jutta_t
03.07.17, 20:45
"W roku 1937, w którym nadzwyczajnie obrodziły w muchy, jabłka i Żydzi w Zakopanem…" – pisał Makuszyński w pierwszym zdaniu kontynuacji "Szatana z siódmej klasy" (co zdumiewające – na taki passus pozwolił sobie już podczas okupacji; rękopis powieści przepadł w gruzach po bombardowaniu).
Czy Makuszyński był antysemitą? Z pewnością był co najmniej uczulony. Otwarcie kpił z Żydów zarówno w swojej przedwojennej publicystyce, jak i np. powieści (w zamierzeniu humorystycznej) "Fatalna szpilka".
Biograf nazywa jego szowinizm nie tyle narodowym, co socjologicznym. Autor z jednej strony wyzłośliwiał się na żydowską niechęć do asymilacji, ekspansywność i antypolskie nastawienie (co dostrzegł w Kijowie podczas wojny ukraińsko-rosyjskiej). Z drugiej: utrzymywał kontakty z ludźmi żydowskiego pochodzenia, w tym z poetami i pisarzami. Nie był to antysemityzm spod znaku bojówek ONR czy publicystów żydożerczych pisemek.
Wiadomo jednak, że w prywatnych listach Makuszyński pisał zgoła "po endecku" – że latem w Sopocie kąpielisko wygląda jak "mykwa", w której "po żydowskiej kąpieli jest więcej cieczy niż przed", a mewy i ryby pierzchają od tej aury. Pisał np., że "na piasku leży sto tysięcy ton koszernego mięsa". Irytowała go "inwazja" Żydów nie tylko na kurorty nadmorskie, ale i ukochane Zakopane. Bywało też, że jego aż nadto oczywiste aluzje brały na własny sztandar pisma, które nienawiść do Żydów "nadawały" otwartym tekstem. Makuszyński z tym zjawiskiem nie walczył.