Dodaj do ulubionych

Gdzie indziej mają gorzej.

02.07.08, 20:39
"49-letnia kobieta dostała ataku i umarła w poczekalni szpitala
psychiatrycznego na Brooklynie. Ciało martwej kobiety leżało na podłodze ponad
godzinę. Nikt z personelu nie zwrócił uwagi na umierająca kobietę - informuje CNN.
(...)
Chorzy byli często zmuszani do spania na plastikowych krzesłach lub podłodze
pokrytej uryną, odchodami i krwią. Obsługa nie zapewniała także pacjentom
dostępu do prysznica czy czystej bielizny. Pacjenci byli bici i podawano im
silne środki uspokajające."

Więcej na:
tiny.pl/k66m
Obserwuj wątek
    • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 02.07.08, 21:02
      Nie podnosiłbym tego tematu. Większość depresyjnych pragnie, by nikt nigdzie nie
      miał gorzej, czasem nawet dość aktywnie się o to stara.
      • micaela Re: Gdzie indziej mają gorzej. 02.07.08, 22:29
        czyli wybiera zle wartosci. jak ta pani, ktora robila wszystko zeby nie
        zrealizowac amerykanskiego marzenia, a przeciez swiat nalezy do grubej 49
        letniej czarna kobiety z psychoza w ameryce.
        • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 02.07.08, 23:46
          Raczej wybór dobra, a że większość tu ma dość wyobraźni, żeby wiedzieć, że
          świata zbawić nie potrafi, niech chociaż nikt niezasłużenie nie cierpi bardziej.
          Nie kusi Cię, żeby całkiem stoczyć się na dno? Bo mnie tak, resztki egoizmu i
          tchórzostwa jeszcze tylko każą mi przyhamowywać. Dlatego nie lubię, jak mi się o
          tych gorzejmających przypomina, uczucie jakbym nie odrobił pracy domowej.
          • micaela Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 04:28
            > Nie kusi Cię, żeby całkiem stoczyć się na dno?

            ja tam jestem, zatrzymalem sie tam, gdzie mnie poniosła siła ciążenia, gdyby dno
            bylo niżej to pewnie turlałbym sie dalej. nie mam najgorzej, bo masochista
            aktywnie wybierajacym zle wartosci nie jestem. ale jestem calkowicie bierny.
            • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 12:06
              Dno jest niżej, tylko ruch wolniejszy. W każdym razie, pomijając wybieranie
              złych wartości, bo nie wiem tak naprawdę, o co w tym chodzi,
              na wieść, że ktoś gdzieś ma gorzej i nie powinienem się tak czuć, mógłbym tylko:
              - poczuć się lepiej, ale nie potrafię, zwłaszcza, gdy uświadamiam sobie, że inni
              mają gorzej (w końcu każde piwo, kosmetyk czy ciastko sprawia, że jesteś
              współwinnym tego, że gdzieś umierają z głodu)
              - sprawić, że inni będą mieli lepiej, ale tego tym bardziej nie potrafię, wmówić
              sobie, że wspaniale pomagam, tylko niektórzy umieją
              - zaprotestować, ale i to coraz słabiej wychodzi
              - poszukać podłogi szpitalnej, na której będę mógł umrzeć wreszcie czując się
              adekwatnie do sytuacji.
              • lucyna_n Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 12:48
                mam bardzo podobne odczucia
                wieczne poczucie winy, za wszystko
    • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 11:55
      Oskar Wilde "Mistrz"

      W on czas, gdy ciemności zalęgły ziemię, Józef z Arymatei, zapaliwszy żywiczną
      pochodnię, zstąpił z pagórka w dolinę. Powracał bowiem do domu.
      A w Dolinie Rozpaczy ujrzał klęczącego młodzieńca, który był nagi i płakał.
      Włosy jego były jak miód jasne, a ciało białemu kwiatu podobne, ale ciało
      poranił sobie cierniami, a na włosy położył popiół jak wieniec.
      I ów, który wielkie dobra posiadał, rzekł do młodzieńca, który był nagi:
      - Nie dziwię się, że rozpacz twoja jest tak wielka, gdyż zaprawdę sprawiedliwy
      był ten człowiek.
      A młodzieniec odparł:
      - Nie nad nim płaczę. Ale nad sobą samym. Bo i ja wodę w wino zamieniałem i
      trędowatych uleczałem, i niewidomym wzrok przywracałem, i po wodzie chodziłem, i
      z grobów szatany wypędzałem, i karmiłem głodnych na puszczy, gdzie pożywienia
      żadnego nie było, i umarłych wskrzeszałem. A na mój rozkaz i wobec wielkiego
      tłumu ludzi suche drzewo figowe zakwitło.
      Wszystko, co ten człowiek czynił, ja też czyniłem.
      A jednak ... nie ukrzyżowano mnie.
      • demole przygody hucka fina sa ciek i latw dla poczatkuja 03.07.08, 12:56
      • lubba Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 13:22
        tak trzeźwo myśląc, to tylko depresyjni mają rację, czując i wiedząc
        co jest dane tu i teraz i że niewiele da się zmienić, reszta żyje w
        serotoninowym matrixie i jest im dobrze, ja wybieram biały proszek i
        matrix,
        codzienne informacje z netu doprowadzją mnie do rozstroju, który
        zgrabnie tłumię bo co ja mogę zrobić, że kolejne dziecko zabił jakiś
        konkubent degenerat, że gdzieś tam albo całkiem blisko można kupić
        niewolnika za parę dolców, że pół Afryki i kawał Polski nie dojada,
        że "opieka zdrowotna" jest zobojętniała na los chorych, że rodzice
        muszą żebrać o leki dla swoich chorych dzieci, bo NFZ się nie
        poczuwa i tak można ciągnąć w nieskończoność tę rozpaczliwą litanię
        ale ponieważ w przyrodzie występuje równowaga
        więc jest w niej tyle samo radości co rozpaczy, tylko co komu się
        trafia w danym momencie zależy od tylu czynników, że nawet teoria
        chaosu tego nie definiuje
        • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 14:06
          Ale tak trzeźwo myśląc, to nic nie ma sensu. Świat jest beznadziejny a człowiek
          żyje tylko po to, żeby się rozmnażać a międzyczasie wytwarzać PKB dla grupy
          trzymającej kasę i władzę. Jakby wszyscy mieli do tego taki stosunek to gatunek
          ludzki wyginąłby w ciągu jednego pokolenia. A to znaczy, że odpowiedni poziom
          serotoniny, tudzież innych neuroprzekaźników odpowiadających za nastrój jest
          niezbędny, uwarunkowany genetycznie i ma swoje ewolucyjne uzasadnienie.
          Natomiast wszelkie niedobory są stanem chorobowym wymagającym leczenia.

          Niewątpliwie w każdej populacji zdarzają się osoby, które bardziej trzeźwo
          patrzą na świat i są wrażliwsze od innych. I nie jest to u nich stan chorobowy
          tylko cechy osobowości. Jak to jest połączone jeszcze z wysoką inteligencją i
          siłą przebicia to mamy rewolucjonistę, który ma szansę zmienić świat.
          Podejrzewam, że cały postęp cywilizacyjny jest efektem działania takich właśnie
          osób. Nikomu innemu raczej nie przyszłoby to do głowy.
          • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 15:03
            A to znaczy, że odpowiedni poziom
            > serotoniny, tudzież innych neuroprzekaźników odpowiadających za nastrój jest
            > niezbędny, uwarunkowany genetycznie i ma swoje ewolucyjne uzasadnienie.

            Wynikiem ewolucji człowieka jest mechanizm nakazujący mu walczyć z ewolucją,
            przeciwstawiając się prawom doboru naturalnego. Nie chcemy dominacji
            najsilniejszych, chcemy sprawiedliwości i równych praw. I tu się zaczyna
            zjadanie własnego ogona, egoizm jest i niezbędny, i niepożądany. A mechanizm
            jest prawdopodobnie taki: zaczynasz się czuć źle, tak jakbyś postępował
            niewłaściwie, stan ten się przedłuża. Zaczynasz analizować swoją sytuację i
            znajdujesz u siebie wiele powodów, dla których możesz tak się czuć, ale nie
            tylko u siebie, potem także u innych, którzy świetnie się bawią. I teraz już
            niewiele można zrobić, z jednej strony pożądane byłoby na powrót okłamywanie
            się, z drugiej okłamywanie się jest w powszechnej opinii niewłaściwe.
            Przebudzony Budda do pałacu nie powróci. Na dodatek chcesz postępować
            konsekwentnie. I mamy pat.

            A i rewolucje, na jedną udaną przypadają tysiące porażek, bardziej przypadek tym
            rządzi. Na dodatek wśród tych udanych trafiają się takie jak średniowieczna
            dominacja Chrześcijaństwa czy dyktatura komunistyczna, Hitler także był
            rewolucjonistą. I tu nie ma kierunku i celu, czy z twoich dobrych intencji
            wyniknie coś pozytywnego, czy tylko bezsensowna tragedia, okazuje się potem, a
            potencjalny rewolucjonista zastanawiający się nad możliwymi skutkami swych
            działań, przebudzony, nic by nie zrobił. Więc nawet i to wymaga "nietrzeźwego"
            myślenia.
            --
            "Mój smutek chroni mnie przed życiem - zapewnił Ka. - Nie martw się o mnie."(Pamuk)
            • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 15:10
              Bo rewolucjoniści są najczęściej idealistami na usługach cwaniaków, którzy
              dzięki rewolucji chcą zdobyć kapitał i władzę. A ci to już w ogóle wykazują się
              bardzo zwierzęcą osobowością. To znaczy garnąć wszystko pod siebie,
              wykorzystywać do swoich celów kogo się da i co się da i niczym i nikim się nie
              przejmować.
              Wszystkie rewolucje zazwyczaj kończyły się śmiercią idealistów. Stalin i Hitler
              pierwsze co zrobili to pozbyli się wszystkich idealistów, jak ci zrobili już
              swoje, czyli wypromowali nowe trendy i myśli.
              • lubba Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 15:20
                rewolucjonista, idealista i każdy inny dupek oraz wszyscy depresyjni
                razem wzięci żyją sobie tutaj na błękitnej kropeczce, pośród
                nieodgadnionego bezmiaru, żyją sobie w niewyobrażalnie krótkim
                okresie czasu szumnie zwanym erą i nie znają odpowiedzi na
                najprostrze pytania np. jaki jest sens życia?, skąd się biorą
                dzieci - tzn dlaczego akurat takie 2 komórki po połączeniu dają
                życie itp.
                a waracjąc do głównego wątku to, to że innym jest gorzej nie robi mi
                lepiej
                • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 15:43
                  Mnie też nie robi lepiej. Po prostu zbulwersowała mnie ta wiadomość i tyle.
              • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 16:09
                > Bo rewolucjoniści są najczęściej idealistami na usługach cwaniaków, którzy
                > dzięki rewolucji chcą zdobyć kapitał i władzę. A ci to już w ogóle wykazują się
                > bardzo zwierzęcą osobowością. To znaczy garnąć wszystko pod siebie,
                > wykorzystywać do swoich celów kogo się da i co się da i niczym i nikim się nie
                > przejmować.

                Czyli rewolucjoniści nie wykazują się szczególną inteligencją, potrafiliby
                bowiem to przewidzieć i się zabezpieczyć. Nie ma więc mowy o "trzeźwym"
                myśleniu. A świat (ewolucja) nagradza niemal wyłącznie inteligentnych egoistów
                (Hitlerowi nie wystarczyło tej inteligencji, Stalinowi już tak), którzy potrafią
                przekonująco kłamać.

                A wracając do tematu, z czegoś trzeba więc zrezygnować, tylko z prawdy, czy ze
                szczęścia?
                • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 16:25
                  Nie do końca. Taki praworządny idealista raczej nie miałby sumienia, żeby się
                  zabezpieczać. Żeby żyć długo i szczęśliwie to jednak trzeba być trochę wrednym i
                  wykorzystywać innych. A jak się to robi na masową skalę to trzeba też poświęcić
                  szczęście i życie innych.
                  A Hitler i Stalin to moim zdaniem tylko marionetki. Za sznurki pociągał ktoś
                  inny. Zawsze jest jakaś szara eminencja i jakiś sponsor wydarzeń, który ma w tym
                  wszystkim dalekosiężny biznes. W końcu polityka to zwykły biznes tylko na
                  globalną skalę. Mechanizmy działania nie różnią się niczym od mechanizmów
                  występujących w firmach i na rynku.
                  • micaela Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 16:29
                    > A Hitler i Stalin to moim zdaniem tylko marionetki. Za sznurki pociągał ktoś
                    > inny. Zawsze jest jakaś szara eminencja i jakiś sponsor wydarzeń, który ma w ty
                    > m
                    > wszystkim dalekosiężny biznes. W końcu polityka to zwykły biznes tylko na
                    > globalną skalę. Mechanizmy działania nie różnią się niczym od mechanizmów
                    > występujących w firmach i na rynku.


                    to co bertrada, rzucamy SSRI i testujemy neuroleptyki?
                  • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 17:01
                    > Nie do końca. Taki praworządny idealista raczej nie miałby sumienia, żeby się
                    > zabezpieczać. Żeby żyć długo i szczęśliwie to jednak trzeba być trochę wrednym

                    Nie siebie zabezpieczyć, tylko ideę, o którą się walczy (coś jak: socjalizm tak,
                    wypaczenia nie...)

                    > A Hitler i Stalin to moim zdaniem tylko marionetki. Za sznurki pociągał ktoś
                    > inny. Zawsze jest jakaś szara eminencja i jakiś sponsor wydarzeń,

                    Nie mam pojęcia, czy ktoś tu stał w cieniu, czy nie, czy podobnie dzieje się w
                    biznesie, też nie wiem, zanim więc dojdziemy do "Protokołów Mędrców Syjonu",
                    lepiej się wycofam.
                    I tak wciąż ciekawszym pytaniem wydaje mi się: prawda czy szczęście?
                    • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 18:36
                      Chodzi mi o to, że do wypromowania czegokolwiek potrzeba gigantycznych
                      pieniędzy, których zazwyczaj idealiści nie posiadają. Filozofowie są najczęściej
                      biedni jak myszy kościelne. Jakakolwiek idea, która została wprowadzona w życie,
                      czy to socjalizm, czy feminizm, czy zniesienie niewolnictwa, czy cokolwiek
                      innego, była podyktowana koniecznością przemian społeczno gospodarczych. Za
                      każdym razem był to wymóg ówczesnej gospodarki. Dlatego ktoś wyłożył pieniądze i
                      dał wolną rękę idealistom, żeby pomogli zrobilć marketing. Życie jest brutalne.

                      A co jest ważniejsze, prawda czy szczęście to nie mam pojęcia. Niektórzy lubią
                      żyć w błogiej nieświadomości a inni wolą znać najgorszą prawdę. Pewnie nie ma
                      reguły. ;)
                      • micaela Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 18:55
                        dzielna komunistka, tak czulem ze sie zerwalas z wieku 19
                        • lubba Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 19:32
                          z rewolucji to lubim wyłącznie przemysłową, za odkurzacz np.
                          reszta to ściema
                          komuniści, idealiści i cała reszta cwaniaczków, fuj

                          w XIX mieli gorzej, dużo gorzej i przez kawał XX też nieciekawie,
                          można było liczyć wyłącznie na samoistną remisję
                      • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 19:05
                        Czyli nie ma rady, stosowanie się do wytycznych z "Cnoty egoizmu" Ayn Rand jest
                        depresyjnemu nieodzowne.
                        • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 19:17
                          A to nie wiem, bo nie czytuję mądrych książek. ;D
                          Człowiek z depresją jest ewidentnie chory i wymaga leczenia, bez względu czy
                          jest idealistą czy nie. Jak ktoś chce coś zdziałać w życiu to nie może być
                          nieszczęśliwy i gapić się w sufit. Musi co prawda dostrzegać problem ale musi
                          również być optymistą pełnym chęci i siły do życia, żeby ten problem rozwiązać.
                          A idealizm to raczej cecha osobowości a nie objaw chorobowy. Chociaż i są
                          przypadłości objawiające się tym, że chory buja w obłokach i jest kompletnie
                          oderwany od rzeczywistości. ;D
                          • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 19:33
                            Ale aby być optymistą, trzeba albo nie widzieć rzeczywistości i naszych
                            ograniczeń takimi, jakie są, albo nie przejmować się, że "inni mają gorzej" i
                            nauczyć się egoizmu. Przynajmniej takie wnioski z tego wyciągnąłem. Więc
                            depresyjnemu zostaje albo ogłupiacz, albo nauka od Rand, albo trudna do
                            zniesienia niekonsekwencja.
                            Na dodatek to leczenie chorego na depresję, niby konieczne, ale jak ma być
                            skuteczne, skoro jak dotąd same hipotezy i badania na myszach, a obawiam się, że
                            z podobnym skutkiem można na myszach testować preparaty leczące zaburzenia lotu
                            nietoperzy. Że fluo to ponoć placebo, błysnęło, zawrzało i zgasło. To już może
                            lepiej zanim ktoś coś odkryje, postarać się uwierzyć w homeopatię, przynajmniej
                            wiadomo, że zaszkodzić może tylko jak się w tym utopisz.
                            • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 19:52
                              No bo te wszystkie neurohormoy typu serotonina działają na mózg trochę tak jak
                              różowe okulary. Dlatego jak ich brakuje to są problemy. I jedynym skutecznym
                              sposobem leczenia jest dostarczenie organizmowi z zewnątrz tego, czego nie jest
                              w stanie sam sobie wyprodukować. Z jakichkolwiek powodów.

                              Badania to nie tylko na myszach. Chociaż gryzoniom mózg funkcjonuje podobnie jak
                              człowiekowi. Bez względu na gatunek układ nerwowy rządzi się tymi samymi
                              zasadami i składa się z tych samych substancji chemicznych.
                              • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 21:07
                                bertrada napisała:

                                > No bo te wszystkie neurohormoy typu serotonina działają na mózg trochę tak jak
                                > różowe okulary. Dlatego jak ich brakuje to są problemy. I jedynym skutecznym
                                > sposobem leczenia jest dostarczenie organizmowi z zewnątrz tego, czego nie jest
                                > w stanie sam sobie wyprodukować. Z jakichkolwiek powodów.

                                Może jednak nieco przesadnie to upraszczasz, to nie przedszkole, i raczej trudno
                                powiedzieć o lekach selektywnie lub nieselektywnie hamujących wychwyt zwrotny
                                serotoniny, że dostarczają z zewnątrz organizmowi to, czego nie jest w stanie
                                wyprodukować.
                                >
                                > Badania to nie tylko na myszach. Chociaż gryzoniom mózg funkcjonuje podobnie ja
                                > k
                                > człowiekowi. Bez względu na gatunek układ nerwowy rządzi się tymi samymi
                                > zasadami i składa się z tych samych substancji chemicznych.
                                Ale receptory już bywają różne, a i różnice w korze nowej nie do przecenienia.
                                Mysz wreszcie nie będzie hamletyzować i nie będzie w stanie świadomie
                                modyfikować swojego zachowania (inna sprawa, to czy człowiek to potrafi, czy
                                tylko mu się wydaje).
                                Wreszcie stężenie "tego, czego organizm nie jest w stanie sam wyprodukować" waha
                                się w czasie i sprawdzanie, co się za kilka tygodni stanie, jeśli dzisiaj podam
                                ci określoną dawkę określonej substancji jest cokolwiek ułomne, nie wspominając
                                o niezaprzeczalnej roli środowiska (podstawą leczenia cukrzycy np. jest ścisła
                                dieta i codzienne badania krwi), a tu nie wiemy jeszcze nawet, czego tak
                                naprawdę brakuje. Proste rozwiązania bardzo skomplikowanych problemów
                                najczęściej są błędne (jak upuszczanie krwi).
                                • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 21:56
                                  No fakt, że przedstawiłam to wszystko w maksymalnym uproszczeniu ale chciałam
                                  tylko zasygnalizować istotę sprawy a nie robić wykładu z neurofizjologii.
                                  Oczywistym jest, że leczenie psychiatryczne opiera się w głównej mierze na
                                  podawaniu leków na zasadzie prób i błędów. Ale podobnie jest z każdym leczeniem
                                  hormonalnym. Mimo dostępnych badań też ciężko jest ustawić leki w przypadku
                                  problemów np z tarczycą. Najprościej to ma chirurg. Wytnie co trzeba i jest
                                  święty spokój. Wszyscy inni lekarze muszą wykazać się kreatywnością jeśli chcą
                                  być skuteczni. Bo każdy przypadek jest inny.

                                  A co do szczurów i innych zwierząt to depresja może je także dotknąć. To nie
                                  jest przypadłość wyższych partii mózgu. To są najprawdopodobniej zmiany w korze
                                  przedczołowej, którą szczury także posiadają. Ta struktura zdaje się pojawiła
                                  się dość wcześnie i występuje nawet u tak prymitywnych zwierząt jak dziobak. (o
                                  ile dobrze pamiętam ;P )
                                  • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 22:32
                                    A jednak, w przypadku tarczycy wiadomo przynajmniej czego brakuje. A co do
                                    testowania na zwierzętach - objawy depresji tak, ale już nie np.
                                    charakterystyczne dla człowieka samobójstwa i próby samobójcze, nasilające się
                                    też czasem po podaniu niektórych leków. A przecież nie znamy jeszcze nawet
                                    funkcji wszystkich receptorów serotoninowych, tu są gatunkowe różnice. Te same
                                    zaburzenia mogą więc powodować różne objawy, różne zaburzenia podobne objawy,
                                    leki skutki uboczne praktycznie nie do przewidzenia,dokąd nie znajdzie się grupa
                                    ludzików doświadczalnych, na których też przećwiczy się różne dawki łącznie z
                                    nadmiernymi. I nie chodzi mi tu o jakąś neuroleptykową antypsychiatrię, ale o
                                    ostrożność, zanim się cokolwiek zacznie łykać albo nim namówi się kogoś do tego.
                                    Współczesne upuszczanie krwi raczej gdy naprawdę nie dajesz rady nic innego
                                    zrobić, a nie gdy nie czujesz się dostatecznie "szczęśliwy". Bezpieczna i
                                    skuteczna psychiatria to już pewnie nie za życia naszego pokolenia, na razie
                                    jesteśmy na etapie, gdy przeciętny artykuł kończy się czymś takim "Powszechne
                                    postrzeganie konwencjonalnej terapii przeciwdepresyjnej jako godzącej jedynie w
                                    niskie stężenia monoamin w połączeniach międzyneuronalnych jest błędne. Jak
                                    dowodzą obecnie prowadzone badania, wpływ leków jest rozległy. Jednak pomimo
                                    dużej wiedzy na temat spektrum ich działania, ciągle nie istnieją pewne i
                                    jednoznaczne rozwiązania przy projektowaniu terapii. Nadal pozostaje zagadką
                                    zależność czasowa pomiędzy podaniem leku a jego efektem terapeutycznym.
                                    Najrozsądniejszym wyjaśnieniem tego zjawiska są zmiany nie tylko w ekspresji
                                    poszczególnych genów, ale również czynników transkrypcyjnych z tym związanych.
                                    Zależności te jednak ciągle oczekują na identyfikacje."
                                    • bertrada Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 22:43
                                      No cóż. Farmakologia nie jest doskonała. Nie ma też leków doskonałych, które nie
                                      miałyby żadnych efektów ubocznych. A testowanie na zwierzętach też nie jest
                                      doskonałą metodą sprawdzania skuteczności leku. Każdy gatunek ma nieco inny
                                      metabolizm i nieco inny skład chemiczny organizmu, więc inaczej reaguje na daną
                                      substancję. Ale póki co nie ma jednak żadnej sensownej ani skutecznej metody
                                      leczenia zaburzeń psychicznych, która byłaby alternatywą dla podawania leków. W
                                      końcu lepiej zaryzykować niż męczyć się całe życie i czekać na cud aż choroba
                                      sama przejdzie.
                                      • dolor Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 23:18
                                        W
                                        > końcu lepiej zaryzykować niż męczyć się całe życie i czekać na cud aż choroba
                                        > sama przejdzie.

                                        Zależy kiedy, skok z piątego piętra tak, ale jak płonie balkon, nie jak zrobi ci
                                        się za gorąco. To, czym ryzykujesz, jest tobą, można być sobą straciwszy rękę,
                                        oko czy nerkę, ale nie umysł. Skuteczność farmakologicznego leczenia depresji w
                                        zależności od badań, od 30 do 80%, skuteczność placebo - ok. 30 %. Czyli nawet
                                        zakładając 80% i odejmując efekt placebo, co druga osoba nie musiałaby jej
                                        stosować. Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co zrobić.
                                        • neuroleptyk historia nas nauczla... 04.07.08, 01:11
                                          Receptory serotoninowe, szczury...i trochę historii
                                          Jeśli chodzi o leczenie to czytając historię psychiatrii zawsze w momencie
                                          odkrycia nowej metody "leczenia" tzw. "choroby psychicznej" były one uznawane za
                                          niezwykle skuteczne, jednak z czasem okazały się one zupełnie nieskuteczne a
                                          często barbarzyńskie i ta reguła pozostaje niezłamana do dzisiaj. Dla przykładu
                                          Cardiozolowe wstrząsy Ladislasa Meduny osiągały jak on sam twierdził zawrotną
                                          skuteczność 80%-95% u dotkniętych schizofrenią. Podobnie wysokie wskaźniki
                                          uzyskiwał Mainfred Sakel wynalazca "terapii" insulinowymi
                                          śpiączkami. Leukotomia Egasa Moniza a później zmodyfikowana uproszczona tzw.
                                          lobotomia transorbitalna Dr. Waltera Freemana (do której używano kolca od
                                          kruszenia lodu oraz maszyn do elektrowstrząsów by "znieczulić" pacjenta przed
                                          tym "zabiegiem")
                                          też okazała się wielkim bumem, ale już po paru dekadach wielką klapą i
                                          oszustwem. Nie można też zapomnieć o elektrowstrząsach, które niestety nadal są
                                          praktykowane i mimo, że minęło ponad 70 lat od wprowadzenia, to jak się ktoś z
                                          was zapyta "lekarza psychiatrę" to nie będzie on potrafił wytłumaczyć jak to
                                          "leczy", czyli innymi słowy nie ma żadnych naukowych podstaw takim metodom
                                          "terapii". Oczywiście farmakologia psychiatryczna i teorie niedoborów
                                          neuroprzekażników jako sprawcy "szaleństwa" (jak gdyby ludzie zdrowi zgodnie z
                                          tymi teoriami nie mogą mieć problemów i są z definicji stworzeni do życia w
                                          harmonii) brzmi na pierwszy rzut "oka" naukowo jednak jest to tylko
                                          uwspółcześniona teoria humoralna. Krew, flegma, żółta żółć, czarna żółć i
                                          odpowiednie typy osobowości, czy też "choroby psychiczne" związane z zachwianiem
                                          tych składników zastąpił teraz niedobór serotoniny czy nadmiar dopaminy.
                                          Genialna Thorazine czyli Chloropromazyna na początku lat 50 tych ubiegłego
                                          wieku, dzięki której to psychiatryki przestały być gniazdami żmij a psychiatrzy
                                          rozszerzyli pole swojego działania poza mury tzw. "szpitali psychiatrycznych" i
                                          zaczęli się też zajmować pacjentami neurotycznymi (dobrowolnymi) jednak już
                                          dzisiaj nie jest tak wspaniała i jak się okazuje jedyne co robi w miarę
                                          skutecznie to uszkadza mózg, szczególnie po długotrwałym zażywaniu. Według badań
                                          WHO (i to nie jednych) w krajach mniej rozwiniętych prognozy dla np. niejakiej
                                          schizofrenii są dużo lepsze niż w rozwiniętych. Ostanie doniesienia o tym, że
                                          Prozac leczy tak skutecznie jak placebo czyli, że nie leczy w ogóle nie powinny
                                          nikogo dziwić. Jednak argument, że psychiatria jest dopiero w powijakach nie
                                          jest żadnym argumentem te parę wieków i różnych metod "leczenia" obłędu od
                                          nacinania skóry na głowie żeby uszedł z niej nadmiar ciepła, wrzucania do studni
                                          ze wężami, lodowate kąpiele czy krzesła trankwilizacyjne, czy w końcu leki
                                          niewiele w niej zmieniły, nadal psychiatria pozostaje tak samo pseudomedyczna
                                          jak w osiemnastym wieku i niestety niewiele nauczyły ludzi w wyciąganiu wniosków
                                          z historii.
                  • lucyna_n Re: Gdzie indziej mają gorzej. 03.07.08, 18:06
                    na miejscu Twojego psychiatry rozważyłabym jakiś rispolept czy cuś.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka