Dodaj do ulubionych

Sukces polskich naukowców pracujących w USA

IP: *.chello.pl 31.01.06, 19:37
Serdecznie im gratuluje. Gwoli scislosci nie sa to jednak polscy naukowcy lecz
amerykanscy polskiego pochodzenia. I tyz piknie.
Obserwuj wątek
    • Gość: ZgryzliwyZenek Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.240-136-217.adsl-fix.skynet.be 31.01.06, 19:52
      No wlasnie, to takie przyjemne byc w grupie ktora wygrywa. Nazwijmy ich
      polskimi naukowcami.

      Marie Curie w tym sensie byla francuska. Mieszkala tam, pracowala tam,
      laboratorium tez miala za francuskie pieniadze... Z domu Sklodowowska. Byla
      tez Kobieta.

      Zostaje nam tylko Kopernik.
      • Gość: :-) Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.cable.mindspring.com 31.01.06, 20:02
        > Zostaje nam tylko Kopernik.

        "Kopernik była kobietą."
        • Gość: Wrzód Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.01.06, 21:20
          Copernicus byl polakiem ??? Od kiedy ? Mieszkal przeciez w Thorn.
          • ethebor Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA 31.01.06, 22:50
            Byl poddanym krola polskiego, pral w jego imieniu krzyzakow, a tatusia mial
            ponoc ze Slaska (nie do konca jeszcze niemieckiego).

            Gość portalu: Wrzód napisał(a):

            > Copernicus byl polakiem ??? Od kiedy ? Mieszkal przeciez w Thorn.
          • Gość: Hmmm No i jeszcze... IP: *.netkomp.net / *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.06, 23:50
            sie podpisywał rzekomo: Nicolaus Coppernic
          • renard_astucieux Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA 02.02.06, 18:17
            Jak to napisała Maria Konopnicka (też była Kobietą) "a ty niemcze miły idźże,
            kędy raczysz"
    • fritz.fritz Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA 31.01.06, 19:57
      Gość portalu: Zenon napisał(a):

      > Serdecznie im gratuluje. Gwoli scislosci nie sa to jednak polscy naukowcy lecz
      > amerykanscy polskiego pochodzenia. I tyz piknie.

      A jak za pare lat wpadna z powrotem do Polski, beda polskimi naukowcami, ktorzy
      przez pewien okres czasu zyli w USA.... a poniewaz na pewno maja obywatelstwa
      USA, jak beda ich Amerykanie okreslac, kiedy w Polsce beda? :)
      • lowcadebili Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA 31.01.06, 19:59
        fritz.fritz napisał:

        > Gość portalu: Zenon napisał(a):
        >
        > > Serdecznie im gratuluje. Gwoli scislosci nie sa to jednak polscy naukowcy
        > lecz
        > > amerykanscy polskiego pochodzenia. I tyz piknie.
        >
        > A jak za pare lat wpadna z powrotem do Polski, beda polskimi naukowcami, ktorzy
        >
        > przez pewien okres czasu zyli w USA.... a poniewaz na pewno maja obywatelstwa
        > USA, jak beda ich Amerykanie okreslac, kiedy w Polsce beda? :)


        oni ich tez nazywaja polskimi naukowcami-to zalezy od tego jak sie sam
        nazywasz...fritz
      • Gość: Zenon Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.chello.pl 31.01.06, 21:06
        Do Polski to oni wpadna co najwyzej sentymentalnie - na pol literka i swojska
        zagryzke. Jako naukowcy w krainie nad Wisla nie maja czego szukac.
        W Stanach frycku siedza juz kilkadziesiat lat i jest malo prawdopodobne by
        zamierzali przeniesc swoj wartszta naukowy do Lechistanu. W Stanach pracuja,
        osiagaja wyzyny kariery naukowej. Za amerykanskie frycku pieniadze a nie polskie
        pozal sie boze.
        • flamengista nawet jakby chcieli - to na razie niemożliwe 31.01.06, 21:14
          1. krajowe środowisko niezbyt chętnie przyjęło by takie sławy światowe - bojąc
          się konkurencji;
          2. w związku z tym mieli by marne szanse na zatrudnienie (najlepiej prowadzenie
          jakiegoś zespołu), nie mówiąc o grancie.

          Słowem - nikt tu nie stracił. Ani nauka polska - bo i tak potencjału tych ludzi
          nie umielibyśmy wykorzystać na miejscu (a przecież można ich zaprosić po
          znajomości na konferencje, semianaria, szkolenia, wykłady...), ani oni sami - bo
          dzięki wyjazdowi świetnie się rozwinęli.

          Mnie bardziej interesuje, czy można nawiazać kontakt ze światową czołówką będąc
          na stałe w Polsce. Moim zdaniem można, ale nie jest to łatwe...
    • Gość: Fakter Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.mpip-mainz.mpg.de 31.01.06, 20:07
      Gwoli scislosci, to jednak sa polscy naukowcy, a polskie pochodzenie to moga
      miec ich dzieci. Obywatelstwo, narodowosc i pochodzenie, to 3 rozne sprawy!
    • t0g Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA 31.01.06, 20:24
      Wladek i Zbyszek to nie sa "amerykanscy naukowcy polskiego pochodzenia", bo
      takie okreslenie naogol sugeruje, ze taki ktos sie urodzil juz w USA lub
      przyjechal tam w bardzo mlodym wieku. Tymczasem Wladek przepracowal 15 lat na
      Wydziale Fizyki UW, zanim przyjechal do USA (Zbyszek nieco mniej - bo jest
      troche mlodszy). Wladek zjawil sie w USA dopiero w 1985 roku (moglbym nawet
      podac dokladna date, bo akurat witalem go wtedy na lotnisku). Zbyszek przyjechal
      chyba nieco wczesniej, ale moze 2-3 lata.

      Ja o Wladku i Zbyszku i o ich pracy i rekordowej liczbie cyctacji kilka razy juz
      pisalem na Forum Nauka, ale bez zadnego odzewu - dopiero artykul w GW zdolny
      jest spowodowac reakcje (co jest zrozumiale). Wiec ciesze sie, ze WRESZCIE ten
      ogromny sukces zauwazono!

      Pisalem na FN o Wladku m. in. z tego powodu, ze to moj bardzo bliski przyjaciel.
      Przez te 15 lat przepracowanych w Istytucie na Hozej siedzielismy w jednym
      pokoju (i uzeralismy sie z jednym szefem :-)))) ).

      Dlatego nazywanie Wladka "amerykanskim naukowcem polskiego pochodzenia" jakos mi
      "nie lezy". Ale najlepiej by bylo zapytac jego samego, jak on to widzi!
      Sprobuje to zrobic - tylko Wladka czasami trudno dorwac, bo bardzo duzo jezdzi
      po swiecie.

      Jedna z wielu radosnych dla mnie mysli z powodu tego artykulu: wyobrazam sobie
      mine tego naszego wspolnego szefa z lat 70-tych, kiedy przeczyta ten artykul.
      • Gość: duński naukowiec Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.adsl.cybercity.dk 02.02.06, 09:02

        > Wladek i Zbyszek to nie sa "amerykanscy naukowcy polskiego pochodzenia", bo
        > takie okreslenie naogol sugeruje, ze taki ktos sie urodzil juz w USA lub ...

        Widzisz racje prywatne nie mają tu żadnego znaczenia. Ja też jestem Polakiem,
        czuję się Polakiem i mam Polskie obywatelstwo (jedynie). I też pracowałem w
        Polsce. Ale teraz jestem duńskim naukowcem. Sukcesy naukowe można przypisać
        tylko tym którzy są w afiliacji w Science. Czy tam jest wydział fizyki UW?
        Nie. A więc nie ma żadnej dyskusji.

        Czy jest adnotacja, że badania częściowo finansowane przez UW? Jeśli jest to
        można się chwalić. Nie ma? To emocje na bok. Nie mówimy o rozgrywkach
        sportowych ani o wojnach narodowowyzwoleńczych, ale o pieniądzach. Prawo do
        sukcesu ma ten kto za niego zapłacił.
    • flamengista jeju, przecież to POLSCY naukowcy! 31.01.06, 20:51
      Czy to złe, że wyjechali za granicę? Pytanie, czy w Polsce osiągnęli by
      porównywalne wyniki. Obawiam się, że nie.

      To żaden dyshonor, najlepsi francuscy i niemieccy naukowcy też karierę robią w
      Stanach, nie u siebie.
      • t0g Re: jeju, przecież to POLSCY naukowcy! Oczywiscie 31.01.06, 20:59
        Przeciez u Wladka w domu mowi sie wylacznie po polsku. Tomek i Krzys - jego dwaj
        synowie - byli strofowani za mowienie po angielsku do rodzicow.
        • lowcadebili Re: jeju, przecież to POLSCY naukowcy! Oczywiscie 31.01.06, 21:48
          pelna zgoda=a fritz gdzies zniknal?
          friiiitz!friiitz!posluchaj madrzejszych od siebie-to zawsze dobrze robi...
      • Gość: No Mista I to kolejny dowod na to, ze w Polsce licza sie IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.06, 22:51
        takie nauki jak fizyka, matematyka, chemia i biologia. A o polskich ekonmistac,
        socjologach, psychologach w swiecie nikt nie slyszal. A wszytskie te Belki,
        Samsonowicze, Balcerowicze to zart z nauki
      • Gość: DC to jest właśnie masakra IP: *.devs.futuro.pl 01.02.06, 23:19
        Polscy naukowcy, gdyby pracowali w Polsce nic by nie osiągnęli. Tylko USA są w
        stanie zapenić im godne zycie i warunki do prowadzenia badańm a także dostęp do
        odpowiedniej wiedzy. Dlaczego nie POlska? My mamy rolnictwo...
        I jeszcze tabun nierobów na rencie.
        • Gość: doktorant Re: to jest właśnie masakra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.06, 01:46
          > odpowiedniej wiedzy. Dlaczego nie POlska? My mamy rolnictwo...
          > I jeszcze tabun nierobów na rencie.

          Dodalbym jeszcze wspanialych "biznesmenow", ktorych szczytem umiejetnosci jest
          handel chinskimi gaciami i ktorzy uwazaja, ze naukowiec to taki ktos, kto nic
          nie potrafi robic pozytecznego, na uczelni zostal, bo byl za cienki, by
          znalezc "normalna" prace i ogolnie jest nierobem, leniem, nieudacznikiem, nie
          ma "doswiadczenia zawodowego", "nie umie pracowac w grupie" itp. idiotyzmy.
          Tyle, ze taki wg polskich przedsiebiorcow "nieudacznik", gdy wyjedzie np. do
          USA, to nagle jakims cudem staje sie bardzo cenionym pracownikiem. W Polsce
          swiadomosc koniecznosci prowadzenia badan naukowych jest TRAGICZNA, co
          przeklada sie na tragicznie niskie naklady na te badania i innowacje. Wiekszosc
          technologii importujemy, a nasi naukowcy za chlebem musza emigrowac. Mamy jeden
          z najnizszych w Europie udzialow w eksporcie produktow zaawansowanej
          technologii. To nie wina rzadu, rolnikow i rencistow. To wina przedsiebiorcow.
      • Gość: wazow Re: jeju, przecież to POLSCY naukowcy! ??? IP: *.adsl.cybercity.dk 02.02.06, 09:07
        > To żaden dyshonor, najlepsi francuscy i niemieccy naukowcy też karierę robią w
        > Stanach, nie u siebie.

        Ludzie, opamiętajcie się. To nie chodzi o to po jakiemu oni mówią w domu, i po
        jakiemu mówią ich dzieci. Ani o to, że inni też wyjeżdżają. Nie można
        przypisywać sobie sukcesów osiągniętych przez pracowników innych firm (i innych
        państw). Takie artykuły uważam ze (częściowo) szkodliwe, bo utwierdzają
        społeczeństwo (a zwłaszcza polityków) w przekonaniu, że polska nauka ma się
        dobrze. W końcu Polacy odnoszą sukcesy... a to jednak nie do końca tak jest.

        Jeszcze raz powtórzę: wynik naukowy jest własnością tego, kto figuruje na
        stronie tytułowej artykułu. O ile dobrze rozumiem, nie figuruje tam żaden
        polski ośrodek ani uczelnia, zatem nie jest to żaden polski sukces.

        Jest to jednocześnie prywatny sukces tych Panów, czego im serdecznie gratuluję!
    • przyladek.dobrej.nadziei Ojczyzna po 30 latach sobie o nich przypomniala nt 31.01.06, 22:53
      • t0g Re: Ojczyzna po 30 latach - po 20-tu, zeby byc 01.02.06, 02:50
        dokladnym.

        Wladka Minora, kiedy przylecial do USA, sam witalem na lotnisku Kennedyego w
        NY, i byl to pazdziernik 1985 roku.
    • t0g Re: Pisalem juz o tym na tym forum w maju! 01.02.06, 02:52
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=23435975&a=23435975
      Z okazji 10 000-nej cytacji.
      I wczesniej jeszcze chyba tez.
    • t0g Re: Prosze! - w MARCU juz pisalem tutaj o nich! 01.02.06, 02:56
      Na koncu postu o roznych Polakach w USA:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=21927050&a=22235542
    • Gość: zdenky Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.sds.uw.edu.pl / *.sds.uw.edu.pl 01.02.06, 09:32
      "Bez tego rozwój współczesnej medycyny byłby niemożliwy" - chyba za wysoko się
      ceni...
    • Gość: r39 Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.ifpan.edu.pl 01.02.06, 11:58
      Jak widać, fizyk nada się wszędzie (Otwinowski w Medical Center).

      Widać też, że znaczącą liczbę cytowań (ostatnio ulubiony miernik
      jakości pracy naukowca) osiąga się po pierwsze w ciągu dość
      długiego czasu, a nie za 2 tygodnie czy nawet rok, a po drugie
      często za prace w sumie mało pasjonujące (jakaś tam obróbka danych
      - jakby powiedziało wielu "ważnych" ludzi) ale za to zrobione bardzo
      rzetelnie i po prostu potrzebne wielu innym naukowcom (1200 pracowni
      się przyznaje do używania tych metod), wręcz warunkujące postęp.

      Szkoda, że szeroka publiczność jest o takich osiągnięciach informowana
      niesłychanie rzadko. Media wolą "fajerwerki" i inne atrakcyjne choć
      nierealne pomysły: antygrawitacja z nadprzewodnictwa (Podkletnov),
      zimna fuzja jądrowa z elektrolizy, itp.
      Gorzej, że Komitet Noblowski postępuje podobnie. Tylko 1 raz w historii
      nagroda z fizyki przypadła konstruktorowi przyrządu, bez którego badania
      cząstek elementarnych nadal opierałyby się na komorze Wilsona czy
      pęcherzykowej.
      • t0g Re: R39, Twoj przyjaciel Jacek Kossut zna Wladka 01.02.06, 18:24
        Minora bardzo dobrze. Zapytaj go tez, czy przypadkiem :-)))) nie zna jego brata.
    • Gość: Jack Re: Sukces polskich naukowców pracujących w USA IP: *.dip.t-dialin.net 01.02.06, 12:01
      Suksesem bedzie jezeli POLSCY naukowcy
      w POLSCE dokonywac beda znaczycych odkryc !!!
      • polski_francuz Polakow sukces w Polsce 02.02.06, 20:37
        nie zalezy od Polakow zalezy od systemu nauki w Polsce.

        Juz mi sie nawet nie chce zaczynac pisac dlaczego w Polsce nie ma wielkich
        sukcesow naukowych. Kazdy z was wie (albo czuje) to lepiej albo gorzej.

        Oczywiscie, ze sie cytowane zuchy czuja Polakami i tu nie jest
        problem.Problemem, to jest jak ten durny polski system zmienic, zeby takie
        zuchy w Polce mialy sukces albo, zeby inne zuchy do nas przyjezdzaly.

        Ale to gra na dluzsza mete.

        PF

        • t0g Re: Polakow sukces w Polsce 02.02.06, 22:17
          polski_francuz napisał:

          >...albo, zeby inne zuchy do nas przyjezdzaly.
          >

          Tu trafiles w dziesiatke! To dopiero bedzie miara prawdziwego sukcesu.
    • remigiuszk A jak sie ma polska inżynieria biomedyczna? 01.02.06, 12:15
      Jakie są nowe osiągnięcia?
      • Gość: Lulek Nie ma się wcale - a widły robią już Chińczycy IP: 198.170.174.* 01.02.06, 15:42
        Polska ma długą tradycję eksportowania wykształconych osób. Nie wygląda na to,
        aby miało się to zmienić.
    • Gość: gosc To (niestety) nie sa polscy naukowcy IP: *.molgen.mpg.de 01.02.06, 17:04
      Jako ludzie sa Polakami, ale pracuja w USA i ich sukces jest sukcesem nauki
      amerykanskiej, nie polskiej. Gdyby uznali, ze w fizyce osiagneli juz wszystko i
      zajeli sie biznesem w USA, bylaby to firma amerykanska, nie polska.

      W USA pracuja znakomici naukowcy roznych krajow - Chinczycy, Rosjanie, Hindusi,
      Polacy itp. GW donoszac o ich sukcesach, mowi "amerykanska" nauka. Tak samo jest
      w przypadku dwoch slawnych Polakow.

      A Polska ma z tego nastepny dowod, ze nie rozwija krajowej nauki. :-(
      • Gość: Jasio Re: To (niestety) nie sa polscy naukowcy IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 03.02.06, 04:45
        Chlopcy, gosciu ma duzo racji. Nie wystarczy w domu klocic sie z zona po
        polsku, a nawet posylac dziatwe do polskiej szkolki niedzielnej, aby twierdzic,
        ze jest sie polskim naukowcem. Wychodzac z domu zakladacie jednak stroj
        w "paski i gwiazdki". Dostajecie kase od amerykanskich "taxpayers". Staracie
        sie o granty w amerykanskich instytucjach. A przede wszystkim powinniscie miec
        juz w kieszeni amerykanski paszport, "green card", i co roku wypelniacie
        druczki amerykanskiego IRS a nie polskiego US (Urzedu Skarbowego). Mam tez
        watpliwosci, czy chcialo sie wam wyrabiac polskie paszporty i ...... wystawac
        pod drzwiami polskiego konsulatu. To ze w pracowni cwiczycie kilku
        polskich "postdoct'ow" swiadczy tylko o tym, ze doceniacie polski polswiatek
        naukowy, ktory nie jest taki zly, a ktory w kraju przymiera glodem. Macie po
        prostu prawie darmowa i niezle przygotowana oraz przebrana przez kumpli w kraju
        sile robocza. Podobnie robi profesor Chinczyk w sasiednim pokoju i profesor
        Hindus cztery drzwi dalej. Tyle ze trudno sie z nimi dogagac, bo maja ciezki
        akcent. Oni sa nawet do przodu, bo hinduskiego i chinskiego postdoct'a mozna
        dzisiaj zatrudnic na uniwersytecie za jeszcze mniejsza kase. Ot, tak wyglada
        amerykanska nauka. Mieszanka kolorow i jezykow z calego swiata.

        Co do liczby cytowan i osiagniec naulowych, to zauwazylem, ze duzo zalezy w
        tutaj od szczescia. W jaka dziedzine sie wskoczy i czy podjety temat stanie sie
        pozniej popularny. Wystarczy stosunkowo wczesnie opublikowac cos w dziedzinie,
        ktora w przyszlosci stanie sie popularna, a potem juz automatycznie cie cytuja.
        Takie naukowe 6x49. Ja, kiedy przyjmuje nowego pracownika nie patrze jaki jest
        zdolny, ale czy ma w zyciu szczescie......Jak ma, to zawsze do czegos dojdzie.
        Przy wzglednie dobrym przygotowaniu na polskich uczelniach w czasach prosperity
        komuny i odrobinie pracowitosci i szczescia Ameryka otwiera perspektywy, o
        ktorych ci co zostali w kraju dzisiaj moga tylko marzyc. Gratuluje wam
        osiagniec, bo jednak nie wszystkim sie tutaj udalo. No i trzeba bylo troche na
        to popracowac startujac prawie od zera.

        Zycze sukcesow wszystkim amerykanskim uczonym polskiego pochodzenia z pierwszej
        generacji emigrantow.
        • t0g Re: To (niestety) - a może "stety", nie "niestety" 03.02.06, 19:23
          Gość portalu: Jasio napisał(a):

          > Chlopcy, gosciu ma duzo racji. Nie wystarczy w domu klocic sie z zona po
          > polsku, a nawet posylac dziatwe do polskiej szkolki niedzielnej, aby twierdzic,
          >
          > ze jest sie polskim naukowcem. Wychodzac z domu zakladacie jednak stroj
          > w "paski i gwiazdki". Dostajecie kase od amerykanskich "taxpayers". Staracie
          > sie o granty w amerykanskich instytucjach. A przede wszystkim powinniscie miec
          > juz w kieszeni amerykanski paszport, "green card", i co roku wypelniacie
          > druczki amerykanskiego IRS a nie polskiego US (Urzedu Skarbowego). Mam tez
          > watpliwosci, czy chcialo sie wam wyrabiac polskie paszporty i ...... wystawac
          > pod drzwiami polskiego konsulatu. To ze w pracowni cwiczycie kilku
          > polskich "postdoct'ow" swiadczy tylko o tym, ze doceniacie polski polswiatek
          > naukowy, ktory nie jest taki zly, a ktory w kraju przymiera glodem. Macie po
          > prostu prawie darmowa i niezle przygotowana oraz przebrana przez kumpli w kraju
          >
          > sile robocza.

          Wypraszam sobie "darmową". Ja nie jestem z tych, którzy mają znaczną liczbę
          postdoców czy studentów z Polski, ale tym, których miałem, płaciłem zawsze
          według przyzwoitych stawek. Tyle samo, ile mógłbym zapłacić tutejszemu. Jako
          młody człowiek sam jeździłem z Polski za granicę i pamiętam, jak się czułem, gdy
          sam dostawałem ułamek tego, co moi rówieśnicy z "lepszych" krajów.




          Podobnie robi profesor Chinczyk w sasiednim pokoju i profesor
          > Hindus cztery drzwi dalej. Tyle ze trudno sie z nimi dogagac, bo maja ciezki
          > akcent. Oni sa nawet do przodu, bo hinduskiego i chinskiego postdoct'a mozna
          > dzisiaj zatrudnic na uniwersytecie za jeszcze mniejsza kase. Ot, tak wyglada
          > amerykanska nauka. Mieszanka kolorow i jezykow z calego swiata.

          A dlaczego to ma być niby źle? Może to nie słabość, a właśnie siła amerykańskiej
          nauki? Wybieramy najlepszych, nie patrząc w paszport. Ja akurat przez ostatnie
          dwa tygodnie uczestniczyłem w "search committee", bo Wydział, w którym pracuję,
          potrzebuje nowego "faculty". I przy ocenie zgłoszeń, która własnie zakończylismy
          (była to nieprawdopodobna harówa, dokładnie przejrzeć 130 grubych plików
          papierzysk) patryliśmy "przez lupę" na publikacje, dotychczasowe osiągnięcia,
          plany przyszłych badań, etc. - ale narodowośc i obywatelstwo w ogóle nie były
          czyms, co braliśmy pod uwagę w tej ocenie.

          Natomiast, dlaczego twierdzę, że może zamiast "niestety" trzeba mówić "stety".
          Dzięki takim ludziom, jak Władek i Zbyszek, Polska zyskuje moc kontaktów
          naukowych. W dzisiejszym świecie uprawianie nauki bez szerokich kontaktów i
          wymiany z innymi instutuchjami na świecie w ogóle ma mały sens - a w przypadku
          niebogatych krajów staje sie już kompletnie niemożliwe. Na włądka i Zbyszka
          można patrzeć jak na takich, którzy Polske "opuścili" - ale można równiez
          widzieć ich jako "macki", które polska społecznosc naukowa wypusciła do bardzo
          interesujących rejonów.Ci studenci i postdokowie nie tylko robia u n ich "czarna
          robotę za darmo" (wyjątkowo niesympatyczne pomówienie, Władka znam bardzo dobrze
          od lat, był świadkiem na moich ślubie w 1975 roku, więc mam prawo tak
          powiedzieć, nie? - i mogę zapewnić, że jest to człowiek odzanaczający sie nie
          sknerstwem, a przeciwnie, szczodroscią). Ci ludzie też sie uczą, powiększają
          swój własny dorobek, łapią kontakty z innymi, "wchodza w środowisko". To jest
          bezcenna pomoc dla młodych ludzi! Wiem, bo sam, jako początkujący naukowiec,
          byłem takiej pomocy prawie całkiem pozbawiony i miałem z tego powodu bardzo
          "opóźniony start".

          Podam inny przykład - Prof. Jacek Furdyna z Uniwersytetu Notre Dame. On nigdy
          nie miał szczęscia nawet chodzić do polskiej szkoły, bo w wieku lat 7 opuscił na
          zawsze rodzinny Lwów i później oprzez Syberię, Persję, Palestynę i Anglię dotarł
          wreszcie do USA. No i prosze zapytać w Instytucie Fizyki lub na Wydziale Fizyki
          UW o niego - powiedzą Ci dokładnie, ile cały spory tłumek ludzi z obu tych
          placówek zawdziecza jego pomocy. I nie mówuie tu o stronie finansowej, tylko o
          pomocy w "samodzielnym wypłynięciu na szerokie naukowe wody".

          Im więcej takich "macek" polska nauka ma w rożnych krajach świata, tym lepiej!
          • t0g Re: PS. Jak komuś sie nie podobaja "macki" 03.02.06, 19:35
            top mozemy zmienic na "wysłannicy".

            Oczywiście, to nie "wielcy Guru" polskiej nauki ich powysyłali - tylko oni sami
            siebie wysłali. Ale to nie jest jedyna rzecz, która przynosi polskiej nauce
            korzyść, pomimo tego, że owi "wielcy Guru" na nią nosem kręca. Nauka polska,
            dzięki Bogu, jeszcze zachowała duże zdolności do samosterowności.
          • Gość: Jasio Re: To (niestety) - a może "stety", nie "niestety IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 04.02.06, 05:42

            t0g napisał:

            > Gość portalu: Jasio napisał(a):
            >
            > > Chlopcy, gosciu ma duzo racji. Nie wystarczy w domu klocic sie z zona po
            > > polsku, a nawet posylac dziatwe do polskiej szkolki niedzielnej, aby twie
            > rdzic,
            > >
            > > ze jest sie polskim naukowcem. Wychodzac z domu zakladacie jednak stroj
            > > w "paski i gwiazdki". Dostajecie kase od amerykanskich "taxpayers". Stara
            > cie
            > > sie o granty w amerykanskich instytucjach. A przede wszystkim powinniscie
            > miec
            > > juz w kieszeni amerykanski paszport, "green card", i co roku wypelniacie
            > > druczki amerykanskiego IRS a nie polskiego US (Urzedu Skarbowego). Mam te
            > z
            > > watpliwosci, czy chcialo sie wam wyrabiac polskie paszporty i ...... wyst
            > awac
            > > pod drzwiami polskiego konsulatu. To ze w pracowni cwiczycie kilku
            > > polskich "postdoct'ow" swiadczy tylko o tym, ze doceniacie polski polswia
            > tek
            > > naukowy, ktory nie jest taki zly, a ktory w kraju przymiera glodem. Maci
            > e po
            > > prostu prawie darmowa i niezle przygotowana oraz przebrana przez kumpli w
            > kraju
            > >
            > > sile robocza.
            >
            > Wypraszam sobie "darmową". Ja nie jestem z tych, którzy mają znaczną liczbę
            > postdoców czy studentów z Polski, ale tym, których miałem, płaciłem zawsze
            > według przyzwoitych stawek. Tyle samo, ile mógłbym zapłacić tutejszemu. Jako
            > młody człowiek sam jeździłem z Polski za granicę i pamiętam, jak się czułem,
            gd
            > y
            > sam dostawałem ułamek tego, co moi rówieśnicy z "lepszych" krajów.

            Przepraszam, ale nie napisalem "darmowa", ale "prawie darmowa". A to roznica.
            Chodzi mi o to, ze na uczelniach placi sie mlodym naukowcom ze stopniem doktora
            (tzw. postdoc) pensje sredniej klasy technika ze srednim stazem zatrudnionego
            na etacie w prywatnej firmie albo panstwowym laboratorium, Czesto jest to
            nawet mniej. Mamy wiec doczynienia z ewidentnym wyzyskiem mlodych ludzi przez
            dobrze oplacanych "faculty". Jest to zjawisko powszechne i stawka jest
            uwarunkowana zasadami podazy i popytu. Jak dlugo mlodzi doktoranci z ubogich
            krajow beda mieli dostep do tych pozycji, tak dlugo stypendia doktoranckie beda
            niskie. Nie mam o to pretensji do nikogo. To, po prostu komentuje sytuacje.
            Prawda jest taka, ze mlodzi doktoranci sa oplacani ponizej ich wartosci jaka
            wnosza do nauki. Chyba sie ze mna zgodzisz?? Nie mam tu tez na mysli
            specjalnych sytuacji, ktore sie jednak zdarzaja, ze postdocowi placi sie duzo
            ponizej sredniej. Profesor polskiego pochodzenia zatrudniajac polskich
            postdocow robi to co robia jego koledzy. Czy nie jasno to napisalem
            poprzednio??
            Zapomniales tez napomknac, ze kiedy ty wyjezdzales na stypendia (saksy) to
            dobra pensja w panstwowej instytucji w Polsce ksztaltowala sie prawdopodobnie w
            granicach $10-$30 miesiecznie. Niezaleznie od wysokosci zarobkow w Stanach
            wracales do owczesnej Polski bogaty. Na szczescie mlodzi tego nie pamietaja.


            >
            > Podobnie robi profesor Chinczyk w sasiednim pokoju i profesor
            > > Hindus cztery drzwi dalej. Tyle ze trudno sie z nimi dogagac, bo maja ci
            > ezki
            > > akcent. Oni sa nawet do przodu, bo hinduskiego i chinskiego postdoct'a m
            > ozna
            > > dzisiaj zatrudnic na uniwersytecie za jeszcze mniejsza kase. Ot, tak wygl
            > ada
            > > amerykanska nauka. Mieszanka kolorow i jezykow z calego swiata.
            >
            > A dlaczego to ma być niby źle? Może to nie słabość, a właśnie siła
            amerykańskie
            > j
            > nauki? Wybieramy najlepszych, nie patrząc w paszport. Ja akurat przez ostatnie
            > dwa tygodnie uczestniczyłem w "search committee", bo Wydział, w którym
            pracuję,
            > potrzebuje nowego "faculty". I przy ocenie zgłoszeń, która własnie zakończylis
            > my
            > (była to nieprawdopodobna harówa, dokładnie przejrzeć 130 grubych plików
            > papierzysk) patryliśmy "przez lupę" na publikacje, dotychczasowe osiągnięcia,
            > plany przyszłych badań, etc. - ale narodowośc i obywatelstwo w ogóle nie były
            > czyms, co braliśmy pod uwagę w tej ocenie.

            Przepraszam, ale mylisz pojecia. Ja pisalem o postdocach a nie Faculty. I czy
            napisalem jedno krytyczne slowo o amerykanskim "etnic diversity" na
            uczelniach?? A ty mnie to zarzucasz. Przeczytaj, prosze, uwazniej moj komentarz.

            >
            > Natomiast, dlaczego twierdzę, że może zamiast "niestety" trzeba mówić "stety".
            > Dzięki takim ludziom, jak Władek i Zbyszek, Polska zyskuje moc kontaktów
            > naukowych. W dzisiejszym świecie uprawianie nauki bez szerokich kontaktów i
            > wymiany z innymi instutuchjami na świecie w ogóle ma mały sens - a w
            przypadku
            > niebogatych krajów staje sie już kompletnie niemożliwe. Na włądka i Zbyszka
            > można patrzeć jak na takich, którzy Polske "opuścili" - ale można równiez
            > widzieć ich jako "macki", które polska społecznosc naukowa wypusciła do bardzo
            > interesujących rejonów.Ci studenci i postdokowie nie tylko robia u n
            ich "czarn
            > a
            > robotę za darmo" (wyjątkowo niesympatyczne pomówienie, Władka znam bardzo
            dobrz
            > e
            > od lat, był świadkiem na moich ślubie w 1975 roku, więc mam prawo tak
            > powiedzieć, nie? - i mogę zapewnić, że jest to człowiek odzanaczający sie nie
            > sknerstwem, a przeciwnie, szczodroscią). Ci ludzie też sie uczą, powiększają
            > swój własny dorobek, łapią kontakty z innymi, "wchodza w środowisko". To jest
            > bezcenna pomoc dla młodych ludzi! Wiem, bo sam, jako początkujący naukowiec,
            > byłem takiej pomocy prawie całkiem pozbawiony i miałem z tego powodu bardzo
            > "opóźniony start".

            Przyznam ci sie, ze osobiscie jestem przeciwny tworzeniu narodowych "getto" w
            swiecie naukowym. Uwazam tez, ze mlodzi ludzie wyniesli by duzo wiecej z
            takiego wyjazdu pracujac u kogos nie mowiacego po polsku. Taki wyjazd to nie
            tylko szkolenie naukowe, ale rowniez okazja do:
            1. poznania innej organizacji pracy
            2. nauki obcego jezyka
            3. zapoznania sie i nauki wspolzycia z inna kultura
            4. poznania innego kraju
            Te wymienione elementy sa rownie wazne jak calki ,doswiadczenia w laboratorium
            i przywiezienie troche grosza.

            Pozdrawiam

            4.
            >
            > Podam inny przykład - Prof. Jacek Furdyna z Uniwersytetu Notre Dame. On nigdy
            > nie miał szczęscia nawet chodzić do polskiej szkoły, bo w wieku lat 7 opuscił
            n
            > a
            > zawsze rodzinny Lwów i później oprzez Syberię, Persję, Palestynę i Anglię
            dotar
            > ł
            > wreszcie do USA. No i prosze zapytać w Instytucie Fizyki lub na Wydziale
            Fizyki
            > UW o niego - powiedzą Ci dokładnie, ile cały spory tłumek ludzi z obu tych
            > placówek zawdziecza jego pomocy. I nie mówuie tu o stronie finansowej, tylko o
            > pomocy w "samodzielnym wypłynięciu na szerokie naukowe wody".
            >
            > Im więcej takich "macek" polska nauka ma w rożnych krajach świata, tym
            lepiej!



            Władek i Zbyszek sami siebie uważają za Polaków, a to chyba najważniejsze?
            Ponad połowa pracowników ich laboratoriów to Polacy. Obaj co roku spędzają
            wakacje w Polsce.
            • t0g Re: To (niestety) - a może "stety", nie "niestety 04.02.06, 08:51
              Gość portalu: Jasio napisał(a):

              To, po prostu komentuje sytuacje.
              > Prawda jest taka, ze mlodzi doktoranci sa oplacani ponizej ich wartosci jaka
              > wnosza do nauki. Chyba sie ze mna zgodzisz?? Nie mam tu tez na mysli
              > specjalnych sytuacji, ktore sie jednak zdarzaja, ze postdocowi placi sie duzo
              > ponizej sredniej. Profesor polskiego pochodzenia zatrudniajac polskich
              > postdocow robi to co robia jego koledzy. Czy nie jasno to napisalem
              > poprzednio??


              Jasiu, proszę, nie rób z nas "kapitalistycznych krwiopijcow", bo to jest zarzut
              niesprawiedliwy.

              Pensji postdocom nie płacimy z własnych pieniędzy ani nie z pieniędzy uczelni,
              bo te grosza nie dają na badania ze swojego budżetu - każą sobie samemu zdobywac
              pieniądze w formie grantów.

              Co zaś do wysokosci pensji, to uczelnie naogół formułuja pewne "wytyczne" w tej
              sprawie, określajac minimum. No więc ja moge Cię zapewnić, że swoim
              współpracownikom, którzy przyjeżdzją tu i sa zatrudnieni na stanowisku "research
              associate" w ramach badań finansowanych z moich grantów ("postdoc" to określenie
              kolokwialne, w oficjalnym języku biurokratycznym, czyli w ofertach, umowach i
              innych oficjalnych papierach nie używa go się), płacę zawsze zdrowo powyżej tego
              minimum. Płacę tyle, ile mogę z grantu "wycisnąć". Żeby dać postdocowi, dajmy
              na to, pensję 48 k$ rocznie, to ja musze mieć w grancie praktycznie dwa razy
              tyle. Dochodza bowiem tzw "fringe benefits" (jako oblatany z USA, musisz
              wiedzieć, co to takiego) tudzież "indirect costs", zwane bardziej potocznie
              "overhead". Na naszym uniwerku "overhead" to 41.5 % od sumy (pnsja+ fringes), a
              fringes, o ile mnie pamięc nie myli, od takiej sumy, którą podałem, są na
              poziomie 35% zarobków.

              Co zaś do dokorantów, to pensje są bardziej regulowane przez uniwerek i swoboda
              decyzji jest jeszcze mniejsza.

              Tak więc, jezeli kogoś mozna oskarżać o skąpstwo, to system, a nie samych
              naukowców. Gdyby granty były bardziej szczodre, to i pensje postdoców mogły by
              być wyższe.

              Ponadto, zważ, że tego, co się zaoszczędzi z grantu płacąc postdocowi mniej, nie
              mozna sobie "wziąć dokieszeni". Więc w grę nie wchodzi osobista pazernośc.

              Ponadto, występując do agencji takiej jak NSF o grant, musisz zrobic bardzo
              dokładny budżet. Gdyby człowiek chciał tam wszadzić bardzoprzyzwoita pensje
              postdoca, to musiałby całosc budżetu tez skalkulowac wysoko, bo przecież
              dochodzi masa innycvh wydatków. A wysoki budżet proponowanego projektu to od
              razu zmiejsza szanse na otrzymanie grantu. Jak na pewno się orientujesz, system
              jest wysoce kompetytywny, grant dostaje jeden proposal na kilka. Jesli natomiast
              sie zrobi się budżet niższy, ale na pnsję postdoca przeznaczy sie większośc, to
              recenzenci odrazu sie przyczeopią, że co ten człowiek proponuje - materiały do
              badań, aparaturę będzie brał z powietrza? Wiec proposal dostaje niskie oceny, co
              go kładzie. Ocena proposalu przez recenzentów jest w skali "excellent", "very
              good", "good".... W tej chwili wystarczy, żeby tylko jeden recenzent dał
              człowiekowi "very good" i już po pieniądzach! Musisz dostac komplet "excellent"
              i nawet to jeszcze nie daje 100% gwarancji. Moja zona ostatnio dostała grant z
              NSF-u za trzecim podejsciem dopiero, za każdym razem mając komplet "excellent".
              W sumie zabieganie o ten grant trwało ponad dwa lata! Kobita mi sie zamieniła w
              "nerwową galaretę", żebyś wiedział!

              A granty NSF-oskie nie sa wysokie, muszisz jeszcze wiedzieć. W fizyce dostac
              ponad k$ 100 na rok to już nie jest łatwa sprawa. Nie zagladałem od dawna na
              stronę NSF-u, gdzie jest podana średnia wysokośc grantu, więc dokładnej liczby
              nie jestem Ci w stanie podać. Nie przypuszcam jednak, że to jest dużo powyżej k$
              100. A w wielu naukach - szczególnie podstawowych - NSF to podstawa. Duzo lepiej
              wyglądają granty z NIH, bo tam milion na 4 lata to nic nadzwyczajnego. Ale co
              mają robic ci, których badania kompletnie nie "podchodzą" pod tematykę NIH?

              Najlepsze pensje postdoków są w National Labs, bo tam minimum jest ścisle
              regulowane przez przepisy federalne. W tej chwili wynosi chyba już zdrowo
              powyżej k$50 rocznie. Ludzie z uniwersytetów nie są zazwyczaj w stanie dorównac
              National Labom w szczodrobliwości, wiec płacą mniej.
    • Gość: wazow Ile tupetu trzeba, zeby to nazwac polskim sukcesem IP: *.adsl.cybercity.dk 02.02.06, 08:57
      Ile tupetu trzeba, zeby to nazwac polskim sukcesem. I wydawaloby sie, ze jedna
      z bardziej nowoczesnych gazet na rynku, ktora nieustannie kreuje sie na
      intelygentną. Wstyd. To jest sukces amerykańskih naukowców. Nic innego.
      Wolałbym przeczytać tu o dziesięć razy mniejszym, ale Polskim sukcesie.

      Duński naukowiec.
      • wladekm Władek i Zbyszek sami uważają się za Polaków 02.02.06, 17:35
        Władek i Zbyszek sami siebie uważają za Polaków, a to chyba najważniejsze?
        Ponad połowa pracowników ich laboratoriów to Polacy. Obaj co roku spędzają
        wakacje w Polsce.

        Czy mogliby podobną pozycję osiągnąć w Polsce? Dzisiejszej być może tak. W
        połowie lat osiemdziesiątych - raczej nie. Na ich sukces składa się m.in.
        zdolność bardzo rzetelnego wsparcia użytkowników ich metody, a do tego trzeba
        mieć łącza i narzędzia. Istotnym elementem było zawarcie umów z operatorami
        prawie wszystkich wiązek synchrotronowych na świecie. W Polsce synchrotronu nie
        ma i raczej nie będzie, a dla Amerykanów dostatecznych szokiem była konieczność
        proszenia grupy naukowców polskiego pochodzenia o uratowanie im twarzy i
        doprowadzenie sychrotronu w Argonne, zbudowanego na początku lat
        dziewiędziesiątych kosztem prawie 6 miliardów dolarów, do stanu używalności.

        Szkoda, że nagrody Nobla z medycyny przyznawane są za czysto medialne popisy
        prestidgatorskie (np. priony), a nie za prace, które warunkują rozwój całej
        medycyny. Skuteczna, a więc szybka i dokładna analiza struktury przestrzennej
        białek i innych wielkich cząstek biologicznych, jest niezbędnym krokiem przy
        projektowaniu praktycznie wszystkich współczesnych leków.
        • t0g Re: A czesc, Prezessie! 02.02.06, 18:19
          Prezes tutaj? Witamy, witamy! I mamy nadzieje, ze to nie pierszy i zarazem
          ostani raz, tylko wizyty beda czeste!

          Tutaj od czasu do czasu jest dyskusja po artykulach w GW, donoszacych o jakis
          polskich sukcesach. Czasami, ale tylko czasami, osoba, o ktorej mowa w artykule,
          pojawia sie osobiscie w takiej dyskusji. Pare miesiecy temu, pamietam, zabrala
          glos Kasia Blinowska w zwiazku z artykulem o tym, co u niej sie robi w labie.
          Czasem wpadaja tez dobrzy fachowcy od jakiejs dziedziny, ale sie nie ujawniaja z
          nazwiska. Kiedys wybuchla klotnia o rozbieganie sie galaktyk, no i Twoj kolega
          z roku - obecnie czolowy polski specjalista od ogolnej teorii wzglednosci (taki
          bardzo wysoki, na pewno kojarzysz!) bardzo kompetentnie rozsadzil sporne kwestie.
          • t0g Re: Pomylka, przypadkowa zbieznosc inicjałów 04.02.06, 20:05
            "Wladelm" to nie ta osoba, co myślałem - nie jeden z "zuchów" opisanych w
            artykule (bardzo mi się podobało to określenie wuymyślone przez Polskiego
            Francusza!) tylo ktoś o tuym samym imieniu nazwisku rozpoczynającym się na ta
            samą literę. Co mi przed chwilą odnośny "zuch" właśnie powiedział przez telefon.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka