pertinax
09.02.05, 20:39
Tadeo szedł piękną, zieloną aleją, w kierunku lśniącego chromem i
przyciemnianym szkłem, potężnego, nowoczesnego gmachu. Będąc już blisko,
zauważył na jego frontonie złocony napis: „Tadeo-aqapark”. Lekko wbiegł po
marmurowych schodach, a ogromne drzwi, otworzyły się przed nim
bezszelestnie. Gdy szedł, tłum który kłębił się za drzwiami, rozsuwał się z
szacunkiem. Tadeo, Tadeo - pełen podziwu szept i zaciekawione spojrzenia
przeprowadzały Go przez cały holl, aż do wielkiej, sklepionej sali z
ogromnym, pełnym krystalicznie czystej wody basenem. Tadeo dopiero teraz
zauważył, że ma na sobie tylko niebieskie, obcisłe kąpielówki w żółte
delfiny. Gdy to skonstatował, nadeszła go nieodparta chęć, aby skoczyć w
szafirową, czystą otchłań. Energicznie odepchnął się nogami od krawędzi
basenu i skoczył. Kiedy już leciał, dopadło go przerażenie. – Przecież ja nie
umiem pływać – pomyślał. Było już jednak za późno. Pochłonęła go szafirowa
toń, a woda zaczęła wdzierać się do ust.
Tonę – przemknęło mu przez myśl. Jednak woda nie odebrała mu oddechu.
Tylko strach zaczął jeżyć mu włosy na głowie. Właśnie zbierał się do tego aby
zakrzyknąć – Ratunku! Kiedy sen prysnął nagle.
Tadeo otworzył oczy, rozejrzał się po swojej sypialni i odruchowo
sięgnął po szklankę z kefirem która jak zwykle stała na nocnym stoliku w
pobliżu łóżka. Już po kilku łykach chłodnego, aksamitnego napoju, odzyskał
jasność myśli. – Co za głupi sen – przemknęło mu przez głowę. Po chwili już
wiedział, że to pewnie przez tego nachalnego inwestora, który od jakiegoś
czasu bombardował go propozycjami budowy aqaparku w Gorzowie. Facet czy
raczej faceci nie umieli gadać konkretnie. Trzeba ich było wysłać na drzewo.
Ale owe złocone litery i pełen podziwu tłum widziany we śnie, nie dawał Tadeo
spokoju. Zanim magistracka limuzyna zdążyła podwieźć go pod drzwi Ratusza,
dojrzała w nim śmiała decyzja. – Sami zbudujemy park wodny w Gorzowie!
Zanim wszedł do swego gabinetu, rzucił przez ramię sekretarce aby
natychmiast zadzwoniła po przybocznego Knecia i podręcznego Guzendę. Ci
wpadli zadyszani po czterech sekundach stając w postawie zasadniczej. Tadeo
zmarszczył brwi na taką opieszałość, ale zapanowując nad gniewem rzucił
krótko: - Budujemy aqapark w Gorzowie.
Zapanowała lekka konsternacja. Podręczny Guzenda zaczął coś dukać, że
przecież chętnych do budowy wysłano już na drzewo, ale Tadeo zmarszczywszy
brwi zakomunikował: - My zbudujemy park wodny. – Tak tylko we trzech? –
durnowato zapytał się zbity z tropu przyboczny Kneć. - Ja nie mam tyle kasy-
szybko poparł go Guzenda.
W normalnych warunkach taki sprzeciw i tak wielka dawka samodzielnego
myślenia skończyłaby się natychmiastowym wyrzuceniem obu na zbitą mordę z
gabinetu, ale dziś wyjątkowo, Tadeo był w wyśmienitym humorze. – A kto mówi,
że sami za swoje mamy budować jakieś baseny? – rzucił Tadeo – Wybuduje się za
miejskie pieniądze a gamonie i tak będą nas kochały tak jakbyśmy za to
zaplacili z własnej kieszeni.
Na twarzach podwładnych, pojawił się uśmiech podziwu, a ośmielony dobrym
humorem szefa podręczny Guzenda zapytał: - A ile to taki bajer może
kosztować?
- A bo ja wiem? Jakieś 50 milionów zeta na pewno. – zamyślił się Tadeo.
Przyboczny Kneć, który już od minuty coś wystukiwał na nieodłącznym laptopie.
Znów wystąpił z jakimiś wątpliwościami. Zaczął coś o budżecie, coś o innych
wydatkach. Jednym słowem malkontent.
- A ciebie gó..arzu ktoś się o coś pyta? – zdenerwował się Tadeo – Coś
się z inwestycji skreśli, coś z majątku się sprzeda, coś się zamknie, weźmie
się jakiś kredyt i „Tadeo-aqapark” się wybuduje. Guzenda! Na dwunastą odprawa
z naczelnikami wydziałów. Na czternastą konferencja prasowa w sprawie
aqaparku. Na siedemnastą bankiet! Wykonać.
I tak decyzja zapadła. Ciąg dalszy jutro.