tompay
13.12.05, 14:45
Muszę się przyznać - jestem samochodzikoholikiem;-)
Ale na tym forum chyba zostanie to zrozumiane.
Zresztą z wszystkich nałogów, w które wpaść może człowiek, ten - uważam -
jest najprzyjemniejszy i najmniej groźny dla życia i zdrowia:-)
Zrozumie to i przyzna każdy, kto choć raz wkroczył w ten świat, gdzie wiatr
łagodzący upal, niesie ze sobą zapach jeziora, lasu i sianokosów; gdzie fale
raz po raz zdobywające brzeg, mruczą swą jednostajną melodię; gdzie jest
przygoda, przyjaźń, tajemnica, zasady, ale także miłość do Polski, przyrody,
książek, historii i nie tylko.
Pamiętacie ten moment, kiedy pan Tomasz skończył opowieść o Jaćwingach i
rozszumiał się las? To mnie urzekło w twórczości Nienackiego - wiele, wiele
podobnych opisów, tak namacalnych, że zda się rzeczywistych. Czy
czytaliście „Niesamowity dwór” podczas jesiennej szarugi, po zapadnięciu
zmroku, kiedy na dworze hula wiatr, i chłoszcze deszczem nasz dom?
Walce owych tytanów - wiatru i murów naszego „castle” - nieodłącznie
towarzyszą jakies skrzypy, stuki i gwizdy. Takiego człowieka jak ja -
wyposażonego w bujną wyobraźnię - potrafią one przeszyć dreszczem i wzbudzić
lęk przed tym co tajemnicze i nieodgadnione. Zapewniam was - nie ma lepszej
atmosfery do czytania takich książek. Tak, opatulony w koc, otoczony
książkami, przenosiłem się do dworskiej biblioteki, z tym większa
intensywnością przeżywając przygody bohaterów.
Jako pierwszą z serii przeczytałem - będąc jeszcze 8, czy 9-letnim
szczeniakiem - Wyspe Zloczyncow. Do dziś ją pamiętam - co krok zbrodnia i
ponura historia. Czy zauważyliście, że autor, wprowadził specyficzną
atmosferę. Zrobił to z pełną premedytacją – dzięki temu pogłębił nasze
doznania. Postarał się zrobić wszystko, abyśmy się poczuli jak samotny
wędrowiec, który znalazł się w lesie po zmroku, i ma świadomość ponurej
tajemnicy skrywanej przez ten las.
Zauważyliście, że pan Tomasz często obozował samotnie – w lesie lub na
wyspie. W kluczowych momentach otacza nas mrok, nieprzeniknione ciemności
nocy, lub równie nieprzenikniona ściana siąpiącego deszczu i mgły – jesteśmy
sami w obliczu nieokreślonego zagrożenia.
W tym kontekście słoneczne popołudnie, kiedy Zaliczka natknęła się na pana
Tomasza - to wręcz klasyczny, dramatyczny kontrast, pogłębiający nasze
odczucia. Las przeszyty promieniami słońca i rozśpiewany głosem ptactwa, jest
przyjazny, napotkani wędrowcy niegroźni, ich zamiary łatwo odczytać, czujemy
się bezpiecznie i pewnie, odpoczywamy; las po zmroku staje się tajemniczy,
pełen jest trzasków i szmerów, staje się sprzymierzeńcem, współtowarzyszem
człowieka złego, przez to groźnym i strasznym, wzbudza w nas lęk, przeszywają
nas dreszcze, panikujemy.
I tak mamy się czuć, i w takiej atmosferze śledzimy losy naszych bohaterów,
odkrywając straszną prawdę o ludziach i o niewinnym cichym miasteczku
położonym gdzieś nad brzegiem Wisły. Długi czas jako dzieciak uważałem tą
książkę za straszną, stąd przeczytałem ją chyba najmniejszą ilość razy.
Jeśli jednak, od czasu do czasu, nie powracam do tych książeczek, to czuję,
ze czegoś mi brak, jakbym zapomniał odwiedzić najlepszego przyjaciela.
Jednocześnie musze stwierdzić, że to co w pewnym momencie mówi o Panu
Samochodziku Anka (w „Templariuszach”), jest prawdą, że my mężczyźni,
bardziej lub mniej, cały czas jesteśmy chłopcami, którzy powinni, a nie chcą
wydorośleć. To jest między innymi wg mnie przyczyna fenomenu Pana
Samochodzika. Ja też, mimo ze stuknęło mi – nieco ponad tydzień temu – 25
lat, czasami poddaję się tej słabości i odczuwam pragnienie by znów być
dzieckiem, by cofnąć czas, nie mieć zmartwień i obowiązków.
Rzucam wtedy wszystkie sprawy, wsiadam do wechikułu razem z panem Tomaszem i
wyruszam na spotkanie przygody. Nawet nie wiecie jak w takiej chwili
zazdroszczę tym, którzy jeszcze nie czytali Pana Samochodzika i właśnie robią
to pierwszy raz.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał Uroczyska i młodzieńczych uniesień pana
Tomasza – któż, będąc w tym samym wieku, nie przeżył podobnych emocji i
uczuć. I najbardziej ekspresyjna scena, czy pamiętacie – kolegiata, dwoje
młodych ludzi – on i ona – stojących w obliczu siebie i wieczności; w obliczu
dwóch tajemnic – tej którą kryje napis i tej która jest tajemnicą życia. Owa
wieczność i tajemnica, pogodziła ich i zbliżyła do siebie z nieprzepartą
siłą. I zapach, ten zapach starożytnych wnętrz, i włosów Babiego Lata –
atmosfera przesycona mistycznym erotyzmem do tego stopnia, ze przyprawia o
ból fizyczny. Osobiście nie wierzyłem, ze można wznieść się, na podobny
poziom odczuwania; ze cos takiego istnieje... do czasu...
Takie jest Uroczysko - tajemnica banalna, rozwiązanie każdy zna właściwie od
początku, ale równocześnie, wiedząc, wciąż nie wiemy, stąd pragniemy
dowiedzieć się jak najszybciej i wprost pochłaniamy kolejne rozdziały. Tak
szybko, jak szybko pragniemy poznać, co to znaczy miłość.
Mógłbym w nieskończoność zachwycać się tymi książeczkami. Przeczytałem je -
doprawdy - nie wiem ile razy. Z początku nie miałem wszystkich części.
Kupowała je mama - tę tzw. „kolorową serię”.
Pamiętną „Wyspę Złoczyńców” z rysunkiem czaszki na okładce, stanowiącej
fundament wyspy, podsunęła mi na stolik przy łóżku i tam sobie leżała. Nie od
razu wziąłem ją do ręki. Ale sięgnąłem po nią pewnego dnia, kiedy strasznie
się nudziłem – wspaniała metoda. Od tej pory zaczęło się istne szaleństwo.
Jak napisałem, ta opowieść była dla mnie straszna, bałem się ją czytać
wieczorami, ale już po przeczytaniu rzuciłem się na następne części (miałem
szczęście czytać je po kolei ponieważ w międzyczasie pojawiały się kolejne
tytuły tego nowego wydania).
Części których mamie nie udało się zdobyć, sam później wynajdowałem w
bibliotekach. Łącznie z Uroczyskiem. Pamiętam jak wypożyczyłem Uroczysko. To
jedyna książeczka, którą przeczytałem na końcu, choć wyprzedza przygody pana
Tomasza. Paradoksalnie to nawet lepiej, że tak się stało, bo choć opisuje
przygody z jego studenckich czasów, to wg mnie jest ona
najbardziej "dorosła", i naprawdę można ją zrozumieć dopiero w pewnym wieku.
Pamiętam, że czytałem ją m.in. w pociągu - tzw. „brązowym piętrusie”, na
stojąco, przy drzwiach, bo nie było gdzie usiąść. Tłok, upał, zapach potu i
lizolu oraz inne kolejowe wyziewy, a ja czytałem; czytałem i nie mogłem się
od niej oderwać. Pamiętam, że patrzono na mnie jak na wariata (nie tylko upał
to sprawiał, rok 95 to był ten okres, kiedy zaczynały się te czasy, kiedy
chłopak z książką uważany był za dziwaka, a już chłopak z książką, który w
opisanej przeze mnie sytuacji, śmieje się jak wariat - doszedłem do libacji w
ogrodzie;-) – musiał sprawiać wrażenie pomyleńca).
Rok temu udało mi się dokonać tego, co obiecałem sobie, ze zrobię jeśli tylko
będę miał możliwości - i udało się. ZDOBYLEM i POSIADAM wszystkie tomy
kolorowej serii z wyd. Pojezierze-Euro. Robiłem to dla siebie, ale też z
nadzieją, ze nie zostanę starym kawalerem jak pan Tomasz:-). Wtedy moje
dzieciaki będą miały je wszystkie na wyciągniecie ręki – ładne, kolorowe,
zadbane. Kiedy pisze te słowa widzę je stojące na półce. Sam postanowiłem, ze
od momentu, kiedy zbiorę je wszystkie, nie wrócę już do nich, ze czas
wydorośleć. Ale nawet nie wiecie z jakim trudem mi to przychodzi, zwłaszcza,
kiedy dzielą mnie od nich tylko dwa metry przestrzeni i przeszklone drzwi
szafki... Poza tym mam z Panem Samochodzikiem jedną wspólna cechę, którą nie
wszyscy mogą się pochwalić – również mam na imię Tomasz;-) Podobno po nim
dostałem to imię.
Wszystkich miłośników Pana „S” POZDRAWIAM GORACO.