jutta_t
05.05.25, 02:00
Grała w nagradzanych filmach, była wielką miłością Jamesa Deana i uważano ją za jedną z najpiękniejszych aktorek lat 50. ubiegłego wieku. Ale życie Pier Angeli to historia marionetki w rękach matki, zazdrosnych mężczyzn i bezlitosnego Hollywood. Chociaż stawiano ją na równi z Giną Lollobrigidą i Sophią Loren, Pier zmarła samotnie, mając zaledwie 39 lat.
Pier Angeli – od gwiazdy Hollywood do tragicznej ikony
Pier Angeli (a właściwie Anna Maria Pierangeli) urodziła się 19 czerwca 1932 roku w Cagliari na Sardynii. Już jako nastolatka zachwycała urodą, ale nie marzyła o sławie – marzyła o niej za to jej matka, Enrichetta. Kiedy reżyser zapytał nastoletnią Pier, czy chce grać w filmie, matka nie dała jej szansy na odpowiedź, gdyż sama zadecydowała za nią, mówiąc: „tak”.
Hollywood pokochało ją od pierwszego wejrzenia. W 1950 roku zdobyła nagrodę Nastro d'Argento za rolę w filmie „Domani è troppo tardi”, a już rok później otrzymała Złoty Glob dla najbardziej obiecującej debiutantki za rolę w „Teresie”. Przez kolejne lata grała m.in. u boku Kirka Douglasa, Paula Newmana i Cornela Wilde’a. Za fasadą jej sukcesu kryła się jednak kontrola – nie tylko studia filmowego, które decydowało o jej fryzurze, wadze, towarzystwie i godzinie powrotu do domu, ale przede wszystkim matki, która przejęła zarządzanie życiem córki. To ona zabierała jej zarobki, decydowała, w co ma się ubrać i z kim spotykać.