saskiaplus1
04.05.06, 12:53
Coetzee - moje wielkie rozczarowanie. Przed Noblem nie trafiłam na żadną jego
książkę. Po uhonorowaniu itd. postanowiłam poczytać, bo pisano, że to powrót
klasycznej, fabularnej powieści i tym podobne, że fabuła, że ważne tematy, że
porusza. Myślę sobie - coś dla mnie, wszak dość mam już miałkiej powieści
eksperymentalnej i siedmiokrotnych popłuczyn po postmodernizmie. Wzięłam się
zatem za "Hańbę", bo chyba jako pierwsza została wydana w Polsce i wtedy
tylko to było na półce. I oto kompletne rozczarowanie - ledwo dobrnęłam do
końca (a i to tylko z szacunku dla Alfreda i jego starych pieniędzy). Ani
język, ani styl, ani nawet pomysł i temat nie nosił w moim odczuciu znamion
geniuszu. Prawdę mówiąc, cała sytuacja opisana w książce wydała mi się mocno
wydumana, postacie papierowe a całość sentymentalna jak Coelho w najlepszej
formie. Czy ja jestem niewyrobiony czytelnik, czy to kolejny z tych "mniej
trafionych" Nobli?
Tak mnie naszła dziś refleksja, choć lekturę mam dawno za sobą, a i Nobel już
mocno nieświeży... Ale może warto sięgnąć po inne jego książki?