Dodaj do ulubionych

Umrę w środę...

04.01.09, 12:40
Mam depresję i nerwicę od wielu lat. Od pewnego czasu byłam (10 miesięcy) z
chłopakiem, który, wydawało się bardzo mnie wspiera i rozumie. Chodził ze mną
do psychiatry, pomagał załatwiać różne sprawy - z powodu różnych fobii nie
umiem nawet sobie kupić leku w aptece czy iść do lekarza sama bo się po prostu
boję. On był moim łącznikiem ze światem i jedynym przyjacielem. Nie mam w
ogóle przyjaciół z powodu depresji opuściłam życie towarzyskie. Mam też
problemy z ukończeniem studiów, które już zaczynałam parę razy z powodu tej
cholernej depresji :/ On mówił, że jak mi się ze studiami, to żebym się nie
załamywała bo zawsze mam jego. Myślałam, że mnie naprawdę kocha - sam też tak
mówił. Ale parę dni temu zerwał ze mną przez gg ;( Powiem, że to nie jest bez
mojej winy - byłam często bardzo krytyczna wobec niego, ale to pewnie dlatego,
że jestem bardzo surowa dla siebie, wykłócałam się o pierdoły, lubiłam mieć
zawsze rację. Wiem, moja wina :( Miałam w życiu bardzo traumatyczne przejścia
(w dzieciństwie molestował mnie dziadek) i to też zaważyło na moim stosunku do
ludzi i świata. Nie lubiłam tracić kontroli bo grunt usuwał mi się spod nóg.
Nigdy nad niczym nie miałam kontroli, zawsze byłam bezwolna, poddana czyjejś
woli i chorej żądzy. Ale nie zerwał ze mną w kłótni, tylko jak stwierdził, że
wszystko przemyślał. Stwierdził, że nie pasujemy do siebie, że go krytykuję na
każdym kroku, że nie czuł się akceptowany. Stwierdził też, że jestem egoistką.
Na pytanie czy mnie kocha odpowiedział, że chyba istotnie mnie nie kocha i nie
wyobraża sobie życia z taką osobą jak ja ;( Co ja mam zrobić? Ja Go bardzo
kocham i sobie nie wyobrażam bez niego życia. Był dla mnie łącznikiem z
normalnym światem. Mówił, że mnie będzie zawsze wspierał i że zawsze mogę na
nim polegać. A teraz mnie zostawił. Nie chcę zwalać winy na swoją chorobę, ale
ja jeszcze nawet nie zaczęłam psychoterapii (miał mi pomóc znaleźć psychologa)
wiem, że jestem w większości okropna i nie do wytrzymania, ale chciałam się
zmienić. Czasem nienawidzę siebie tak bardzo sad smiley Wiem to wszystko moja
wina. Co mam zrobić? On dzwonił dziś do mnie bo prosiłam, żebyśmy tego nie
załatwiali na gg. Był strasznie oficjalny, w jego głosie nie czułam żadnych
emocji mimo, że ryczałam jak głupia do tej słuchawki ;( Mamy się jeszcze raz
spotkać bo chce oddać mi moje książki. Czy on w ogóle jeszcze mnie kocha ;( ?
Ja nie wiem jak ja to zniosę jeśli powie mi to prosto w twarz. Chyba umrę.
Jezu jeśli nic nie wskóram to chyba wezmę te cholerne tabletki i z rozpaczy
wszystko połknę. Mam dwa opakowania Doxepinu - jedno 10 mg, drugie 25 mg po 30
tabletek i opakowanie 10 mg Chlorprotiksenu - może to wystarczy by się już nie
obudzić. Może jednak tak naprawdę nie chcę umrzeć tylko wyrazić swój ból i
rozpacz :( Może łaskawie wezmą mnie do Kliniki Nerwic, gdzie będę mogła leżeć
w łóżku i gapić się w biały sufit lub zwinąć się i o niczym nie myśleć :(
jeśli jedynym sposobem aby znaleźć się choć na chwilę w Jego ramionach to
połknięcie tych tabletek to zrobię to... w środę zrobię to... tak jestem
EGOISTKĄ... myślę, tylko o sobie... ale cóż ja na to poradzę, że chcę, żeby
mnie jeszcze raz przytulił, po prostu był przy mnie... myślałam, że zawsze
będziemy razem, że urodzę mu dzieci i się razem zestarzejemy :( Jezu jak ja
bym chciała móc cofnąć czas i wszystko naprawić sad smiley być dla Niego
oparciem... pokazać jak bardzo Go kocham i jak bardzo mi na Nim zależy... ja
bym życie oddała by tylko być cieniem u Jego stóp... wszystko bym oddała by
znów zobaczyć choć jeszcze jeden Jego uśmiech i móc się do Niego przytulić...
dotknąć Go choć na moment... dzięki Niemu nie czułam wstrętu i obrzydzenia do
siebie samej... duszę diabłu bym oddała, żeby cofnąć czas :( chciałabym się
dla Niego zmienić, kochać Go tak jak naprawdę na to zasługuje... już nigdy,
przed nikim się tak nie otworzę jak przez Nim :(To nie tylko przez to, że mnie
zostawił chłopak, ale to jest kropla, która przechyliła czarę goryczy. Moje
życie to jedno wielkie BAGNO, nikt nie może ze mną wytrzymać, ja nie mogę
skończyć żadnych studiów, prześladuje mnie koszmarna przeszłość. Czuję jak mój
dziadek, który już zresztą nie żyje, ciągle stoi za moimi plecami i się ze
mnie śmieje. Jak ciągle ma nade mną kontrolę ;( mam 23 lata i życie połamane
jak patyk ;(
Obserwuj wątek
    • zyrafa46 Re: Umrę w środę... 04.01.09, 13:07
      Muszę lecieć do domowych zajęć, przeczytałam tylko początek.
      Jednak myślę o Tobie. Uwierz, nie jest źle.
    • zyrafa46 Re: Umrę w środę... 04.01.09, 13:15
      Uwierz, że wszystko będzie dobrze. Kiedys oczywiście zakończysz żywot ale ... kto to wie, kiedy :-))).
      Mi nie przeszkadza Twoja depresja.
      Teraz juz muszę biec ale przyjdę, przeczytam wszystko i napiszę więcej.
      Uśmiechnij się do swojego znajomego. Nie gniwewaj na niego.
      On jest słabszy od Ciebie i właśnie dlatego potrzebuje Twojego uśmiechu i wsparcia.
      Tak właśnie myślę.
      Obejmij go czule ramieniem (w swoich myślach).
      Tak jak sie robi z kimś słabym, potrzebującym pomocy.
      O!!!
      :-)))
      Żyra
      • zyrafa46 coś by trzeba zmienić w temacie:-))) 04.01.09, 13:16
        O!!!
        :-)))
        Żyra
    • mondrian4 Re: Umrę w środę... 04.01.09, 13:48
      Mam depresję i nerwicę od wielu lat. Od pewnego czasu byłam (10 miesięcy) z
      > chłopakiem, który, wydawało się bardzo mnie wspiera i rozumie. Chodził ze mną
      > do psychiatry, pomagał załatwiać różne sprawy - z powodu różnych fobii nie
      > umiem nawet sobie kupić leku w aptece czy iść do lekarza sama bo się po prostu
      > boję.


      Weź zajrzyj na maila.
    • liczby-11 Re: Umrę w środę... 04.01.09, 21:05
      undiscover jak sie teraz czujesz? Chcialabym z Toba porozmawiac.
      • undiscover Re: Umrę w środę... 05.01.09, 00:07
        napisałam do takiej fundacji, która zajmuje się ofiarami wykorzystywania
        seksualnego (nazywa się Kidprotect) i załatwią mi miejsce w szpitalu i dobrą
        terapię... jak na razie będę w Tworkach przez 6 tygodni... ale i tak po co mam
        żyć skoro straciłam Miłość swojego życia?
        • panna-lovegood Re: Umrę w środę... 05.01.09, 01:37
          Może dla siebie? :)
        • zyrafa46 Re: Umrę w środę... 05.01.09, 14:28
          Też miałam miłość swojego życia. Teraz go czasem spotykam. Pracuje blisko miejsca, gdzie mieszkam. Czuję lekką sympatię. I nic więcej.
          Mam męża, do którego czuję coś więcej niż lekką sympatię :-).
          Ot, życie.
          Żyra
        • awanturka Re: Umrę w środę... 05.01.09, 14:43
          Przekonanie, że nie można żyć bez miłości to jedno z najbardziej toksycznych przekonań! Występuje też coś takiego jak uzależnienie od miłości (świat się wali a psychika rozsypuje w gruzy jak jej nie ma).
          Twoja reakcja i wszystko to co opisujesz swiadczy własnie o takim uzależnieniu. A to się leczy!

          Przykro mi to pisać, ale Wasz związek nie był opart na zdrowych zasadach, po pewnym czasie stałby się niszczący dla Was oboje i pewnie dobrze, że Twój chłopak go zerwał...

          Zrób najpierw jako taki porządek z sobą (wcale nie twierdzę, że jest to łatwe) a dopiero potem zabierz się do budowania jakiegoś związku. Tylko wtedy ma on szansę być oparty na zdrowych zasadach.

          Wiem co to znaczą problemy psychiczne i bardzo, bardzo, bardzo Ci współczuję, ale nie ma innej drogi jak dobrze prowadzona, długotrwała psychoterapia (no i oczywiście samodzielna praca nad własnymi schematami myślowymi i wzorcami zachowań).

          Powodzenia! awanturka




        • dobrek1963 Re: Umrę w środę... 05.01.09, 19:46
          Próbuj się leczyć - żyć warto. Najlepsza miłość życia może jeszcze
          przed Tobą. Sam mam depresję i wiem, co to znaczy, co się czuje, ale
          można z tego wyjść: farmakologia + psychoterapia. Powód Twojego
          ciepienia - dla Ciebie absolutnie kluczowy - z boku patrząc nie jest
          warty ofiary życia. Spróbuj powalczyć. O sobie napiszę w oddzielnym
          poście "Moja depresja" Pozdrawiam Dobrek
          • zyrafa46 Re: Umrę w środę... 05.01.09, 23:01
            OCZYWIŚCIE mam sposób na to byś się lepiej poczuła. Niech Ci inni napiszą. Raz
            mnie wyśmiali. Drugi raz nie będę. Pytaj sama. Sposób jest dobry.
            Żyra
          • zyrafa46 trzeba zmienić temat, pisałam! 05.01.09, 23:03
            Tak Wam sie podoba? Jest głupi. Nikt nie wie kiedy umrze.
            Żyra
    • mskaiq Re: Umrę w środę... 06.01.09, 06:59
      Awanturka napisala
      >Przekonanie, że nie można żyć bez miłości to jedno z najbardziej
      >toksycznych przekonań! Występuje też coś takiego jak uzależnienie
      >od miłości (świat się wali a psychika rozsypuje w gruzy jak jej nie
      >ma).
      Kiedy jest milosc wtedy nie ma strachu, zlosci, zalu, jest za to
      radosc, sens, szacunek do siebie i do innych, wybaczenie sobie a
      takze innym.
      Brak milosci to depresja, im mniej milosci tym silniejsza staje sie
      depresja. Bez milosci zycie dyktuje strach, zlosc, zal. Bez milosci
      boimy sie ludzi, nie potrafimy wybaczyc sobie i sami stajemu sie
      najwiekszymi wrogami siebie.
      Jesli uwazamy ze mozna zyc bez milosci to wierzymy ze mozna zyc bez
      dobra, zrozumienia, szacunku, przytulenia, bezinteresownej pomocy,
      itp.
      Alternatywa do milosci jest obojetnosc, agresja, nienawisc, zawisc,
      zazdrosc, obmowa, krytyka, itp.
      Prawda jest ze bardzo wiele osob z depresja spotkalo sie z miloscia
      w ktorej wcale nie ma milosci.
      W zyciu Undiscover nigdy nie bylo milosci, nie dostala milosci jak
      byla dzieckiem, za to spotkala sie z wielka iloscia zla.
      Kiedy sptkala chlopaka wtedy jak sama napisala była często bardzo
      krytyczna wobec niego, wykłócała się o pierdoły, lubiła mieć, zawsze
      rację.
      Dla Niej byla to milosc, taka milosc okazywali Jej bliscy. Kiedy
      tracimy prawdziwa milosc, ta z szacunekiem, bezinteresownoscia,
      pomoca, cieplem wtedy czujemy ze stracilismy cos nadzwyczajnego, cos
      co rozswietla zycie.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • awanturka Re: Umrę w środę... 06.01.09, 12:53
        mskaiq!

        Nie zrozumieliśmy się. Słowo "miłość" ma w języku Polskim wiele znaczeń. Ja pisałam o miłości jako o układzie damsko-męskim, byciu w związku. To nie jest niezbędny element życia.

        To o czym piszesz można mieć w relacjach z innymi ludźmi, rodziną, przyjaciółmi, znajomymi a nawet przejawiać taką postawę wobec całkiem obcych sobie ludzi (i to jest piękne!). Bez miłości w znaczeniu w jakim piszesz rzeczywiście żyć na dłuższą metę się nie da (tzn. da się ostatecznie, ale człowiek psychicznie "karleje" i co to za życie!).

        Pozdrawiam!
        • mskaiq Re: Umrę w środę... 06.01.09, 23:29
          Kiedy tracimy milosc w sensie damsko-meskim wtedy na jej miejsce
          pojawia sie zwykle zal, bardzo czesto zlosc i strach. Jesli ten zal
          trwa przez dluzszy czas wtedy razem z nim pojawia sie depresja.
          Zwykle jest to zal nad soba, czasem jest zal przeszlych chwil,
          niespelnionych marzen czy chwil na ktore sie czekalo.
          Ten zal nie jest miloscia chociaz czesto jest mylony z miloscia, to
          on jest najczestsz przyczyna samobojstw.
          Kiedy zwiazek sie konczy zwykle chcemy skonczyc nasz milosc, chcemy
          sie jej pozbyc bo wierzymy ze to ona przynosi nam cierpienie. Tak
          nie jest to nie jest miosc, to zal.
          Zwykle pisze zeby zachowac milosc, bo wtedy unikamy zalu. Milosc nie
          rani i znika bezbolesnie po jakims czasie.
          Serdeczne pozdrowienia.

      • marouder.eu A pana, panie Maseku australijski, kto.. 07.01.09, 15:12
        ...molestowal w dziecinstwie? Jesli to nie tajemnica oczywiscie!
    • november.rain2007 Re: Umrę w środę... 06.01.09, 22:14
      napisze ci tylko, ze wyobrazam sobie jak sie czujesz i mocno
      przytulam. opsialas w zasadzie maja historie z ta roznica ze jestem
      od ciebie o 3 lata starsza a moj zwiazek trwal 7 lat. i tez ode mnie
      odszedl. i choc nigdy nie byl dla mnie dobry, zwlaszcza przez
      ostatni rok, brakuje mi go do dzisiaj a minelo juz ponad pol roku. w
      zasadzie kazdego dnia brakuje mi go bardziej. wiem, to ci nie
      pomaga. i niestety nie znam recepty jak pomoc. wiem tylko, ze
      prosby, blagania, mowienie mu jak bardzo go kocham spowodowaly tylko
      to, ze moj ex mnie nienawidzi, nazywa psycho-ex i mowi mi, ze
      powinnam sie zabic a on wtedy bedzie szczesliwy. tak wiec moze nie
      proboj tej metody bo to tylko poteguje bol.
      terapia to dobry pomysl, mnie niestety psycholog nie pomogl a
      obecnie przebywam w takim miejscu gdzie dostep do
      psychologa/psychiatry jest zerowy. skoro masz mozliwosc, podejmij
      terapie i daj sobie szanse. przytulam mocno i zycze sily.
      sorry jesli to zabrzmialo pesymistycznie, naprawde zycze ci
      serdecznie aby ci sie udalo i abys odnalazla siebie.
    • lucyna_n i oto mamy środę 07.01.09, 16:24

    • dobrek1963 Undiscover - odezwij się i daj znak życia! 07.01.09, 18:05
      Niektórzy przypominają, że dzisiaj jest środa. Warto żyć! Czy robisz
      już coś z Kidprotect? Pozdro D.
      • undiscover Re: Undiscover - odezwij się i daj znak życia! 07.01.09, 18:54
        jutro o 8 rano zabiera mnie kobieta z fundacji do szpitala i mam tam siedzieć 6
        tygodni... a ja co robię? właśnie idę się pociąć bo na razie do samobójstwa nie
        mam natchnienia - w szpitalu zawsze można się powiesić o choćby na
        prześcieradle... czarny humor czy rzeczywistość? sama nie wiem :(
        • dobrek1963 Re: Undiscover - odezwij się i daj znak życia! 07.01.09, 19:57
          Chyba jednak chcesz żyć, prawda? Więc traktuję Twój post pozytywnie -
          środa mija, a Ty żyjesz, a jutro otrzymasz pomoc.
          Dziwne myśli na bok. Podejmij próbę leczenia szpitalnego i przyłóż
          się do tego, skoro udało Ci się to załatwić.
          Życzę Ci dobrych lekarzy i terapeutów i żebyś uporała się z
          przeszłością.
          Pozdr D
          PS. Ja z zawiedzionymi miłościami sobie radziłem. Powalił mnie pisk
          w głowie - szumy uszne, coś jak brzęcząca jarzeniówka, które
          dostałem po jakichś lekach. Najpierw nerwica, napięcie, brak pomocy -
          lekarze nie znają tego typu dolegliwościach (pewnie to wymyśliłem
          lub mam omamy), a potem zwątpienie i depresja, zawalenie pracy,
          przestraszona rodzina i dzieci, itd ..., a ja w coraz większym lęku,
          bezradność, kompletna kicha. Nie wiedziałem, że coś takiego
          istnieje ... I to trwa 10 miesięcy. Wielokrotnie nie chciałem się
          obudzić. Trwam ze względu na dzieci. Ty trwaj ze względu na swoją
          przyszłość, no i nie piszczy Ci w głowie. To atut.
    • ollaboga77 Re: Umrę w środę... 12.01.09, 18:41
      I co ? umarła ta osoba?
      • d1963 Re: Umrę w środę... 12.01.09, 19:21
        Chyba nie, zdaję się, że od dzisiaj jest w szpitalu po opieką jakieś
        fundacji. Pozdr D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka