Dodaj do ulubionych

Co tu tak cicho?

05.06.04, 21:56
A może wszyscy jesteście w górach? ;)

A przy okazji - gdzie wybieracie się na urlop/wakacje? Ja jadę się przejść
grzbietem Karpat od Użockiej Przełęczy do końca Świdowca, na Bukowinę i
pouskuteczniam sobie kolekcjonowanie Korony Sudetów:)

Pozdrawiam

jd
Obserwuj wątek
    • aard Większość wakacji już niestety za mną 14.06.04, 10:54
      (Aconcagua w styczniu, Les Calanques w maju), ale jeszcze został mi
      wspinaczkowy kurs tatrzański :-)
      • katahdin Re: Większość wakacji już niestety za mną 18.06.04, 03:33
        aard napisał:

        > (Aconcagua w styczniu, Les Calanques w maju), ale jeszcze został mi
        > wspinaczkowy kurs tatrzański :-)

        napisz jak udala sie wspinaczka w maju
        • aard Les Calanques - króciutka relacja 18.06.04, 10:33
          katahdin napisała:

          > napisz jak udala sie wspinaczka w maju

          No cóż, ciężko ująć to zwięźle, ale spróbuję. Byłem z kumplem w Les Calanques,
          grupie skalnej (włąściwie to górskiej, ale że położonej nad samym morzem i dość
          niskiej - do 600 m. wysokości bezwzględnej - to jakoś umysł broni się przed
          określeniem "góry") położnej tuż na południe od Marsylii.

          Dojazd stopem niezbyt nam się powiódł (aż trzy doby), ale za to z powrotem było
          rewelacyjnie (niecałe półtorej doby). Generalnie jednak ciężko mi jednoznacznie
          polecić stopowanie po Francji (bo w Niemczech jak zwykle bez problemu).

          Na miejscu spaliśmy pod nawisem skalnym w murze l'Ours kawałek za tzw. Grotte
          de l'Ours (Jaskinia Niedźwiedzia), która jednakowóż nie jest jaskinią, tylko
          dachem o kilkumetrowym wywieszeniu. Z kolei pod naszym daszkiem koledzy łojanci
          z Łodzi pobudowali kilka lat temu murki skalne wyznaczające dwa miejsca
          noclegowe na 2 osoby każde. Namiot przeto niepotrzebny.

          Praktyczne zagadnienia: do wody ok. 40 minut piechotą (kran na parkingu przy
          pętli autobusu nr 21 w Luminy), stamtąd jeszcze 10 minut autobusem do
          supermarketu Geant, gdzie jest stosunkowo tanio (tylko trochę drożej niż w
          Polsce). Patent na wodę jest taki, żeby kupić baniaki w Geancie i później raz
          na trzy dni schodzić z nimi do Luminy. Myśmy mieli 32 litry na dwóch i raczej
          zawsze zostawało, a nie brakowało po tych trzech dniach :-)

          Przewodnik do kupienia w centrum Marsylii (nie pamiętam adresu, ale mozna
          znaleźć go w sieci) za 22 euro, warto poczekać do października, bo będzie nowe
          wydanie, obecne jest z 1997 roku. Mapa też do kupienia w centrum, w księgarni z
          mapami, dwie przecznice od Rue de Rome na zachód, za 7 euro.

          Wspianie: sześć regionów po kilkanaście sektorów każdy. My wspinaliśmy się
          tylko w dwóch: Luminy i Morgiou, i wystarczyło łojenia na 8 dni wspinaczkowych,
          a nawet śmiem twierdzić, ze starczyłoby na trzy razy tyle. W pozostałych
          regionach równie dużo łojenia, więc można spokojnie jechać nawet na kilka
          miesięcy ;-)
          Zakres trudności: od 3 do 8b (sporo) czy nawet 8c (nieliczne). My się
          wspinaliśmy na poziomie 5b-6b i takich dróg jest multum. Równie dużo jest
          siódemek.
          Natomiast termin majowy okazał się nie najszczęśliwszy. Większość ścian (choć
          są liczne wyjątki) ma wystawę południową lub południowo-zachodnią, stąd od
          mniej więcej 12 do 18 panuje tam już w maju nieznośny upał (dość pwoiedzieć, że
          nawet w nocy mieliśmy 18-20 st. C). Można szukać ścian o wystawie wschodniej
          (tych trochę jest) i północnej (raczej nieliczne), ale zazwyczaj jednak sporo
          do nich trzeba pomaszerować. Podsumowując, najelpiej chyba jechać w marcu-
          kwietniu i wrześniu-październiku (o ile nie zapowiadają deszczu, bo ponoć
          potrafi tam popadać).

          Dojścia to generalnie od 20 minut (bliskie sektory w regionie Luminy) do 1,5
          godziny (najdalsze w regionie Morgiou, np. Cap Morgiou, gdzie są świetne
          wielowyciągowe trawersy nad samym morzem - 2-3 metry nad wodą). Można
          oczywiście chodzić też znacznie dłużej - Kalanki są pocięte długą siecią
          szlaków turystycznych - ale trochę to za daleko, żeby zdążyć się sensownie
          powspinać. Dlatego chcąc załoić w innych regionach należy chyba gdzie indziej
          spać. Podobno w Cassis jest kemping, a zatem można spać tam i dochodzić -
          głównie do regionu położonego najbardziej na wschód (chyba nazywa się En Vau).
          Z kolei do regionów Marseilleveyre i Sormiou warto się dostawać od strony
          Marsylii (jakiś inny autobus, ale nie wiem, jaki numer), a nie Luminy i - być
          może - dałoby się również tam znaleźć miejsce do spania na dziko. Nie polecam
          namiotu - całe Kalanki mają charakter górski, więc niełatwo znaleźć płaskie
          plateau pod namiot, a jeśli już, to jest ono odsłonięte, co ma tę wadę, że
          filance mogą Was dopaść, bo w Kalankach biwakować pod namiotem NIE WOLNO (park
          narodowy).

          Wracając do typu łojenia, skała jest wapienna, zazwyczaj dość lita, choć trafia
          się kruszyzna (warto mieć kask - tam mają wszyscy!) o ŚWIETNYM tarciu. Nawet
          drogi opisywane jako wyślizgane są w podobnym stanie jak w naszym wapieniu te
          rzadko łojone! Trochę inny typ chwytów niż u nas - ciężko o klasyczną dziurę z
          klamą, jeśli już jest szufla, to płaska u góry, sporo jest wymyć itp. i ogólnie
          charakter dróg porównałbym raczej do "Śląskich Dolomitów" (nieużywanej kopalni
          dolomitu w Bytomiu-Stroszku) niż do Jury. Występują wszystkie typy formacji
          (płuty, filary, zacięcia, rysy, przewieszki, dachy). Część dróg poprowadzonych
          połogimi płytami nawet na poziomie 6a+ nie ma już żadnych widocznych chwytów
          ani stopni (np. droga Terminator w sektorze Le Renard w Morgiou - świetna droga
          polecam, ale uwaga na asekurację na początku - drugi spit dość wysoko) i stąpa
          się po wymyciach na tarcie, a trzyma "niczego". Klasyczna ustawieniówka.

          Świetnym aspektem Kalanek są drogi wielowyciągowe. Z racji na wysokość ścian
          (do 120 m) możliwości jest sporo i zdarzało nam się robić drogi do 6 wyciągów w
          terenie czwórkowo-szóstkowym :-) Specyficzne dla Kalanek są trawersy nad samym
          morzem. Kilkuwyciągowa wspamiała górsko-morska przygoda :-) Po zrobieniu
          wyciągu 6a na bardzo niepewnej teraz zdecydowanie uważam, że warto było to
          przeżyć :-D

          Co do asekuracji to zazwyczaj jest abrdzo dobra. Dominują spity (nowe Petzla i
          stare Simonda), jest też trochę ringów. Zazwyczaj co 1,5-2,5 metra jest wpinka
          i zazwyczaj jest ona tuż PRZED trudnościami, czyli idealnie. Może są wyjątki od
          tych reguł, ale nieliczne i naprawde mozna się tam dużo i bezpiecznie
          powspinać.

          Warto jeszcze dodać, że ludzi jest stosunkowo mało, a zjawisko kolejek pod
          (nielicznymi) drogami wystapiło raz, w dniu święta narodowego.

          Wyjazd kosztował nas po ok. 150 euro, ale można taniej, nie oszczędzaliśmy na
          jedzeniu, raczej mieliśmy ochotę popróbować miejscowych specjałów (nie w
          restauracjach, ale z Geanta jak najbardziej).

          Podsumowując, polecam Kalanki wszystkim łojantom (oprzócz może
          superekstremalnych), którzy mają co najmniej dwa tygodnie czasu i ochotę łoić w
          przepięknych okolicznościach przyrody dobre drogi z dobrą asekuracją.

          Miało byc króciutko, a się rozpisałem, ale może to i lepiej :-)
          • aard Hoellental - znacznie krótsza relacja 13.07.04, 11:23
            Ahoj!

            Bylem, pol kursu tatrzańskiego odbylem. Drugie pol od 14 sierpnia w samych
            Taterach, a poki co krotka relacja dla zainteresowanych Hoellentalem i
            okolicami.

            Region polozony jest ok 100 km na poludnie od Wiednia i jest typowo gorski.
            Drog wielowyciagowych masa, najdluzsza, na ktora mielismy isc, ale nie dopisala
            pogoda ma 21 wyciagow (Richterweg plus Stadlgrat na Stadlwand). Bardzo wiele
            drog kilkuwyciagowych o trudnosciach od III-IV do VIII-IX. Sa tez base climby
            do dwudziestukilku metrow. Krotko mowiac, do wyboru, do koloru. Wieszosc drog,
            ktore robilismy w gorach (do VI stopnia wlacznie) jest chociaz w czesci obita
            badz tez sa powieszone na stale przez mosty skalne petle z tasmy lub liny.
            Jesli juz nic nie ma, to do asekuracji na wiekszosci wkaszalnych drog ma ponoc
            wystarczac komplet DMMow i 4 duze heksy. Nam wystarczaly :-)

            Skala wapienna o dobrym tarciu i bardzo roznorodnej rzezbie, choc troche mniej
            niz u nas jest dziurek.
            Pogoda zmienna, choc i tak znacznie lepsza niz w Tatrach. W sumie przez 7 dni
            bylismy 4 razy w gorach i 3 razy w skalach, bo w gorach akurat banglalo lub
            zbieralo sie na banglanie.
            Skoro juz o skalach mowa, to zaliczylismy dwa rejony: Adlitzgraben (zoltawy
            wapien, obity, drogi od IV do IX i od 10 do 60 metrow) oraz Bad Fischau
            (zlepieniec, tez obity, drogi od IV do IX, ale dosc krotkie, do 20 metrow,
            natomiast skala jest niesamowita, niepodobna do czegokolwiek innego, warto
            odwiedzic, zwlaszcza, ze to tylko 50 km od Wiednia).

            Na koniec sie pochwale: przywiozlem przyzwoity wykaz przejsc, 20 drog i 33
            wyciagi, w tym VII- (VI.1) OS i Flash :-))
            • neochuan Re: Hoellental - znacznie krótsza relacja 13.07.04, 12:14
              cokolwiek to wszystko znaczy dla osób, które CHODZĄ po górach ;-P
              • aard Myślałęm o tym, Chułanie 13.07.04, 15:57
                I pomyślałem, że a nuż kogoś zachęcę do czegoś stromszego niż chodzenie? :-)
                • neochuan wystarczy taki drobiazg, jak... 13.07.04, 17:25
                  ...link ;-P
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=504
                  • aard Nie hubaryzuj, Chułanie 14.07.04, 08:57
                    Może wystarczy, może nie wystarczy. W link trzeba wejść, a to nie każdemu się
                    zdarza. Np. mnie się rzadko zdarza.

                    A jeśli już się spieramy, to sądzę, że instancją właściwą do rostrzygnięcia
                    sporu jest administrator bądź moderator tego forum. Skoro Ona/On nie usuwa(ją)
                    moich postów, znaczy akceptują :p
                    • neochuan hehe, pięknie napisane! 14.07.04, 12:19
                      i co za tszcionka ;-P
                    • izab77 Re: Nie hubaryzuj, Chułanie 26.07.04, 20:49
                      instancją właściwą zapewne nie jestem, niemniej jednak osobiście nie mam nic
                      przeciwko małym dygresjom, ba nawet jestem ZA! , bo w linki fakstrycznie nie
                      zawsze wchodzę ;-)
    • sunday Re: Co tu tak cicho? 13.07.04, 14:53
      > A może wszyscy jesteście w górach? ;)

      Chciałbym...

      > A przy okazji - gdzie wybieracie się na urlop/wakacje?

      Najprawdopodobnie w jakieś siedmiogrodzkie góry.
      Dokładnie gdzie jeszcze nie wiem.
      Wiem za to niestety, że będę mógł tam być tylko tydzień...

      > Ja jadę się przejść grzbietem Karpat od Użockiej Przełęczy
      > do końca Świdowca, na Bukowinę i pouskuteczniam sobie
      > kolekcjonowanie Korony Sudetów:)

      To cóż, dobrego wędrowania.

      pozdrawiam,
      Luki
      • josip_broz_tito Re: Co tu tak cicho? 26.07.04, 17:05
        No coz, bylo dobre:)

        Nie od przel. Uzockiej, ale od Wolowca, za to z Jasini jeszcze skoczylem na
        Pietrosa Czarnohorskiego z Kwasow i z powrotem do Jasini. A potem pojechalem
        sobie stamtad do Belgradu i polnocnej Serbi i jestem zachwycony tym krajem. A
        wycieczke na Djerdap (znany tez rumunofilom jako Portile du Fier czy Zelazna
        Brama) musowo trza powtorzyc, bo przeszedlem tylko od Golupca po Dobra i z
        powrotem, bo tyle mialem czasu i na tyle pozwolil 40 stopniowy upal.

        Najgorsze byly 3 dni (2 w tamta jeden w ta) tranzytu przez Wegry :(

        Pozdrawiam
        • aard Re: Co tu tak cicho? 28.07.04, 15:18
          josip_broz_tito napisał:

          > Najgorsze byly 3 dni (2 w tamta jeden w ta) tranzytu przez Wegry :(

          Pewnie dlatego, że na Węgrzech nie ma gór? ;-)
          • josip_broz_tito Re: Co tu tak cicho? 28.07.04, 15:34
            Nie. W pierwsza strone - w sobote od 14 pozamykane kantory, na dworcu w 100000
            miescie Nyiregyhaza nikt nie mowi po ludzku, w niedziele w Szegedzie to samo, w
            dodatku noclegi drogie jak cholera i kraj wyglada jak jakies cholerne panstwo
            unijne typu Niemcy. Z powrotem - mimo wziecia pociagu IC (bo bilet kosztuje
            tyle samo, tylko trzeba doplacic 9 zl za miejscowke) to z powodu robot torowych
            spoznilismy sie na pociag do Komarom, a jak jechalismy na nastepny to 35 minut
            z Deli na Keleti,bo akurat reorganizacja metra byla i nie chodzilo, trzeba bylo
            jakims autobusem zastepczym sie tluc, a na koniec pociag Batory nam sie spoznil
            w Komarnie, bo jeszcze na Wegrzech na stacji przed graniczna zepsuly sie jakies
            urzadzenia sterujace i stal 1,5 h.

            A na Wegrzech sa gory i to ladne i nawet dosc wysokie. Karpaty Wewnetrzne
            (Zemplen (okolice Satoraljaujhely), Gory Bukowe (miedzy Miskolcem a Egerem),
            Matra (na zachod od Bukowych), Pilis i Borzsony nad zakolem Dunaju powyzej
            Budapesztu i Las Bakonski na pn. brzegu Balatonu, a jakby bylo malo to juz nie
            karpackie pasmo Mecsek w okolicach Pecsu. Wysokosc od 600 do 1000 m n.p.m,
            czyli jak np. wiekszosc Sudetow lub Beskid Niski.
            • aard Pociąg dalszy nastapił na nastupisztie :-) 29.07.04, 10:56
              josip_broz_tito napisał:

              > Z powrotem - mimo wziecia pociagu IC (bo bilet kosztuje
              > tyle samo, tylko trzeba doplacic 9 zl za miejscowke) to z powodu robot
              torowych spoznilismy sie na pociag do Komarom, a jak jechalismy na nastepny to
              35 minut z Deli na Keleti,bo akurat reorganizacja metra byla i nie chodzilo,
              trzeba bylo jakims autobusem zastepczym sie tluc [cut]

              Czy na wszystkich wegierskich stacjach kolejowych nadal jest ta sama melodyjka
              poprzedzajaca zapowiedzi pociagow? Z 1999 to jest moje ulubione wspomnienie z
              przejazdu przez Wegry :-) No, jeszcze nazwy miejscowosci typu Hisnameti i
              Lokoshaza...

              > A na Wegrzech sa gory i to ladne i nawet dosc wysokie. Karpaty Wewnetrzne
              > (Zemplen (okolice Satoraljaujhely),

              CK Dezerter sie znalazł :p

              > Gory Bukowe (miedzy Miskolcem a Egerem),
              > Matra (na zachod od Bukowych), Pilis i Borzsony nad zakolem Dunaju powyzej
              > Budapesztu i Las Bakonski na pn. brzegu Balatonu, a jakby bylo malo to juz
              nie
              > karpackie pasmo Mecsek w okolicach Pecsu.

              Czy pisałem Ci już kiedyś Wodzu, że podziwiam do zachwytu Twoją wiedzę na temat
              gór?
              Kim jesteś z zawodu/ wykształcenia?

              Pyzdra!
              aA
              Rd
              • josip_broz_tito Re: Pociąg dalszy nastapił na nastupisztie :-) 29.07.04, 17:50
                Tak, melodyjka jest dalej a kazda zapowiedz powtarzaja z piec razy. Sadzac z
                nazw ktore podajesz (gwoli scislosci: Hidásneméti i Lőkősháza) wnioskuje ze
                jechales z Rumunii :) Mnie ta melodyjka wpienia, szczegolnie po nocy spedzonej
                na dworcu w uroczej miejscowosci Kiskunfélegyháza :)

                Aha, z zawodu jestem jeszcze nikim, wyzsze wyksztalcenie zdobede dopiero w
                przyszlym sezonie, kolo wrzesnia/pazdziernika. Natomiast naprawde duzo chodze i
                bardzo bardzo lubie ogladac mapy.
                • aard No to Twoje zdrowie tokajem kupionym w Miskolcu! 30.07.04, 12:59
                  josip_broz_tito napisał:

                  > Tak, melodyjka jest dalej a kazda zapowiedz powtarzaja z piec razy.
                  Hurra! Jadę na Węgry! :-)

                  Sadzac z
                  > nazw ktore podajesz (gwoli scislosci: Hidásneméti i Lőkősháza)
                  Sorry, literówka i brak węgierskich znaków - nie chciało mi się szukać w
                  Wordzie. Ale oczywiście Hidasnemeti.

                  > wnioskuje ze jechales z Rumunii :)
                  Oczywiście. I DO Rumunii też ;-) Bucegi i Fagarasului plus kilka
                  siedmiogrodzkich miast.

                  > Natomiast naprawde duzo chodze i
                  > bardzo bardzo lubie ogladac mapy.
                  Jasne, ale to nie wystarczy, musisz jeszcze mieć doskonałą pamięć. Ja też lubię
                  oglądać mapy, ale np. kolorów szlaków nie pamiętam nigdy, a i nazwy się po
                  kilku latach zacierają...
                  Respect.

                  Pyzdraard!
                  • josip_broz_tito Re: No to Twoje zdrowie tokajem kupionym w Miskol 30.07.04, 15:05
                    To milej wycieczki na Wegry:)
                    Tylko ostrzege Cie lojalnie, ze Wegry zrobily sie piorunsko drogie. To juz
                    niestety nie ten sam kraj co 1998, czy w 2000 r :( Ponizej 30 zl trudno o
                    nocleg a i kempingi juz ida dziarsko w okolice 20, Polakow co za tym idzie
                    coraz mniej (to akurat ok) ale od wuja Niemcow. Podstawowe produkty zywnosciowe
                    tez drogie, za zakupy za ktore u nas dalbym 10 zl, a w Serbii najwyzej 6-7,
                    dalem 20. I ta wkurzajaca nieznajomosc jezykow - nawet mlodzi nie bardzo znaja:
                    ( A najgorzej jest jak trzeba cos zalatwic.

                    Z ciekawszych rzeczy jak masz ISICa to od pt do nd masz znizke tam bodajze 30%.
                    Tylko wez to powiedz madziarom ze jest.... Ja nie wiedzialem ze jest (bo napis
                    tylko po madziarsku) i jak sie spytac czy sa znizki i musialem jezdzic na
                    pelnych.
                    • aard Ech, to była metafora(chociaż może jeszcze kiedyś) 02.08.04, 12:42
                      Chodziło mi raczej o to, że jeszcze jest po co tam jechać ;-)

                      dzięki za ostrzeżenie, zapamiętam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka