Dodaj do ulubionych

Mysle sobie...

12.11.11, 13:15
gdzieby sie wyniesc z tej sennej miesciny obwolanej pyrzana stolica i wciaz sie waham.

Pod wzgledem finansowym najlepszym wyjsciem bylby powrot do Polski w ktorej moje skromne we Francji dochody przewyzszalyby znacznie srednia krajowa. Przy okazji, czy jakas dobra dusza wie jaka jest ta srednia krajowa? Tyle za.
Przeciw, to fatalna opieka medyczna i oglupiale spoleczenstwo. Bo jakze inaczej okreslic spoleczenstwo mieniace sie katolickim, ktorego wiekszosc, wlacznie z przywodcami duchowymi, ma serdecznie w dupie 10 przykazan. Spoleczenstwo w ktorym normalni myslacy ludzie zeszli do 'podziemia', w ktorym prym wioda ograniczeni i fanatyczni glupcy.

Tu, we Francji, jest jak jest. Sa ludzie i ludziska ale chociaz uprzejmie powiedza "dzien dobry", cudzych pieniedzy na glos nie licza, sluzba zdrowia pomimo problemow dziala sprawnie.

No i nie wiem w ktora strone dziob ustawic.

No to sie wygadalam i wracam do dumania smile
Obserwuj wątek
      • janou Re: Mysle sobie... 12.11.11, 14:53
        Marguy, dolaczam sie do Metodiw i Feline, moze nie jest juz jak bylo ale masz tu mozliwosci ktorych nie znajdziesz niestety w Polsce.
        Je croise les doigtsbig_grin
        • marguy Re: Mysle sobie... 12.11.11, 19:06
          Dziekuje, dziewczyny.
          Potwierdzilyscie moje przemyslenia. Do czasu osiagniecia wieku emerytalnego pozyje sobie troche skromniej, a potem bedzie juz z gorki. Zreszta i tak nie mam na co narzekac. Wystarczy bardziej uwazac na to na co sie grosze wydaje.

          Tylko zebyscie pozniej nie zalowaly dobrych rad, bo konsekwentnie szukam jakiejs chalupki lub fajnego mieszkania w waszych okolicach. wink
          • felinecaline Re: Mysle sobie... 13.11.11, 12:23
            Marguyko kochana, a chcesz to "cos" kupic czy wynajac?
            I moim zdaniem wieksze szanse masz zyc niewiele skromniej uwazajac, na co wydajesz forse tutaj, niz w Polsce, gdzie ceny sa horrendalne i panuje "szpan" na extra "eleganckie" butiki czy galerie. Tu, miedzy takowymi a lumpeksami jest jednak znacznie wiekszy "rozrzut", jesli zas chodzi o zywnosc i art.
            I potrzeby to w Polsce kocham Biedronke, ale to chyba na zasadzie, ze oferuje produkty, ktorych tu mi brak.
            Tu lubie Lidla, bo oferuje produkty najbardziej zblizone smakiem do polskich (i jeszcze za kilka innych rzeczy).
            No i sa NOZ'y i inne takie...
            Jak dasz znac, czego konkretnie szukasz jako "dachu nad glowa" to sie rozejrze.
            Jak sie ma Psio?

            • marguy Re: Mysle sobie... 13.11.11, 14:27
              Piesie sie rozpiesil, urosl i doszedl do wniosku, ze w wieku czterech i pol miesiaca robic siusiu na gazety lub na balkonie to wstyd straszny. A ze psiny w jego wieku siuiaja co 2-3 godziny wiec spedzam pol zycia (jesli nie wiecej) na zewnatrz stawiajac sobie pytanie - po kiego czorta place czynsz za apartament w ktorym praktycznie przestalam bywac. wink

              Szukam czegos do wynajecia. Wdzialam na bon coin bardzo wiele fajnych malych domkow, ktore sa zbyt male dla rodzin (40-50 m²wink i zbyt daleko od uczelni wiec ceny sa dostepne. Za 300 euro miesiecznie moge z latwoscia znalezc domek po generalnym remoncie.

              Postanowilam jednak dac sobie czas do przyszlego roku. Co najmniej do maja.
              Co do cen i kosztow zycia zgadzam sie z toba calkowicie. Zywnosc we Francji nie jest o wiele drozsza. Ja tu niedaleko mam rolnikow bio i jezdze do nich kupowac. Oplaca sie, bo za glowke salaty place 30-40 centow, kalafior 50 cents itp.

              Co do szpanu, to takiego jak w pl nigdzie nie widzialam. Nawet na Tahiti.

              Oszczednosci same sie robia, bo trudno bedac uwiazana do smyczy z psiakiem na koncu buszowac po butikach. To wrecz niewiarygodne jak malo wydaje od czasu gdy go mam.
              No i nie wlchodze do spozywczych kupowac 'podgryzanki'. Zakupy raz na 10 dni i fajrant.
              No chyba ze by mi zabraklo czarnej czekolady. Wtedy jes mus nad musy, psa zostawiam vigilom i lece kupic czekolade smile
              • kasik68 Re: Mysle sobie... 13.11.11, 21:39
                Spoleczenstwo oglupiale , na szczescie nie w calosci.
                W Polsce bywam bardzo, bardzo czesto i wokol mnie szpanu nie widze.
                Do szpanerow nie wpadam z wizyta , mam ich gdzies.
                Ale to ja, ktoram wyjechala nie tak dawno i ciagle tam jestem " u siebie".
                Moja mama mieszka od 1990 roku w Niemczech i tez nie chcialaby wracac.
                Ani nie ma do kogo ani do czego.


    • jan.kran Re: Mysle sobie... 14.11.11, 14:57
      Zalezy jak bardzo Cie prze do tej Polski . Jezeli decydowalyby wzgledy sentymentalne zastanawialabym sie nad powrotem , jezeli ekonomiczne wybralabym zycie we Francji.
      Ja mam 51 lat , wyjechalam z PL majac 23 i nie wyobrazam sobie powrotu do kraju przynajmniej na razie. Jezeli mam sie czuc obco to w wole w miejscu spokojnym , czystym i przyjemnym.
      Bo ja sie nigdzie nie czuje u siebie , w kraju tez nie i mysle ze Ty po latach emigracji mialabys podobnie.
      Ja mam w Oj swietna Rodzine, serdeczne przyjaciolki a moje rodzinne miasto jest piekne i europejskie , interesuje sie przez te lata krajem , moje dzieci znaja jezyk , kulture i historie ... ale nie wroce.
      Jeszcze nie.
      Natomiast jezeli masz mozliwosc zamieszkania w Polsce nie zamykajac za soba francuskich drzwi mozesz sprobowac . Nie bedziesz miala swiadomosci ze cos zle w zyciu i zrobilas , watpliwosci ze mialabys lepiej w PL niz we Francji.
      Ja znam ludzi ktorzy wrocili po latach emigracji do Oj i wiekszosc zdecydowala sie na reemigracja tam skad przybyli.
      Ale Polska bardzo sie zmienia , moze akurat bys sie dobrze poczula w co osobiscie jednakowoz watpie.

      Natomiast moja corka brzeczy nieustannie ze chce pomieszkac w Polsce , najpierw bylam przeciwna a teraz mysle ze jak Ja tak ciagnie niech sprobuje...
      Pozdrawiam.
      Ula
      • marguy Re: Mysle sobie... 14.11.11, 15:16
        My juz sprobowalismy w 2006/07 roku i wytrzymalismy osiemnascie miesiecy. Wybralismy Nowy Sacz bo pieknie okolice itp. Nie zdawalismy sobie sprawy z mentalnosci.
        Wydaje mi sie, ze w moim rodzinnym Toruniu, oprocz rodziny i kilkorga znajomych nie byloby inaczej. Zmienil sie system wartosci, zmienili sie ludzie. Co do pomieszkania, to nigdy w zyciu nie rozstane sie z moim francuskim bankiem i urzedem skarbowym.
        Dobrze wyczulas, ze 'mam tak samo'. Ty takze, tak jak ja, wiele podrozowalas, mieszkalas w roznych krajach i dlatego obie czujemy sie wszedzie obco, a jednoczesnie u siebie. Jednak przyznac musze, ze najbardziej "u siebie" czuje sie we Francji.

        Skonczy sie na tym, ze znajde fajny domek (jest ich sporo).

        Najsprytniej bedzie znalezc cos niedaleko ktorejs z forumowych zabojadek, bo wszystkie dobrze gotuja wiec na golabki bede sie wpraszala wink
        • felinecaline Re: Mysle sobie... 14.11.11, 16:21
          A skad wiesz, ze u mnie akurat sa "na tapecie" golabki"? Czyzby aromat dotarl az do Nordu?
          A powaznie co do adrema to u mnie jest tak, ze ja sie nie czuje obco ani tu ani tam.
          Tak jak Kasik nie "stosunkuje sie" ze szpanerami, ale w przeciwienstwie do Kasik dostrzegam ich istnienie w moich dawnych kregach (tym samym kregi mi sie skurczyly, kuuurcze...nawet we wlasnej rodzinie sad
          Co do Nowego Sacza - znam jak wlasna kieszen no i niestety, mimo calej urody krajobrazu ...nie lubie.Uwielbiam natomiast moich tamtejszych przyjaciol, mimo, ze roznimy sie diametralnie pogladami politycznymi i stosunkiem do religii.Nawzejem sie akceptowalismy takimi, jakimi jestesmy i nie prowadzimy "akcji apostolskiej na rzecz wlasnych przekonan.
          Jestem w stanie "to tu to tam" przezyc okres wakacyjny, tym niemniej juz srednio pod koniec drugiego tygodnia pobytu tesknie do mojego "chez moi" we Francji.
          A zalatwianie czegokolwiek w jakimkolwiek urzedzie w Polsce - to zdecydowanie nie dla mnie.
          2 lata temu zalatwialam formalnosci fiskalno - spadkowe i sprzedaz mieszkania w Polsce, malo nie zwariowalam w obliczu klod rzucanych mi pod nogi na kazdym kroku i przez kazdego urzedniczyne (zwlaszcza "urocze" panie), ze stressu pochorowala mi sie wiekowa ciotka, wyjezdzalam roztrzesiona nerwowo i tak mi trwalo przez wiele miesiecy.
          A "musialam" wrocic poltora miesiaca pozniej z powodu Kicura, ktory Polske uwielbia, znajac ja niestety, tylko z pozycji wakacjusza - goscia rozpieszczanego przez wszystkich.
          Gdybymial tam cokolwiek zalatwiac czy gdyby sie ...pochorowal szybko zmienilby zdanie...choc nie, to ostatnie (choroba) nie moialoby raczej znaczenia, ale to przez moje koneksje z dawnym srodowiskiem.
          Tak wiec - zostane u Ciotki Marianny. Niebawem bede mogla wydluzac ad libitum wakacje w Polsce.
          • kasik68 Re: Mysle sobie... 14.11.11, 20:37
            Mysle sobiesmile ze Podkarpacie faktycznie jest dosc, ekhm specyficzne.

            Ale mam kilkoro znajomych, w tym pary polsko-francuskie, ktore zdecydowaly sie zamieszkac w Polsce i..o dziwo sa zadowoleni.
            I nawet , co mnie sama zdziwilo sa mile zaskoczeni uprzejmoscia urzednikow i jakoby "latwoscia" w zalatwianiu spraw meldunkowo, obywatelskich.
            A jedna z tych par kupila niedawno mieszkanie i samochod , wiec sporo tych roznych spraw na glowie mieli.
            Za chwile urodzi im sie trzecie dziecko, ale pierwsze w Pl, zobaczymy jak to pojdzie.

            Szpanerstwo najwyzszego stopnia, jakie widzialam , to w Cannes, wiekowe Francuzki, spalone w solarium na braz, chude jak olowki, w upalny dzien, otulone bialymi etolami z futrzakow. Te samochody, jachty, sklepy z cenami z kosmosu i milimetrowe plazesmile)

            I ich partnerow w bialych, obcislych galotach...

            Nie chce zebyscie odniosly wrazenie, ze ma byc punkt za punkt i ze tocze tu jakas wojne.
            Nie..
            Ale ja do 2002 roku mieszkalam w Pl i zle nam nie bylo, do 2007 mielismy ciagle swoj dom, do ktorego sobie przyjezdzalismy, gdy nas naszla ochota.
            Moj syn studiuje teraz we Wroclawiu, wiec tez jestesmy z krajem na biezaco i blisko...
            Dobrze nam , i tam i tu.

      • marguy Re: Mysle sobie... 14.11.11, 22:30
        kwiatku,
        podejrzewam, ze tak samo jak ja wyczulas bliskosc feliniastych golabkow smile

        Francja to kraj dobry do zycia, tylko, ze ja mam pecha i mieszkam w jednym z najdrozszych zakatkow. Porownalam ceny wynajmu. Hazebrouck to burzuazyjne, bogate miasto-sypialnia miedzy Dunkierka a Lille.
        Najgorsza jednak jest parszywa pogoda. Wyprowadzilam przed chwila psisko i byla taka mgla, ze ledwo moglam dojrzec druga strone dosc waskiej ulicy.
        brrrr
        • felinecaline Re: Mysle sobie... 14.11.11, 22:52

          No, dziewczyny, jeszcze mam na jutro tych golabkow.Jedlismy przez 2 dni i dopiero co zorientowalam sie, ze do nadzienia nie dodalam ryzu big_grin Pewnie daleko tak pachnialy tongue_out.
          Nadzieniaem nie pogardzila nawet Pitka.
          Margu, nie wiem, jak to robisz z Twoim psiem, ale odkad Pitka zdecydowala, ze bedzie jesc wylacznie to samo, co my zzera cholera wiecej miecha niz my sami.
          Wlasnie jej rozmrozilam piekny befsztyk, pytanie, czy bedzie chciala na surowa, krqisty, blekitny czy wysmazony...czasem budzi mnie o 3.0 w nocy i ...musze jej smazyc to lub owo.
          Co do rozmyslan nad miejscem osiedlenia - tak mi jakos pasuje do Ciebie Vendée, no lewobrzezna czesc Les Sables d'Olonne tzw "la Chaume". Piekna mieszanka starego z nowym, fajny port jachtowy, port rybacki, zycie bardziej "na luzie" niz na drugim brzegu, ale drogo tez, nie da sie ukryc....ale tanio to gdzie?...



          • marguy Re: Mysle sobie... 15.11.11, 00:11
            Tos mnie rozgryzla!
            Zgadza sie, patrze w strone morza. Nie musi byc nad samym morzem, jakies 50-80 do 100 km. Zawsze mozna sobie wyskoczyc na spacer po plazy.

            Co do naszego ciezkiego losu panien sluzebnych zwierza domowego, to ja stekow noca nie smaze, bo Jazz nie jest kocia starsza pania i je krokiedy od pana weterynarza i basta. Za to z siusianiem nie daje mi spokoju. Taki sie zrobil porzadny, ze nie ma mowy o tym, zeby nocne siusiu do ktorego ma pelne prawo, zrobil na gazete lezaca w przedpokoju. O nie! On musi wyjsc i budzi mnie w tym wznioslym celu o 3-4 rano.
            Na szczescie, rezydencja jest wkomponowana w miejska zabudowe i mamy wlasne, zamkniete podworze z garazami wiec moge wyjsc w srodku nocy w kapciach i "wylac psa".
    • kk345 Re: Mysle sobie... 15.11.11, 22:41
      Moje drogie- wybaczcie, że pozwalam sobie na taką inwokację- czytam sobie ten watek, czytam, czytam i widzę, ze o jakości i kosztach życia w Polsce kwieciście wypowiadają się emigrantki, jedyna metodiw, która jest na miejscu, nie rzuca żadnych konkretów. Dziwne... i trochę przykre dla tych, którzy tu żyją. Czuję się, jak Koreanka Północna, która zindoktrynowana dogłębnie sama nie widzi, jak źle jest wokół niej- co więcej- bardzo mi się ta nowa Polska podoba, z roku na rok coraz bardziej, a oglądam ją od 40 lat, więc mam szersze porównanie. Snobizm, zazdrość, szpan- w normie, jak wszędzie na świecie, w najbliższym otoczeniu nie zauważyłam, dochody mojej rodziny mnie satysfakcjonują, poziom bezpieczeństwa-moim daniem powyżej przeciętnej światowej, na służbę zdrowia i urzędy nie narzekam, ogłupiałego społeczeństwa, jak raczy pisać marguy, w większej masie nie widziałam. Piszę z perspektywy Poznania, czyżby w reszcie Polski było tak fatalnie? Skąd macie takie doświadczenia? Marguy, piszesz "społeczeństwo, w ktorym prym wioda ograniczeni i fanatyczni głupcy"- o niebiosa, z kim Ty się przyjaźnisz w Polsce, że masz taką perspektywę? Może to jednak kwestia perspektywy konkretnego miasteczka, a nie całej Polski?
      Czy wszyscy mieszkańcy Francji są mili, uprzejmi i godni zaufania? Istnieje w ogóle takie społeczeństwo?

      Wybaczcie emocje, naprawdę próbuję zrozumieć, dlaczego powinno mi tu być źle i dlaczego sama tego, że powinno, nie potrafię dostrzec.
      • felinecaline Re: Mysle sobie... 15.11.11, 22:58
        Widzisz, pewne rzeczy ostrzej sie widzi z daleka, ja piszac o "szpanie" mowie o tym, co - niestety - zaabserwowalam u niektorych osob z dawnego mojego srodowiska, w tym i - niestety - rodziny. Co nie znaczy, ze uwazam to zjawisko za ogolnie panujacez - na szczescie sa ludzie, ktorych powodzenie nie zmienilo na niekorzysc.
        Szpan, oczywiscie obecny jest wszedzie, rowniez tu, we Francji.
        Tyle, ze tutaj po prostu ze "szpanerami" sie nie zadaje a po powrocie do kraju jednak bede zmuszona chocby w minimalnym stopniu podtrzymac niegdysiejsze stosunki czy to przyjacielskie (chocby zredukowane i "zchlodzone" i przede wszystkim rodzinne.
        Inaczej to ja zostane zapewne okrzyknieta "szpanerka" czy oskarzona o zadzieranie nosa.
        Co do dobrobytu w spoleczenstwie polskim - piszac to, co napisalas lejesz miod na moje serce, ciesze sie, ze rodakom sie dobrze wiedzie, tylko...dlaczego tak wielu z nich sie skarzy - chocby na rozmaitych tutejszych forach? w wywiadach - flaszach w TV?
        Prawda jak "onaz" ma do siebie lezy oczywiscie posrodku, ani tu nie jest idealnie, ani w Polsce tak zle (jak nam sie wydaje), ale - widzisz, najwyrazniej obroslysmy juz tutejszym mchem i "na stare lata" zmniejszyla sie nasza tolerancja i zdolnosc readaptacji.
        • kk345 Re: Mysle sobie... 15.11.11, 23:32
          O, i w tej odpowiedzi widzę znów znaną, wyważoną, taktowną felinesmile
          A dlaczego-pytasz- słychać tylko głosy narzekaczy? Bo szczęście, miłość, spokój, dobrobyt nie potrzebują reklamy... Na szczęście dla tych zadowolonych też widać- pozwól, ze przytoczę choćby przykład Krzysztofawink Więc, gdybyś reemigrowała- masz szansę na przynajmniej jednego zadowolonego Polaka- a to zawsze jakiś początekwink
          • felinecaline Re: Mysle sobie... 15.11.11, 23:59
            ..."znana, wyważona, taktowna felinesmile"???? Czy Ty aby napewno mnie masz na mysli? Stara pudernice, zlosliwa zaraze lejaca swoj jad na licznych forach?
            "W tajemnicy" zdradze Ci, ze sama mialabym watpliwosci, zeby tak sie okreslic, tym niemniej ogromnie dziekuje.
            No, pewnie - przyklad Krzysia, zwlaszcza, ze to przeciez Kuzynek jest ze wszechmiar pozytywny
            i moze nawet zachecajacy, ale jednak to ...kropla w morzu.
            Kropla nieslychanie dla mnie wazna, co pragne zaznaczyc, jako, ze jestem bardzo "rodzinna" i pokrewienstwo z Krzysiem odkrylam niemal cudem.
            Tym niemniej zauwaz - trudno by mi bylo "obarczyc" Krzysiostwo towarzyskim holowaniem nas po powrocie - kazde z nas ma swoje przyzwyczajenia, manie, problemy; upodobania, areszcie i dotychczasowe towarzystwo Krzysiostwa ma swoje prawa i mozemy do tego swiata "nie pasowac".
            Nie mamy zadnych kolegow z pracy, poza jedna moja przyjaciolka sprzed wyjazdu i para przyjaciol z epoki studenckiej. Tak, jak dla Krzysiostwa rowniez dla Nich, mimo najlepszej woli z kazdej strony bylibysmy czasami niewygodnym balastem.
            Jak zaprzyjaznic sie w nowym, malo znanym srodowisku? I zreszta jak mawial medrzec: nigdy nie wklada sie stopy do tej samej rzeki...
            • kk345 Re: Mysle sobie... 16.11.11, 12:27
              Ja mam swoje zdanie o Tobie i cenię sobie Twoje zdanie i poczucie humorusmile

              Co do przenosin- wchodząc w nowe środowisko, wszystko jedno w jakim kraju, zawsze bedziesz miała klopot z adaptacją, doborem sobie przyjaciół i zapuszczeniem korzeni. przenosząc się do Francji też wyselekcjonowałaś na pewno napotkanych ludzi, podzieliłaś ich na przyjaciół i wrogów i tych ostatnich po prostu unikałaś...dlaczego po przeprowadzce do Polski miałabyś z tymi wrogami obcować na siłę? I uwierz mi, takich Krzysiow jest w Polsce na szczęście sporosmile
      • metodiw Re: Mysle sobie... 16.11.11, 00:30
        Ustosunkuję się tylko do jednego aspektu - otóż ja NIENAWIDZĘ naszej służby zdrowia, na którą zabierają mi spory procent podatków.
        Dopiero co moja córka wystraszyła się, że może mieć raka. Lekarka rejonowa po zrobieniu badań wysłała ją na kontrolę do hematologa, a tam jej powiedziano: termin konsultacji w lutym! A co, gdyby naprawdę była chora? Upłakała się okropnie, ale na szczęście stać ich na to, żeby załatwić prywatną wizytę w stolicy województwa, więc już następnego dnia lekarz ją uspokoił, że przyczyna powiększonych węzłów jest zapewne niezbyt groźna.
        Gdyby trafiło na mnie, z moją emeryturą i brakiem samochodu, czekałabym te trzy miesiące na wizytę w poradni.
        Teraz, żeby się dostać do lekarki rejonowej, musiałam wyciągnąć kartę z tygodniowym wyprzedzeniem. Ludzie chorzy, z gorączką, słaniajacy się na nogach, są przyjmowani z wielkim fochem. Żeby zrobić komplet badań i zaliczyć wizyty u specjalistów, będę jeździć tramwajami wzdłuż i wszerz miasta i tracić długie godziny, czekając na korytarzach.

        I ja mam zachęcać do przenoszenia się do Polski?
        Żeby słuchać bredzenia, jak Niemcy biją Polaków, godzić się z nasza ustawą aborcyjną, nietolerancją, patrzeć na cyrki pod Pałacem Prezydenckim?
        • felinecaline Re: Mysle sobie... 16.11.11, 00:37
          Po tym, co piszesz, Meto i co zreszta - niestety casami slysze skadinnad blogoslawie moj los, ze nigdy nie skonczylam studiow i nie pracowalam w Polsce.
          I niestety, musze przyznac, ze czasami pamiec przywoluje mi z tych studenckich czasow niezbyt chwalebne przyklady zachowan starszych kolegow.
          • metodiw Re: Mysle sobie... 16.11.11, 00:54
            To jest wina przede wszystkim fatalnej organizacji i zbyt małych nakładów na służbę zdrowia.
            Dawniej np. u nas ginekolog przyjmował codziennie, teraz - dwa razy w tygodniu, bo brak kasy na utrzymanie pełnoetatowego. Kiedyś w moim ośrodku przyjmowali laryngolog i alergolog, od roku już są tylko prywatnie. Dostać się do dentysty - marzenie.
            Tak więc podatki na służbę zdrowia zabierają mi właściwie za nic, bo jak mnie potrzeba przyciska - idę i płacę. A ponieważ nie mam pieniędzy ani cierpliwości, nie chodzę, dopóki coś mi już bardzo nie dokuczy.
            • marguy Re: Mysle sobie... 16.11.11, 01:54
              Widze, ze razem z meto pisalysmy w tym samym czasie o tym samym problemie - NFZ.
              Niestety, nie da sie go nie zauwazyc.
              Tak samo jak nie da sie zauwazyc niskich rent budzetowki mam na mysli szkolnictwo.
              • metodiw Trochę rozwinę temat na moim przykładzie :) 16.11.11, 10:01
                Jeżeli jestem tu mniejszościową Polką i mogę wykorzystać własne doświadczenia.

                Mieszkam w mało atrakcyjnej wizualnie, za to dość "cywilizowanej" okolicy. Tu moja rodzina osiadła ponad sto lat temu, tu się urodziłam, mam najbliższych, przyjaciół, groby przodków... Dlatego JA nie zdecydowałabym się na zmianę miejsca zamieszkania.
                My chyba zresztą należymy do przywiązujących się do "małej ojczyzny", bo jedna z córek, która uwielbia jeździć i zwiedzać, wylądowała w Stanach i nie zdecydowała się na pozostanie, a z Irlandii uciekła po paru tygodniach.
                Trochę jednak zwiedziłam - najpierw różnych regionów Polski, a później Europy, zeby powiedzieć całkiem obiektywnie, że Alpy są piękniejsze od Zakopanego, Paryż, Budapeszt czy Praga ładniejsze od Warszawy, a wieś w Austrii lśni czystością i nie da się porównać z polską wsią. Chociaż Włosi i Grecy to takie same brudasy jak Polacy, ale morza i widoki mają piękniejsze ...

                Gdybym jednak była obywatelem świata jak Marguy, szukałabym miejsca do osiedlenia kierując się zupełnie obiektywnymi przesłankami, nie sentymentem - no i całkiem obiektywnie uważam, że dla niej Francja jest lepsza.

                Dalej - kwestia polskiego katolicyzmu.
                Jako agnostyczka cieszę się, że mieszkam w mieście na tyle dużym, ze nikt nie wytyka mnie palcem, że nie biegam do kościoła, ale większość moich znajomych i część dalszej rodziny jest fanatycznie wierząca, rydzykowa i pielgrzymująca i mają zupełnie inne postrzeganie świata, niż ja. Kiedy uczyłam, moja sala lekcyjna była jedyną w szkole, w której nie powiesiłam i nie dałam powiesić krzyża, a cieszyłam się tak wysokim autorytetem, że nikt nie ośmieliłby się zrobić tego za moimi plecami. Jestem przeciwna wieszaniu krzyża w przestrzeni publicznej i denerwują mnie argumenty, ze co to komu przeszkadza albo, ze to symbol Polski, a nie religii.
                Po obecnych wyborach do sejmu denerwuję się widząc, że większość parlamentarna widzi w Ruchu Palikota tylko egzotyczny margines nie dostrzegając, że mandat włożyli im do rąk ludzie, którzy mają dość wszechwładzy Kościoła, finansowania go przez państwo, chcą tolerancji i szacunku dla wyznawanych orientacji i poglądów. Bo sprawy krzyża w sejmie, prawa do aborcji czy in vitro nie są tematami zastępczymi, ale jak najbardziej palącymi tematami społeczeństwa.
                Jak niedawno Kalisz powiedział w programie Lisa: jest sfera ciała i sfera ducha - i człowiek odczuwa dyskomfort, jeżeli któraś z nich pozostaje niezaspokojona, więc oprócz kryzysu i gospodarki, trzeba dostrzegać i nie zaniedbywać również spraw, tworzących nasze człowieczeństwo.
                • kk345 Re: Trochę rozwinę temat na moim przykładzie :) 16.11.11, 12:48
                  Metodiw, nie wierzę, by obeszło by Cię wytykanie palcami przez kogokolwiek...

                  I osobiście nie przeceniam motywów wyborców Ruchu Palikota- moim zdaniem to raczej hasła o legalizacji marihuany zdecydowały o powodzeniu wyborczym. Inna sprawa, to prawdziwe możliwości Palikota- pamiętamy wszyscy jego "Przyjazne Państwo" i to, co z niego wyszło...
                  • metodiw Re: Trochę rozwinę temat na moim przykładzie :) 16.11.11, 13:11
                    I osobiście nie przeceniam motywów wyborców Ruchu Palikota- moim zdaniem to rac
                    > zej hasła o legalizacji marihuany zdecydowały o powodzeniu wyborczym. Inna spra
                    > wa, to prawdziwe możliwości Palikota- pamiętamy wszyscy jego "Przyjazne Państwo
                    > " i to, co z niego wyszło...


                    Uważam, że to bzdura, z tym hasłem o legalizacji marihuany. Nie głosowałam na Palikota i mam wątpliwości co do niego, ale pisałam o tym, że jego ruch zgarnął NIE JAKICHŚ TAM NARKOMANÓW I ZBOCZEŃCÓW, bo tych może była garstka, ale przede wszystkim młodych, chcących prawdziwej świeckości państwa i zdjęcia tego kościelnego garbu z naszego codziennego życia, rozczarowanych do SLD, które całkowicie straciło swoją lewicową wyrazistość.
                    Oczywiście sam Palikot i jego partia może nie przetrwać, ale jest to sygnał, poważny sygnał dla partii i parlamentu, że spora część społeczeństwa chce nowoczesnej, świeckiej, laickiej, demokratycznej Polski, więc należy dobrze się wsłuchać w ich poglądy, zamiast wyśmiewać, bo w następnych wyborach będzie ich jeszcze więcej i będą chcieli mieć swoich przedstawicieli w sejmie. Jeżeli SLD tego nie dostrzeże i nie zgarnie tych ludzi do siebie, zginie, a na ich miejscu wyrośnie inna partia lewicowa o zdecydowanych poglądach.
                    • kk345 Re: Trochę rozwinę temat na moim przykładzie :) 16.11.11, 13:43
                      > Uważam, że to bzdura, z tym hasłem o legalizacji marihuany. Nie głosowałam na P
                      > alikota i mam wątpliwości co do niego, ale pisałam o tym, że jego ruch zgarnął
                      > NIE JAKICHŚ TAM NARKOMANÓW I ZBOCZEŃCÓW,

                      O rany, a gdzie ja napisałam o narkomanach i zboczeńcach? Uważam, że zgarnął młodych, lubiących zadymy, radykalizm i - nie bojmy się tego określenia- także populizm. Moim zdaniem Palikot jest na dziś odpowiednikiem Korwina-Mikkego, tylko że mówi zrozumiałym, młodzieżowym językiem i dlatego trafia do młodych. A że jego chwytliwe postulaty znalazły odbiorców? takie prawo demokracji, pamiętasz przecież casus Stana Tymińskiegosmile

                      Sama jestem ciekawa, czy ta partia ma jakiekolwiek dalsze plany- pamiętajmy, ze większość jej posłów spotkała się pierwszy raz ze sobą i z liderem partii dopiero na zaprzysiężeniu- to jednak dość kuriozalnesmile Ale cokolwiek się nie wydarzy, to i tak wartością samą w sobie jest wprowadzenie do Sejmu Biedronia, Nowickiej i Grodzkiej- to jest realny sukces.
                      • marguy Re: Trochę rozwinę temat na moim przykładzie :) 16.11.11, 15:09
                        O rany, a gdzie ja napisałam o narkomanach i zboczeńcach? Uważam, że zgarnął mł
                        > odych, lubiących zadymy, radykalizm i - nie bojmy się tego określenia- także po
                        > pulizm.


                        kk,
                        piszac w ten sposob o wyborcach Palikota rozbawilas mnie, bo czytajac twoja wypowiedz staneli mi przed oczyma najblizsi w ostatnim czasie Kaczynskiemu kibile-zadymiarze i inne mety spoleczne wycierajace zobie zakazane geby patriotyzmem tak wielkim, ze nie pozwolil im na opanowanie rodzimego jezyka w stopniu pozwalajacym na zbudowanie jednego poprawnego zdania bez wszechobecnej qrvy jako przecinka.

                        Korwin-Mikke ma sie w stosunku do Palikota tak jak zaglowka do transatlantyku.
                        Mikke opowiada kontrowensyjne historyjki zeby zaistniec, Palikot, jaki by nie byl, jest czlowiekiem nie tylko z fantazja i temperamentem. Za nim stoi doswiadczenie kogos, kto najpierw w sposob systematyczny i pragmatyczny zrobil wlasna fortune, a teraz ma chec wykorzystac wlasne doswiadczenia. To nie Palikot jest pajacem bez struktury, to Korwin-Mikke.

                        W pelni zgadzam sie z metodiw i jej analiza "zjawiska Palikota" i jego powodzenia.
                        Pomimo ze, pochodze z katolickiej rodziny jestem ateistka. Do czasu tych 18 miesiecy spedzonych w Polsce malo mnie interesowaly religia i kler. Uwazalam, ze kazdy ma prawo do zycia, wiary w to co uwaza za stosowne, ze to osobista sprawa kazdego z nas.
                        Niestety, po tym co widzialam wyjechalam z kraju jako zagorzala antyklerykalistka.
                        Ja, czlowiek lagodny, spolegliwy, niekonfliktowy z natury i przede wszystkim tolerancyjny.

                        Ten pobyt nie wyszedl nam na dobre: we mnie rozbudzil zle emocje, w mezu wielki zawod i rozczarowanie. Szkoda.
      • marguy Re: Mysle sobie... 16.11.11, 00:44
        kk345 napisała:
        Marguy, piszesz "społeczeństwo, w ktorym
        > prym wioda ograniczeni i fanatyczni głupcy"- o niebiosa, z kim Ty się przyjaźni
        > sz w Polsce, że masz taką perspektywę? Może to jednak kwestia perspektywy konkr
        > etnego miasteczka, a nie całej Polski?


        Piszac o spoleczenstwie ktore daje sie wodzic za nos przez glupcow mialam na mysli spoleczenstwo, ktore pozwolilo na dojscie do wladzy Kaczynskich, Macierewiczow, Ziobrow, Kurskich i ich przydupasow.
        Wiesz, gdy po raz pierwszy uslyszalam o PiS bylam na antypodach i pierwsze co mi przyszlo do glowy, to byla mysl, ze trzeba miec ogromny tupet aby zawlaszczyc sobie prawo i sprawiedliwosc.
        To co dzialo sie dalej potwierdzilo tylko moje obawy. Glupota, jezyk nienawisci, rzady poprzez sklocenie narodu. Bardziej antypolskiego dzialania powojenna Polska nie widziala od czasow stalinowskich.
        I wlasnie dlatego spoleczenstwo pozwalajace na dojscie do wladzy tego rodzaju osobnikom i ideologii nienawisci pozwalam sobie okreslic jako po czesci zdoktrynowane, nieobywatelskie, niedemokratyczne i nietolerancyjne.

        Zanim doszlam do tego rodzaju stwierdzen mieszkalam w Polsce przez poltora roku. Wlasciwie to dopiero po zamieszkaniu w Czechach i przekonaniu sie o tym, ze mozna zmienic system polityczny bez unicestwienia sluzby zdrowia i wielu innych instytucji, ktore niezaleznie od ustroju sa baza prawidlowo funkcjonujacego panstwa.

        Piszesz, ze jestes zadowolona ze sluzby zdrowia. Jesli ciebie stac na prywatne wizyty, to rozumiem twoj punkt widzenia. A ten, jak mowi trywialne porzekadlo, zalezy od punktu siedzenia.
        Gdy mieszkalam w Nowym Saczu chodzilam do endokrynologa prywatnie, oczekujac na wizyte 2-3 dni. Pan, ktory pracowal na parkingu na ktorym stawialam auto tez mial problemy z tarczyca ale on, majac rente w wysokosci kilkuset zlotych i niewielkie zarobki jako parkingowy musial czekac na pierwsza wizyte u lekarza NFZ osiemnascie miesiecy !!! Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe z tego co moze sie stac z nieleczona tarczyca przez tak dlugi okres czasu. Mozna po prostu umrzec, odjechac, kopnac w kalendarz.
        I wiesz ty co? My mu zaplacilismy za te wizyte, bo trafil nas szlag i cholera jasna na sama mysl o tym, ze wiedzac co go moze czekac nic nie zrobilismy.
        Mam w Poznaniu przyjaciolke. Przyjechala nas odwiedzic w NS i stwierdzila, ze to zupelnie inny swiat.
        Dodam tylko, ze przez dlugie lata jezdzilam bardzo czesto do Polski i po calym jej terytorium.
        Wierz mi, ze trudno mi bylo uwierzyc wlasnym oczom gdy w elblaskim jadac do jakiejs firmy przejezdzalam przez widma popegeerowskich wsi po ktorych o siodmej rano snuli sie pijani, zabiedzeni ludzie.
        Przez pietnascie lat bylam prawie co miesiac w Polsce. W calej Polsce i gdy tylko mialam okazje dyskutowalam z "miejscowymi". Wiesz, troche na zasadzie ludzi w pociagu. Oni sie wyzala, ja wyjade, nikt nic nie wie. Kazdy pojdzie w swoja strone.
        I pomimo tego, nie do konca zdawalam sobie sprawe jak naprawde zyje sie w niej ludziom.
        • kk345 Re: Mysle sobie... 16.11.11, 12:40
          > Piszac o spoleczenstwie ktore daje sie wodzic za nos przez glupcow mialam na my
          > sli spoleczenstwo, ktore pozwolilo na dojscie do wladzy Kaczynskich, Macierewic
          > zow, Ziobrow, Kurskich i ich przydupasow.
          No, ale to jednak było parę lat temu, wygląda na to, ze mamy już drugą kadencję, kiedy to społeczeństwo zmądrzało... oszołomy u władzy pojawiają się zaś w każdym, nawet najbardziej demokratycznym kraju, ze wspomnę choćby Le Pena.

          > Piszesz, ze jestes zadowolona ze sluzby zdrowia. Jesli ciebie stac na prywatne
          > wizyty, to rozumiem twoj punkt widzenia. A ten, jak mowi trywialne porzekadlo,
          > zalezy od punktu siedzenia.

          Oczywiście, masz rację, ale sama piszesz o przeniesieniu zagranicznych uposażeń do Polski, więc powinnaś być w podobnej sytuacji, jak ja. Bo w każdym kraju są zamożni i biedni, i w każdym kraju różnica dochodów wpływa na punkt widzenia. U nas są popegeerowskie wsie, ale czy we Francji nie ma czasem imigranckich blokowisk, gdzie ludzie wegetują podobnie beznadziejnie?

          Jasne, w Polsce nie jest idealnie, ale nie jest tez tak fatalnie, jak pisałyście od początku wątku. We Francji, w Niemczech czy Holandii ludzie mają na pewno lepszą opiekę zdrowotną- to po prostu bogatsze kraje, trudno to negować. Ja natomiast chcę Wam uświadomić, ze w Polsce też da się żyć. Powoli robimy swoje, zmierzamy ku normalności i budujemy dobrobyt- a że robimy to dopiero od 20 lat, to nic dziwnego, ze jeszcze sporo nam brakuje do doskonałości...

          • metodiw Re: Mysle sobie... 16.11.11, 12:54
            ze w Polsce też da się żyć. Powoli robimy swoje, zm
            > ierzamy ku normalności i budujemy dobrobyt- a że robimy to dopiero od 20 lat, t
            > o nic dziwnego, ze jeszcze sporo nam brakuje do doskonałości...
            >


            Wszędzie DA SIĘ żyć, ale dlaczego, mając wybór, nie wybrać lepszych warunków socjalnych, normalniejszego, bardziej cywilizowanego społeczeństwa i ładnych okolic?
            Fakt, przyjaciół i znajomych można znależć wszędzie, ale człowiek nie izoluje się całkowicie od społeczności, w jakiej żyje i reaguje na kwestie polityczne i światopoglądowe.

            Poza tym, w Polsce chyba co najmniej 30% rdzennych Polaków żyje na granicy i poniżej ubóstwa, więc chyba we Francji jest jednak lepiej.
            • kk345 Re: Mysle sobie... 16.11.11, 13:47
              > Fakt, przyjaciół i znajomych można znależć wszędzie, ale człowiek nie izoluje s
              > ię całkowicie od społeczności, w jakiej żyje i reaguje na kwestie polityczne i
              > światopoglądowe.

              Ja osobiście jestem zadowolona i z ludzi, którymi się otaczam i z ładnych okolic smile Ty nie?
              • metodiw Re: Mysle sobie... 16.11.11, 14:41
                Napisałam wyraźnie:
                człowiek nie izoluje się całkowicie od społeczności, w jakiej żyje i reaguje na kwestie polityczne i światopoglądowe.

                Więc cóż z tego, że jestem zadowolona z rodziny i przyjaciół, jeżeli muszę być postrzegana jako obywatel ultrakatolickiego, omalże fundamentalnego kraju?
                Nawet Hiszpania potrafiła się zlaicyzować, a u nas wciąż rządzą hierarchowie w sutannach.
                Co z tego, że ja nie przymieram głodem i mogę pozwolić sobie na przyjemności zabawy drobiazgami w mieszkaniu, mam dzieci, które dobrze sobie radzą i pospieszą mi z pomocą, gdybym jej potrzebowała, kiedy wokół są ludzie jak moja sąsiadka, która nie odkręca kaloryferów, oszczędza na wodzie (co widać i czuć), ma wielkie, nieleczone tarczycowe wole, za to bez przerwy siedzi w kościele i jeździ na pielgrzymki? I cholera, niestety, w moim i starszym pokoleniu jest większość takich, jak ona sad
                • kk345 Re: Mysle sobie... 18.11.11, 22:03
                  Akurat Ty doskonale powinnaś pamiętać, jak wyglądał ten kraj przed 20 laty i widzieć zmiany- i nie bardzo rozumiem, co ma do tego pielgrzymująca sąsiadka- jeśli wybiera pielgrzymki zamiast ogrzewania, to jej prawo, prawda?
          • marguy Re: Mysle sobie... 16.11.11, 14:46
            kk345 napisała:

            Ja natomiast chcę Wam uświadomić, ze w Polsce też da się żyć. Powoli robimy swoje, zm
            > ierzamy ku normalności i budujemy dobrobyt- a że robimy to dopiero od 20 lat, t
            > o nic dziwnego, ze jeszcze sporo nam brakuje do doskonałości...


            Od czasu ponad dwuletniego pobytu w Czechach powyzszy argument jeszcze bardziej podkresla w moich oczach wszystkie wady polskiego systemu. Kiedys dawalam sie na niego nabrac, teraz - mogac porownac dwa te kraje - juz nie. Teraz wiem, ze w mldej demokracji administracja moze dzialac skutecznie, drogi sa regularnie naprawiane, sluzba zdrowia dostepna dla wszystkich (wizyta u lekarza domowego kosztuje 1 euro - 25 kc, u specjalisty 3,5).
            • metodiw Re: Mysle sobie... 16.11.11, 15:02
              No to moje córki za wizytę u ginekologa płacą każdorazowo 200 zł, za hematologa ostatnio 150, ja chodzę do tańszej, smile póki są to tylko kontrole. Pójść w kolejki do ośrodka zdrowia nie miałabym cierpliwości ani siły, gdybym była chora.
              Z dzieckiem tylko na kontrole chodzą do ośrodka, na szczepienia wydali chyba parę tysięcy, do tego prywatny pediatra, nefrolog, kardiolog, alergolog, bo dziecko właściwie zdrowe, ale parę rzeczy należało skonsultować.

              Publiczna opieka zdrowotna jest nie do strawienia, chyba że trafia się do szpitala z poważym objawem, jak niedawno moja swatowa - wtedy rzeczywiście zrobili jej komplet badań specjalistycznych. Chociaż diagnozy nadal nie postawiono i nie wiadomo, co z tego wyniknie.
              • marguy Re: Mysle sobie... 16.11.11, 15:21
                Z dzieckiem tylko na kontrole chodzą do ośrodka, na szczepienia wydali chyba pa
                > rę tysięcy, do tego prywatny pediatra, nefrolog, kardiolog, alergolog, bo dziec
                > ko właściwie zdrowe, ale parę rzeczy należało skonsultować.


                Pare tysiecy na szczepienia?

                Gdy w Czechach po raz pierwszy poszlismy do lekarza rodzinnego sila zaszczepili nas (i za darmo) przeciw tezcowi. Za inne szczepionki, np. przeciw boleriozie musialam zaplacic sama. Ale chodzenie po lesie i narazanie sie na kontakt z kleszczami to byl moj wybor wiec to ja placilam.

                To czego nie moglam zrozumiec w pl, to to jakim cudem lekarz przyjmujacy w szpitalnym gabinecie kaze sobie placic za prywatna wizyte. Przeciez korzysta ze sprzetu za ktory zaplacilo spoleczenstwo! Jesli chce przyjmowac prywatnie, to powinien kupic gabinet, wyposazyc go i tam przyjmowac chorych.
                Kurcze, pamietam jak szwagier odkupil praktyke lekarska (mowie o Francji). Nie dosc ze zaplacil za gabinet i wyposazenie, to jeszcze kupe forsy wydal na wykup klienteli nie majac zadnej gwarancji na to czy ci ludzie beda sie u niego leczyc.
                • metodiw Re: Mysle sobie... 16.11.11, 16:32
                  Jeżeli chodzi o szczepionki dla dziecka, to są istotnie bezpłatne, ale tylko część z zalecanych, więc lepiej wykupić całość.
                  Poprzez leczenie prywatne rozumiem wizyty w prywatnych gabinetach, placówkach medycznych lub klinikach.
                  Aczkolwiek niektóre specjalistyczne badania (np. tomografię) robi się również prywatnie, omijając kolejkę na "państwowym" sprzęcie szpitalnym. Chodzi tu bodaj o zbyt małą liczbę tych usług wykupionych czy zakontraktowanych przez NFZ, ale nie znam się na tym, bo nie miałam do czynienia.
                  • felinecaline Troche moich widzimisiow 16.11.11, 18:31
                    Kk- bardzo dziekuje, mam nadzieje, ze sie nie mylisz smile w tej ocenie.
                    Margu - nie wiem, cy pamietasz - byl taki okres we francuskiej opiece zdrowotnej, ze nastapil gwaltowny odplyw wysoko cenionych specjalistow, zwlaszcza specjalnosci deficytowych do "sektora prywatnego", ktory placil o wiele lepiej niz Ciotka Marianna, nie uboga co prawda, ale dosc skapa.
                    I jak temu ciotula zaradzila? Otoz ustanowila dla wszystkich pozostalych 1 dzien w tygodniu konsultacji prywatnych w lokalach i przy uzyciu sprzetu "panstwowego" (z poczatku zreszta bylo to 1/2 dnia).
                    W ten sposob specjalisci nie uprawiaja "biegow z przeszkodami" i podchodow z fiskusem, dostaja ciezko zapracowana forse wprost "do kieszeni", pacjent nie placi horrendalnych honorariow a co najwyzej "depassement des tarifs Sécu" i tak refundowane, sprzet sie amortyzuje i nie ma przestojow, nie ma tez nerwow, wojenek podjazdowych (nooo, moooze czasem). Terminy niestety, wielkiemu skroceniu nie ulegly, ale tu juz sie niewiele da zrobic z niesmiertelnym "numerusem claususem", ktorego zniesienie po wielokroc postulowane mam nadzieje nastapi przed wymarciem niektorych specjalistow z owych "dyscyplin deficytowych).
                    Co do kolejnego problemu - szczepionki - odplatnosc za podstawowe szczepionki przeciwko chorobom zakaznym wieku dzieciecego to skandal.
                    Wolalabym jej zniesienie zamiast "becikowego".
                    Co mi sie nasuwa dodatkowo - nieistnienie praktycznie opieki nad ludzmi starymi, zwlaszcza brak przyzwoitej klasy i uczciwie prowadzonych placowek stalego pobytu.
                    W zwiazku z tym jakosc "dozycia" jest taka, jaka jest - droga przez meke i dla samego starego czlowieka i dla rodzin. Dodajmy a wlaszciwie moze raczej odejmijmy to, co z portfeli tych Seniorow "pompuje" radyjo i telewizyja, "taca" itepe- ja tu jednak widze ogromne pole do dzialania dla Palikota (choc jego akcja "przyjaznego panstwa" mocno mnie rozczarowala).



                    .
                    • kk345 Re: Troche moich widzimisiow 18.11.11, 22:10
                      > Co do kolejnego problemu - szczepionki - odplatnosc za podstawowe szczepionki p
                      > rzeciwko chorobom zakaznym wieku dzieciecego to skandal.

                      feline, metodiw niedokładnie napisała- szczepionki sa obowiązkowe i bezpłatne, natomiast jeśli chce się podać dziecku szczepionki skojarzone- jedno kłucie zamiast kilku, czy zaszczepić dodatkowo i nieobowiązkowo- na przykład przeciwko głośnym ostatnio rotawirusom- to trzeba zapłacić. Notabene uważam, że rodzice małych dzieci to doskonałe cele dla reklam firm farmaceutycznych- bo przecież kto nie dokupi dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze? No, ale to temat na zupełnie inną dyskusję...
                      • felinecaline Re: Troche moich widzimisiow 18.11.11, 22:34
                        Ja sobie tak po cichutku mysle, ze duze znaczenie dla naszych "widzimisiow" ma po prostu...wiek.
                        Jak wyjezdzalysmy bylysmy mlode, czasami lekkomyslne, gotowe na ryzyko.
                        Udalo nam sie zycie tu, gdzie jestesmy , obroslysmy i w sadelko i w rozne "dobra doczesne", w przyjaciol i...wyrosly nam korzenie a wiadomo, ze wyrywanie korzeni do przyjemnych nie nalezy.
                        Moze nieslusznie gloryfikujemy nasze "tutaj" i obawiamy sie polskiej rzeczywistosci nie dosc znanej - bo i jak i skad? Z mediow? Nie zawsze prawdomownych i obiektywnych? Z relacji znajomych? One tez sa subiektywne. Jak i wypowiedzi na forum.
                        Jak i osobiste doswiadczenia wakacyjne.
                        Zatem "Starych drzew sie (chyba jednak) przesadzac nie powinno... ale moze przesadzam?...

                            • kk345 Re: Troche moich widzimisiow 18.11.11, 23:20
                              Ale z tej dyskusji niewiele wynika:
                              - ja tu mieszkam i podoba mi się ten kraj, jako całość,
                              - metodiw tu mieszka i ta całośc, jako calość jej się generalnie nie podoba
                              -marguy tu nie mieszka, ale wie, ze jej sie tu absolutnie nie podoba i jest źle
                              -krzys jest stąd i wyglada na to, że jest dość zadowolony
                              -Ty jesteś u siebie we Francji, ale starasz się dostrzec wady i zalety Polski i nikogo nie urazic
                              -kasik też jak zwykle dorzuca wyważone uwagi i w sumie jest chyba najbardziej na bieżaco z Was, emigrantek.

                              Czy dalsza dyskusja spowoduje, ze któreś z nas zmieni zdanie? Nie sądzę...
                              • felinecaline Re: Troche moich widzimisiow 18.11.11, 23:32
                                A coz moze z niej wyniknac? Nasze dyskusje nie trafiaja przeciez do wiadomosci rzadzacych, ktorzy "wzieliby" i szybko zrobili uzytek z naszych bezcennych doswiadczen, rad i przemyslen, coby Polska stala sie z dnia na dzien ...no, naprawde - nieeee chocby z kadencji nakadencje "rajem na ziemi" - e, tez nie - nie ma czegos takiego, od naszego wyjazdu wiele sie zmienilo - i na lepsze i na gorsze i bez naszych uwag i rad. I bedzie sie nadal zmienialo, mam nadzieje wylacznie na lepsze smile
                                I zadne tez rady nie sprawia, ze Marguy podejmie taka czy inna decyzje - bedzie ona wynikiem li tylko Jej osobistych doswiadczen i przemyslen, bo tylko Ona naprawde wie, czego dokladnie oczekuje od zycia.
                                A ze jest jednak kilka osob zadowolonych z tego, ze zyja nie gdzie indziej jak w Polsce to tym lepiej, bardzo sie ciesze i nie zamierzam im udowadniac, ze jest im zle, skoro sa przekonani, ze jest im dobrze.
                                I tego, zeby bylo dobrze wszystkim szczerze zycze - i tu i u Was.

                                • kk345 Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 00:10
                                  > I tego, zeby bylo dobrze wszystkim szczerze zycze - i tu i u Was.

                                  Im więcej ludzi będzie pozytywnie nastawionych do siebie i swojego otoczenia- niezależnie od tego, gdzie ono jest- tym świat będzie milszym miejscem. I tego Wam, światu i sobie szczerze życzę.
                              • metodiw Re: Troche moich widzimisiow 18.11.11, 23:50
                                Dlaczego wysuwasz wnioski, że Polska generalnie mi się nie podoba?
                                Przecież chyba wystarczająco wyraźnie napisałam, ze jesteśmy rodzinnie przywiązani do małej ojczyzny.
                                Ja, po pierwsze, nie mam w zwyczaju generalizować i wymieniłam parę spraw, które mi się absolutnie nie podobają (służba zdrowia, klerykalizm, ksenofobia i nietolerancja), ponadto komunizm i nieustanne akademie szkolne ku czci takiej czy innej wyrobiły we mnie wstręt do głośnych deklaracji i biegania z chorągiewką oraz śpiewania Roty, a także nietłumaczenia przed każdym, co chowam na dnie serca.
                                Po drugie, wątek został stworzony w celach doradczych i starałam się patrzeć na problem osiedlenia się tu czy tam nie moimi oczyma, tylko z punktu widzenia Marguy.
                          • felinecaline Kwiatuszku, 19.11.11, 10:22
                            Ty jestes wyjatkiem potwierdzajacym regule.
                            Ale Ty w ogole jestes wyjatkowa - jestes z tych drzew, ktore sie rozprzestrzeniaja przez "marcotage" - ot, wypyszczaja nagle korzonki na...galeziach, taki korzonek latwo przyczepia sie do wszelkiej ziemi, ktora udaje mu sie dotknac i hoooop! "flancuje" sie gdzies calkiem daleko od rodzinnego "pnia".
                            Co do slawetnej szczepionki nie zakupionej przez Minister Kopacz - Kobita miala przenajswietsza racje.
                            Co do opieki sanitarnej w szkolach - zeby mi zgrzytaja,, co do szczepien - przyznaje - nie znam sytuacji, szczepienia skojarzone - niezla rzecz, sama w dziecinstwie nienawidzilam zastrzykow, wezwan na te obowiazkowe szczepienia albo kiedy odbywaly sie one "znienacka" w czasie dnia nauki. W pewnej mierze staly sie one powodem takiego a nie innego wyboru specjalizacji -nie cierpie bolu (choc stosunkowo latwo go znosze) tak u siebie jak i u innych i skoro mozliwe jest oszczedzenie choremu tego doswiadczenia to nalezy dzialac w tym kierunku wykorzystujac wszelkie dostepne sposoby.
                            Co do obowiazkowych dawniej badan rtg "maloobrazkowych - pomijajac atmosfere (tak doslownie, jak i w przenosni) tych wydarzen byla to bardzo cenna inicjatywa i nawetpozytywnie sie odnotowala w historii mojej rodziny - u Mamy wykryto wczesne zmiany i w pore skorzystala z dobrodziejstw dosc latwego leczenia.
                            Ale teraz, kiedy niedawno wspominalam o nich na forum "sluzba zdrowia" zakrzyczano mnie, odsadzono od czci i wiary, ze to..."pogwalcenie wolnosci osobistej" (!!!!!!) a przeciez jest wznowa zachorowan na gruzlice. "Wznowa" - moze lepiej zorganizowanych takich badan wniosla by wiele dobrego do stanu zdrowia spoleczenstwa, ale w Polsce nie rozumuje sie kategoriami "spoleczenstwo", kazdy trzyma sie uparcie wylacznie swojego "ja...
                            ...noooo, moze nie kazdy, moze co ...5000czny...?
                      • metodiw Re: Troche moich widzimisiow 18.11.11, 23:38
                        kk345 napisała:

                        > feline, metodiw niedokładnie napisała- szczepionki sa obowiązkowe i bezpłatne, natomiast jeśli chce się podać dziecku szczepionki skojarzone- jedno kłucie zamiast kilku, czy zaszczepić dodatkowo i nieobowiązkowo-

                        No przecież napisałam:
                        Jeżeli chodzi o szczepionki dla dziecka, to są istotnie bezpłatne, ale tylko część z zalecanych, więc lepiej wykupić całość.
                        I właśnie rzecz w tym, że przeciwko menigokokom czy rotawirusom dlatego nie są obowiązkowe, bo państwo nie stać na finansowanie.
                        Ja z moją córka w niemowlęctwie przeżyłam horror biegunek i zapaleń płuc, dlatego wygląda tak, jak wyglada i waży 34 kg, bo parę razy balansowała na pograniczu życia i śmierci, a walcząc o życie, rozwijała się wolniej niż powinna.
                        Dlatego nie było dyskusji, aby szczepić Anielkę również szczepionkami, które zapobiegają lub łagodzą objawy dolegliwości, które przeszła jej matka.
                        Jeżeli urodziło się i odchowało zdrowe dziecko, to można uważać, że to tylko kampania koncernów farmaceutycznych, ale kto się sparzył, ten na zimne dmucha.
                        • kk345 Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 00:05
                          metodiw, to spory offtop, ale to nie tylko tak, ze jeśli ktoś ma zdrowe dziecko...itd. W bogatszej wielokrotnie od Polski Holandii nie ma szczepienia przeciw rotawirusom, zresztą opieka medyczna jest u nich bardzo specyficznie racjonowana- czy to znaczy, że nie zależy im na małych Holendrach?
                          Obiektywnie rzecz biorąc, koncern farmaceutyczny nie jest dobroczyńcą, lecz firmą nastawioną na zysk i ich zadaniem jest sprzedaż nowego produktu, tu: nowych szczepionek. Niestety, chyba żadnego kraju na świecie nie stać na zaszczepienie swoich obywateli wszystkimi dostępnymi lekami, więc rynkiem/odbiorcą stają się w tym przypadku rodzice- a rodziców łatwiej niż państwo zachęcić do zainwestowania w zdrowie dzieci.
                          Sama kupiłabym dla dziecka dodatkowe leki, ale ze świadomością, ze dopłacam za swój spokój i pewność, bo póki co państwa nie stać na taki wydatek. Ekonomia, niestety, czysta ekonomia.

                          Przy okazji przypomnę, jakie psy wieszano na Ewie Kopacz, która postanowiła nie kupować dla Polski szczepionki przeciw świńskiej grypie- z perspektywy czasu wiemy, ze byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto...
                          • metodiw Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 00:30
                            Rok temu czytywałam regularnie forum "Niemowlę", gdzie pisały matki z różnych strony Europy i świata, więc pamiętam, chociaż bez szczegółów, że w jednych krajach się szczepi, w innych nie.
                            Ale już onegdaj pisałam do Kasika, że nie ma sensu drążyć tematu, zwłaszcza że większości czytających ten wątek jest obojętny.

                            Wyjaśniłam Feline o co chodzi z tymi szczepieniami, a Ty powróciłas do tematu twierdząc, że wprowadzam ją w błąd.

                            Też uważam za słuszne, że Kopacz nie zdecydowała się wtedy kupić tej szczepionki.

                            Tak samo jak jasne jest, że wszystko, co można sprzedać. jest towarem. Ale dlaczego nie zafundować sobie zdrowia, które jest bezcenne w porównaniu np. z nowym fotelem czy sweterkiem?

                            Zresztą, mogę znależć inne przykłady zniszczenia opieki medycznej we współczesności: zniknięcie lekarzy, dentystów i pielęgniarek ze szkół. Jeszcze moje dzieci miały leczone zęby przez dentystę szkolnego, szczepień pilnowała pielęgniarka, która tez udzielała pierwszej pomocy. Teraz, jeżeli bywa w szkole, to raz-dwa razy w tygodniu.
                            Drugie - dawniej obowiązkowe prześwietlenia, wyłapujące gruźlicę we wczesnym stadium, zlikwidowane spowodowały wzrost zachorowań.
                            • kk345 Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 18:25
                              Czy my jesteśmy w piaskownicy? Gdzie napisałam, że wprowadziłaś metodiw w błąd? Może sama się zacytuję-napisałam :"feline, metodiw niedokładnie napisała" i doprecyzowałam temat, czy to coś nagannego?
                              A co do opieki pielęgniarsko-stomatologicznej w szkołach- do dzisiaj próbuję, za ciężkie pieniądze, wyprostować błędy popełnione w leczeniu przez moją szkolną panią stomatolog- a raczej dwie kolejne, z kolei pielęgniarka szkolna była potrzebna głównie w przypadku skaleczeń/bólu głowy czy innych duperelek- w cięższych przypadkach i tak wzywała pogotowie, robiła więc coś, co potrafi większość osób po kursie pierwszej pomocy. Tak więc z MOJEGO punktu widzenia opieka medyczno-stomatologiczna w szkole była powszechnie dostępna, ale na żenująco niskim poziomie i kompletnie niewydolna. Na takie rozwiązanie w dzisiejszych czasach z cała pewnością kraju nie stać. Naprawdę chciałabyś, by wróciło w tamtym kształcie?
                              Pytanie zresztą może pozostaw bez odpowiedzi, bo już dość wyraźnie widać, ze żyjemy w dwóch zupełnie innych światach i raczej nie maja one punktów stycznych.
                              • metodiw Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 18:44
                                Tylko sprostuję.
                                Wg przepisów, NIKT niebędący pielęgniarką bądź lekarzem NIE MA PRAWA dać dziecku najmniejszej tabletki, może co najwyżej przykleić plaster.
                                Duperele, jak to nazywasz, powodują obecnie telefon, wyciągający któregoś z rodziców z pracy z prośbą, żeby zabrał sobie dziecko do domu.
                                Jeżeli gdzieś jeszcze w szkołach postępują inaczej, łamią prawo.
                                Możesz sobie wyobrazić, jak cieszą się rodzice, którzy na łeb na szyję muszą zwalniać się z pracy.
                              • felinecaline Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 18:47
                                W dawnym systemie Pani Pielegniarka niekoniecznie ograniczala sie do naklejania plasterkow badz dzwonienia na Pogotowie, ale z praca Pan Pielegniarek to juz tak jest, ze malo sie ja zauwaza.
                                A poza tym - kto kiedy sugerowal, ze nalezy powrocic do danwego systemu w anachronicznym ksztalcie sprzed dziestu lat? Gwarantuje Ci, ze to jest absolutnie niemozliwe, wspolczesna medycyna nieiele juz ma wspolnego z ta z polowy ubieglego wieku i trudno byloby w szkolach stosowac tamta, zdewaluowana.
                                Ale system sanitarnej opieki szkolnej moze miec ogromne znaczenie dla profilaktyki i zdrowotnosci spoleczenstwa.
                                KK droga, przykro mi, ale odnosze wrazenie, ze puszczaja Cilekko nerwy.
                                • metodiw Re: Troche moich widzimisiow 19.11.11, 19:02
                                  Kiedy w szkole była pielęgniarka, mogła podać dziecku tabletkę od bólu głowy czy krople na żołądek, zabrać je do gabinetu, położyć na leżance i obserwować, jak się czuje.
                                  Teraz nie ma co zrobić z wymiotującym dzieckiem, z biegunką, skarżącym się na ból głowy, zęba, z gorączką. Wiadomo, przy cięższych przypadkach wzywa się pogotowie, ale takie biedne, wystraszone, obolałe dziecko siedzi teraz gdzieś w sekretariacie czy na dyżurce czekając na mamę, bo po prostu nie ma osoby, która by się mogła nim zająć, nikt nie ma kwalifikacji do udzielenia pomocy, nie ma miejsca, gdzie mogłoby się położyć ... niejednokrotnie rodzic odpowiada, że nie może urwać się z pracy, a nauczyciel z kolei nie ma prawa puścić dziecka samego do domu przed końcem wszystkich jego lekcji w danym dniu.
                                  • kasik68 Re: Troche moich widzimisiow 20.11.11, 18:19
                                    Metodiw, otoz opisalas sytuacje, jakbys byla na miejscu.
                                    Moje dziecko doznalo wstrzasu mozgu, na podworku szkolnym w szkole prywatnej, w Colmar.
                                    Po czym spedzilo godzine siedzac na krzesle w sekretariacie wymiotujac do kosza na smieci.
                                    W prywatnej szkole, w tym kraju, nie ma gabinetu higienistki czy pielegniarki????
                                    Miejsca odosobnionego ze zwykla kozetka i parawanem???

                                    W szkole na warszawskim Mokotowie, gabinet pielegniarski istnieje i funcjonuje dobrze.

                                    oswiata.wip.pl/sprawy-organizacyje-szkoly/pielegniarka-obowiazkowo-w-kazdej-szkole-

                                    Mam, mialam ciezko chore dziecko i nigdy nie zaszczepilabym tego dziecka p/rotawirusom.
                                    Bo mam swoje zdanie dotyczace szczepionek.
                                    Ale nie wiem po co ten element wyskoczyl w dyskusji.

                                    Francuzom, bardziej od szczepionek przydalyby sie umywalki w domach i pogadanki o myciu rak.


                                    Mam takie samo zdanie dotyczace gabinetow dentystycznych w szkole, jak kk345.
                                    Dzieki mojej szkolnej pani doktor i jej pomocnicy cierpie na dentystyczna fobie, do dzis.


                                    Feline, co do tych zdjec RTG to masz calkowita racje.

                                    Missfrancoise, na naszym emigranckim forum znajdziesz tez opisy porodow , ktore odbyly sie we Francji, a pasuja do tego co pisalas o POlsce.
                                    Wazna jest nie tylko kasa, wazne jest podejscie do czlowieka, pacjenta w ogole.
                                    Konczylam liceum medyczne.
                                    I jak to powiedzial nasz ulubiony ordynator, gdy bylysmy jeszcze na poczatku pielegniarskiej drogi:"juz teraz widac, posrod Was :suki i anioly".




                                    • metodiw Re: Troche moich widzimisiow 20.11.11, 18:42
                                      No to coraz bardziej widzę, ze punkt widzenia zależy tak samo mocno od osobistych doświadczeń, co kraju zamieszkania.
                                      Moja córka rodziła w prywatnej klinice, gdzie miała doskonała opiekę i gdzie podejście do pacjentek było bez zarzutu.
                                      Natomiast co do dentystów, to była to pewnie również kwestia dawnej technologii i materiałów. Przecież nawet w gomułkowskiej Polsce zawsze istniały prywatne gabinety dentystyczne, do których prowadzili mnie rodzice jako dziecko i nikomu nie zabranianio z nich korzystać. Natomiast nasz dentysta w liceum był specjalistą sławnym w okolicy i każdy pilnował, żeby mu leczył zęby. Powiem więcej, moja koleżanka wspomina do dziś, ze miała idealnie zaleczone zęby i nabrała nawyku stałej kontroli właśnie dzięki temu, że chodziła do gabinetu dentystycznego na matematyce, której się panicznie bała smile
                                      Moje dzieci też miały w szkole dobrze leczone zęby. Tymczasem moja kuzynka, mająca prywatną praktykę i lecząca zęby m.in. całej rodzinie, którą wszyscy chwalili, akurat mnie źle zaplombowała ząb, który w końcu musiałam wyrwać.
                                      A pielęgniarki szkolne, jak widać, bywają lub nie bywają i tu, i tam.
                                    • felinecaline Prywatne - panstwowe 20.11.11, 18:52
                                      Kasik, to wlasnie stary dylemat codziennosci we Francji.
                                      My, z PRLowska karta w zyciorysie mamy "letka" idiosynkrazjena to, co "panstwowe", wlasciwa tez pewnej czesci Francuzow.
                                      My mamy do tego pewne prawo poparte bolesnymi zazwyczaj doswiadczeniami i tzw "szkole zimnego wychowu cielat".
                                      Francuzi "lubia miec za swoje pieniadze" i czasami w pewnych sferach istnieje pogarda do czegos, za co "sie nie placi" (bo uslugi w panstwowym zdrowia sa zorganizowane tak, ze ponoszonej przeciez odplatnosci sie niemal nie zauwaza).
                                      Pisalam juz o tym na Forum Francuskim w watku o wyborze szkoly w RP.
                                      I powtarzam tu: w oswiacie i bliskiej mi jak wlasna skora medycynie "panstwowe" bije "prywatne" à plate couture.
                                    • missfrancoise Re: Troche moich widzimisiow 20.11.11, 19:43
                                      bynajmniej nie umniejszam niczyjego doswiadczenia, szczegolnie, ze jak udalo mi sie wyczytac sa tu osoby pracujace we francuskich szkolach czy szpitalach,
                                      mnie chodzi raczej o ta codzienna zyczliwosc i szacunek dla drugiego czlowieka, wlasnie w szpitalach, w polsce, a jestem duzego uniwersyteckiego miasta, spotykalam sie notorycznie z traktowaniem pacjenta nie jak czlowieka ale jak jakiegos podczlowieka innej kategorii... w takich warunkach umierala mi babcia, w takich warunkach rodzilam, w takich warunkach leczy sie wielu moich znajomych, ich rodzicow...
                                      teraz oczywiscie wszyscy "dbaja" o pacjenta, bo lekarze swietnie nauczyli sie, co to jest NFZ, i ze bardzo im sie oplaca wysylac notorycznie niemowlaki z podejrzeniem zapalenia pluc do szpitali, notorycznie zapisywac na rehabilitacje, bo dziecko ma podejrzenie WNM, notorycznie wciskac matkom, ze kazda wysypka to skaza bialkow i AZS, i wciskac antybiotyki przy bylejakiej infekcji wirusowej,
                                      jesli to ma byc dobra sluzba zdrowia to ja jednak mam watpliwosci.... francuska sluzba zdrowia uchodzi za jedna z najlepszych Europie...
                                      we francji, jak wszedzie, sa dobre i zle szpitale, dobre i zle szkoly publiczne i prywatne, moje dziecko jest w szkole, w ktorej non stop sa strajki, wychowawczyni ma depresje i ciagle maja zastepstwa albo po prostu karza dzieci trzymac w domu.... obok mam prywatne przedszkole, widze jakie dzieci tam chodza, tam nikt nie strajkuje, dzieci ciagle gdzies jezdza, cos zwiedzaja, to jest inwestycja w przyszlosc dziecka...
                                      moj maz pracuje w szkole publicznej, w ktorej nie ma ksero, pieniedzy na papier, bo rodzice to wiekszosc zyjacych z zasilkow bezrobotni, dzieci nie wiedza co to pojscie do teatru, muzeum...
                                      oprocz tego sa tez kiepskie szkoly prywatne, licea profilowane, tez mam kolo siebie, zenada.... az sie boje...
                                      ale w polsce nikt nie porownuje krakowskiego nowodworka do prywatnej szkoly w warszawie...

                                      w kazdym razie ja nauczylam sie tutaj zyc, choc poczatkowo naprawde nie lubilam tej mentalnosci, hipokryzji i zamknietych w sobie ludzi...
                                      w polsce teraz jest fantastycznie, 3/4 ludzi zyje na kredyt, pracujac 14h na dobe, rozumiem, ze zyczliwosc w zyciu codziennym nie jest tym na co ma sie ochote, a rodzina funkcjonuje bardziej jako przeszkoda do samorealizacji niz cel...


                                      • kasik68 Re: Troche moich widzimisiow 20.11.11, 20:47
                                        Missfrancoise, ja tez sie nauczylam tu zyc.
                                        Hm, hipokryzji, jakos nie dostrzeglam..
                                        Ale chcialabym by w ocenie obu krajow zachowac obiektywizm.
                                        Bez apoteozy Francji czy Polski.
                                        Jesli bedziesz miala chwilke mozesz poczytac o francuskich pediatrach, leczeniu dzieci, zapraszam na Emigrantki.


                                        Feline , ale to byla bardzo fajna, prywatna szkola, bez zadecia.
                                        Zreszta wiesz przeciez, ze tu "prywatne" wcale nie oznacza tego samego co w Polsce.
                                        Ta szkola jest nieporownywalnie tansza od polskich prywatnych placowek i az sie chce uzyc slowa "normalniejsza"wink

                                        • missfrancoise Re: Troche moich widzimisiow 20.11.11, 22:52
                                          Kasik, chetnie poczytam forum Emigrantki,
                                          mam nadzieje, ze moj post nie zabrzmial jak apoteoza Francji, bo nie taki byl moj zamiar,
                                          ja czesto bywam w polsce, uwielbiam moje miasto i bliskich mi tam ludzi... po prostu chcialabym, zeby w polsce rowno ze wzrostem gospodarczym i zarobkami rosla ludzka wrazliwosc, a malala bylejakosc, zeby te dzieciaki, w ktore ladowana jest teraz komercja i parcie na kase, a wyznacznikiem swiatopogladowym jest Dzien Dobry TVN mialy szanse na odnalezienie prawdziwych wartosci i szacunku do drugiego czlowieka, a nie tylko patrzyly na zarobionych rodzicow w pocie czola splacajacych 15 kredytow...

                                          jezu to brzmi jak katecheza wink sorry...
                                          wlasnie obejrzalam "je l'aimais" na France2 i cala jestem poryczana wink
    • krzysztof_wandelt ponarzekam... 16.11.11, 14:32

      No to ja tez musze ponarzekac wink
      Obiektem zazdrosci nasza rodzina moglabyc w latach 50/60 mimo ze nie mielismy willi i auta bo UB/SB tylko czekalo – rewizje w domu były regularne sad
      ale nazwisko liczylo się i było w czolowce… ja z bratem chodzilem do roznych najlepszych meskich szkol, a Basia (przyszla zona) zenskiej
      te zycie bez szpanu, m.in. dokładne darcie rachunkow w restauracjach co miałem w nawyku do niedawna, odcisnęło pietno.
      Basia wyrzeka na mnie ze z betonow nie poszliśmy w segmenty i w konsekwencji na swoje, wyniku tego pietna wink
      Obecnie należymy do klasy sredniej.
      Jeżdżąc po Polsce wszedzie widzi się budowy nie klockow, ale dworow i pałaców, a na drogach jezdza tabuny fur o horrendalnej wartosci. Nawet z naszego otoczenia przyjaciele przeniesli się pod W-we – w okolicy każdej regionalnej metropolii sa rozlegle tereny z budowlami kapiacymi gigantycznymi pieniądzmi.
      Piszecie o biedzie… no fakt! trudno zrozumiec jak może wyzyc mlode małżeństwu z „normalnych” pensji, a starsi ze smiesznych rent i emerytur!
      Tylko np. w Tesco kiedy się widzi skromnych ludzi placacych za czubate wozki zakupow, albo staruszki wydajace spore pieniadze na smakolyki dla kochanych siersciuchow, to wszelkie statystyki i kalkulacje szlag trafia.
      Daje wam slowo ze w Polsce nie jest zle tylko trzeba wybrac odpowiednia lokalizacje.
      Ja zostalem towarzysko sam bo przyjaciele albo wymarli albo wyjechali za ocean. Ci zza oceanu robia obecnie rozeznanie „JAK ZYC” za emeryture dewizowa w naszych realiach… musze im wysyłać gazetki z cenami, koszty mediow i mieszkan, paliwa, aut itd.
      Sa tacy którzy rezygnuja i reszte dni zamierzaja spędzić na wlasnej lajbie pływając po Karaibach, ewentualnie po przeskoku przez ocean, w basenie Morza Śródziemnego.
      Mnie poki co odpowiada rola statycznego dziadka wink – od statyki.
      Odnośnie pozerstwa i popisu to dotyczy nuworyszy lub Karko-Dresiarzy, których organicznie nie znosze i nie ma prawa żaden zaistniec w moim otoczenie niezależnie od statusu!
      Obecnie panuje nowe nazewnictwo, slangi gdzie taki osobnik jest LANSEM, czyli skora, fura i komora… celem lansa jest wyrwanie LACHONA wink itd.
      OSZALEC MOŻNA!!!!!!
      Na służbę zdrowia tez jest sposób, ale już i tak za dlugo pisze tongue_out
      • kasik68 Re: ponarzekam... 16.11.11, 18:16
        Marguyu,
        alez wywolalas dyskusje, choc tak naprawde zadalas pytanie retoryczne..wink)

        A w kwestii sluzby zdrowia, taki maly hymn pochwalny chcialabym napisac.
        To fakt, ze praktycznie nie korzystalam w Polsce z panstwowych przychodni.
        Dentysci, ginekolodzy , zawsze wizyty prywatne.
        Ale i to jest duze ALE.
        Moje starsze dziecko, urodzilo sie w rodzona wada serca i trafilo w koncu do Centrum Zdrowia Dziecka, w ktorym zostalo zoperowane dwa razy, w ktorym to szpitalu przebywalo wiele razy.
        Gdy do nich telefonowalam, ze Stas zle sie czuje, natychmiast padalo pytanie, czy przyslac karetke.
        Zlego slowa nie moge powiedziec o personelu.
        Tu we Francji lekarze osluchujacy Stasia, mowili, ze pan dr"operator" zrobil majsterszyk.

        Stas byl pod opieka CZD do osiemnastki.
        I bede tych ludzo blogoslawic do konca zycia.
        Moi znajomi , ktorzy mieli podobne przejscia z dzieckiem, mowia to samo o szpitalu w Prokocimiu.

        Corka z kolei, bywala w szpitalu powiatowym w Wolominie, i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu byla naprawde dobrze zdiagnozowana i zaopiekowana.

        Nie przecze, ze panuje balagan, ze S.Z jest niedofinansowana, ale chcialam tez niektorym oddac sprawiedliwosc.


        A co do glupoty spoleczenstwa, no coz mieszkam w regionie, gdzie regularnie Le Pen, uzyskuje i Front Nationale, uzyskuje najlepsze wyniki we Francji.

        I musze przyznac, choc sama sie dziwie, ze sa tacy wyborcy PISU, ktorzy ani nie sa glupi, ani nie sa oszolomami.
        Spotykajac sie nie gadamy o polityce i mam nadzieje, ze preferencje wyborcze nie doprowadza do rozbratu miedzy nami.

        To co nnie martwi obecnie, to zapowiedzi podwyzszenia podatkow w Polsce, pare pomyslow mogliby rzadzacy sciagnac od Francuzow.

        I zgadzam sie z kk345, nam Polakom, najlepiej wychodzi narzekanie.

        Metodiw, nie trzeba sie tak martwic o obraz naszego kraju, bo o Polsce w zagranicznych mediach niewiele sie mowi.
        A to dobrze..
        • metodiw Re: ponarzekam... 16.11.11, 18:49
          Ja myślę, Kasik, ze jedno nie wyklucza drugiego.
          Ale naprawdę, kiedy się dowiadujesz, że możesz mieć raka, wolisz z konsultacją u specjalisty nie czekać trzy miesiące? Mając 34 lata i malutkie dziecko?
          A przecież, gdyby nie szybkie szukanie specjalisty w Internecie, dostęp do samochodu i pieniądze, nic byś nie zrobiła.

          Ja mam koleżankę, mającą chyba 65+ lat, która zawiesiła emeryturę i pracuje jako nauczycielka gdzieś w więzieniu (bo tam się nikt nie pcha do pracy, a chyba są jakieś dodatki), bo ma na utrzymaniu niepracującą córkę z małym dzieckiem, której nie ułożyło się małżeństwo, a chłop chyba nie daje na dziecko.
          Otóż ta kobieta, idąc na operację wszczepienia (bodaj) zastawki, wykorzystała święta wielkanocne i kilka dni urlopu, żeby jej tylko nie zwolnili z pracy!

          Zresztą, kończę ten temat o polskiej opiece zdrowotnej i ubóstwie, bo to temat rzeka...
        • felinecaline Re: ponarzekam... 16.11.11, 19:03
          Oj, Kasik, niestety, masz racje, ze "na szczescie w tutejszych mediach malo sie mowi o Polsce".
          Zwlaszcza ciesze sie, ze nikt nie "odkryl" wykorzystania przez opozycje "racaille" w postaci kibolstwa et consortes" do walki z legalnie - regularnie i demokratycznie wybrana wladza.

          krzysiu, lata 50 sa dla mnie nader mgliste, pamietam tylko niepokoj w rodzinnych dyskusjach, w ktorych czesto sie przewijalo slowo "amnestia" i radosc z powrotu Dziadka z "ciupy", gdzie wsadzili go stalinowcy, wszyscy czekali na owa amnestie i Dziadka a ja myslalam, ze On sie zjawi z jakas eelegancka i bardzo "mozna" dama.
          Zjawil sie, wynedznialy, wylysialy, bez jednego zeba... takiej niedoli, jak twierdzil nie wycierpial nawet przez 20 lat w carskiej armii.
          Lata 60 to wzgledna beztroska i nauka rowniez w dosc elitarnej szkole, nagla utrata najfajniejszych kolegow po marcu 68...
          Dalej - lata na studiach - pomijajac korowody z "dostaniem sie" (mialam przechlapane za plec i "pochodzenie (patrz Dziadzio i Tata, ktory cciepnal legitka PZPRu w 56) to tez glownie harowa nad ksiazkami i malo okazji do zauwazenia chocby szpanerstwa - jedyne, jakie rzucalo sie w oczy to ze strony kolegow o..."wlasciwym "pochodzeniu w sensie tego, ze "autorowie bynajmniej legitkami nie rzucali tongue_out.
          Koniec 70 (po wywaleniu z medycyny) i poczatek '80, ktorego "dozylam" - szpan glownie ze strony owych dobrze sie legitymujacych klientow sklepow za zoltymi firankami i roznorakichj "cinkciarzy" itepe. Jakos przezylam bez legitymacji, § czy chocby "bonow" pewexu. I bylo nawet wesolo, oczywiscie z racji pracy obowiazek przemarszu w corocznym pochodzie pierwszomajowym - ale i radocha, bo...co rok dostawalam gozdzika z glownej katowickiej trybuny (jakims cudem kompletnie ignorujacej moje felerne "pochodzenie") - trzeba bylo widziec wtedy mine jednej z moich kolezanek z roboty - "najpiekniejszej" o ile nie z "calej wsi" to w kazdym razie z calego magistratu :p
          Potem byl wyjazd i musze przyznac nader latwa asymilacja pod spodnica Ciotuni Marianny oraz moje poczatkowe ogromne zdumienie, ze w kraju badz co badz "zgnilego kapitalizmu" robotnicy maja tak ogromne prawa a zdobycze socjalne sa nieporownywalnie wieksze niz w naszym KDLowskim "raju".
          Potem nadszedl okres zachwytu przemiana PRLu w Rzeczypospolita, po czym...az po dzis dzien staly, postepujacy spadek owego entuzjazmu z punktem krytycznym w "slawetnej"IV RP, kiedy jakos nader czesto wracala mi na mysl owa "wielmozna dama amnestia", kiedy moim kolegom w kraju grozono "kamaszami, robiono rewizje w domu i miejscu pracy itede...
          • felinecaline Re: ponarzekam... 16.11.11, 19:15
            I jeszcze, Kasiczku - CZD czy Prokocim wielkie maja zaslugi, tylko, ze powinno ich byc po 1 na wojewodztwo.
            Specjalistow maja wspanialych pracujacych "do utraty tchu" w warunkach czasami ciezkich i zmuszajacych do "robienia oszczednosci z kawalka swiczki". Zreszta swietnych specjalistow jest po trochu wszedzie, tylko jaki % pacjentow ma szanse dotarcia do nich na czas?
            Jesli ktos ma konto na Facebooku - odwiedzcie "konto" Maciusia Serczyka. Ten maly mial fart stulecia! po wielu miesiacach wspomagania chorego serca sztuczna komora w oczekiwaniu na przeszczep serca w dniu swoich 8 urodzin owo serce "dostal" - osobiscie ja - twardoskora pobeczalam sie na te wiadomosc.
            I tu wracamy do oslawionej IV RP i nieslawnej roki Ziobry w rozlozeniu na lopatki polskiej transplantologii na okres wielu miesiecy, kiedy iluz Maciusiow nie mialoby tej szansy?...
            • kasik68 Re: ponarzekam... 16.11.11, 20:18
              Metodiw, dlatego napisalam o pozytywach, ze "jedno nie wyklucza drugiego".
              I to Twoje pytanie.
              Odpowiedz jest oczywista.

              Ale chcialabym dodac, ze i tu , mimo ze Francja ma opinie kraju o swietnym poziomie opieki medycznej do specjalisty takiego jak np. okulista czeka sie pol roku.
              I bardzo sie trzeba nastarac, natlumaczyc, zeby bylo szybciej.

              I tu sie czeka godzinami na urgences-pogotowiu.
              Na naszym emigranckim forum duzo jest takich historii, gdzie matki placza, dzieci mdleja, a ojcowie dostaja bialej goraczki ze zlosci.

              I tu sie stawia mase blednych diagnoz mimo swietnego sprzetu, bo kadra niewyuczona.
              I tu jest wielu lekarzy, konowalow(pediatrzy!!!), mamy takich przykladow na peczki.
              A co szczepien, to prowadzimy taka prywatna mini kampanie na naszym emigranckim forum by nie szczepic przeciwko kilku chorobom z marszu i to na raz.



              Dzieki mojemu mezowi,mamy tez poglad na wspolprace biznesowa w roznych krajach.
              Polska na tym tle wypada bardzo dobrze.
              Pisze ogolnikami, bo nie chce zeby mnie ktos ze wspolracownikow meza "przeczytal".

              A moze znajdziecie jakies pozytywne aspekty mieszkania w Polsce?
              Bo ja mimo wszystko ciagle go lubie.



              Feline, kurka, co za historia!!


              Podczytuje :
              belfer.one.pl/Polecam.

              • metodiw Re: ponarzekam... 16.11.11, 20:47
                Pomińmy kwestię szczepionek, bo wiem, że są zdania podzielone na ich temat. Moi chcieli, zaszczepili, Niuśka świetnie to zniosła, oni byli spokojniejsi.

                Za to inny, świeżutki przykład. Swatowa niedawno wyszła ze szpitala, gdzie, jak pisałam, robiono dużo badań, podejrzewano najgorsze, nie zdiagnozowano nic.
                Miała na dziś umówioną laserową bronchoskopię w Gliwicach (to od nas jakieś 50 km). Potwierdzili telefonicznie termin! Pożyczyli samochód od syna, czyli mojego zięcia. Przyjechali z kompletem badań z poprzedniego szpitala, a było ich dużo.
                Po przyjeździe na miejsce okazało się, że nie jest to badanie, tylko chcą ją położyć do szpitala, a w ogóle to mają przyjechać jutro uncertain
                Ile to czasu, nerwów... A gdyby ta schorowana kobieta nie miała możliwości pożyczenia samochodu i jechała pociągiem? Jakoś nikt nie proponował przysyłania po nią karetki sad
                • felinecaline Re: ponarzekam... 16.11.11, 21:21
                  Tu, Meto chyba Cie troche zaskocze.
                  U nas zeby dostac "bon" (skierowanie) na transport sanitarny na trasie: do szpitala - ze szpitala trzeba praktycznie niesc wlasna glowe w kieszeni.
                  Ciotka Marianna oszczedza na tym ogromnie a sumy nie sa wcale bagatelne.
                  Ale, jesli juz zgodzi sie i przyzna choremu transport ambulansem to ow chory zaleznie od stanu i mozliwosci poruszania sie transportowany jest albo specjalistyczna karetka wyposazona we wszelkie mogace byc przydatnymi urzadzenia medyczne (to oczywiscie dla przypadkow skrajnie ciezkich), albo tzw "VSL" czyli "lekkim pojazdem sanitarnym - sa to w wiekszosci...po prostu nieco przystosowane taksowki, za to kierowcy sa specjalnie przeszkoleni na wszelkie "wrazieczego".
                  Przypuszczam, ze Twoja znajoma wlasnie dostapilaby "szczescia" transportu takim VSLem.
                  Co zas do...pomylki, ktora miala miejsce - uwierz mi, sama kiedys przezylam analogiczna na wlasnej skorze.
                  Mialam skierowanie na operacje u nas w CHU, zgodnie z przyjetym rytualem powinnam na wlasciwym wymienionym dokladnie w skierowaniu oddziale dokonac wstepnych formalnosci na kilka dni przed "polozeniem sie", ide wiec jak skazaniec (zaledwiena drugi koniec szpitalnego "miasta w miescie" - na "mietkich" ze slabosci i co tu ukrywac strachu osobistych nogach , z grubsza kimometrowy spacerek.
                  W sekretariacie pani sekretarka i pielegniarka odzialowa na moj widok robia wieeeelkie oczy - nic nie wiedza, nic "nie stoi napisane", nikt ich nie uprzedzal jak to jest przyjete. Trudno, robie kilometer nazad i jade do domu, ledwie zdazylam wejsc do mieszkania dzwoni telefon: otoz mam sie zglosic na inny oddzial za 3 dni.
                  Zglaszam sie, uprzejmie wita mnie oddzialowa, "dostaje" pokoj, rozgaszczam sie w nim,przebieram w szpitalne ciuchy , robia mi x roznych badan na przywitanie, jest ze mna Kicur, ktory ma wolny dzien i wyjatkowo mi solidarnie towarzyszy. Po jakims czasie rytm wydarzen zdecydowanie spowalnia, zaczynamy sie nudzic, K, wyjezdza do swojej matki i po cos tam - juz nie pomne do naszego mechanika samochodowego; ma wpasc, jak pozalatwia.
                  Ledwie wyjechal - "wpada" chirurg, ktory mnie kierowal i ma nazajutrz operowac, sumituje sie, ale...operacja jest wskutek jakiegos poslizgu planningu przeniesiona na ...za 10 dni!!!!!!
                  Zanim Kicur zdazyl wrocic ja bylam spowrotem ubrana, spakowana, gotowa do wyjscia. Jego zdziwienie bylo bezmierne (nie chce przypuszczac, ze ...spieszylo mu sie do...wdowienstwa, ale...zachwycony nie byl).
                  Pojechalismy do domu, jakos przezylam te 10 dni, ale w jakims amoku i amnezji litosciwie zeslanej przez niebiosa.
                  Tym sposobem po owych 10 dniach wieziona na blok bylam ...najszczesliwsza istota we wszechswiecie.
                  Jednak nikomu nie polecam.

                  • metodiw Re: ponarzekam... 16.11.11, 21:51
                    To było a propos karetki, o której pisała Kasik.
                    Tak czy owak, jeżeli do szpitala jest kilkadziesiąt kilometrów, nie powinno się robić takich numerów.

                    Ja też miałam kiedyś podobne przygody szpitalne: dostałam się na operację tarczycy za trzecim podejściem! Wyglądało to tak: ze skierowaniem na operację podjeżdżałam spakowana na izbę przyjęć (dzieci były jeszcze w wieku szkolnym, ojca nie miały na stałe, więc musiałam zorganizować im opiekę), tam dowiadywałam się, że nie mają wolnego łożka i mam się zgłosić za miesiąc sad A serce moje, nadwyrężone chorobą, dawało mi się coraz bardziej we znaki. Przyjęli mnie za trzecim razem. I też, kiedy byłam już przygotowana do operacji, okazało się, że przekładają ją na drugi dzień, bo anestezjolog kończy pracę.
                    Również byłam szczęśliwa, kiedy w końcu mnie zoperowali uncertain
                    • missfrancoise Re: ponarzekam... 20.11.11, 17:24
                      poniewaz dyskusja ciekawa to pozwole sie wtracic...
                      pierwsze nasze dziecko urodzilo sie w polsce, w duzym miescie, w bardzo dobrym szpitalu, polozna byla wspaniala kobieta, opieka poporodowa najgorszym wspomnieniem, te baby to jakis koszmar, warunki i szacunek dla kobiety, jej intymnosci zerowy (nie bede opisywac bo az mam ciarki)... nie mowiac o tym, ze o pomocy dla rozchwianej hormonami matki mozna pomarzyc,
                      drugie dziecko urodzone w publicznym, francuskim szpitalu, zwanym przez tubylcow fabryka, jakas bajka... nie chodzi nawet o warunki sanitarne (w polsce to srednowiecze), ale o szacunek, pomoc, zrozumienie, dla kobiety, jej intymnosci...
                      w polsce to byla prawdziwa szkola przetrwania....

                      i chocbym wydala majatek na szpital to i tak ludzkiej mentalnosci zmienic sie nie da....


Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka