kristopherh
13.10.13, 03:51
Już dawno zauważono, że Marek Hłasko, mimo krótkiego życia, nie pomaga biografom. Jego życie - tragicznie i tajemniczo przerwane w Wiesbaden przy Hauberisserstrasse 26 w nocy 14 czerwca 1969 r. - można by rozpisać na parę biografii równoległych, mało do siebie podobnych, wręcz obocznych, wariantowych, rzec by można do wyboru, tak niedopasowanych wzajemnie, skontrastowanych i sprzecznych. Wystarczy oddać głos "naocznym świadkom", tym wszystkim, którzy żyli, byli, pili z Markiem, by poplątać się w ambiwalentnych, często wykluczających się relacjach.
W rozplątaniu, czy przynajmniej rozplątywaniu, tego węzła nie pomaga nam również krytyka literacka, wciąż nazbyt gorąca, wyznawcza, stronnicza, to znów - prawem kontrastu, przekory, pod hasłem "bez taryfy ulgowej" – "stawiająca się" idolowi, zaplątana w szczegół, wytykająca uchybienia i błędy modnym autorom i otaczającym go akolitom.