Dodaj do ulubionych

Rozmyslenia….

30.10.25, 00:09
Jestem na tyle świadoma kruchości życia i tego, że z każdym dniem mi coraz bliżej niż dalej do końca - że nie mogę sobie pozwolić na jakieś "kiedyś, gdzieś, jakoś".....na jakieś "potem", którego potem może nie być...
Życie jest przecież tu i teraz...

Dlatego czerpię ile się da z każdego dnia, na maksa wykorzystuję każdą chwilę... Nie planuję jutra, jestem jeszcze bardziej spontaniczna... Nie odkładam niczego na później...
Otaczam się ludźmi, którzy nie mówią, że chcą, ale naprawdę są blisko w tym moim życiu...i sercu ❤

Po prostu żyję a nie tylko istnieję….
Obserwuj wątek
    • mala200333 Re: Rozmyslenia…. 30.10.25, 00:54
      Dla Marka Twaina koty nie były zwykłymi zwierzętami domowymi. Były jego towarzyszami, źródłem inspiracji i jak sam twierdził, gatunkiem wyższym od człowieka.
      „Nie potrafię oprzeć się kotu, zwłaszcza temu, który mruczy. To najczystsze, najinteligentniejsze i najbardziej przenikliwe stworzenia, jakie znam… poza kobietą, którą kocham” – pisał z charakterystycznym dla siebie humorem.
      Autor Przygód Tomka Sawyera i Huckleberry Finna miał w pewnym momencie nawet 19 kotów jednocześnie. Nie były to jednak zwykłe zwierzęta. Nosiły imiona tak oryginalne, jak ich właściciel: Apollinaris, Beelzebub, Buffalo Bill, Satan, Sour Mash, Zoroaster, Soapy Sal i ulubiony Bambino.
      Bambino, czarny kot należący pierwotnie do córki pisarza, zniknął pewnego dnia bez śladu. Zrozpaczony Twain zamieścił w gazecie New York American ogłoszenie z nagrodą za jego odnalezienie, opisując pupila w sposób, który mógł napisać tylko on:
      „Duży i intensywnie czarny; futro gęste i aksamitne; delikatna biała smuga na piersi; trudno go dostrzec w naturalnym świetle.”
      Na apel odpowiedziały dziesiątki ludzi, przynosząc koty, które „mogły być Bambino”. Prawdziwy Bambino wrócił jednak sam. Tak jak robią to koty tj. po cichu, wtedy, gdy chcą.
      Twain wielokrotnie powtarzał, że miłość do kotów jest miarą człowieczeństwa.
      „Gdy ktoś kocha koty, wiem, że mogę być jego przyjacielem – bez dalszych pytań.”
      W epoce, gdy empatia wobec zwierząt nie była powszechna, Mark Twain otwarcie bronił dobroci, czułości i wrażliwości, siedząc często przy biurku z kotem na kolanach. Dla niego mruczenie było formą mądrości, a milczenie kota najczystszym rodzajem spokoju.
      • mala200333 Re: Rozmyslenia…. 30.10.25, 00:58
        Magdalena Parys
        Wczoraj o 04:19
        ·
        Sto trzydzieści pięć lat temu, 28 października, urodziła się w drobnoziemiańskiej rodzinie żydowskiej w Zaliskach koło Brodów, Herminia Naglerowa, w tym samym roku urodził się Witkacy, pięć lat wcześniej urodził się Antoni Słonimski. Zaledwie cztery lata po niej, w tych samych Brodach, urodził się Joseph Roth, autor Marszu Radetzky’ego, jeden z największych pisarzy XX wieku. Naglerowa i Roth pisali o końcu świata, który ich stworzył: o upadku Galicji, o zderzeniu imperiów, o rozpadzie tożsamości. On zmarł w Paryżu, ona w Londynie. Józefa Rotha zna cały świat. Słonimskiego i Witkacego cała Polska. O Herminii Naglerowej nie pamięta nikt.
        Ukończyła historię na Uniwersytecie Lwowskim, uzyskała doktorat z filozofii. Od 1919 roku mieszkała w Warszawie, działała w Związku Literatów Polskich i w PEN Clubie.
        Debiutowała w Wiedeńskim Kurierze Polskim, a w 1921 roku wydała tomik „Otwarte oczy“.
        Potem przyszły „Czarny pies“, „Matowa kresa“, „Zawalidroga“ i trzytomowi „Krauzowie i inni“, galicyjska saga rodzinna, którą miały czytać pokolenia.
        Nie zdążyły. Ukazał się tylko pierwszy tom. We wrześniu 1939 roku wyjechała z mężem do Lwowa. W styczniu 1940 została aresztowana przez NKWD. Za jedno opowiadanie, za jedno zdanie, skazano ją na osiem lat łagru. Więziona na Zamarstynowie, potem w Horodni, przewieziona do Kazachstanu. Po układzie Sikorski-Majski wstąpiła do Armii Andersa. Służyła w Pomocniczej Służbie Kobiet w dziale prasy i propagandy. Przeszła cały szlak bojowy, z Iranu do Włoch, do Europy. Ukończyła go w randze kapitana. Po wojnie nie wróciła do Polski. Zamieszkała w Londynie, została wiceprezeską Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, a w 1951 roku otrzymała jego nagrodę. Pisała dalej. „Ludzie sponiewierani“ już ten tytuł przyprawia o dreszcze (wydane potem jako „Kazachstańskie noce“), „Sprawa Józefa Mosta“, „Wspomnienia o pisarzach“, „Wierność życiu“. Pisała o kobietach w łagrach: Polkach, Żydówkach, Ukrainkach, komunistkach i gorliwych katoliczkach. O wspólnocie, która powstała z bólu, a nie z ideologii. Prawdziwym siostrzeńdtwie, zanim ktokolwiek wymyślił to słowo, zanim zaistniał hasztag i internet.
        W 1937 roku otrzymała Złoty Krzyż Zasługi.
        Jej mąż, Leon Nagler, podpułkownik Wojska Polskiego, został zamordowany w obozie w Terezinie. Ona sama zmarła w Londynie w 1957 roku. Dwa lata później ustanowiono Nagrodę imienia Herminii Naglerowej. Na obczyźnie. I tak sobie myślę … Otrzymanie takiej nagrody to byłby zaszczyt na miarę … najwyższą.
        I powiem Wam jeszcze, że to właśnie jest najbardziej wstrząsające. Bo rzeczywiście jest tak, jak gdzieś przeczytałam: wojenne straty polskiej kultury to nie tylko spalone rękopisy i rozkradzione obrazy, ale też utracony dorobek pisarek, które wojna wypchnęła na poniewierkę i emigrację. To, że kobiety w historii literatury rzadko stają na pierwszym planie, nikogo już nie zaskakuje. Ale w przypadku pisarek emigracyjnych ta nieobecność boli jeszcze bardziej, bo to już nie tylko zapomnienie, to nieistnienie. O Gombrowiczu słyszał każdy, o tym, że w 1939 roku wyemigrował do Argentyny też. Ale kto dziś pamięta Janinę Surynową-Wyczółkowską, która zmarła w 1985 roku w argentyńskim San Juan? Jej książki, od dawna niewznawiane, można znaleźć już tylko na aukcjach i w nielicznych antykwariatach. Dla porównania „Na nieludzkiej ziemi“ Józefa Czapskiego wznawia się co dekadę, w szkołach nadal czyta się Borowskiego. Wszyscy znają Józefa Mackiewicza, ale kto z nas czytał „Siostry“ - powieść jego żony, Barbary Toporskiej, jednej z najoryginalniejszych polskich prozaiczek XX wieku? Słyszymy od kilkudziesięciu lat o wielkich polskich pisarzach na emigracji, ale mało kto pamięta Janinę Surynową-Wyczółkowską, Zofię Romanowiczową, Beatę Obertyńską, Barbarę Toporską. O Herminii Naglerowej już nie pamięta prawie nikt. Dlatego zapisuję tu jej imię i jej historię. Jej wstrząsający los zasługuje na to, by ją przywrócić. A przecież tych zapomnianych kobiet jest tak wiele… Marzy mi się taka NOWA seria wydawnicza z ich najgłośniejszymi najwybitniejszymi powieściami, wierszami … z wstępem od polskich pisarek i pisarzy, dlaczego właśnie tę powieść warto przywrócić Polakom. I być może nawet Europie. Marzenia… trzeba marzyć. Marzmy ❤️
        Jeśli ktoś z Was ma więc książki Naglerowej, zna jej prozę albo wspomnienia z łagrów, proszę, napiszcie mi coś o niej. Ja tymczasem postaram się zdobyć jej powieści i wspomnienia i przypominać Herminię Naglerową. Kobietę, która przeżyła sto żyć, napisała kilkanaście książek, a mimo to zniknęła z pamięci, historii i z kanonu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka