kasia_25
22.12.03, 12:26
Witam
Pisałam juz kiedyś na tym forum o swoich dolegliwościach. Krótko mówiąc wyglada to tak: od kilku lat (teraz mam 26)ciągle źle się czuję. Zaczęło się od zawrotów głowy. Miałam robione przeróżne badania i nic nie znaleźli oprócz odprostowania fizjologicznej lordozy (dla niewtajemniczonych - odprostowanie odcinka szyjnego kręgosłupa). Podobno to nie powinno dawać aż takich dolegliwości, a ja czułam sie coraz gorzej. Cały czas coś mi było, bolała mnie głowa, odczuwałam stałe napięcie, lęk, robiło mi sie słabo. Tak jak się pewnie domyslacie zaczęłam bać się wychodzić z domu, przestałam chodzić na uczelnię. Dostawałm jakieś tabletki uspokajające, raz było lepiej raz gorzej, ale ogólnie mówiąc - wegetacja. Co jakis czas znowu jakies badania np. rezonans magnetyczny (czy nie ma czegoś w głowie) itd. Niby cały czas pracowłąm , ale co z tego skoro zawsze musiałam z kimś się do tej pracy zabrać bo sama się bałam jechać. Później przez jakiś czas jakoś sobie radziłam, nawet zaczęłam jeździć sama samochodem. Później znowu klapa. Gdzieś tam po drodze była psychoterapia, jakies tabletki ziołowe, czasem doxepin, teraz lorafen. Około rok temu wróciłam na studia - i znowu było trochę lepiej, znowu sama jeździłam samochodem, jakoś sobie radziłam. Teraz od jakiegoś miesiąca jest znowu fatalnie. Teraz opiszę swoje objawy dokładnie bo juz sama nie wiem czy to nerwica czy moze cos oprócz tego. Cały czas czuje się spięta, mam taką jakby "nieswoją" głowę. Często mi się kręci w głowie, czuje lęk - zwłaszcza wieczorem. Znowu sama nigdzie dalej się nie wybieram, cały czas czuje się jakoś tak dziwnie, obco. Prawie wszystko jest dla mnie problemem, chociaż na zewnątrz wyglada to inaczej. Wydaje się że ze wszystkim sobie radzę, ale wewnątrz mnie aż wszystko wyje bezsilności. Mam juz serdecznie dosyć, nie mam chęci do zycia. Jedynie gdy jestem ze swoim chłopakiem jakoś udaje mi się nieraz o wszystkim zapomnieć i wtedy dobrze się bawię. Jeszcze jedno. Właściwie to wiem czego się boję. Boje się że zasłabnę, że się będę źle czuć, że nawet w szpitalu mi nie pomogą (nie cierpię szpitali, zwłaszcza po tym jak musiałam robić coraz to inne badania). Naprawdę nie wiem jak sobie pomóc. Wiem, powinnam iść do psychiatry. ale czy to coś da? Byłam kiedyś i przepisał mi tylko tabletki i na tym się skończyło. Następny zrobił to samo. Pomózcie mi jakoś. Za miesiąc mam obronę pracy licencjackiej (udało mi się ją jakoś skończyć), powinnam się uczyć i chcę się uczyć ale nie wiem czy się będę umiała skupic. Czujecie to co ja? Czy moja choroba to rzeczywiście nerwica? Przepraszam, za mpje nieskładne mysli ale nie potrafię tego inaczej napisać.Pomóżcie, dodajcie otuchy.
Kasia