Dodaj do ulubionych

chcę umrzeć ...

01.09.08, 14:30
... dokładnie takie pragnienie wypełnia moją głowę ... zostałam
zdradzona, przez człowieka którego byłam w 100% pewna. Od ślubu
minęło 3 lata. W sumie jesteśmy 10 lat. A on ostatnio pod wpływem
alkoholu przyznał mi się że zdradzał mnie gdy byliśmy jeszcze nie
zaręczeni. SZOK! To jest dla mnie szok, cios prosto w serce. Nie
potrafię się pozbierać. Płaczę praktycznie cały czas. Nie potrafiłam
zasnąć bo budziłam się wystraszona. Przez tyle lat ufałam mu. On sam
przez tyle lat zapewniał mnie o swojej wielkiej miłości o tym, że
jest mi wierny a inne dziewczyny nie interesują go pod kątem
seksualnym. Dziewictwo straciłam z nim i przez te wszystkie lata
byłam mu oddana i wierna. Choć przyznam się, że miałam ochotę
sprawdzić jak by mi było z innym w łóżku, ale miłość do niego i
wierność mu były dla mnie o stokroć ważniejsze niż ta pokusa. Tyle
lat żyłam w przekonaniu że u niego tak samo jest. A teraz po 10
latach dowiaduję się że prawda wyglądała zupełnie inaczej. Kochał
się z innymi a potem przychodził do mnie i kochał się ze mną i znów
szedł do innych. Boże!! Dlaczego mi to robisz!! Wystarczająco się w
życiu nacierpiałam. W wieku 16 lat zmarła mi Mama – przeżyłam traumę
i depresję. Próbowałam popełnić samobójstwo. Rok po tym zdarzeniu
poznałam jego. Cała swoją miłość przelałam na niego. Oddałam mu się
bez reszty. A on? Potrafił tak mi się odpłacić za to wszystko, za
moją miłość, oddanie, szacunek i wierność. Nie potrafię tego pojąć,
dlaczego? Przecież seksu miał wystarczająco dużo, kochaliśmy się
często, a nawet po 4 razy dziennie. Po co mu były inne, przecież jak
mu się chciało seksu mógł zwrócić się z tym do mnie. Nigdy mu nie
odmawiałam. Powiedział mi dokładnie z którymi to robił, one są z
jego otoczenia, znam je. Pamiętam, że parę lat wstecz, dwie z nich
za każdym razem jak spotkałam je, śmiały mi się w twarz. Parskały
śmiechem. A ja nie wiedziałam czemu. Wtedy pytałam mojego P. bo on
je lepiej znał. I za każdym razem odpowiadał „nie wiem, nie zwracaj
na nie uwagi, głupie są”. A teraz po tylu latach poznałam prawdę.
Śmiały mi się w twarz, bo mój P. za moimi plecami „zaliczał” je. A
ja nie byłam tego świadoma ... ależ ze mnie miały ubaw po pachy.
Nie potrafię tego zrozumieć, dlaczego mi to zrobił. Mógł mi to
powiedzieć przed ślubem, a wtedy na pewno bym od niego odeszła.
Czuję się zdradzona i zraniona. Nie wiem co mam myśleć i robić. Nie
potrafię się na niczym skupić. Ciągle płaczę. Chciałabym umrzeć.
Obserwuj wątek
    • czekolada_z_orzechami Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 16:14
      Bo faceci sa dziwni:/ sama dopiero co się rozstałam z moim bo okazał się draniem..
      Musi być Ci ciężko. facet okazał sie niewart Ciebie i teraz powinnaś zająć sie soba.
      Moja terapeutka zawsze mi powtarzala, ze trzeba mieć też swój świat poza obrębem związku, na wypadek gdy partner odejdzie. wtedy zostaje ci twoj świat, zainteresowania, przyjaciele...
      • only_isabelle Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 16:17
        czyli opis w sygnaturce tyczy się eksa? :P
        • zoltanek Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 17:08
          zajebista sygnaturka
        • czekolada_z_orzechami Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 17:29
          tak, to o eks...
          • only_isabelle Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 17:38
            już kiedyś jej używałaś
            • demole Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 18:57
              moze wez udzial w konkursie na najlepszy wozek,

              --
              siedzą ku wy w moim kąpie
            • sylla4 Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 19:00
              ok. Kochasz go i potrafisz zaufać, jestes pewna, że nie będziesz
              wypominać mu przeszłosci - zostań. Jesli nie - odejdź. Na jednym
              facecie swiat się nie kończy ( choć wydaje Ci się że tak jest ).
              Teraz musisz się pozbierać, musi minąć trochę czasu,
              musisz "przełknąć" poniżenie, które zafundował Ci najbliższy
              człowiek na świecie. Ból minie, naprawdę. A koleżanki? to
              przeszłość. przestań o niej myślec, skup się na przyszłości i na tym
              żebyś nie uczyniła z niej piekła, i dla siebie i dla niego.
              wiem co czujesz. wierzysz w miłość, w poświęcenie...a tu trach! i
              najbliższy rżnie ci serce na kawałki. i wygląda to tak jakby walił
              się świat. ale wcale tak nie jest. świat się nie wali, wszystko
              toczy się dalej. a porządni faceci chodzą po tym świecie , może
              któryś jest dla ciebie?
              ból minie, rozczarowanie minie, depresja minie... czas leczy rany.
              naucz się współpracować ze swoimi myślami. odrzucaj te negatywne.
              jeśli chcesz oczywiście z nim zostać, jeśli nie - poślij go w
              diabły! a to co ci się przytrafiło? samo życie. kto powiedział, że
              jest sprawiedliwe? zderzyłaś się z rzeczywistością. a romantyczną
              miłość na wieki stworzyłyśmy w naszych głowach, bo tak chciałybysmy
              żyć, wiecznie szczęśliwe i uwielbiane... niestety w realu wygląda to
              trochę inaczej.
              Podnieś głowę! Ty byłaś i jestes w porządku. i to chyba
              najwazniejsze. a za drugiego człowieka nie jesteśmy w stanie
              odpowiadać. Skup się na tym, na co masz wpływ...
              trzymam kciuki!!!
    • tambourine Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 18:58
      kenia,
      przezylam zdrade w styczniu tego roku
      w mojej glowie klebilo sie od mysli by zabic siebie na zmiane by zabic tamta. na
      kazde wspomnienie tego co sie wydarzylo chcialam umrzec albo zabic ja. to jest
      szok. ale te emocje jesli nie wyciszaja sie moga doprowadzic do tragedii o ile
      nie jestes zbyt wytrzymala. przez to co przeszlam juz rozumiem dlaczego czasem
      dochodzi do takich tragedii. niektorzy nie daja sobie z emocjami, ze soba rady i
      sie dzieje.
      moge cie zapewnic ze to minie. bedziesz reagowala coraz mniej emocjonalnie. az w
      koncu na wspomnienie zdrady nie bedziesz czula nic. ale to po kilku miesiacach.
      jesli on cie nie wspiera, jesli nie dajesz rady, idz po pomoc. twoja reakcja
      jest naturalna ale uwazaj zeby nie doszlo do tragedii. stracilas poczucie bycia
      kims wartosciowym, czujesz sie nikim i dlatego cchesz zniknac. a prawda nie jest
      ze przestalas byc wartosciowa osoba przez to, ze ktos cie zle potraktowal.
      zaslugujesz na wszystko co najlepsze i na szacunek, musisz to poczucie w sobie
      odbudowac. zdrada niszczy poczucie wlasnej wartosci. dlatego sie nie zdradza a
      odchodzi. to on zrobil zle. a ty badz dla siebie dobra.
      • demole Re: chcę umrzeć ... 01.09.08, 19:06
        ja bym z tego powodu samobójstwa nie popełniał,
        chociaż czasem jednak i mi wydaje sie,że..

        --
        siedzą ku wy w moim kapie
      • ollaboga77 Re: chcę umrzeć ... 02.09.08, 16:04
        a co opwiedzie gdy kobieta wije sobie gniazdko chce meza dzieci i te
        dzieci... jak ma sobie urodzić? z kim kiedy ktoś odchodzi?
        ja tak miałam i mysle, że sobie ztym nie poradze do końca... czekam
        na cud....

        Koscioł katolicki tego nie tłumaczy, ale buddyzm TAK. Skieruj się w
        strone ksiązek buddyjsklich i psychologii. Słowo i czas leczy. I
        jednak warto postawić na sieibe i swój rozwój a nie naiwnie myslec,
        że buduje się coś wspólnie ! g... o prawda!
        • ollaboga77 chce być Pania swojego losu.. i być na wierzchu... 02.09.08, 16:09

          Czasem sobie myślę, że nieźle zrobiły te panny, które dały sobie
          zrobić dziecko i sa utrzymywane a same tez pracuja, ale nie jakoś
          super ambitnie !! maja zapewne choć mały komfort, że sie realizują!
    • mskaiq Re: chcę umrzeć ... 02.09.08, 04:17
      Wybacz Mu czy zdecydujesz sie zostac z Nim czy tez odejsc. Jesli nie
      wybaczysz bedziesz cierpiala do konca zycia bo wspomienia beda
      wracaly i beda Cie ranily nawet po dwudzistu latach tak samo jak
      obecnie.
      Kiedy wybaczysz to pozbedziesz sie zalu i zlosci do Niego, wtedy
      zapomnisz i Twoje zycie nie ucierpi od tego co sie wydarzylo.
      Jesli nie wybaczysz to beda pojawilay sie epizody depresyjne ktore
      moga zamienic sie w regularna depresje.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • aggresio Re: chcę umrzeć ... 02.09.08, 10:23
      ze złości można umrzeć
      z rozżalenia na siebie
      z wypadku i ze starości

      ale nigdy ze względu na pie..nego faceta
    • carla.bruni Re: chcę umrzeć ... 03.09.08, 00:01
      kenia idz do lekarza, wez jakies leki, a potem zastanow sie czy Twoj maz nie jest aby sexoholikiem?? pozdrawiam serdecznie.
      • bertrada Re: chcę umrzeć ... 03.09.08, 00:36
        Podpisuję się pod tym co napisała Carla.
      • kenia.pl Re: chcę umrzeć ... 06.09.08, 11:43
        carla.bruni napisała:

        > kenia idz do lekarza, wez jakies leki, a potem zastanow sie czy
        Twoj maz nie je
        > st aby sexoholikiem?? pozdrawiam serdecznie.

        nie no sexoholikiem to on nie jest. Owszem lubi seks ale bez
        przesady, gdyby faktycznie był tym sexoholikiem to nie dawałby mi
        spokoju w łóżku
    • hiperrealizm nie rób sobie krzywdy 06.09.08, 19:26
      ten sku..el jeszcze by na tym skorzystał.
      • abasia471 Re: nie rób sobie krzywdy 07.09.08, 00:18
        Tak sobie myślę, że mało się cenisz dziewczyno, jak chcesz
        zrezygnować z życia, bo jakiś dupek cię zawiódł. Szkoda życia na
        takie wodewile. Idź do lekarza, do psychologa, zadbaj o siebie a
        romansowe umieranie z miłości zostaw autorom telenowel.
    • hiperrealizm Re: chcę umrzeć ... 07.09.08, 14:12
      www.wrzuta.pl/audio/pdyHoKlrAc/jacek_skubikowski-bylo_nas_dwoje
    • carla.bruni 4 razy dziennie plus jeszcze inne kobiety??? 08.09.08, 14:45
      uwazasz kenia, ze to nie sexoholik?? zaprowadzilabym go do
      terapeuty, a jak nie to masz dziecko, psa, kota, copkolwiek?? to
      masz dla kogo zyc. pozdrawiam serdecznie;)!
      • kenia.pl carla.bruni 09.09.08, 12:53
        carla.bruni napisała:

        > 4 razy dziennie plus jeszcze inne kobiety???
        > uwazasz kenia, ze to nie sexoholik??

        tak było 7 lat temu. Gdy miał 18-19 lat. Teraz ma 26 lat. A od 3 lat
        jesteśmy małżeństwem. Kiedyś kochaliśmy się 4-5 razy dziennie. A
        teraz już mniej. Staramy się jak najczęściej ale już nie mamy takich
        napadów seksualnych jak kiedyś, że 4-5 razy na dzień. Chyba
        wyrośliśmy z tego :) i teraz wystarcza nam raz albo dwa dziennie. A
        po drugie wtedy to nie były "kobiety" a dziewczyny - młodsze od
        niego.
        To jest przeszłość
        • carla.bruni Re: carla.bruni 11.09.08, 22:53
          kenia.pl napisała:

          > carla.bruni napisała:
          >
          > > 4 razy dziennie plus jeszcze inne kobiety???
          > > uwazasz kenia, ze to nie sexoholik??
          >
          > tak było 7 lat temu. Gdy miał 18-19 lat. Teraz ma 26 lat. A od 3 lat
          > jesteśmy małżeństwem. Kiedyś kochaliśmy się 4-5 razy dziennie. A
          > teraz już mniej. Staramy się jak najczęściej ale już nie mamy takich
          > napadów seksualnych jak kiedyś, że 4-5 razy na dzień. Chyba
          > wyrośliśmy z tego :) i teraz wystarcza nam raz albo dwa dziennie. A
          > po drugie wtedy to nie były "kobiety" a dziewczyny - młodsze od
          > niego.
          > To jest przeszłość
          nie czytam wszystkich postow wiec jesli mozesz to odpowiedz. czy on Cie teraz
          zdradza?? pozdrawiam serdecznie.
          • kenia.pl Re: carla.bruni 12.09.08, 00:14
            carla.bruni napisała:
            > nie czytam wszystkich postow wiec jesli mozesz to odpowiedz. czy
            on Cie teraz
            > zdradza?? pozdrawiam serdecznie.

            z tego co wiem to nie. Nic na to nie wskazuje aby dalej to robił. A
            ja nic nie zauważyłam podejrzanego, bo np. dostęp do jego telefonu
            mam w każdej chwili, jego hasło na pocztę znam, nr gg nie ma, konta
            na nasza-klasa też nie ma. Jak są jakieś wypady po za miasto to
            zawsze razem jeździmy. Gdy mamy jakieś wyjście po za domem to też
            razem wychodzimy. Jesteśmy zżyci z sobą. Jedno za drugim poszłoby w
            ogień. Mąż zarzeka się, że zdrady miały miejsce tylko 7 lat temu
            (początek naszego chodzenia) ale szybko zrozumiał błąd i od tamtej
            pory nic nie było. I przysięga, że nie będzie. Dałam mu jasno do
            zroumienia, że jeżeli dowiem się, że była inna to między nami będzie
            wszystko skończone, że od razu złożę papiery rozwodowe, ponieważ
            zdrdy nigdy nie wybaczę. Powiedziałam mu, że jeżeli czuje po sobie,
            że nie jest zdolny dochować wierności to lepiej będzie jak się
            rozejdziemy póki dzieci nie ma. Od razu zaprotestował, powiedział że
            nie chce mnie stracić. Póki co jest między nami ok. Za nie całe 2
            tugodnie będzie nasza 3 rocznica ślubu. A mąż na przyszły rok chce
            zostać tatą.
            • carla.bruni Re: carla.bruni 12.09.08, 00:29
              kenia.pl napisała:

              >
              > z tego co wiem to nie. Nic na to nie wskazuje aby dalej to robił. A
              > ja nic nie zauważyłam podejrzanego, bo np. dostęp do jego telefonu
              > mam w każdej chwili, jego hasło na pocztę znam, nr gg nie ma, konta
              > na nasza-klasa też nie ma.
              dalabym mu szanse, ale musisz miec tez reke na pulsie.na ojcostwo niech sobie
              jeszcze troche poczeka. do tego trzeba dojzec. u mnie by bylo tak. jeden numer
              jescze i wypad z baru. pozdrawiam serdecznie.
              • kenia.pl Re: carla.bruni 12.09.08, 11:19
                carla.bruni napisała:
                > dalabym mu szanse, ale musisz miec tez reke na pulsie.na ojcostwo
                niech sobie
                > jeszcze troche poczeka. do tego trzeba dojzec. u mnie by bylo tak.
                jeden numer
                > jescze i wypad z baru. pozdrawiam serdecznie.

                dałam mu szansę ... ale trzymam rękę na pulsie i nie da się ukryć,
                że stałam się bardziej czujna. Mąż o tym wie, ale mu to nie
                przeszkadza bo jak twierdzi nie ma nic na sumieniu i nic nie
                kombinuje. A co do dziecka to już 3 lata zwlekaliśmy z decyzją o
                nim. Jeszcze trochę poczekamy, jeżeli wszystko wróci do normy i
                będzie ok. to starania zaczniemy na przyszły rok w wakacje. Ja do
                roli mamy dawno już dojrzałam (mam skończone 27 lat) a mąż jeszcze
                nie do końca dojrzał ... ale mamy jeszcze czas.
                • carla.bruni Re: carla.bruni 13.09.08, 01:40
                  kenia.pl napisała:

                  > carla.bruni napisała:
                  > > dalabym mu szanse, ale musisz miec tez reke na pulsie.na ojcostwo
                  > niech sobie
                  > > jeszcze troche poczeka. do tego trzeba dojzec. u mnie by bylo tak.
                  > jeden numer
                  > > jescze i wypad z baru. pozdrawiam serdecznie.
                  >
                  > dałam mu szansę ... ale trzymam rękę na pulsie i nie da się ukryć,
                  > że stałam się bardziej czujna. Mąż o tym wie, ale mu to nie
                  > przeszkadza bo jak twierdzi nie ma nic na sumieniu i nic nie
                  > kombinuje. A co do dziecka to już 3 lata zwlekaliśmy z decyzją o
                  > nim. Jeszcze trochę poczekamy, jeżeli wszystko wróci do normy i
                  > będzie ok. to starania zaczniemy na przyszły rok w wakacje. Ja do
                  > roli mamy dawno już dojrzałam (mam skończone 27 lat) a mąż jeszcze
                  > nie do końca dojrzał ... ale mamy jeszcze czas.
                  prawidlowe myslenie:). powiedz mi teraz jak sie czujesz i czy bylas u lekarza, badz psychologa?? pozdr.serdecznie:).
                  • kenia.pl Re: carla.bruni 13.09.08, 21:09
                    carla.bruni napisała:
                    > prawidlowe myslenie:). powiedz mi teraz jak sie czujesz i czy
                    bylas u lekarza,
                    > badz psychologa?? pozdr.serdecznie:).

                    czuję się o wiele lepiej. U lekarza nie byłam, choć bardzo chciałam
                    iść bo sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Nawet zdobyłam
                    namiary na dobrą Panią psycholog. Zachęcałam męża na wspólną wizytę
                    u Pani psychoterapeutki. Na początku zgodził się bo widział, że coś
                    złego ze mną się dzieje ... ale po wielu wspólnych rozmowach,
                    wyjaśnieniach ulżyło mi i mąż stwierdził, że na razie odpuścimy
                    sobie wizytę, że spróbujemy sobie sami poradzić a jak nam to nie
                    wyjdzie to wtedy skorzystamy z pomocy specjalisty. Ja mimo wszystko
                    wolałabym skorzystać z pomocy. Niby wszystko powraca do normy ale ja
                    czuję, że we mnie coś siedzi, coś co nie daje mi spokoju i wykańcza
                    mnie. Są chwile kiedy łapę tzw. doła, zawieszam się. Chcę aby było
                    dobrze ale coś mi nie daje spokoju, boję się że skoro wtedy mnie
                    zdradzał to może zrobić to teraz jak jesteśmy małżeństwem. Ta myśl
                    mnie dobija. Nie radzę sobie z tym. Mimo iż te zdrady miały miejsce
                    na początku naszego chodzenia (7 lat wstecz) to czasem przed oczami
                    staje mi obraz mojego męża i tych dziewczyn (znam je obydwie). Ja
                    nie chcę tego widzieć ale nie panuję nad tym. To mnie niszczy, czuję
                    wtedy przypływ przeróżnych odczuć takich jak: żal, gniew, agresja,
                    załamanie itp. Męczy to mnie. Mąż zapewnia mnie, że te zdrady były 7
                    lat wstecz, ale ja sama nie wiem co mam o tym myśleć, czy faktycznie
                    mówi prawdę a czy może zdradzał do samych zaręczyn albo i nawet do
                    samego ślubu. Nie wiem. Jak myślę o tym to zaczynam świrować. Jeden
                    mętlik w głowie i to z winy męża, bo kiedy był pijany i wściekły
                    najpierw powiedział, że zdradzał do samego ślubu, potem zmienił
                    zdanie że do samych zaręczyn ... a jak prze trzeźwiał to stwierdził
                    że tylko na samym początku chodzenia. A gdy spytałam czemu najpierw
                    mówił, że do ślubu a potem do zaręczyn to stwierdził że głupoty
                    gadał, bo był pijany, wściekły i chciał mi przykrość zrobić. No i
                    udało mu się, nie tylko zrobił mi przykrość ale coś o wiele
                    gorszego ... zasiał w mojej głowie mętlik, podejrzliwość, stałam się
                    niespokojna.
                    • carla.bruni Re: carla.bruni 14.09.08, 16:27
                      idz sama. on widac uwazaten mat za zamkniety. widocznie soe z tyoradzil jakos;).
                      pozdrawiam serdeczie;).
                      • kenia.pl Re: carla.bruni 15.09.08, 08:58
                        Niby ostatnio było już ok. ... ale np. wczoraj oglądałam płytę z
                        wesela mojej koleżanki. Jest na niej parę momentów kiedy pokazany
                        jest mój mąż jak świetnie tańczy z innymi dziewczynami, jak je kręci
                        i wywija. Nagle popadłam w ogromną złość. Mąż w tym czasie leżał na
                        łóżku i oglądał jakiś program w telewizji. A ja byłam taka zła, że
                        nie potrafiłam się opanować i zaczęłam mu dogryzać tekstami
                        typu: „fajnie Ci było z tymi szmatami” „widzę, że wywijałeś nimi aby
                        im zaimponować” itp. ... w moim głosie było tyle złości, gniewu i
                        żalu. Czułam jak ta cała złość wypełnia mnie całą, poczułam nagły
                        przypływ agresji, że chciałam czymkolwiek rzucić aby ulżyć sobie i
                        żeby zwrócić na siebie uwagę męża. Wyszłam do łazienki i popłakałam
                        się. Wyłam jak bóbr. Dziwne, przecież siadając do oglądania płyty z
                        wesela byłam spokojna, gdy zobaczyłam męża bawiącymi się z innymi
                        dziewczynami stałam się nerwowa aż wreszcie napłynęła agresja ... a
                        chwilę po tym zaczęłam płakać jak małe bezradne dziecko. Ten stan
                        rzeczy strasznie mnie męczy, wręcz niszczy. Od tego roku mąż idzie
                        na studia zaoczne, także co drugi weekend go nie będzie (studia w
                        innym mieście). A ja już teraz panikuję, że może na tych weekendach
                        pozna tam inną i zdradzi. Te myśli mnie dobijają ... nie potrafię
                        nad nimi zapanować. Nie wiem co się ze mną dzieje. Szczerze
                        powiedziawszy to dziś mam fatalny nastrój, nie chce mi się nic.
                        • carla.bruni Re: carla.bruni 15.09.08, 11:27

                          moja rada - idz dopsychologa. pozdrawiam serdecznie:).
            • stykrotka Re: carla.bruni 18.09.08, 09:50
              Ja to w ogóle nie wiem po co on ci to w ogóle powiedział skoro teraz tego nie robi?
              Chciał uspokoić własne sumienie czy co?
              Dla mnie to akt egoizmu z jego strony. Zrzuca z siebie a obarcza Ciebie :(
              Niemniej jednak.... podobnie jak napisala carla.bruni - dałabym mu szansę,
              chociaż wiem, że nie da się tego zapomnieć.
              • kenia.pl stykrotka 18.09.08, 12:33
                stykrotka napisała:

                > Ja to w ogóle nie wiem po co on ci to w ogóle powiedział skoro teraz tego nie r
                > obi?
                > Chciał uspokoić własne sumienie czy co?
                > Dla mnie to akt egoizmu z jego strony. Zrzuca z siebie a obarcza Ciebie :(

                Nie sądzę aby chodziło o to, że chciał uspokoić własne sumienie. Tak jak już
                wcześniej pisałam, tajemnicę tą wyjawił w chwili jak był bardzo pijany i
                wściekły. Otóż mieszkamy z jego rodzicami, ostatnimi czasy przeżywamy z nimi
                koszmar. Sytuacja w domu jest napięta. Mój teść od dawna ubliża mężowi, a teraz
                nawet i mi. Często są awantury. Praktycznie codziennie mąż z ust teścia nazywany
                jest hu.em, sku...... itd. Mąż bardzo nad tym ubolewa. Widać, że cierpi z tego
                powodu. Stał się bardzo nerwowy i bardzo często zmienia mu się nastrój. Akurat w
                tym dniu co mi to powiedział był mocno zdenerwowany, wręcz rozdrażniony po
                kłótni z ojcem, który znów mu naubliżał, mało tego i my sie pokłóciliśmy. Wydaje
                mi się, że powiedział mi to bo chciał mnie zranić. On cierpiał z powodu wyzwisk
                ojca i chciał aby ktoś inny też cierpiał ... a że ja byłam pod ręką to cała jego
                złość skumulowała sie na mnie. Wiem, że to chore uzasadnienie ale tak mi się
                wydaje, że dlatego to wyjawił. On sam później mówił, że był pijany i do tego
                rozdrażniony i chciał swoją agresję rozładować i trafiło to na mnie, bo byłam
                najbliżej. A na dodatek ja sam go wtedy zapytałam czy był mi zawsze wierny i
                gadka się potoczyła tak a nie inaczej
    • ollaboga77 Re: chcę umrzeć ... 08.09.08, 15:31
      tez bym chciała umrzeć, ale bałabym sie co zastane po drugiej
      stronie ...

      choć nie wiem co lepsze czy samotnosc tutaj czy niepewnosc tego co
      spotka mnie TAM...
      • wwwybredna Re: chcę umrzeć ... 09.09.08, 11:41
        Znam to uczucie,znam doskonale...Przeżyłam to chyba jakimś
        cudem.Koszmar zaczął się gdy byłam w ciązy i trwał gdy urodziłam
        dziecko.Nawet to,że zostałam matką nie wyrwało mnie z depresji (a
        może nawet ją pogłębiło).
        Bez psychiatry nie poradziłabym sobie:((
        Wrócił z podkulonym ogonem,ale już nigdy nie będzie tak jak kiedyś:(
        Trzymaj się i uważaj na siebie,bo jesteś o niebo lepsza niż Twój mąż!
        To on powinien cierpieć!!
        • kenia.pl Re: wwwybredna 09.09.08, 12:59
          > Trzymaj się i uważaj na siebie,bo jesteś o niebo lepsza niż Twój
          mąż!
          > To on powinien cierpieć!!

          dziękuję. I Tobie również życzę aby wszystko poukładało się według
          Twoich myśli.

          Ja już zdecydowanie lepiej się czuję. Jestem po paru szczerych
          rozmowach z mężem, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Postanowiłam o tym
          zapomnieć, o tych zdradach ... bo przecież one miały miejsce 7 lat
          temu gdy dopiero zaczęliśmy się spotykać i nie było jeszcze wiadomo
          czy będziemy na zawsze razem. Mąż zapewnia mnie, że żałuje tego co
          zrobił. Opowiedział mi o wszystkim, nawet o tym co czuł i o tym, że
          zrozumiał swój błąd i też cierpiał z tego powodu. Wydaje mi się, że
          te wydarzenie z przed 7 lat jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło.
          • wwwybredna Re: wwwybredna 09.09.08, 21:36
            Cieszę się,że doszliście do porozumienia.Mam nadzieję,że teraz na
            nowo ułożycie sobie życie,lepsze życie.
            Powodzenia!!!
    • lubie_gazete Re: chcę umrzeć ... 12.09.08, 15:50
      Zamiast umrzeć (nie rób tego,ten cham w dodatku po Tobie dziedziczy) też go zdradź.
    • ollaboga77 Re: chcę umrzeć ... 15.09.08, 16:08
      kenia odbirz meila moze skorzytsaszz tego kontaktu ktory Ci wysyłam
    • marta.lipska.beauty Re: chcę umrzeć ... 16.09.08, 20:46
      Kenia Ty musisz iść na terapię. Masz w ogóle jakieś wsparcie
      psychologiczne? Jeśli wolisz przez internet ( jak widzę) to są takie
      serwsiy które prowadzą e-terapię. Może spróbuj. Co ci szkodzi.
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
      Marta
      • redaneczka Re: chcę umrzeć ... 16.09.08, 21:32
        Marta, ja jestem na e-terapii. I naprawdę polecam. Jak chodziałam na
        zwykłe sesje to czasem nie mogłam powiedzieć psychologowi zbyt
        prywatnych rzeczy. Po prostu nie mogłam się przełamać, kiedy mój
        psychoterapeuta siedział na przeciw mnie i patrzył się na mnie.
        Teraz mogę mówić ( a raczej pisać) co mi naprawdę siedzi w duszy.
        Nikt mnie nie widzi i nie zna.
        • fajny_marek Re: chcę umrzeć ... 16.09.08, 22:41
          redaneczka a jak to się odbywa?
        • kenia.pl redaneczka 17.09.08, 08:19
          redaneczka napisała:

          > Marta, ja jestem na e-terapii. I naprawdę polecam.

          a możesz dać mi jakieś namiary (link) gdzie znajdę tą e-terapię.
          • redaneczka Re: redaneczka 17.09.08, 13:32
            Kenia Ja jestem u Pani Joanny Zając na maszpytanie.pl.
            www.maszpytanie.pl/specjalisci,joanna_zajac,82.html
            Są tam też jacyś inni, ale ja się przywiązałam do Pani Joanny.
            Pozdrawiam
      • kenia.pl marta.lisska.beauty 17.09.08, 08:17
        marta.lipska.beauty napisała:

        > Masz w ogóle jakieś wsparcie psychologiczne?

        Nie mam wsparcia psychologicznego. Jakoś sama się z tym "gryzę". Nikt z mojego
        najbliższego otoczenia nie wie co w głębi duszy przeżywam, staram się to przed
        nimi ukryć.

        > Jeśli wolisz przez internet ( jak widzę) to są takie
        > serwsiy które prowadzą e-terapię.

        czy znasz może jakiś?
        • carla.bruni Re: marta.lisska.beauty 17.09.08, 08:27
          kenia.pl napisała:

          > marta.lipska.beauty napisała:
          >
          > > Masz w ogóle jakieś wsparcie psychologiczne?
          >
          > Nie mam wsparcia psychologicznego. Jakoś sama się z tym "gryzę". Nikt z mojego
          > najbliższego otoczenia nie wie co w głębi duszy przeżywam, staram się to przed
          > nimi ukryć.
          >
          > > Jeśli wolisz przez internet ( jak widzę) to są takie
          > > serwsiy które prowadzą e-terapię.
          >
          > czy znasz może jakiś?
          poprostu zapisz sie normalnie na terapie. przepraszam, ze sie wtracilam dziewczyny. na takiej e - terapii mozesz sie dodatkowo wspierac. pozdrawiam serdecznie:)
    • sara13131 Re: chcę umrzeć ... 16.09.08, 22:31
      ....każdy przypadek jest indywidualny i jedyny w swoim rodzaju- nasze zycie to pasmo fal góra dół -góra dół i wiesz że doświadczenia nabieramy z czasem...szkoda że to czasami boli aż tak bardzo,każdy z nas przeżywa swoje koszmary mniejsze i większe po to by w końcu stanąć przed sobą samym i zastanowić się czego nam brak lub zabrakło do małego szczęścia a ja? ....no cóż ...historia jak wiele innych ..nie udane małżeństwo..... śmierć dzieci... potem wyrok -masz raka ....to tak w wielkim skrócie -----mam 37 lat i uwierz mi ze można żyć dalej i przestać słuchać w końcu tych swoich demonów w głowie co powtarzały zabij sie to nie ma sensu...ma sens ma ---wystarczy dać szansę sobie i innym wybaczyć i uwolnić się od wszystkiego co cię niszczy od złości nienawiści bo nie dadzą ci spokoju wybaczenie jest lekarstwem na wszystko pomimo wszystko....wszelkie złe rzeczy kończą się zle dobre dobrze ....teraz masz gorycz w sobie i bunt....to naturalne ...ale daj sobie szansę..proszę....nie poddawaj się -pozdrawiam ciepło sara
      • kenia.pl Re: sara13131 17.09.08, 08:25
        widzę, że i Twoje życie nie jest usłane różami.
        Dzięki za słowa otuchy. I ja Tobie również życzę siły wytrwania. Obie musimy być
        silne by móc stawić czoło naszym zmartwieniom, które zmieniły nasze życie w
        koszmar. Miejmy nadzieję, że on minie. POZDRAWIAM i ściskam mocno.
      • mskaiq Re: chcę umrzeć ... 18.09.08, 06:02
        >mam 37 lat i uwierz mi ze można żyć dalej i przestać słuchać w
        >końcu tych swoich demonów w głowie co powtarzały zabij sie to nie
        > ma sensu...ma sens ma ---wystarczy dać szansę sobie i innym
        >wybaczyć i uwolnić się od wszystkiego co cię niszczy od złości
        >nienawiści bo nie dadzą ci spokoju wybaczenie jest lekarstwem na
        >wszystko pomimo wszystko....wszelkie złe rzeczy kończą się zle
        >dobre dobrze ....teraz masz gorycz w sobie i bunt....to naturalne
        > ...ale daj sobie szansę..proszę....nie poddawaj się -pozdrawiam
        >ciepło sara
        Masz racje Saro, trzeba wybaczyc sobie i innym bo tylko w taki
        sposob mozna pozbyc sie demona zlosci i nienawisci.
        Nie znam lepszego lekarstwa nad wybaczenie, niestety tak niewiele
        osob to rozumie.
        Serdeczne pozdrowienia.
    • jesienna28_28 Re: chcę umrzeć ... 29.09.08, 00:43
      Wierz mi czas leczy rany. Tylko czasem musi uplynac pare miesiecy zanim
      przejdzie rozpacz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka