Dodaj do ulubionych

"Dwubiegunowym" jednak zazdroszczę

21.09.03, 17:04
Może to brzmi niepoważnie, bo jak można w ogóle zazdrościć choroby? Sądzę
jednak,że osobom z chorobą afektywną dwubiegunową zostały chociaż dane okresy
podwyższonego nastroju, może nawet euforii ( co z tego,że niewtajemniczeni
sugerują wspomaganie się narkotykami? ). Mnie samej po wielu latach
nawracających epizodów depresyjnych utrwalił się już nastrój permanentnie
obniżony. Zapomniałam co to spontaniczna radość życia, uczucie,że rozpiera
cię energia, zachłyśnięcie się pięknem świata na przykład... Nauczyłam się
tylko "trzymać twarz" przed ludźmi, uśmiechać się nawykowo,nawet śmiać - ale
niewiele się pod tym kryje autentycznych pozytywnych emocji, o czym malo kto
wie zmojego otoczenia. Wszystko zszarzało już na stałe - trochę mniej tej
szarości, to już święto.

Ot,tak mi się to napisało , małe refleksje po odczytaniu niektórych wątków na
tym forum...
L.
Obserwuj wątek
    • blue_a Loo? 21.09.03, 17:11


      Najzupełniej serio: czy kobieta bipolarna może wziąć "pod ochronę" osobę
      jednobiegunową? To ja biorę Ciebie. Najzupełniej serio: będę się za Ciebie
      modlić. Będę Cię rozśmieszać. Na razie mailowo. Z tego, co się orientuję, to
      trudno Cię wciągnąć w real. Jako i mnie.

      Super!!!

      Mam ochotę się tym dzielić.
      Do jutra.

    • ewa1306 Re: "Dwubiegunowym" jednak zazdroszczę 21.09.03, 17:17
      Mam nadzije ze ten stan mnie nie czeka. Obecnie mam depresje. Boje się że
      ucieknie mi radość życia,że nie bede umiała się cieszyć życiem. Juz teraz
      usmiecham sie bo tak trzeba.
    • looserka Do blue...i innych 21.09.03, 20:40
      Blue, dziekuję za dobre chęci wprowadzenia mnie w dobry nastrój,"wzięcia pod
      ochronę" czy rozśmieszania... nie mam nic przeciwko, tylko...nie w tym rzecz.
      Ja naprawde w dobrych okresach jestem w stanie i opowiadac dowcipy i bawić się
      z ludźmi i śmiać się i cieszyć nawet jakoś tam - tylko to wszystko dzieje się
      niejako " z wierzchu", naskórkowo. Wewnątrz czuję się już zupełnie wypalona i
      nie zdolna do doznawania intensywnego uczucia szczęścia na przykład - mimo
      zewnętrznej wesołości. To tak jakby radośc życia gdzieś już zanikła i
      nawet "dobry nastrój" jest niejako z obowiązku. Nie wiem, czy przekazuję sedno
      problemu. To juz trwa lata - przez pierwsze ok.10 lat od czasu zachorowania na
      depresję, w przerwach pomiędzy poszczególnymi epizodami potrafiłam jeszcze
      przeżywać intensywnie, czuć smak zycia po prostu. Od kilku lat jest to juz poza
      mną. Anhedonia to się chyba nazywa. Jedyne żywe, intensywne emocje, do jakich
      jestem zdolna to lęk, rozpacz, złość.
      Nie wiem, czy na tę przypadłość jest lek - nie sądzę. Mówi się w psychiatrii
      np. o "defekcie schizofrenicznym" , a czy nie ma pojęcia "defektu
      depresyjnego"? Czy ta choroba, jesli nawroty trwają całe lata, nie pozostawia
      defektu, nie okalecza emocjonalnie?
      To takie pytanie rzucone ot tak, w przestrzeń...
      • blue_a do Loo 22.09.03, 08:59
        Ano szkoda. Byłam i jestem serio. A pomysł wydał mi się fajny. I może
        potrzebny. Znów muszę się tłumaczyć, że naprawdę nie jestem niepoważną osobą...

        Poszukam innej smutnej osoby :)

        Duża wiara, że można swoją energią i chęcią do życia zarażać. Amen.
        (pomimo skomplikowanych terminów psychopatologicznych, czy psychiatrycznych,
        które czasem przylepiamy sobie n i e p o t r z e b n i e ..)

        Loo, do diabła, a już chciałam iść z Tobą do kina i szukałam repertuaru w
        Krakowie..Ja poszłabym w mojej stolicy, Ty - w swojej.. Na to samo. Na jakieś
        dobre to samo.

        Szkooda :)

        I chciałam Cię zapytać o jakieś krakowskie danie..
        Warszawskiego nie znam, zrewanżowałabym się hinduskim..

        Szkoda :) Ale pozdrawiam.

        P.S. Dobra, może od rzeczy i znów za dużo gadam, ale wydaje mi się to dość
        ważne..

        > Jedyne żywe, intensywne emocje, do jakich
        > jestem zdolna to lęk, rozpacz, złość.

        Je trzeba też wyrazić. Hipoteza. Potem pojawi się radość. Chcę w to głęboko
        wierzyć. Głeboko w to wierzę.
      • samanta5 Re: Do blue...i innych 23.09.03, 19:17
        A więc jednak jakieś emocje są. Jeżeli są to znaczy, że odczuwasz a gdy
        odczuwasz to żyjesz i ten fakt jest radością. Jeżeli nie dla Ciebie to dla
        innych np. dla mnie. Bardzo mi pomogła rozmowa z Tobą :-)
        • looserka Samanto... 23.09.03, 19:53
          ...ciepło mi się zrobiło ( na duszy)
          Uśmiecham się do Ciebie :)
          Loo
          • wszystko-niebieskie mam to samo 24.09.03, 21:57
            Odczuwam to samo co Ty- przez ludzi jestem postrzegana jako wesoła, towarzyska,
            co z tego, skoro "w gruncie rzeczy" nie ma we mnie ani cienia radości.

            Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka