zazy7
23.10.08, 00:14
ludzie bliscy (mąż/żona) z Waszą chorobą. Macie świadomość że wasza choroba
ich przytłacza, zabija w nich radość życia. Chcą wam pomóc ale czują się
bezradni. Mój brat przez trzy lata wspierał swą żonę w chorobie. Cały domowy
kierat był na jego głowie, zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie, zajmowanie
się trójką dzieci, nocą wstawanie do płaczących dzieci. A do tego trzeba było
zapracować na dzieci, niańkę dla dzieci bo chora nie miała siły opiekować się
dziećmi oraz na terapie zony. Niestety nie było widać poprawy leczenia. Czasem
miałam wrażenie że bratowa specjalnie ucieka w depresję. Normalnie w świecie
udaje chorą gdyż choroba zwalnia ją z obowiązków. W jednego konia nie da się
długo ciągnąć rodzinnego wozu. I stało się. Ten twardy "koń" zaczął szukać
ukojenia w alkoholu! Mówi że pije bo to pozwala mu zapomnieć o piekle w domu.
Bo to jedyna przyjemność jaką ma w życiu bo wtedy nie musi być wołem do
roboty. Rozgrywa się tam dramat a ja nie wiem jak pomóc.