Dodaj do ulubionych

Czy boicie się jutrzejszego dnia?

31.10.03, 09:28
Przyznaję, że troszeczkę. W tamtym roku smutek przylazł do mnie po powrocie z
cmentarza. Leżałam nieruchomo i zapadałam się w siebie. Na cmentarzu,
paradoksalnie, było pogodnie, rozmowy nawet nazbyt wesołe. Świeciło słońce.
A może nie należy sie bronić przed odczuwaniem smutku, nostalgii? Pozwolić
sobie na nią. Pamiętać, że wszyscy jesteśmy śmiertelni..Tak sobie rozmyślam.

Nie podobają mi się chryzantemy i astry (?). A może kłaść na groby Bliskich
białe róże?

Zwykle odrzucałam amerykańską tradycję z dynią, ale teraz myślę - czemu nie..
Czy jako "depresyjni" odczuwamy "dół" głębiej?

Czy..przygotowujecie się jakoś na ten dzień? To pytanie jest głupie?
Nie pójdę tym razem na cmentarz, ale gdy zapadnie zmrok, zapalę świece i
długo w noc będę czytać, niekoniecznie przy świeczce. Kupiłam ostatnio
wydaną "Nostalgię anioła", może dorzucę coś z poezji, ale jakiej?
A co muzycznie?
Prywatne Zaduszki Jazzowe?


Pozdrawiam Wszystkich ciepło.

Obserwuj wątek
    • kakofonia Re: Czy boicie się jutrzejszego dnia? 31.10.03, 09:30
      w zeszłym roku, daleko stąd, kupiłam sobie dynię, piękną, pomarańczową,
      wydłubałam jej oczy i zębaty uśmiech, było nam miło razem z dynią
      a teraz się nie boję, jest mi kompletnie wszystko jedno.
      • blue_a ś l i c z n e! 31.10.03, 09:35
        Jak wydrążyć taką dynię? Nie wiem, czy sobie poradzę..

        :)

        A mnie nie jest wszystko jedno. Proszę, niech Tobie też nie będzie. Ostatnio
        coraz bardziej zwracam na jakość swojego istnienia (w niedużym stopniu wiąże
        się to z pieniędzmi). Chcę mieć ładne Zaduszki, smutne i ładne.
        • kakofonia Re: ś l i c z n e! 31.10.03, 10:22
          Wydrążenie dyni jest, muszę przyznać, trudne, ja zmarnowałam chyba ze 3 zanim
          mi się w końcu udało osiągnąć jako-taki efekt. Ale warto było :-) I widzisz,
          znowu powraca ten kolor - pomarańczowy.
          Właśnie słońce wyłazi... więc może nie będzie mi wszystko jedno. Masz rację, że
          powinno być pięknie i smutno. Nie należy bać się smutku. On czasem przychodzi
          jako przyjaciel, nie jako wróg. To powinna może być taka jakaś melancholia, a w
          niej - smugi światła.
          Koło mojego rodzinnego grobu na Powązkach jest taki jeden mały, na który już
          wielu, wielu lat nikt nie chodzi. Trzy kobiety. Zmarłe młodo, niemal jedna po
          drugiej. Zawsze jak tam jestem, trochę go sprzątam, zapalam znicz, kładę
          kwiaty.
          Może więc nie będzie mi wszystko jedno. Choćby ze względu na ten grób, którym
          nikt się nie zajmie, jeśli ja tego nie zrobię.
          Pozdrawiam cieplutko :-)
          • blue_a ciarki po plecach 31.10.03, 10:44
            te kobiety..

            ja na cmentarzach (lubię, jako ciekawe, jeśli akurat takie są,
            architektonicznie miejsca; sporo ich zobaczyłam latem) szukam malutkich grobków
            dzieci. Smutno.. I zawsze czuję jakieś niezrozumiałe wzruszenie.

            Podobają mi się przygotowania do jutrzejszego dnia z Tobą, naprawdę. I do domu
            przydźwigam dziś dynię.

            :)

            Białe róże też kupię.

            Pomarańczowy :) Mam w domu takie małe dynki w kształcie gruszek. Piękne.
            Pomarańczowe. Genialny kolorek.
            • katara Re: ciarki po plecach 31.10.03, 11:55
              podziwiam was i wy mówicie o depresji, dajcie spokój, jakie dynie, gdybym tu
              nie zajrzała, wstyd nie przyszłoby mi to do głowy nawet. Swięto zmarłych, z
              ledwością, kupię znicze przed cmentarzem i na tym koniec. To cud, że jeszcze co
              roku wogóle tam chodzę. Nie mam dziś nastroju. Mam dość, wszystkiego. Do kitu
              jest to wszystko, co z tym słońcem, ono chyba nie świeci dla wszystkich.
              Pozdrawiam.
              • blue_a spokojnie.. 31.10.03, 12:20
                To prawda, mam teraz tę drugą twarz depresji, fazę hypomanii. Cieszę się
                życiem, dopóki trwa ta faza. Dokładnie wiem, że za jakiś czas znowu będę
                podpierać się nosem. Naprawdę. Opowiadam Ci o dyniach (na przykład), bo może
                zauważysz, jak bardzo są piękne. Jeśli nie, trudno. Przeżyję.
                Naprawdę bardzo mocno Ciebie rozumiem. Znam noc depresji. Znam chęć nie
                obudzenia się więcej. Tak!

                Czy uwierzysz, że dopiero w tym roku mocno czuję zmiany pór roku i widzę
                oszałamiające (sic!) piękno każdej z nich? Bo biorę leki. Bez nich oglądałam
                sobie tylko płytki chodnikowe (krzywe jakieś..)

                Uderza mnie dzień w dzień piękno drzew. Powykręcane pnie sosen, brzozy, stare
                dęby..Imponujące sekwoje w Kalifornii, które kiedyś na pewno zobaczę.

                Nie, nie zwariowałam, to nie poezja sentymentalna.
                Świat (nie mylić z życiem, ono bywa bardzo trudne) jest naprawdę przepiękny.

                W depresji mamy po prostu bardzo skrzywione spojrzenie.
                Jesteśmy jak Kaj z okruchem szkła w oczach..

                Nie kupuj zniczy przed cmentarzem. Hieny (przepraszam, sprzedający..) zedrą z
                Ciebie. Kup, jeśli uważasz, że musisz, wcześniej.

                I nic nie do kitu! Wysyłam Ci moc siły energii. Nie wierzę, że nie doleci do
                Ciebie jej chociaż trochę.

                Leczysz się? A może warto?

                • katara Re: spokojnie.. 31.10.03, 12:27
                  dzięki serdeczne, to miłe, od razu zrobiło się ciut cieplej. Nie leczę się,
                  jestem typem: zosia samosia, mam w przeszłości epizot z małym uzależnionkiem,
                  nie chcę przez to drugi raz przechodzić. Cały czas wierzę, że jakoś dojdę do
                  siebie. Idiotka... Pozdrawiam ciepło i mam straszną ochotę na kupno dyni. To
                  coś nowego. Jakbym zaczęła się leczyć to bym nie wiedziała na co, tyle żeczy
                  się pokręciło.
                  • blue_a wal do psychiatry, powaga.. 31.10.03, 12:52
                    W broszurze, tej, którą świsnęłam w przychodni, gdzie chodzę (szukałam dla
                    Ciebie linka, ale dranie zmienili stronę, ale pocieszę Cię, tam nic ciekawego
                    włąściwe nie było. Taka sobie czytanka przed wizytą, aby nie było nudno)

                    Do rzeczy: leki raczej nie uzależniają..
                    A na pewno nie tak silnie jak to, co zdrzyło Ci się brać.
                    Zabraniam Ci! Nie rób tego więcej :)

                    Jako Zosia Samosia to ugotuj pyszny obiad, ale nie walcz z depresją, obiecaj mi
                    to :)
                    • ana-23 Re:Jutrzejszy dzień? 31.10.03, 13:44
                      ...będzie ciężko... Zawsze w ten dzień myślę o mojej Babuni-tak strasznie mi
                      jej brakuje!!!
                      Chcę zapalić znicze, zanieść kwiaty... (białe róże-dobry pomyśł!!!)
                      Potem będę siedziała w domu z gorącą herbatą, pod ciepłym pledem... I raczej
                      nic więcej nie będzie, juz nic więcej być nie moze...
                      Pozdrawiam...
                  • kakofonia lepiej do lekarza 31.10.03, 14:07
                    Mi właśnie zaczęły pomagać leki. Chyba. I dlatego zauważyłam słońce. I stąd te
                    dynie mi sie przypomniały. Naprawdę polecam. Poza tym, powiedzmy sobie
                    szczerze, trzeba się chwytać wszystkiego, czegokolwiek, co może tylko pomóc,
                    choćby trochę. Choćby to miała być i pomarańczowa dynia. A czemu nie?
                    Katara, kup dynię, ale do lekarza też pójdź :-)
    • starowinka40 Re: Czy boicie się jutrzejszego dnia? 31.10.03, 18:19
      Odezwe sie cicho, zeby powiedzic, ze sie nie boje. Nie boje sie, bo ide na
      groby ludzi kochanych, ktorzy byli czescia mojego zycia i nadal nia sa. Ide na
      grob mojej pierwszej milosci i mimo uplywu 21 lat znowu bede plakac, jakby to
      sie stalo wczoraj ledwie... Poloze kwiaty, zapale lampki, pogadam chwile z
      moimi zmarlymi, polece ich opiece Niebios i wroce do domu, w ktorym czekaja na
      mnie zywi. Pomyslcie, ze ten dzien to symbol naszej wiezi z minionymi
      pokoleniami i epokami, dowod na to, ze chociaz przemijamy, to jednak kazdy
      zostawia swoj slad i ten slad mozna pielegnowac nawet przez stulecia.
      Tak naprawde to boje sie tylko prozaicznosci - tloku na cmentarzu i w tramwaju.
      • katara Re: Czy boicie się jutrzejszego dnia? 31.10.03, 18:23
        Kupiłam dynie, wycieliśmy z mężem oczy i uśmiech i teraz stoi i świetna z niej
        lampka, a pracy z nią było niewiele, a trochę cieszy. Pozdrawiam ciepło, nie
        dajmy się, a święto zmarłych nawet lubię, trzeba się ruszyć z domu, a to już
        dużo, odrazu inny nastrój. Hejo.
        • kakofonia Re: Czy boicie się jutrzejszego dnia? 31.10.03, 19:12
          :-))
    • kochanica_francuza Re: Czy boicie się jutrzejszego dnia? 31.10.03, 18:45
      blue_a napisała:

      > Przyznaję, że troszeczkę. W tamtym roku smutek przylazł do mnie po powrocie z
      > cmentarza. Leżałam nieruchomo i zapadałam się w siebie. Na cmentarzu,
      > paradoksalnie, było pogodnie, rozmowy nawet nazbyt wesołe. Świeciło słońce.
      > A może nie należy sie bronić przed odczuwaniem smutku, nostalgii? Pozwolić
      > sobie na nią. Pamiętać, że wszyscy jesteśmy śmiertelni..Tak sobie rozmyślam.
      >
      > Nie podobają mi się chryzantemy i astry (?). A może kłaść na groby Bliskich
      > białe róże?
      >
      > Zwykle odrzucałam amerykańską tradycję z dynią, ale teraz myślę - czemu nie..
      > Czy jako "depresyjni" odczuwamy "dół" głębiej?
      >
      > Czy..przygotowujecie się jakoś na ten dzień? To pytanie jest głupie?
      > Nie pójdę tym razem na cmentarz, ale gdy zapadnie zmrok, zapalę świece i
      > długo w noc będę czytać, niekoniecznie przy świeczce. Kupiłam ostatnio
      > wydaną "Nostalgię anioła", może dorzucę coś z poezji, ale jakiej?
      > A co muzycznie?
      > Prywatne Zaduszki Jazzowe?
      >
      >
      > Pozdrawiam Wszystkich ciepło.
      >
      Mam w dupie dynię, albowiem kontestuję amerykańskie importowane neoobyczaje.
      A jutrzejszego dnia się boję o tyle, że po raz pierwszy od śmierci babci
      idziemy na jej grób i będę musiała wspierać Mamę...ababci nie cierpiałam,
      niezle podniszczyła nas obie, zaprogramowała negatywnie na zawsze, a do tego od
      jej śmierci nie jest już u nas porządny wierzący-antyklerykalny dom, tylko
      matka zaczęła latać do kościoła...
    • kochanica_francuza Re: Czy boicie się jutrzejszego dnia? 31.10.03, 18:47
      blue_a napisała:

      > Przyznaję, że troszeczkę. W tamtym roku smutek przylazł do mnie po powrocie z
      > cmentarza. Leżałam nieruchomo i zapadałam się w siebie. Na cmentarzu,
      > paradoksalnie, było pogodnie, rozmowy nawet nazbyt wesołe. Świeciło słońce.
      > A może nie należy sie bronić przed odczuwaniem smutku, nostalgii? Pozwolić
      > sobie na nią. Pamiętać, że wszyscy jesteśmy śmiertelni..Tak sobie rozmyślam.
      >
      > Nie podobają mi się chryzantemy i astry (?). A może kłaść na groby Bliskich
      > białe róże?
      >
      > Zwykle odrzucałam amerykańską tradycję z dynią, ale teraz myślę - czemu nie..
      > Czy jako "depresyjni" odczuwamy "dół" głębiej?
      >
      > Czy..przygotowujecie się jakoś na ten dzień? To pytanie jest głupie?
      > Nie pójdę tym razem na cmentarz, ale gdy zapadnie zmrok, zapalę świece i
      > długo w noc będę czytać, niekoniecznie przy świeczce. Kupiłam ostatnio
      > wydaną "Nostalgię anioła", może dorzucę coś z poezji, ale jakiej?
      > A co muzycznie?
      > Prywatne Zaduszki Jazzowe?
      >
      >
      > Pozdrawiam Wszystkich ciepło.
      żle mi było ostatnio, jak w imieniu rodziny byłam na pięciogodzinnym pogrzebie
      (z dowozem pod Warszawę) i z nikim nie magłam pogadać, bo mama była we
      Frankfurcie...
      ale dzisiaj wraca, haha, już pól godziny temu wylądowała!
      >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka