30.06.08, 22:47
Jutro mam wyniki z obligatoryjnego egzaminu na studiach. To
poprawka. Jak go nie zdałem to teoretycznie wylatuje ze studiów. W
grę może wchodzic jeszcze zaplacenie za tzw warunek ale to wątpliwe.
To takie niepewne moge nie zdać. Denerwuje sie jak diabli. Upadne
bardzo nisko jak sie nie uda.:(. Będe sie czul jeszcze gorzej i
mniej wartosciowy niz teraz. Te piep... studia to jedyna rzecz ktora
mi od dawna wychodzi. Jeszcze na nich trwam. To już 4 rok.
Obserwuj wątek
    • ex.post Re: Jutro... 30.06.08, 22:53
      jutro powinieneś stanąć przed sądem za zaniedbanie
      • micaela Re: Jutro... 30.06.08, 23:13
        jak kazdy depresyjny, przyjda o swicie, tylko nie wiadomo za co
        • cassandra Re: Jutro... 01.07.08, 10:06
          >tylko nie wiadomo za co

          w tym wypadku akurat dokladnie wiadomo. i nie ma co zaslaniac sie
          tatusiem, nawet jesli brak uczuc jest juz w drugim pokoleniu. mozna
          nie czuc, ale nie mozna nie wiedziec, ze psu nalezalo pomoc
          • bertrada Re: Jutro... 01.07.08, 10:16
            A nie wydaje ci się, że ten wątek o psie jest mocno naciągany i momentami kupy
            się nie trzyma? Z której strony na niego nie patrzeć nosi duże znamiona
            nieprawdopodobieństwa.
            • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 10:57
              bertrada napisała:

              > A nie wydaje ci się, że ten wątek o psie jest mocno naciągany i
              momentami kupy
              > się nie trzyma? Z której strony na niego nie patrzeć nosi duże
              znamiona
              > nieprawdopodobieństwa.
              No cóż... Jest prawdziwy, ja chyba mam taki styl pisania. Poza tym
              słuchaliśmy zaleceń weterynarza. Mówił że prześwietlenie nie było
              konieczne. W. przychodził do niego co drugi dzień. Sugerowałem
              prześwietlenie. Zapadła inna decyzja. Tak, dokonałem zaniedbania ale
              to było wtedy jak zdarzył się wypadek. Chyba jasne jest że w takich
              sytuacjach słucha się zaleceń lekarza, a nie polega na własnych
              przeczuciach.
            • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 10:58
              Smutno mi że tak myślisz. Byłem szczery.
              • lucyna_n Re: Jutro... 01.07.08, 11:25
                mnie się też wydaje nieprawdopodobne nieprześwietlenie psa potrąconego przez pociąg
                zy jesteś pewny że to był weterynarz a nie sąsiad hydraulik?
                • lucyna_n Re: Jutro... 01.07.08, 11:27
                  co więcej, ja nawet nie lubię psów ale w życiu bym nie pozwolila żeby
                  jakikolwiek zwierzak ktorego mam po opieką cierpial bez fachowej pomocy, nawet
                  ze świnką morską w nocy drałowalam pieszo do całodobowej kliniki jak było trzeba
                  a co dopiero z psem.
                  • zyrafa46 Re: Jutro... 01.07.08, 11:49
                    Przeczytałam wszystko o psie. Ze smutkiem, którego nie umiem opisać.. Myślę
                    jednak, że wet miał rację. Targanie zwierzaka do kliniki, przewracanie na dwa
                    boki...
                    Kości to w jego wypadku była raczej rzecz jednak drugorzędna. Pewnie miał
                    pogruchotane narządy wewnętrzne. Z nich ten duży wypływ krwi. Raczej powinien
                    trafić na stół operacyjny. Tylko czy to nie byłyby dodatkowe niestety
                    niepotrzebne mu już cierpienia?
                    Ja sama chodzę z moim psem na spacery mając z sobą torbę plastikową na kawałki
                    szkła lub/i q-ki mego zwierza. Młodzież się zabawia... Nie chcę, by mój (i inne)
                    szalejący w zabawie pies poharatał sobie łapy.

                    Żal mi Taty chłopaka i jego też. O psie pisałam wcześniej.
                    Żyra
                    • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 22:04
                      Z psem jest gorzje jak z małym dzieckiem on nigdy nie widzi
                      zagrożenia.
                • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 21:57
                  Weterynarz mial lecznice w centrum prawie 100 tys miasta. To byl
                  wujek mojego kolegi. Na pewno nie hydraulik.
              • bertrada Re: Jutro... 01.07.08, 11:42
                Ale to naprawdę jest nieprawdopodobne, żeby weterynarz nie zaszył i nie
                zaopatrzył ran i nie podał antybiotyku tylko pozwolił aby wdało się zakażenie.
                Dlaczego nie dał mu środków przeciwbólowych i nasennych. Jak przychodził co
                drugi dzień to dlaczego nie zmieniał opatrunków. Dlaczego pies nie był
                unieruchomiony chociażby prowizorycznym opatrunkiem. Tutaj jest blog psa i na
                samym dole są zdjęcia tego psa, zaraz po złamaniu łapy. Ma prowizoryczny
                opatrunek i czeka na operację:

                piesczajnik.fotolog.pl/10,2007,archiwum.html
                • zyrafa46 Re: Jutro... 01.07.08, 12:00
                  Tort dla psa? To już raczej kości cielęce z galaretką. Będzie gruby i chory i
                  nie będzie miał siły pobiegać. Stawy mu w końcu padną i serce. Ta miłość do
                  psa....Żywa maskotka. Maskotka.
                  Żyra
                  Proszę o zdjęcia pieska jak biega radośnie (nie uwiązany do smyczy).
                  Wiem, musi wyzdrowieć.
                  • zyrafa46 Re: Jutro... 01.07.08, 12:01
                    Joj, to 2007
                    No to już teraz poproszę o te zdjęcia :-)).
                    Żyra
                    • bertrada Re: Jutro... 01.07.08, 12:03
                      To nie jest mój blog, znalazłam go przypadkowo, bo był w sygnaturce jednej
                      forumowiczki. Na górze chyba można przejść do strony głównej albo do innych
                      zdjęć, na których już zdrowy biega luzem.
                      • lucyna_n Re: Jutro... 01.07.08, 14:14
                        jak widzę psy biegające luzem to mnie szlag trafia,
                        luzem to pies ma prawo biegać po podworku wlaściciela i nigdzie więcej.
                        Każdy komu się wkręcila w koło od roweru wyciągana smycz od jakiegoś ratlerka
                        przyzna mi rację, oraz każdy komu skoczył na plecy doberman tudzież inna rasa też.
                        Nie mowię już o chęci zabawy i skakanie na mnie z ubłoconymi łapami przez
                        zupełnie obce psy, oraz pobyt tych na placach zabaw, i zostawianie wszędzie
                        wdzięcznych "pamiątek".
                        Właściciele psow terroryzują normalną ludność swoimi pupilami.
                        jeszcze jak widać że są posluszne właścicielowi , przybiegają zawolane
                        itd,wlaściciel po nich sprząta to niech by i biegały, ale wiekszość to takie
                        wygłupione blokowe czworonogi, ktore wogóle na nic nie reagują.
                        Chyba rozpocznę akcję protestacyjną przeciwko głupim właścicielom psów, bo to
                        nie w psach problem tylko w ich wlaścicielach.
                        Żyra, masz u mnei wielki , gigantyczy plus za te torebki.
                        Czy dacie wiarę że obok mnie mieszka facet co na małe dwupokojowe mieszkanie
                        kupił bernardyna? nie jest samotny, ma rodzinę, czy to normalne?
                        • demole Re: Jutro... 01.07.08, 14:22
                          bez banalow,
                          nie wolno sie wyglupiac na forum
                        • zyrafa46 Re: Jutro... 01.07.08, 19:15
                          Psa mamy od pół roku. Był już od ok 1-2 lat dorosły. Miał trafić do psiego
                          bidula. Trafił do nas. Nauczyliśmy go: przychodzenia za KAŻDYM razem, gdy się
                          woła. Jeśli długo nie wołamy - sam się melduje. Choćby musiał zostawić kolegów i
                          koleżanki. "Jeździ" z nami na rowerze. Na piechotę chodzimy tylko przy
                          ruchliwych ulicach. Z nim na smyczy. przez ulicę - zawsze na smyczy. Nawet jak
                          nie ma ruchu. Sam podchodzi i "podaje szyję". Na nikogo nie skacze z łapami.
                          Pozwala się głaskać. Do dzieci podchodzi - gdy ich rodzice tego chcą. Niektórym
                          zależy na tym. Jeszcze nie oduczyliśmy go wąchania paczek. Strofowany
                          natychmiast odchodzi ale czeka na nasz sygnał. Bezczel. Nie potrafi podawać
                          łapy. Pewnie dlatego, że go nie uczymy.
                          NO!!!! Jeśli Ktoś przeczytał te nudy - to gratuluję! Dla mnie to ważne ale tak
                          czytać...
                          Kochane depresiaki - sprawcie sobie takie radosne zwierzę. Żebyście wiedzieli
                          jaka to radość. Dla niego i dla nas.
                          Pozdrawiam,
                          Żyra
                  • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 22:05
                    zyrafa46 napisała:

                    > Tort dla psa? To już raczej kości cielęce z galaretką. Będzie
                    gruby i chory i
                    > nie będzie miał siły pobiegać. Stawy mu w końcu padną i serce. Ta
                    miłość do
                    > psa....Żywa maskotka. Maskotka.
                    > Żyra
                    > Proszę o zdjęcia pieska jak biega radośnie (nie uwiązany do
                    smyczy).
                    > Wiem, musi wyzdrowieć.
                    >

                    Jest już uśpiony.
                    • zyrafa46 Re: Jutro... 01.07.08, 22:29
                      No co Ty, maijkell, nie pisałam o Twoim psie. Zresztą on już właśnie biega
                      radośnie w Krainie Wielkich Łowów. Może za moją kicią kochaną?
                • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 22:03
                  bertrada napisała:

                  > Ale to naprawdę jest nieprawdopodobne, żeby weterynarz nie zaszył
                  i nie
                  > zaopatrzył ran i nie podał antybiotyku tylko pozwolił aby wdało
                  się zakażenie.
                  > Dlaczego nie dał mu środków przeciwbólowych i nasennych. Jak
                  przychodził co
                  > drugi dzień to dlaczego nie zmieniał opatrunków. Dlaczego pies nie
                  był
                  > unieruchomiony chociażby prowizorycznym opatrunkiem. Tutaj jest
                  blog psa i na
                  > samym dole są zdjęcia tego psa, zaraz po złamaniu łapy. Ma
                  prowizoryczny
                  > opatrunek i czeka na operację:
                  >
                  > piesczajnik.fotolog.pl/10,2007,archiwum.html

                  Widze ze nie czytalas moich postow dokladnie. Pies mial co dwa dni
                  podawane leki neurologiczne, przeciwkrwotoczne, przeciwbólowe. Co
                  drugi dzien odwiedzal go weterynarz. To prawda ze nie byl
                  unieruchomiony ale W. uznal ze to niekonieczne. Oprócz tego o czym
                  nie pisałem zaraz po wypadku miał zaszyte szwami wszystkie rany i
                  opatrzone. Ten "weterynarz" sam przyznal sie ze nie przewidzial ze
                  zaatakuja go tak agresywnie muchy.
          • micaela Re: Jutro... 01.07.08, 16:24
            >w tym wypadku akurat dokladnie wiadomo.

            w przypadku maleszki tez, ale dlaczego ja sie czuje tak jak mozliwe ze on sie
            czuje, choc nic nie zrobilem. a zawsze bylem stygmatyzowany
    • maijkell Re: Jutro... 01.07.08, 22:09
      Wiem że zmieniam zmieniony temat mojego wątku ale chcialem
      zakomunikować (chociaż wiem że nikogo to nie intersuje) ze egzamin
      poszedl dobrze. 20% z przystepujacych zdało w tym terminie w tym
      moja skromna osoba.
      • zyrafa46 Re: Jutro... 01.07.08, 22:32
        No i BARDZO DOBRZE, że zdałeś!!!:-))).
        Za pół roku będziesz miał może nowego psa. Nie rezygnuj z tego.
        Też zmieniłam temat w biegu. No i co?
        • ex.post Re: Jutro... 02.07.08, 08:29
          zyrafa46 napisała:

          > Za pół roku będziesz miał może nowego psa.

          może jednak lepiej nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka