd. Niestety po
roku budowy, i równocześnie rok temu, tata M. Umarł w wyniku wylewu. M.został
sam z chorą mamą, budową domu, kredytem hipotecznym do spłacenia. Poza tym był
bardzo związany z ojcem i strasznie ciężko przeżył jego śmierć.
Ja jestem z M. 4 lata. Dodam, że M. kochał mnie prawdziwą, wielką miłością, i
co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy być
razem. To najwspanialszy facet w moim życiu. Świetnie radził sobie z tym
wszystkim, a ja cały czas byłam u jego boku, wspierałam go, wspieraliśmy się
nawzajem, tak bardzo się kochaliśmy i staraliśmy sie nie poddać się tej
sytuacji... Zaczęliśmy dokańczać dom i stanęło na tym, że będziemy musieli tam
zamieszkać, i zająć się mamą. Nie bede wchodzić w szczegóły, bo za dużo tego.
W każdym razie, kilkanaście dni temu M. powiedział mi, że nie wie, co do mnie
czuje... Z dnia na dzień. Z najbardziej czułego mężczyzny na świecie stał się
zimny jak głaz.. Neguje to, czy do siebie pasujemy, czy damy sobie radę w
życiu. itd, czy chce być ze mną. I stąd moje pytanie...Czy to może byc
DEPRESJA?? Myślę sobie, ze to wszystko, co go spotkało dotąd w życiu i to, ze
został teraz z tym sam (nie licząc mnie) jest dla niego tak wielkim
obciążeniem, ze się załamał. A jako, że ze nas łączyła go tak silna wieź(dwa
lata jesteśmy po zaręczynach, za rok zaplanowany dokładnie ślub, zaraz po
ślubie chcieliśmy mieć dziecko, i on na to wszystko tak strasznie, prawdziwie
się cieszył! ), to teraz odbiło się to wszystko na mnie? Czy to jest możliwe?
Nie wiem już co robić, co myśleć. Od kilkunastu dni nie spotykamy się,
wymieniamy smsy, ja do niego piszę, jak bardzo go kocham, ze na niego czekam
(poprosił mnie, żebym dała mu czas, ze by odnalazł w sobie uczucie do mnie,
ale nie wie, ile to potrwa), on do mnie pisze bardzo oficjalnie, bezosobowo,
chłodno... Jestem totalnie zrozpaczona. To nie ten sam człowiek, a ja nie
wiem, jak mu pomóc. Czy pozwolić mu być samemu teraz czy wręcz odwrotnie, nie
opuszczać go ani na chwilę. Boję się, ze sam sobie nie poradzi, ze potrzeba tu
pomocy psychologa. Rozmawiałam z nim na ten temat, ale on twierdzi, ze chce
poradzić sobie sam. A ja nie wiem, czy to dobry pomysł, czy w tej sytuacji da
radę.. Doradźcie mi, co mam robić? czy to możliwe, że tak pop prostu, ta
wielka miłość (okazywana na każdym kroku, i odwzajemniana), wygasła?? Nie
wierzę w to. BŁAGAM O ODZEW
Obserwuj wątek
    • tristezza Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 12:59
      a poza tym, ze chlopak nie wie co do Ciebie czuje i chcialby troche
      oddechu zlapac, to co sie z nim dzieje?
      bo to wszystko o czym napisalas zdarza sie niekiedy i bez depresji
      • alajna85 Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 13:14
        Owszem, masz rację, że się takie rzeczy zdarzają się z życiu. Ale chodzi o to,
        czy to, że tak nagle, z dnia na dzień i bez powodu zwątpił w to, co dawało mu
        siłę do życia, może być objawem jakiejś choroby. W kontekście tego, co dotąd
        przeżył i tego, że zawsze dawał z siebie wszystko i nie poddawał się życiu,
        pomimo takich przejść. A jest osobą bardzo wrażliwą. To, co nas łączyło, to było
        na prawdę wielka, prawdziwa miłość. Nie chce mi się wierzyć, że to się mogło tak
        skończyć z dnia na dzień.. Dlatego szukam wszelkich możliwości, podpowiedzi.. Z
        objawów somatycznych, to od dłuższego czasu skarżył się na nawracające i bardzo
        silne bóle głowy, promieniujące w stronę karku. Nie wiem, czy to może mieć jakiś
        związek. Bardzo dziękuję za odpowiedź i czekam na więcej
        • tristezza Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 13:25
          bole glowy moga byc w pakiecie depresyjnym oczywiscie, ale niewiele
          napisalas o innych sprawach. rozumiem, ze jego nagla obojetnosc jest
          dla Ciebie bardzo przykra, napisz jednak cos wiecej: czy przestal
          tez sie zajmowac chora mama, czy pracuje i jak sobie radzi z praca,
          czy widzi wszystko w czarnych barwach, czy tylko zwatpil w sens
          Waszego zwiazku?
          • alajna85 Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 13:48
            Pracuje nadal, bez zmian, zajmuje się mamą, choć kosztuje go to coraz więcej
            wysiłku. Ale zajmuje się. Z tego, co wiem, boi się ogólnie przyszłości, ale
            głównie w aspekcie mnie. Dom jest poza Poznaniem, gdzie ja obecnie mieszkam, a
            gdzie też wsześniej mieszkał M. Zamieszkanie tam wiąże się z dojazdami ok 80 km
            dziennie i ogólnym przeorganizowaniem mojego życia (usłyszałam od niego też, że
            nie chce, żebym rezygnowała ze swoich marzeń w związku ze zmianą miejsca
            zamieszkania, na to oczywiście, zgodnie z prawdą starałam się mu uzmysłowić, ze
            tak nie jest..).
            Nie wykluczam tego, że sie wypalił, jeśli tak, to będę musiała z tym żyć. Nie
            zmuszę go do miłości i nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, żeby nie zostawić go
            samego, jeśli to może być jakaś choroba. Po prostu ta zmiana w jego zachowaniu
            jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Dodam, że mimo, że byliśmy ze sobą bardzo
            blisko, nie było tak, że zamęczaliśmy się do przesady swoim towarzystwem, z
            sensie, że każde z nas miało dodatkowo swoją przestrzeń. To w odpowiedzi na
            zarzut czyiś, że jestem "treserką" i mam mu dać odpocząć...
            • tristezza Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 14:16
              Z tego, co wiem, boi się ogólnie przyszłości, ale
              > głównie w aspekcie mnie.

              w swietle tego co piszesz chlopak jakos sobie radzi, a najwiecej
              watpliwosci ma co do Waszego zwiazku. na Twoim miejscu dalabym mu
              czas, o ktory prosi. nie uszczesliwialabym na sile czlowieka, ktory
              chcialby sie zastanowic co czuje i czy mu istotnie z Toba po drodze.
              moge sie oczywiscie mylic, ale na jakas szczegolnie gleboka depresje
              mi to nie wyglada
              • alajna85 Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 14:39
                Dziękuję, o to mi chodziło. Nie jestem obeznana w tej tematyce, ale w związku z
                tym, że sprawa mnie dotyczy i tracę obiektywizm, szukam wszelkich możliwych
                rozwiązań.
                Jeszcze nie wiem, co zrobię, teraz myślę, że umówię się z psychologiem,
                przedstawię mu całą sytuację i zobaczę, co on mi poradzi. Czy zachęcać M. do
                wizyty u niego, czy dać mu czas i zostawić samego z tym. Przy okazji-czy muszę
                się wtedy umówić na wizytę, czy to się liczy jako porada czy coś w tym stylu?
                Dodam, że w grę wchodzą tylko wizyty prywatne, wiem, ze na NFZ sie długo czeka...
                • tristezza Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 14:52
                  jesli cos Cie niepokoi w kondycji chlopaka mozesz oczywiscie
                  prozmawiac z psychologiem. jego bym na razie do niczego nie
                  namawiala. piszesz o tym wszystkim z takim zaangazowaniem, ze on
                  chyba nie moze miec watpliwosci co do Twoich uczuc. daj sie
                  chlopakowi samodzielnie pozbierac

                  z psychologiem zawsze sie musisz umowic. niewazne czy nazwiesz to
                  porada czy konsultacja, za pieniadze kazdy chetnie pogada
            • kontrr Re: , czy to depresja?? 14.06.08, 22:10
              > (usłyszałam od niego też, że nie chce, żebym rezygnowała ze swoich
              > marzeń w związku ze zmianą miejsca zamieszkania, na to oczywiście,
              > zgodnie z prawdą starałam się mu uzmysłowić, ze
              > tak nie jest..).

              Depresja to chyba nie jest, ale moim zdaniem twój narzeczony może
              mieć poważny problem ze swoimi emocjami. Może być tak, że on sam
              czuje się załamany faktem, że teraz będzie musiał zajmowac się mamą,
              że będzie musiał zrezygnować ze swoich marzeń. Jest mu bardzo trudno
              przyznać się przed sobą do tych uczuć (bo pewnie kocha matkę i czuje
              się w obowiazku zajmowac się nią z uśmiechem na twarzy). Dlatego
              widzi te uczucia w Tobie, mimo że ty nic takiego nie powiedziałaś.

              Myślę, że może być mu ciężko, bo naturalną sprawą w takiej sytuacji
              jest pewne poczucie krzywdy (teraz muszę zająć się matką, inni mogą
              realizować swe marzenia, ja mam na swoich barkach obowiązek). On nie
              chce do siebie tego żalu dopuscić, no bo nie chce obwiniać rodziców
              (przecież to nie ich wina).

              A z mojego doświadczenia wiem, że jak człowiek coś w sobie tłumi,
              jakiś niewygodnych uczuć nie chce dopuścić do głosu, to robi się
              zimny, ogólnie emocjonalnie "odcięty", a już na pewno ciężko mu
              poczuć, że kocha.

              W twojej sytuacji stawiałabym na szczerą rozmowę. Pytałaś go, skąd
              ta nagła zmiana uczuć? czy wcześniej miał wątpliwosci co do waszego
              związku? A przede wszystkim uważam, że warto z nim porozmawiać o
              rodzicach. O tym, jak mu trudno w tej sytuacji.
              Psycholog byłby wyjściem idealnym, bo z obcą osobą łatwiej
              porozmawiać o trudnych uczuciach, o zwątpieniu, o przerażeniu tą
              odpowiedzialnością, która na niego spadła.
              tmat jest bardzo trudny, bo on pewnie nie bedzie chciał rozmawiać.
              Woli odciąć się od tego tematu, bo jak się załamie, to kto się mamą
              zajmie.
              • tristezza Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 10:01
                > Psycholog byłby wyjściem idealnym

                tak sobie mysle, ze FD to straszny kanal, jak tu zabladzi osoba
                trzymajaca sie dotad na bezpieczna odleglosc od specjalistow od
                glowy i duszy.

                czlowiek chcialby sobie troche pobyc sam i rozwazyc spokojnie swoja
                sytuacje osobista. moze jest zwyczajnie przemeczony, moze dopadl go
                kryzys egzystencjalny, moze kogos poznal i nie jest pewny czy chce
                kontynuowac swoj zwiazek, moze dostrzegl uroki bycia singlem,
                moze...mozliwosci jest naprawde mnostwo i depresji tez oczywiscie
                nie sposob wykluczyc. ale czy na pare tygodni nie mozna komus
                takiemu po prostu dac to o co prosi, czyli swiety spokoj? czy od
                razu trzeba go ciagac do psychologa, wymuszac rozmowy, przetrzasac
                wszystkie zakamarki jego duszy? przeciez dopoki nic niepokojacego
                sie nie dzieje i daje sobie rade wypada sie do jego prosby
                przychylic. moze do tego psychologa dolozyc jeszcze sprawnego
                oficera sledczego, ksiedza i pare aktywistek z ruchu pro life?
                • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 10:50
                  tristezza napisała:

                  > tak sobie mysle, ze FD to straszny kanal, jak tu zabladzi osoba
                  > trzymajaca sie dotad na bezpieczna odleglosc od specjalistow od
                  > glowy i duszy.
                  no bo niestety tutaj kazdy objaw i kazde zachowanie czlowieka jest
                  postrzegane przez pryzmat patologii i zaburzen.
                  nie moze byc tak, ze ten jeden problem zostanie przemilczany przez
                  jakis czas, przetrawiony i dana osoba pojdzie dalej swoja droga.
                  przyjmuje sie, ze jest to tylko jeden element z calej ogromnej
                  ukladanki. i ze jeszcze troche, a ta cala budowla rozwali sie w
                  dorbny mak i za bardzo nie bedzie czego juz zbierac.
                  wiec psycholog i psychiatra jest w cenie, bo kazda chwlia sie tu
                  liczy.

                  ale nie ma sie czemu dziwic. osoby dajaca rady zawsze patrza na
                  swiat przez pryzmat swojego zycia i swoich doswiadczen.
                  im zycie z jakims zakresie runelo, wiec chca ostrzec innych.
                  a ze ci inni nie wiedza skad sie te ich rady naprawde
                  biora? ...takie zycie. wchodzisz na forum to dostajesz od razu caly
                  pakiet.

                  ja na samym poczatku tez prosilam o rady i z uwaga czytalam posty
                  maska...
                  • tristezza Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 11:32
                    > ale nie ma sie czemu dziwic. osoby dajaca rady zawsze patrza na
                    > swiat przez pryzmat swojego zycia i swoich doswiadczen.

                    no widze, ze spotkania z psychologiem to dla Kontrreformacji
                    prawdziwa frajda. ale moze nie wszyscy ludzie, zeby sie spotkac ze
                    soba samym musza korzystac z posrednictwa psychologa. bronie tu
                    prawa czlowieka do samostanowienia i prawa do odmowy skladania zeznan
                    • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 11:56
                      tristezza napisała:

                      > no widze, ze spotkania z psychologiem to dla Kontrreformacji
                      > prawdziwa frajda.
                      ale co w tym dziwnego?
                      jej pomoglo, to ma dobre skojarzenia.


                      ja tez sie bardzo czesto "ciesze", ze moge taraz chodzic na te
                      pieprzoną terapie





                      ale z drugiej strony...
                      ta pani byc moze podswiadomie dobrze wiedziala czego oczekuje. to
                      fajnie ulyszec, ze ukochanym zawladnela choroba i jest nie do konca
                      poczytalnym, a nie naprawde ma jakies problemy i dylematy.
                • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 10:53
                  przeciez dopoki nic niepokojacego
                  > sie nie dzieje
                  chyba u zbyt wielu osob o wiele za dlugo "nic niepokojacego" sie nie
                  dzialo
                • kontrr Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 15:35
                  tristezza napisała:

                  > przeciez dopoki nic niepokojacego
                  > sie nie dzieje i daje sobie rade wypada sie do jego prosby
                  > przychylic

                  To już kwestia indywidualnej oceny, czy dzieje się cos
                  niepokojącego, czy nie. Gdyby mój narzeczony nagle zechciał ode nie
                  odpocząć to sprawa byłaby niepokojąca, zwłaszcza, że nie wierzę w
                  instytucję odpoczynku od bycia w parze. Trzeba rozmawiac, a nie
                  odpoczywać, a jak to nic nie da to się rozstać.

                  A już zbieżność miedzy tym, że woli być sam, a śmiercią ojca i
                  koniecznością przeprowadzki, by opiekować się matką... no sorry,
                  jakoś nie wierze, że dostrzegł uroki bycia singlem.
                  • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 15:56
                    kontrr napisała:


                    > To już kwestia indywidualnej oceny, czy dzieje się cos
                    > niepokojącego, czy nie. Gdyby mój narzeczony nagle zechciał ode
                    nie
                    > odpocząć to sprawa byłaby niepokojąca,
                    bo moze cholernie boisz sie tego opuszczenia? i moze to nie bylby
                    jego problem tylko wlasnie twoj wlasny?
                    przeciez otwarcie mowi, ze nikogo nie ma i signlem byc nie zamierza.
                    to gdzie problem? w tobie czy w nim?

                    > A już zbieżność miedzy tym, że woli być sam, a śmiercią ojca i
                    > koniecznością przeprowadzki, by opiekować się matką... no sorry,
                    > jakoś nie wierze, że dostrzegł uroki bycia singlem.
                    a smierc to nie jest taki wlasnie "problem", ktory mozna rownie
                    dobrze przeczekac i PRZEZYĆ, a nie przegadac?



                    a ze kolezanka partnerka widocznie jest cholernie "nałaźliwa", to
                    pan partner chce sie na chwile odciać. co w tym zlego?
                    • kontrr Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 19:53
                      nienill napisała:

                      > przeciez otwarcie mowi, ze nikogo nie ma i signlem byc nie
                      zamierza.
                      > to gdzie problem? w tobie czy w nim?

                      To chyba kwestia tego, czego się od związku oczekuje i na jaki układ
                      z drugą osobą człowiek się godzi. Dla mnie związek jest też
                      zobowiązaniem. Nie chiałabym, żeby partner zarządzał odpoczynki, bo
                      wiem, że czułabym się wtedy opuszczona, zraniona. Zwłaszcza, jeśli
                      nie potrafi podać powodu dlaczego nagle zmieniły sie jego uczucia.

                      > a smierc to nie jest taki wlasnie "problem", ktory mozna rownie
                      > dobrze przeczekac i PRZEZYĆ, a nie przegadac?

                      Zgadzam się, dziwi mnie tylko, że w trudnej chwili woli być sam.
                      To tak jakby w związku mógł byc tylko na określonych warunkach, np.
                      takich, że wszystko jest ok.
                      • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 20:11
                        kontrr napisała:

                        > > przeciez otwarcie mowi, ze nikogo nie ma i signlem byc nie
                        > zamierza.
                        > > to gdzie problem? w tobie czy w nim?
                        >
                        > To chyba kwestia tego, czego się od związku oczekuje i na jaki
                        układ
                        > z drugą osobą człowiek się godzi. Dla mnie związek jest też
                        > zobowiązaniem.
                        wiec nawet jak komus jeden raz w zyciu rodzic umrze, to czlowiek
                        moze sie w tym zwiazku udusic, ale ma w nim siedziec, tak?

                        Nie chiałabym, żeby partner zarządzał odpoczynki, bo
                        > wiem, że czułabym się wtedy opuszczona, zraniona.
                        ojjjj biedactwo.... a on to nie jest teraz "zraniony" przez los,
                        biedny i opuszczony....

                        Zwłaszcza, jeśli
                        > nie potrafi podać powodu dlaczego nagle zmieniły sie jego uczucia.
                        najbardziej prawdopodobny powod sama opisalas w ktoryms poscie


                        > > a smierc to nie jest taki wlasnie "problem", ktory mozna rownie
                        > > dobrze przeczekac i PRZEZYĆ, a nie przegadac?
                        >
                        > Zgadzam się, dziwi mnie tylko, że w trudnej chwili woli być sam.
                        no to sie mozesz dziwic do woli, bo takich osob jest sporo i wcale
                        to do patologii nalezec nie musi.
                        takie dziwienie sie to jest chyba nawet jeden z najfajniejszych
                        aspektow zycia

                        > To tak jakby w związku mógł byc tylko na określonych warunkach,
                        np.
                        > takich, że wszystko jest ok.
                        poodbno do warunkow dobrego zwiazku nalezy takze szanowanie potrzeb
                        drugiej osoby.

                        jego krzywda i jego zal. w tym przypadku ma przynajmniej jekies
                        realne podstawy i powody.
                        a ze partnerke ma chorą i swoje powody do tej sytuacji musiala
                        bezwzglednie dorzucic...
                        przykre



                        sorry kontrr, ale naprawde nie wszyscy ludzie na tym swiecie sa po
                        terapii i nie wszyscy maja taką latwosc i gotowosc do gadania jaka
                        ty teraz zdobylas. i wcale nie oznaczo to, ze sa chorzy albo za
                        jakis czas tacy beda.
                        okres zaloby funkcjonuje w spoleczenstwach od zawsze, wiec chyba ma
                        on jakis cel i z tego powodu takze swoje prawa.
                      • laurpi Re: , czy to depresja?? 16.06.08, 22:40
                        "Zgadzam się, dziwi mnie tylko, że w trudnej chwili woli być sam".
                        może to ta słynna jaskinia z "kobiety są z wenus a mezczyźni z
                        marsa"? chociaż ja w tę teorię nie bardzo wierzę
                  • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 16:42
                    a, zwłaszcza, że nie wierzę w
                    > instytucję odpoczynku od bycia w parze. Trzeba rozmawiac, a nie
                    > odpoczywać, a jak to nic nie da to się rozstać.

                    jak kobieta ma depresje to ma potrzbe rozmawiac i rozmawiac, i terapeutami sie
                    zachwycac, gdzie moze rozmawiac. a jak facet ma, to ma potrzebe pojsc na
                    pustynie. po rozmawianiu moze i kobieta bedzie chciala zostac, a moze bedzie
                    chciala odejsc nagle. po udaniu sie na pustynie podobnie bedzie z facetem.
                    • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 16:48
                      ludzie wkreceni wkrecaja w psychoterapie. ja jakos nie wierze w mityczne
                      "techniki terapeutyczne". wszystko mija to i problemy minal, a przeszlosci sie
                      nie zmieni i tak czy siak. problemy emocjonalne jesli sie rozwiaza to nie
                      dlatego ze sie dojrzeje pod wplywem terapii, tylko dlatego ze z wiekim emocje
                      slabna.
                      • kontrr Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 20:06
                        micaela napisała:

                        > ludzie wkreceni wkrecaja w psychoterapie.

                        Normalne. Korzystam, widzę poprawę, polecam. Co w tym dziwnego?
                        Mnie bardziej dziwią głosy tych, którzy nie korzystali, a twierdzą,
                        że to nie działa.
                    • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 16:59
                      > jak kobieta ma depresje to ma potrzbe rozmawiac i rozmawiac,

                      bzdura
                      • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:03
                        scislej mialobyc problemy emocjonalne. ale taka sama bzdura jak to ze psycholog
                        jest rozwiazaniem czegokolwiek
                        • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:06
                          niech Pan nie wpada w schematy , szkoda by było
                          • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:12
                            takie jest moje zdanie, ze terapie nie maja zadnego wplywu. nic nie
                            przyspieszaja, a dodatkowo efekty uboczne dolaczaja. moze byc schematyczne
                            • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:15
                              zdanie mam podobne, ale nie upieram się ,że komuś nie "robi dobrze"

                              różnie ludzie - różne potrzeby
                              • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:20
                                tez glosilem ze robi mi dobrze, jak bylem "uzdrowiony przeniesieniowo"

                                te same "dobrze robienie" mozna uzyskac bez tej calej otoczki profesjonalnej.
                                jak ktos ma z kim pogadac, to lepiej mu niz jak nie ma do kogo ust otworzyc

                                widzialem osoby, ktore moglbym uznac za calkowicie pie..iete, z fobiami,
                                ktore zyja o wiele lepiej od tych osob co sa tkniete pomoca. a przeciez terapia
                                ma uzdrowic dusze zeby to umozliwilo lepsze zycie. lepiej po prostu pomoc osobie
                                nieradzacej sobie w poprawie sytuacji zyciowej a nie w babraniu sie w psychice
                                nie wiadomo po co.
                                • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:30
                                  > widzialem osoby, ktore moglbym uznac za calkowicie pie..iete, z fobiami,
                                  > ktore zyja o wiele lepiej od tych osob co sa tkniete pomoca. a przeciez terapia
                                  > ma uzdrowic dusze zeby to umozliwilo lepsze zycie.

                                  terapia to tylko hipotetyczna możliwość rozpracowania problemów
                                  weżmiesz z niej to co sam intelektualnie jesteś w stanie wziąć i zależy na jakiego terapeutę trafisz (specyficzny układ)

                                  dla mnie terapia to instytucja, i obnażenie samotności
                                  wolałabym pogadać z mądrym przyjacielem

                                  ja przestałam na razie rozpracowywać - zaczęłam po prostu żyć
                                  dzięki za ćwiczenia- obudziłam się ,
                                  i choć może będę niedługo żałować to trudno
                                  po tylu latach" bezczucia " nareszcie drgnęło
                                  • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:35
                                    pillow7 napisała:

                                    > wolałabym pogadać z mądrym przyjacielem
                                    tez bym wolala
                                    chyba kazdy by wolal


                                    tylko jakos tak sie sklada, ze osoby ladujace na terapii tych
                                    madrych osob wokol siebie jednak nie maja
                                    • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:40
                                      > tylko jakos tak sie sklada, ze osoby ladujace na terapii tych
                                      > madrych osob wokol siebie jednak nie maja

                                      zawsze masz Siebie :)

                                      a ja to w innym sensie - instytucja i najskrytsze emocje- dla mnie na dziś nie
                                      do przejścia
                                      • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:43
                                        pillow7 napisała:

                                        > zawsze masz Siebie :)
                                        bzdura, poduszeczko

                                        jest cala masa osob na tym swiecie, ktore bez innych nie istnieją
                                        • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:46
                                          > jest cala masa osob na tym swiecie, ktore bez innych nie istnieją

                                          to patologia
                                          • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:49
                                            pillow7 napisała:

                                            > > jest cala masa osob na tym swiecie, ktore bez innych nie
                                            istnieją
                                            >
                                            > to patologia
                                            co ty powiesz???

                                            no i co sie z takimi patologiami robi?

                                            • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:52
                                              się próbuje przetrwać życie

                                              albo inne patenty :(
                                            • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:54
                                              a to już filozoficzno -egzystencjalno - psycholgiczne dylematy i _każdy_ ma tu
                                              swój własny patent.. i dobrze
                                              • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:01
                                                nieprawda
                                                ja sie wprost pytam: co ma zrobic osoba, ktora bez inncyh nie
                                                istnieje i nie ma przy sobie zadnego madrego przyjaciela?
                                                • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:04

                                                  no chyba, ze twoja filozofia i twoj punkt widzenia nakazuje ci w
                                                  takim przypadku do konca zycia kisic sie w sosie wlasnym



                                                  ok
                                                  tak tez mozna
                                                  • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 19:32
                                                    nikt nie żyje w próżni

                                                    z tej szklanej bańki można wyjść, choć strach :(

                                                    i nie mówię tym samym,że na własne życzenie w niej się siedzi, choć to tak wygląda
                                  • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:40
                                    a cwiczenia sa swietnie dopoki czlowiek sie dobrze czuje.
                                    jak sie wszystko wali, to mozna je sobie wsadzic.

                                    czyli wychodzi na to, ze nie sa nic wiecej warte od terapii
                                    • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:45
                                      mnie terapia oddechem nie raz ratowała z opresji - i nie bywam w tym względzie
                                      od nikogo uzależniona

                                      a terapia? ostatnio się zastanawiałam nad długą (do kory przedczołowej) i krótką
                                      ścieżką i wychodzi na to że ciężko postawić "umysł ponad nastrojem" :P
                                    • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:14
                                      te cwiczenia to nie zadna terapia albo xanax.
                                      • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:17
                                        do mnie trzeba prosto mowic, bo nie rozumiem
                                        • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:20
                                          nie polepszy ci sie odrazu od cwiczen, ani nie sa to w sumie tez cwiczenia
                                          relaksujace, moga pogorszyc nastroj. po prostu o ozywianie chodzi, a zycie nie
                                          musi byc przyjemne.
                                          • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:25
                                            micaela napisała:

                                            > nie polepszy ci sie odrazu od cwiczen, ani nie sa to w sumie tez
                                            cwiczenia
                                            > relaksujace, moga pogorszyc nastroj.
                                            ja tego tematu nie przywolywalam, wiec nie bede go ciagnac, bo
                                            rzeczywiscie to inna bajka

                                            chodzi mi o to, ze nie sa one rozwiazaniem


                                            po prostu o ozywianie chodzi, a zycie nie
                                            > musi byc przyjemne.
                                            no i w zasadzie to obowiazku zycia tez nie ma
                                            • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:29
                                              > chodzi mi o to, ze nie sa one rozwiazaniem

                                              a co niby mialyby rozwiazac, cwiczenia problemow zyciowych nie rozwiaza.
                                              • nienill Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 18:32
                                                > a co niby mialyby rozwiazac, cwiczenia problemow zyciowych nie
                                                rozwiaza.
                                                no to przeciez napisalam, ze sa tyle warte co ta potworna terapia
                                            • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 19:36
                                              > chodzi mi o to, ze nie sa one rozwiazaniem

                                              zależy czego oczekiwałaś

                                              w depresji ,gdy masz wrażenie obumarcia emocjonalnego to działa
                                              pustka też boli- dziwne, bo wytwarzasz ją ,żeby nie bolało

                                              a jak coś inne to jeszcze nie wiem, bo dopiero się wdrażam
                            • micaela Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:15
                              to co by moglo pomoc to wepchniecie kogos z problemami w korzystniejsze
                              okolicznosci zyciowe.
                              • pillow7 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:35
                                tak mi się stało własnie ,więc potwierdzam :)
                                poprawiło się i żadna w tym moja zasługa
                                impuls pozytywny z zewnątrz -ot i wszystko


                                koniec ruminacji! przynajmniej narazie
    • funstein Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 13:29
      udusisz tego biednego czlowieka.
      daj mu przetsrzen do zycia, decyzji, wywal go z kolegami na piwo i ryby.
      Niech sie nawet polajdaczy - ale daj mu zyc. Nie planuj zycia za niego.
      Wiele przeszedl i wiele spraw w jego zyciu bedzie wymagalo przewartosciowania.
      jak chcesz zostac dalej kims waznym to przestan go dusic. Badz mu przyjecielem a
      nie treserka.
      • alajna85 Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 13:37
        Dlaczego sądzisz, że ja go duszę, ze jestem treserką?? Czy przez to, że martwię
        się o niego i szukam pomocy?? Nie rozumiem tu czegoś..
        • iso1 Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 13:57
          Nie bierz wszystkich odpowiedzi na tym forum "do siebie"
          Tutaj bywają ludzie z "różnymi, dziwnymi" dolegliwościami.
          Ich przedstawicielem jest funstein.
          Nie zwracaj na niego uwagę
          • alajna85 Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 14:09
            rozumiem, dzięki
        • funstein Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 15:15
          to wynika wprost z Twojej wypowiedzi.
          martiwsz sie na zapas, kiedy facet powiedzial, ze czuje sie zagubiony i czuje,
          ze nic nie czuje. Ludzie po przejsciach tak maja i trzeba ich wtedy bardziej
          tylko bardziej kochac i delikatnie zmuszac do autoegoizmu. A Ty sie martwisz o
          siebie i swoje emocje.
          • alajna85 Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 15:23
            Nie, nie martwię się o siebie i swoje emocje. Nie piszę tu, by szukać pomocy dla
            siebie. I trudno nazwać to martwieniem się na zapas. Coś się już wydarzyło, i
            próbuję to ratować.
            • alajna85 Re: błagam o pomoc, czy to depresja?? 14.06.08, 15:25
              Ale dziękuję za "Ludzie po przejsciach tak maja i trzeba ich wtedy bardziej
              tylko bardziej kochac i delikatnie zmuszac do autoegoizmu".
    • bertrada Re: czy to depresja?? 14.06.08, 16:20
      To może być wszystko. Począwszy od depresji lub jakiejś innej choroby, przez
      przemęczenie aż do tego że znalazł sobie kogoś innego. Naprawdę nie ma
      możliwości, żeby to stwierdzić po przeczytaniu jednego postu. Najrozsądniejszą
      rzeczą, jaką możecie zrobić to usiąść i rzeczowo porozmawiać. Po pierwsze musisz
      się dowiedzieć na czym stoisz i w czym tkwi problem. Jeżeli faktycznie mąż ma
      problemy zdrowotne to koniecznie namów go na wizytę u lekarza. Zacznijcie od
      lekarza rodzinnego, bo to wcale nie musi być depresja. A potem postępujcie
      zgodnie z jego zaleceniami.
    • mskaiq Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 09:02
      Alajana85 napisala
      >Z tego, co wiem, boi się ogólnie przyszłości, ale głównie w
      >aspekcie mnie.
      Mysle ze to strach jest przyczyna ze stracil pewnosc ze kocha
      Ciebie. Kiedy pojawia sie strach wtedy znika milosc, te dwa uczucia
      nigdy nie pojawiaja sie razem.
      Gdybys Mu odebrala ten strach uczucie milosci wrociloby i zniknelyby
      watpliwosci.
      Sprobuj Mu pomoc pozbyc sie strachu, ostatnio zwalilo Mu sie na
      glowe wiele problemow, dom ktory musi wykonczyc, kredyty z tym
      zwiazane, Jego Mama i jakies obawy zwiazane z Toba.
      Postaraj sie dowiedziec czego sie boi w zwiazku z Toba, dlaczego boi
      sie Waszej wspolnej przyszlosci. Sprobuj ten strach oslabic,
      przekonaj Go ze poradzicie sobie. Podobnuie postaraj sie pomoc
      rozwiazac problemy zwiazane z budowa domu i jego Mama.
      Jesli Ci sie uda oslabic albo zabrac ten strach to wszystko wroci do
      tego co bylo kiedys pomiedzy Wami.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • alajna85 Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 13:07
        Postaram się odpowiedzieć ogólnie w jednym poście na pytania z Waszych postów.
        Chociaż niektóre żal w ogóle komentować (np. że bardzo chcę usłyszeć, że jest
        chory, bo tu ułatwiło by mi sprawę.. wynajęcie śledczego i inne bzdety..
        Ludzie, ja szukam poważnych odpowiedzi ludzi, którzy mają coś mądrego do
        powiedzenia...).
        Zawsze byliśmy ze sobą szczerzy i rozmowa była podstawą tego związku. Także w
        tej sytuacji, gdy dowiedziałam się, co się dzieje, porozmawialiśmy o tym.
        Pierwsze pytanie było, czy kogoś poznał. Twierdzi, że nie i wierzę mu, nigdy
        mnie nie oszukał i nie mam podstaw, by go o to podejrzewać. Wiem, że tu chodzi o
        nas. Poza tym, to N. nie potrafił mi dokładnie wyjaśnić o co chodzi, tylko tyle,
        co już napisałam, że się boi, że nie chce, żebym ja rezygnowała ze swoich marzeń
        itd. Dodam, że M. stara się o umieszczenie mamy w zakładzie dla osób z podobnymi
        schorzeniami. Robi to z wielkim bólem serca, ale to konieczne, bo musi pracować,
        a babcia, która dotąd mieszkała z nimi, nie ma już sił zajmować się swoją chorą
        córką. Mama M. wymaga całkowitej opieki przez cały dzień (nie można np. zostawić
        jej na pół dnia samej, aż do powrotu z pracy). M. poprosił mnie o czas na
        zastanowienia. I to byłoby normalne i do zrozumienia dla mnie, zdaje sobie
        sprawę, ze nawet w najlepszych związkach przychodzą kryzysy. Ale martwi mnie to,
        że stało się to z dnia na dzień; z mężczyzny silnego i zaradnego, kochającego
        tak nagle zamknął się w sobie i odmawia pomocy. To mnie martwi, i dlatego tutaj
        o tym napisałam. Jeszcze raz dziękuję za poważne odpowiedzi
        • nienill Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 13:14
          alajna85 napisała:
          Ale martwi mnie to
          > ,
          > że stało się to z dnia na dzień; z mężczyzny silnego i zaradnego,
          kochającego
          > tak nagle zamknął się w sobie i odmawia pomocy. To mnie martwi, i
          dlatego tutaj
          > o tym napisałam. Jeszcze raz dziękuję za poważne odpowiedzi
          wiec to ty sie idz lecz skoro ta sytuacja jest dla ciebie taka
          niezwykla i niezrozumiala, a nie rob z faceta idioty

          i to jest jak najbardziej powazna odpowiedz
          • alajna85 Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 14:22
            bez komentarza. Byłabym wdzięczna, gdybyś przestał/a już się w tym wątku
            udzielać. Chociaż zdaję sobie sprawę, że tego nie zrozumiesz i nie uczynisz
            • nienill Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 14:42
              alajna85 napisała:

              > bez komentarza. Byłabym wdzięczna, gdybyś przestał/a już się w tym
              wątku
              > udzielać. Chociaż zdaję sobie sprawę, że tego nie zrozumiesz i nie
              uczynisz
              ja nigdy nie zrozumiem, owszem, tego jak mozna komus w internecie
              przestrzen zabierac.


              a nad tym psychologiem to sie naprawde zastanow.
              to ty robisz afere nie wiadomo o co, normalnego swiata i ludzkich
              reakcji nie rozumiesz, szukasz choroby tam gdzie jej nie ma, nie
              potrafisz uszanowac życzenia bliskiej osoby, narzucasz sie wbrew jej
              woli...

              widac, ze sytuacja cie przerosla i niedlugo nie bedziesz w stanie
              stawic czola obowiazkom, ktore zaczna cie przerastac.




              uwaga, depresja nadchodzi i psycholog potrzebny!
              szkoda, ze jak zwykle nie do tej osoby z calego "ukladu", ktora go
              najbardziej potrzebuje.
              • alajna85 Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 14:59
                Widać masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Nie rozumiesz zupełnie, czego
                dotyczył mój post. Nie zamierzam Ci już odpisywać, cokolwiek jeszcze od siebie
                dodasz. Dzękuję
        • bertrada Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 13:17
          To w takim wypadku najprawdopodobniej albo sytuacja go przerosła albo zachorował
          na coś z przyczyn niezależnych. Tak czy owak facet wymaga konsultacji
          lekarskiej. Zarówno u psychiatry jak i lekarza ogólnego. Problemem może być
          jedynie namówienie go do leczenia. I być może na czas terapii trzeba będzie
          odciążyć go z większości obowiązków, z którymi nie daje sobie rady.
          • nienill Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 13:33
            bertrada napisała:

            > z większości obowiązków, z którymi nie daje sobie rady.
            gdzie ty to wyczytalas?????
          • rain.dog Re: Blagam o pomoc, czy to depresja?? 15.06.08, 20:01
            Tak czy owak facet wymaga konsultacji
            > lekarskiej. Zarówno u psychiatry jak i lekarza ogólnego.

            o boże
            o boże

            psychiatra i lekarz ogólny wyjaśnią mu co naprawdę czuje?
            konsultacji lekarskiej i to pilnej wymaga to forum
    • carla.bruni Re: BŁAGAM o pomoc czy to depresja?? 15.06.08, 10:01
      to moze byc depresja, ale moze byc tez cos zupelnie innego. moze on sie boi
      tego, ze do konca zycia jego matki bedziecie musieli sie nia opiekowac. moze nie
      chce Ciebie obciazac taka odpowiedzialnoscia. nie poddawaj sie. walcz o niego.
      pozdrawiam serdecznie.
    • ego82 Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 17:39
      Z tego co piszesz to TY jestes totalnie załamana i moze probujesz
      szukac wyjscia z sytuacji w ten sposob. Porozmawiaj ze swoim
      chlopakiem, spytaj go jak ON sie czuje i zapytaj czy potrzebuje
      pomocy. Jesli go kochasz to uwzglednij jego prosby i potrzeby ( na
      przyklad to ze mowi ze potrzebuje czasu - tak sie zdarza i to na
      pewno nie oznacza depresji). Mam wrazenie ze pomoc jemu jest
      potrzebą Twoją a nie jego. Pozdrawiam i zycze powodzenia.
      • funstein Re: , czy to depresja?? 15.06.08, 19:46
        wydaje mi sie, ze najwiekszym problemem tego faceta jest nie sytuacja zyciowa
        tylko histeria jego kobiety. Badz mu wsparciem a nie zrodlem dodatkowyc
        zmartwien i klopotow. . Male szanse, zeby prochy od psychiatry pomogly mu w
        problemach zyciowych. On potrzebuje czasu i spokoju. Nie musi Cie kochac i
        wspierac bez przerwy bo nie jest robotem. Ma kryzys to wyslij go na wakacje a
        sama zakasz rekawy i zajmij sie problemami.
        • graga05 Re: , czy to depresja?? 16.06.08, 16:38
          Nielatwe ma zycie twoj facet, mozliwe,ze jest w dolku
          psychicznym. Ale nie wydaje sie, ze z powodu tego dolka chce sie z
          toba rozstac. Mysle, ze przez twoje oddanie, chec poswiecenia
          osaczylas go - a jego uczucie sie wypalilo. Zapewne przyzwoity to
          czlowiek i wielce dreczy sie sytuacja, wyobrazam sobie jak trudno
          bylo mu powiedziec, ze nie widzi przyszlosci w Waszym zwiazku. To
          nie ma znaczenia, ze powiedzial to z dnia na dzien, a jak dlugo sie
          do tego przygotowywal. Twoje wpisy swiadcza, ze jestes zaslepiona
          miloscia i nie przyjmujesz najbardziej nasuwajacej sie wersji.
          Blaganiem o uczucia, wmawianiem mu depresji wymagajacej az lekarza
          nic nie wskorasz, przyjmij jego warunki. Moze wtedy zrozumie jak
          trudno mu bez ciebie. Oczywiscie wiem, ze tego nie zrobisz - kto by
          zrobil, ale to sie najbardziej nasuwa.
          Znamy tylko twoj opis sytuacji, jego jest zapewne inny.
          • alajna85 Re: , czy to depresja?? 16.06.08, 20:01
            Trudno powiedzieć, czy jestem zaślepiona miłością. Na pewno zaskoczona obrotem
            sprawy, bo zawsze było dobrze między nami, a jeśli działo sie coś złego, to on
            nie dał mi żadnego sygnału, tym bardziej szansy, by to naprawić. Na pewno tez go
            nie osaczyłam swoim uczuciem. Wszystko z mojej strony był w zdrowych proporcjach
            i to nie tylko moje zdanie, ale też najbliższych znajomych. Chcę też sprostować,
            ze nie wmawiam mu depresji, o depresję tylko pytam tutaj. Rozmawiałam z M. o
            wizycie u psychologa ale w kontekście tego, żeby miał się komu wygadać, a nie w
            kontekście jego choroby...
    • zbieram_szkielka a gdyby tak... 19.06.08, 17:48
      kochana, nie chcę brać odpowiedzialności za Twoj wybor i Twoje
      szczęście, ale może zastanow się nad zostawieniem go na pewien czas?
      Jesli ktos mowi Nie, a Ty mowisz Kocham, to ten ktos cofa sie o krok
      i z każdym Twoim Kocham cofa się jeszcze i jeszcze... Niestety,
      zwykle chcemy tego, czego mieć nie możemy... Myślę, że warte
      rozważenia jest przynajmniej powstrzymanie sie od deklaracji dot.
      uczuć. Krocej mowiac: Nie powtarzaj, że kochasz. Nie bądź czuła.
      Skoro chce mieć czas, niech go ma. Super by było, gdybyś wyjechała
      na parę dni. Niech zobaczy, jak się zyje bez Ciebie.
      • alajna85 Re: a gdyby tak... 19.06.08, 19:32
        Myślę, ze to jest jakaś opcja i dokładnie tak zrobiłam. Ni wyjechałam, bo i tak
        razem nie mieszkamy, ale nie widzimy się w sumie już od 3 tygodni. Przez
        pierwszy tydzień pisałam bardzo często smsy, że kocham, czekam itd, ale teraz
        juz tego nie robię. Myślę, ze już dokładnie wie, co do niego czuję. Teraz daję
        mu czas, tzw. spokój, nie kontaktujemy się w żaden sposób. Decyzja należy do
        niego. Niech zobaczy, jak jest beze mnie, może tego mu trzeba. Jeśli wróci, bede
        najszczęśliwszą osobą na Ziemi. Ale jeśłi stwierdzi, ze nie.. No cóż, nie można
        nikogo zmusić do miłości.. wiem to, i z wielkim bólem, ale uszanuje jego decyzję...
        • bertrada Re: a gdyby tak... 19.06.08, 20:15
          Ale wy chyba jeszcze bardzo młodzi jesteście. Może to po prostu jeszcze za
          wcześnie na pakowanie się w stały związek i branie na siebie takiej
          odpowiedzialności. Takie dwudziestoparolatki to głównie seks, drugs and
          rock&roll mają w głowie a nie zmaganie się z życiowymi problemami. Najwyraźniej
          sytuacja was przerosła, chociaż depresji też wykluczyć nie można.
          Ale mimo wszystko nie jestem pewna czy zostawianie osoby, która ma problemy to
          najuczciwsze posunięcie.
          • alajna85 Re: a gdyby tak... 19.06.08, 21:08
            Jeśli chodzi o nasz wiek, ja mam 23 a M. prawie 28. To już nie szczenięce lata.
            Oboje do niedawna (ja nadal, nie wiem, jak teraz M.)pragnęliśmy stabilizacji i
            marzyliśmy o rodzinie. A zostawienie kogoś w problemie.. właśnie po to
            pisałam-co ja mam robić? To, że teraz się nie kontaktujemy nie oznacza, że go
            zostawiam. Tego chciał, więc mu to daję. Zresztą nawet nie wiem, co innego
            miałabym zrobić, wszyscy sugerują mi, że mam mu dać ochłonąć, odsunąć się na
            jakiś czas, dać mu pomyśleć i dojść do ładu ze swoimi uczuciami.. Uwierzcie mi,
            że dałabym wszystko, żeby wiedzieć, jakie zachowanie się (moje) tutaj byłoby
            prawidłowe..
            • lucyna_n Re: a gdyby tak... 19.06.08, 21:33
              rozum podpowiada nic na siłę, ale jeszcze nie spotkalam zakochanej kobiety która
              kierowałaby się rozumem.
            • bertrada Re: a gdyby tak... 19.06.08, 22:19
              Bo z jego punktu widzenia sytuacja wygląda tak, że ma na głowie niepełnosprawną
              matkę, budowę domu, kłopoty finansowe, pracę zawodową i narzeczoną. A do tego
              jest młody, niedoświadczony i zostawiony sam sobie z tymi kłopotami. A pewnie
              wolałby beztrosko bawić się i snuć wizje o idealnej przyszłości, tak jak
              większość jego rówieśników. Nic dziwnego, że ma już wszystkiego dość i chciałby
              się odciążyć z jakiś obowiązków. A uwolnić się od narzeczonej jest prościej niż
              od innych kłopotów. Zwłaszcza, że może być dodatkowo chory.

              Z której strony na to nie patrzeć, chłopak potrzebuje wsparcia. Ale realnego,
              konkretnego wsparcia a nie głaskania po główce i użalania się nad nim.
              potrzebuje kogoś do pomocy w budowie domu, do pomocy w opiece nad matką, pomocy
              finansowej, chociażby w postaci jakiegoś doradztwa w sprawach nieruchomości i
              kredytów, itp. Domyślam się, że nie jesteś w stanie mu tego zagwarantować i sama
              oczekujesz, że on wszystkim się zajmie i zapewni ci spokojne życie. Dlatego
              powinnaś się zastanowić czy ten związek faktycznie ma sens i czy naprawdę jesteś
              już gotowa na dzielenie z kimś życia na partnerskich zasadach. I czy to naprawdę
              jest miłość skoro twierdzisz, że jak powie ci wprost, że już ma cię dość, to nie
              będziesz walczyć o ten związek i dasz sobie spokój. Osoba zakochana nie
              odpuściłaby tak łatwo.

              Ze swojej strony mogę tylko poradzić, żebyś zasugerowała mu zwrócenie się o
              pomoc do jakiejś doświadczonej życzliwej osoby z rodziny. Na pewno znajdzie się
              jakaś operatywna i życzliwa dusza, która mu pomoże wyjść z trudnej sytuacji.
              • lucyna_n Re: a gdyby tak... 20.06.08, 09:23
                czy jest szansa że powstrzymasz się od rad w tematach o których masz mniej niż
                mgliste pojęcie?
          • lucyna_n Re: a gdyby tak... 19.06.08, 21:30
            ale Bercia znowu od rzeczy pie..sz
            widać że nie wiesz o czym mówisz w kwestiach miłości.
            • tristezza Re: a gdyby tak... 20.06.08, 08:35
              zgadzam sie z Lucyna w kwestii Berci. gada jak potluczona. poza tym
              nie czyta uwaznie postow, czemu sie akurat nie dziwie. jak ktos ma
              dniowke 60 postow do wyrobienia, to nie ma warunkow na uwazne
              czytanie
              • lucyna_n Re: a gdyby tak... 20.06.08, 09:22
                może jest na etacie u wybiórczej, bo na pytania o pracę nabiera wody w usta a to
                do niej niepodobne.
    • mskaiq Re: czy to depresja?? 20.06.08, 09:18
      alajna85 napisała:
      >Tego chciał, więc mu to daję. Zresztą nawet nie wiem, co innego
      >miałabym zrobić, wszyscy sugerują mi, że mam mu dać ochłonąć,
      >odsunąć się na jakiś czas, dać mu pomyśleć i dojść do ładu ze
      >swoimi uczuciami.. Uwierzcie mi, że dałabym wszystko, żeby
      >wiedzieć, jakie zachowanie się (moje) tutaj byłoby prawidłowe..
      Mysle ze Twoja decyzja jest sluszna. Trzeba dac Mu czas aby Jego
      milosc wygrala z niepokojem i strachem. Kazda proba Twojej
      ingerencji moze wywolac wiecej strachu i moze zniszczyc albo opoznic
      jego powrot. Musisz byc rowniez cierpliwa bo to wcale nie musi
      nastapic szybko.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • alajna85 Re: czy to depresja?? 07.07.08, 22:37
        Od mojego ostatniego wpisu nadal stale bez zmian. Ale chyba szykuje się przełom,
        bo zdecydował się (z własnej inicjatywy) na wizytę u psychologa. A ja już jestem
        na wykończeniu nerwowym.. Pozdrawiam
        • alajna85 Re: czy to depresja?? 21.08.08, 22:49
          Po prawie trzech miesiącach, mój narzeczony oświadczył mi, że chce ze mną być...
          Że potrzebuje mnie, i pragnie założyć ze mną rodzinę. Przeprosił mnie za ten
          koszmarny czas i zamknęliśmy ten rozdział, mam nadzieję, że już ostatecznie i na
          zawsze. Jestem taka szczęśliwa, nie potrafię tego opisać...
          Nie poddawajcie się. Nie zostawiajcie swoich partnerów w chwilach słabości i
          klęski. Czuwajcie.
          Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za wszelka pomoc
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka