Dodaj do ulubionych

Czuję wielką pustkę

30.10.03, 14:26
ten tydzień nie należał do udanych. Konflikty w domu, w pracy i jeszcze nie
wiadomo co. Strasznie się czuję, a najgorsze jest to, że nie mam komu tego
powiedzieć. Pracuję daleko od domu, w którym jestem gościem, na kierowniczym
stanowisku. Wszystko mnie przytłacza. Depresja mojej żony jest dla mnie
trudna i bolesna i... ciężka (wiem że dla niej jest jeszcze gorsza).
Właściwie to nie odpoczywam w domu tylko gryzę się ze samym sobą, ze stanami
mojej żony. Dziś w pracy przez przez przypadek usłyszałem rozmowę dwóch moich
współpracowników i ...dostałem obuchem po łbie. Tak na prawdę to nie mam na
kogo liczyć, czuję się jak sam.

Czuję wielką pustkę, jakby ktoś mnie wyssał; tracę głowę nad tym wszystkim.
i jak tu znaleźć dystans?
Obserwuj wątek
    • blue_a że zapytam.. 30.10.03, 15:38
      Ty też masz zdiagnozowaną depresję?
      • kamill6 Re: że zapytam.. 30.10.03, 18:04
        czy ja mam depresję? nie wiem...nie sądzę...trudno powiedzieć. Chyba każde z
        tych odpowiedzi są ... nie, przyblizają mnie do poznania prawdziwego
        rozwiązania. Bzdury wypisuję, sam nie wiem jak to ze mną jest. Brzydko
        mówiąc "zaczynam świrować".

        ...i nie wiem co dalej będzie...

        Kamil
    • apokalipsa86 Re: Czuję wielką pustkę 30.10.03, 16:12
      nie tylko ty dostałeś po łbie..taki ten tydzień jest wogóle szczery do bólu..
      chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale wiem ze słowa tu niewiele dają..qrcze,
      jesteśmy z Tobą..kiedyś się odmieni..a kiedy..?[fuck! trzeba trwać!]
      3maj się!
    • hellio Re: Czuję wielką pustkę 30.10.03, 18:22
      Może najzwyczajniej pomogłaby Ci rozmowa? To dobre miejsce! przecież nie mamy
      tu nazwisk ani twarzy. Domyślam sie, że naprawdę źle poczułeś się po usłyszeniu
      rozmowy współpracowników? Czy się mylę?
      Pozdr, H
      • blue_a dołączam się 30.10.03, 19:32
        Mów. A pójście do lekarza też byłoby nie od rzeczy.
        • warum Re: dołączam się?nie sadze 30.10.03, 21:08
          Alez tu slodko sie zrobilo, prawie kazdy poklepal Cie po ramieniu ze
          zrozumieniem:) I lepiej Ci? Nie sadze... A przypadkowo uslyszana opinia / o
          Tobie?/ moze byla przykra, ale... powinna dac Ci do myslenia i ewentualnie
          przyczynic sie do pewnej korekty - albo swojego zachowania albo... znajomych.
          Zle samopoczucie... moze minie wraz z nastaniem lepszej pogody, a jak nie
          minie... to trzeba probowac rozwiazac problemy. Powolutku i metodycznie.
          Przeciesz "szefujesz", wiec wykaz sie rzosadkiem, a emocje zostaw sobie na
          deser. Badz dorosly, i jesli... masz wrazenie, ze swiat sie wali z kazdej
          strony... to... przeanalizuj "dlaczego"? A potem bedzie juz latwiej:) pozdrawiam
          • kamill6 Re: dołączam się?nie sadze 30.10.03, 22:27
            warum napisała:

            > Alez tu slodko sie zrobilo, prawie kazdy poklepal Cie po ramieniu ze
            > zrozumieniem:) I lepiej Ci? Nie sadze... A przypadkowo uslyszana opinia / o
            > Tobie?/ moze byla przykra, ale... powinna dac Ci do myslenia i ewentualnie
            > przyczynic sie do pewnej korekty - albo swojego zachowania albo... znajomych.
            > Zle samopoczucie... moze minie wraz z nastaniem lepszej pogody, a jak nie
            > minie... to trzeba probowac rozwiazac problemy. Powolutku i metodycznie.
            > Przeciesz "szefujesz", wiec wykaz sie rzosadkiem, a emocje zostaw sobie na
            > deser. Badz dorosly, i jesli... masz wrazenie, ze swiat sie wali z kazdej
            > strony... to... przeanalizuj "dlaczego"? A potem bedzie juz latwiej:)
            pozdrawia
            > m



            Nie chodzi o to, że źle poczułem się bo usłyszałem opinie wspólpracowników
            (zawsze zakładamy przecież, że różnie o nas mówia), ale mam inne bolączki dnia
            codziennego które mnie przytłaczają. Żona chora na depresje, ojciec chory na
            depresje - na leczeniu w oddziale zamknietym, jestem z daleka od rodziny-bo
            praca, odpowiedzialność i obowiązki z jednej strony, a mysli o żonie o jej
            chorobie, o jej samotności - z drugiej. Nie chodzi tu o urażoną ambicję szefa -
            wyrosłem już z tego.

            czasami człowiek czuje że tak dalej nie wytrzyma, że jest już ta graniaca, za
            którą nic nie widać. Siedzisz znerwicowany, roztrzęsiony nad szklanką "czegoś"
            do picia i się zastanawiasz, co zrobić, zaczynasz planować podstawowe
            czynności - bo jesteś całkowicie przysłonięty przez problemy.

            Nie tylko wy je macie,


            czuję się podle.

          • hellio Re: słodko? to nic złego 31.10.03, 17:24
            Jeden facet napisal, że mu ciężko. Parę innych osób zareagowało: dla mnie ten
            tydzien też był kiepski; napisz coś o sobie; jutro będzie lepiej.
            Zrobiło się ciepło. W moim odzczuciu nie słodko, ale właśnie ciepło. Na to
            zareagowała warum: "lepiej ci? nie sądzę".
            I wypisała swoją receptę:"dokonać korekty zachowania!" "rozwiązać
            problemy!" "wykazać się rozsądkiem!" "dorosłym być!" I przestało być
            słodko...Oj, przestało! Kaaamil! Lepiej ci? Stań no na baczność i mów prawdę!
            Jak się boisz, to zresztą nie mów. Ale ja Ci Warum powiem, ze nie pchałabym się
            do Ciebie po wsparcie, chyba, że bywasz czasem w jakimś cieplejszym nastroju.
            Piszę o tym dlatego, że tym Twoim "lepiej Ci? Nie sądzę" - zrecenzowałaś ostro
            miłe (w intencjach) gesty paru miłych osób. Po co właściwie? Niechby każdy
            wspierał jak umie, nie "zmrażajmy się" wzajemnie!
            Pozdrawiam ciepło, uśmiecham się słodko, poklepuję po ramieniu, serdecznie, po
            przyjacielsku. Warum? Lepiej Ci? H
            • hellio Re: do Warum 31.10.03, 17:27
              jest post powyżej. w wyniku zeza wylądował tutaj - sorry, Kamilu, H
              • warum Re: do Warum 31.10.03, 18:11
                Bylo do mnie - wiec sprobuje uzasadnic poprzednia wypowiedz. Mam 40 + lat i
                sadze,ze przezyte trudne lata daja mi takie, a nie inne spojrzenie na problemy
                innych. Nie idealizuje, nie upraszczam i... zwyczajnie wyroslam z wieku
                kiedy "dobre slowo" przyjaciolki, mamusi itp pomagalo. Moze zabrzmi to dla
                wielu optymistow?-psychologow, ktorym chyba najbardziej zalezy na diagnozowaniu
                i ew. zaliczaniu lub nie do tego grona ,jak cyniczna , zgorzkniala starosc...
                ale to jest zycie. Prawdziwe. Moze nie kazdego, ale chocby jednego czlowieka.
                A wiec... nie w kazdym przypadku tu podane "cudowne" rady sa odpowiednie. Moje
                doswiadczenie sugeruje,ze... poki czlowiek sam w sobie nie ustali priorytetow-
                nie poradzi sobie z depresja. A w przypadku kamila6- wyraznie doskwiera mu -
                rozlaka. Ale kasa i kariera sa wazne, dlatego... czuje takie rozdarcie.
                Mysle,ze jest madrym czlowiekiem i wcale nie jest w depresji... tylko ma
                trudnosc z wyborem, bo .... jest mu trudno jw. Jestem przekonana,ze poradzi
                sobie, a ten stres jaki przezywa minie. Pozdrawiam wszystkich optymistow:) a
                nie-optymistom przypominam, ze... zawsze moze byc gorzej. Tylko po co?
                • hellio Re: do Warum 31.10.03, 22:53
                  Jestem 40++, więc nie jest to kwestia wieku, co do trudnych lat - nie będziemy
                  się, mam nadzieję, licytować. Teraz jest mi trudno, wybacz, nie mogę pisać
                  dlaczego, ale chyba nikt by się nie chciał zanienić. I też nie idealizuję i nie
                  upraszczam, ale z moich doświadczen wynika, że dobre słowo zwykle pomaga.
                  Trochę. Nie oszukujmy się, tylko trochę. Ale dużo- w tych okolicznościach, na
                  forum, publicznie, w oparciu o strzępki wybranych informacji - nie da się
                  zrobić. Możemy się, jak piszesz, poklepać po ramieniu. Ale to też jest coś
                  warte, sama intencja, sama świadomość, że ktoś obcy, daleko, mysli i chce
                  poklepać po ramieniu.
                  Ty chcesz dać coś bardziej konkretnego, jakąś radę, sugestię, co ten Kamil ma
                  robić. Piszesz "wyraźnie doskwiera mu rozłąka". A to znaczy: "na podstawie
                  tego,co Kamil zechciał nam powiedzieć wnoszę, że to problem rozłąki. Tak to
                  czuję". Tylko, że nie wiemy, ile z "całej prawdy" Kamil chciał powiedzieć. Bo
                  przecież nie mamy takich złudzen, że w trzech zdaniach, które napisał zawarł
                  wszystkie ważne informacje. Więc nie możemy w sposób odpowiedzialny
                  rozmawiać "o sytuacji". Możemy rozmawiać tylko o tym, jak widzimy sytuację na
                  podstawie tego, jak przedstawił ją Kmil. Nie wiem, czy dobrze mnie rozumiesz. W
                  tym przekazie wszystko się chwieje! I jeżeli ciepła, przyjazna Blue_a pisze
                  ciepłe, przyjazne słowa, to one się chwieją w tym samym rytmie. A jeśli mówi
                  się konkretnie, nie mając konkretnych informacji: Twój problem polega na tym i
                  na tym, to czasami okazuje się, że jest to problem diagnosty, a nie
                  diagnozowanego. Mówiąc nawiasem, Kamil w ogóle nie upoważniał nas do stawiania
                  diagnoz, po prostu informował, że jest mu ciężko.
                  Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, Warum, darum myślę ja, że bardzo inspirujące
                  jest to, co napisałaś. A Kamila przepraszam, jeśli pozwolisz, również w Twoim
                  imieniu, że odmieniając jego imię przez przypadki tak sobie pomalenku
                  dochodzimy do porozumienia. Ukłony, H
                  • warum Re: do Warum 31.10.03, 23:37
                    Hmm...:)Najpierw mnie "opieprzasz"/ sorki/, potem serdecznie pozdrawiasz... i
                    jak tu utrzymac rownowage? Pozdrawiam. Sadze,ze ani wiek nie swiadczy o
                    rozumie, ani.. doswiadczenia. Jesli boli "dusza" rozum niewiele ma z tym
                    wspolnego.. ale...mimo wszystko uwazam,ze...trzeba! szukac jakiejs metody.
                    Malymi krokami tez mozna zmienic zycie i siebie/ bywa skuteczne/, no chyba, ze
                    ktos baaardzo odwazny/ lub... juz nie ma nic do stracenia, tak zle sie czuje/-
                    i decyduje sie na radykalne zmiany w zyciu...Wazne zeby jakos przerwac ten
                    marazm. Latwo mi teraz mowic, bo... stoje na nogach, ale....uczucie
                    przeciekajacego,zmarnowanego czasu /to pozniej dostrzeglam/ i... nieustanny lek
                    przed powrotem tej zapasci/jaka przezylam /, nijak ma sie do... uczucia
                    totalnej beznadziei, ktora niektorym dane jest w tym momencie zaznac.
                    Hmm...Powtorze -warto sprobowac cos "dla siebie" zrobic, zdecydowac.
                    Mnie "same" cuda nie chca sie zdarzac:(ale moze mam pecha?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka