Dodaj do ulubionych

Sasiad cos pedzi!

12.03.03, 09:35

Tak nam powiedziano, w scislej tajemnicy. Wsluchalismy
sie, i owszem: liczne tupoty, zziajane krzyki,
potracane sprzety.
Ktos szepnal, ze nie tylko na wlasne potrzeby sasiad
pedzi. Wiec moze i my bysmy mogli skorzystac, jakby z
nim w komitywe wejsc. Tylko jak tu najpierw wydedukowac
(bo tak wprost zapytac, to w sumie nie wypada.
tajemnica w koncu) co, po co i dokad pedzi. I czy sie,
koniec koncow, oplaca?

no to pomozcie!

glupka w skupieniu nasluchujaca
Obserwuj wątek
    • xkropka Re: Sasiad cos pedzi! 12.03.03, 11:37
      Oj, nie popedzajcie tak go; jak dopedzi to moze sie sam pochwali. A ja knie
      pochwali, to znaczy, ze nie bylo czym...
      Z reszta - jakis ograniczony ma zakres tego pedzenia, bo tylko we wlasnym
      mieszkaniu...
      • glupka_lesna Re: Sasiad cos pedzi! 12.03.03, 12:21
        xkropka napisała:

        > Oj, nie popedzajcie tak go; jak dopedzi to moze sie sam
        pochwali. A ja knie
        > pochwali, to znaczy, ze nie bylo czym...

        To wcale nie jest oczywiste. Bo moze byc i tak, ze dla
        wszystkich nie starczy, stad te tajmnice. Wiec kto
        pierwszy, ten lepszy, az dziw, ze wszyscy jeszcze nie pedza!

        > Z reszta - jakis ograniczony ma zakres tego pedzenia,
        bo tylko we wlasnym
        > mieszkaniu...

        A, to tez nie jest powiedziane. My, nie chwalac sie, tez
        czasem pedzimy (jeden glupek za drugim z kuchni do
        pokoju), zwlaszcza gdy ten pierwszy glupek ma koziserek
        na przyklad.
        Ale mimo to wszyscy szepcza z podziwem o sasiedzie, wiec
        on pewnie pedzi lepiej :(

        • xkropka Re: Sasiad cos pedzi! 12.03.03, 12:49
          To moze niech sasiaad otworzy jakas firme szkoleniowa i wramach promocji
          przeprowadzi pierwsza lekcje pedzenia za darmo?
          • glupek_lesny Re: Sasiad cos pedzi! 19.03.03, 07:38
            Probowalismy, ale jakos nie chcial :(((
    • ta_ To pędził mój Kazek 13.03.03, 19:56
      Kazek zrzędzi,
      że go swędzi...
      więc się nie dziw,
      że popędził
      gdzie nie smędzi
      ani ględzi
      nikt,
      którego nic
      nie swędzi.

      No bo to było tak. Kazek spotkał tego markiza szemranego i zapytał po dobroci,
      na co jemu ten puder. I usłyszał, że na grzyba, jak już wiecie.
      I tak gadu-gadu, aż przyszło do tego, że markiz się poczochrał i pewnie zesypał
      na Kazka trochu tego świństwa.

      No i się pożegnali, markiz poszedł pawie poić, a Kazek do domu. Tylko coś taki
      niespokojny był i zaczął się co i rusz szkrobać.
      Tak mu zeszło do rana, aż mu powiedziałam do słuchu i popędził biedaczyna
      szukać markiza, bo mówi, że teraz to on z nim ma sprawę, a już i nie ma ochoty
      słuchać , co mówię o tym pudrze. Niby chodzi mu o te grzybki, czy co, bo nie
      wiem.
      No to właśnie mój Kazek tak pędził, wam mówię.

      Ta_

      • xkropka Re: To pędził mój Kazek 14.03.03, 08:40
        Ale z tego, co pisala glupka wynika, ze ten lesny sasiad to pedzi tak stale i
        na wlasny uzytek, a Twoj Kazek to chyba tak niekoniecznie pasuje do tej
        definicji...
        Czyli wiecej pedzacych mamy w okolicach lasu? Jeszcze sie o tym jakies strusie
        (pedziwiatry) dowiedza i trawe nam cala w okolicy wydepcza... To Ty moze, ta_
        porozmawiaj z Kazkiem, niech przynajmniej on nie pedzi.
      • trzcina Re: To pędził mój Kazek 14.03.03, 19:46
        Oj, to Ty mi na pewno coś doradzisz, bo widzę, ze z pędzeniem to ty
        doswiadczenie masz bliskie.

        Bo ja to mam pędzącego szefa. On zawsze pędzi i jeszcze raz na czas wybucha.
        Na razie to mam dwa na niego sposoby. Na ogół sama pędzę w przeciwnym kierunku,
        wtedy odpryski od wybuchów mnie nie trafiają. A ostatnio to jeszcze sobie
        tarczę sprawiłam z pleksi i z nią pędzę. Przydaje się na te wybuchy i na drogę
        dom-praca-dom, bo u nas w rynku ludzi ciżba, to zawsze mnie potrącają i gniotą.
        I od kiedy ją mam to nie wracam posiniaczona i cała w odpryskach.
        Tu już u nas wiecej ludzi na ten pomysł wpadło i się tarcze w armyszopach
        kończą.
        Tyle, że niewygodnie trochę, bo duża ona i nie mam jak chodzić na zakupy, już
        mam całkiem pusto w lodówce.
        Co mam robić, żeby to wszystko pogodzić, nie wiem, moze co uradzicie.

        Się pytam przy okazji, to się nie gniewajcie.

        t.))

        • xkropka Re: To pędził mój Kazek 17.03.03, 09:54
          Wiesz, tak sie zastanawialam, nad tym twoim problemem i chyba juz wymyslilam! W
          telewizji co i raz pokazuja (zwlaszcza miedzy dziennikiem a prognoza pogody)
          taka rodzine, co to najpierw same nieszczescia na nich spadaja, bo to jakies
          mikroby sie przyczepia (a one chyba bardziej uparte od twojego szefa), albo
          ktos lizaka zabierze, a jak sobie tak codziennie z takiej bialej flaszeczki
          jakiegos specyfiku wypija, to ich nic nie rusza. To moze ty powinnas sie w taki
          specyfik gdziescik zaopatrzyc, albo sama wyprodukowac? Moze by i ten glupkowy
          sasiad cos pomogl? Tak homeopatycznie - na pedzenie pedzonym...
          • trzcina Re: To pędził mój Kazek 17.03.03, 16:49
            To Ty sie popatrz ikskropko, jaka ja jestem przez ten brak telewizora
            uposledzona. To oni juz wymyślili w międzyczasie takie coś, co jak się zażyje,
            to nic człowieka nie rusza? A ja w ciemnosciach żyję? I mam te wszystkie objawy
            od ruszania!
            Ja muszę to koniecznie mieć. Ale jeszcze najpierw to ja muszę wiedzieć, jak sie
            to nazywa, bo wiesz, inaczej do ust nie wezmę, mam taką malię na wszelki
            wypadek, żeby wiedzieć, co tym na toksykologii mówić w razie co, sami to się
            oni nie domyślą, a przezorny zawsze bezpieczny.
            Bardzo czekam na tę nazwę, jak juz będę wiedzieć, to pomyślę, jak sobie samemu
            ukulać albo co.
            I też bardzo dziękuję za poradę i oświecenie.

            czcina
            • xkropka Re: To pędził mój Kazek 19.03.03, 12:39
              to Ci powiem najpierw jak sie pozbyc uposledzenia telewizyjnego. Bo ja tez
              telewizora nie posiadam, ale korzystam i ogladam na zapas, jak sie wybiore do
              kogos, kto jest bardziej ucywilizowany niz ja - taki lesny czlowiek. Z reszta -
              z tymi cywilizowanymi jakos mi sie trudno rozmawia - moze przez te stopnie
              rozwoju?
              W kazdym razie - w weekend bylam i specjalnie zapamietalam jak sie nazywa to z
              flaszki - jakos aktimel na to mowia. Ale powiedzielei jescze w tym telewizorze,
              ze to ma jakies kultury bakterii, to ty sie jeszce zastanow, czy to pic
              warto... Ale jak te bakterie kulturalne, to moze nie beda rozrabiac?
              • trzcina Re: To pędził mój Kazek 25.03.03, 20:14
                Dzięki za aktimela xkropko bardzo, a za to nazapas oglądanie to jeszcze nie
                wiem czy mam Ci dziękować, muszę to sobie wszystko poukładać.
                CO oni tam nie ponawymyślali. Na wszystko - na zęby, jak Ci zależy, żeby zawsze
                były czyste i żebyś mogła polegać na swoim uśmiechu.
                Jest coś co nawilży i coś co sprawi że będą miękkie, bo jesteś tego warta, a
                oni biorą z natury to co najlepsze i wtedy masz dostępne bez recepty i cię
                chroni doskonale jak najwiekszą powierzchnią i masz połysk bez smug i bez
                grudek i przypalonych garnków.
                Gdyby wszystko było tak proste, to masz od razu przepis na sukces i ceny cię
                powalają, a w dodatku zgodne z naturą kobiety, bo masz na to czas, by cieszyć
                się życiem, bo jesteś wyjątkowa.
                I zdobądź to i podaj to co najlepsze.
                I ja muszę coś z tym zrobić, bo na razie to nie wiem od czego kupowanie
                zaczynać, tyle tego.
                to lecę
                podziekowawszy

                czcina
    • trzcina Re: Sasiad cos pedzi! 14.03.03, 19:30
      glupka_lesna napisała:


      >wiec moze i my bysmy mogli skorzystac, jakby z
      > nim w komitywe wejsc. Tylko jak tu najpierw wydedukowac
      > (bo tak wprost zapytac, to w sumie nie wypada.
      > tajemnica w koncu) co, po co i dokad pedzi. I czy sie,
      > koniec koncow, oplaca?


      Pytać wypada, nawet i trzeba, zwłaszcza, jeśli się opłaca.
      Tylko nie wypada tak z mostu, się kluczy i zawija.
      Się mówi tak, na ten przykład:
      -Ma to sąsiad co na zbyciu?
      A on na to albo rzuca konkretem, to masz problem z głowy albo kręci:
      - A sąsiadeczka względem czego pyta?
      To ciągniesz:
      - Się słyszy to i owo.
      Ten ściemnia dalej:
      -A kto by tam zaraz wierzył.
      To idziesz w zaparte:
      -Bo widzi sąsiad, mamy okazję, a do sklepu daleko i leje...
      Pędzący na prowokację odporny:
      -A co, mąka się sąsiadce skończyła?
      Wtedy to masz dwa wyjścia - albo wóz:
      -Nie sprzeda sąsiad jakich procentów, a niedrogo?
      Albo przewóz:
      -Wody nie mamy, a u sąsiada, słyszę, leci.

      t.))

      • ta_ Re: Sasiad cos pedzi! 15.03.03, 00:22
        c.d czcińskiego :

        Na to sąsiad:
        a co, szumi sąsiadce coś?

        a ty sprytnie:
        szumieć nie szumi, ale jakby poszumiało, toby źle nie było

        z samej wody nie zaszumi- zdradzi się sąsiad zawzięty i wtedy go ciosem nagłym:
        macie rację, wzmocniona procentowo musi być...

        on na to:
        procentów nie policzę, jak gotówka będzie

        ty, łapiąc wiatr w żagle:
        co ma nie być gotóweczki sąsiedzie kochany, wiadereczko podstawić?

        I już kobyłka u płotu.

        Tak to widzę, czcina ma głowę nie od parady

        Ta_
        P.S. Kazek póki co przepędził markiza.
        • trzcina Popędziły i głupki?? 17.03.03, 17:13
          Ja nie chcę nic mówić ani przypuszczeń nadużywać, ale będzie już parę dni jak
          głupków nie ma. Albo doszli do konsenzusa i spożywają owoce negocjacji, albo
          ich popędzili i wszystkich ciupasem zgarnęli.
          No chyba, ze stoją za cukrem albo poszli zgasić wreszcie to światło, wiecie
          gdzie.
          To idę się pomartwić, co z lasem będzie.

          t.))
          • glupka_lesna i to jak popedzily! 18.03.03, 14:53
            ale sie juz nie martwcie.
            wyrwalo sie nam daleko na poludnie (podroz byla pelna
            niebezpieczenstw, ale cali juz jestemsy i jakby zdrowi).
            porzucilismy wszelkie sasiedzkie sprawy, anomaliom strawe
            ostawilismy w miseczkach i pomknelismy.
            ale oto teraz jestesmy z powrotem (anomalie wsunely
            wszystko lacznie z miseczkami)i trzeba bedzie od nowa
            zaczynac, z tym podchodzeniem i oswajaniem sasiada, bo
            teraz nawet go chwilowo nie slychac, nie widac,
            wyobrazcie sobie.
            moze mu umknelo co pedzil???

            ale to sie jeszcze u was poradzimy, co wy o tym myslicie.

            glupka
    • glupka_lesna Popedliwy sasiad, co dalej 25.03.03, 13:26
      Pozmienialo sie ostatnio cos u sasiada.
      Nie pedzil ostatnio, cisza byla, my posmutnielismy. Do wczoraj.
      Po poludniu uslyszelismy znowu loskoty jakies.
      Ktos jakby zawadzal o meble, stracal szpargaly.
      Spojrzelismy na sie z satysfakcja - moze sasiad droge wskaze i cos sie uda wreszcie dopedzic...Nadzieja zakwitla w sercach...
      Kiedy uslyszelismy z gory te rozpaczliwe slowa zony sasiada: "nie unos sie tak!!!"

      I my juz zupelnie nic nie rozumiemy :(
      No bo tak: czy mozna pedzic unoszac sie? albo unosic - pedzac?
      A moze jak ktos za duzo pedzi, to zaczyna sie unosic?
      Jak to jest???

      dopytuje glupka skonsternowana wielce...
      • trzcina Re: Popedliwy sasiad, co dalej 25.03.03, 20:03
        Się nie ma co zastanawiać, sąsiadka do opara mówiła.
        Przecież oczywistem jest, ze jak się dobrze pędzi, to się opary unoszą. Bez
        oparów nici z pędzenia i to bynajmniej nie mulina.
        Widać jeden opar uniósł się nie tak jak trzeba, to go sąsiadka przywołała do
        porządku.

        Pytasz też, czy można unosić się pędząc. Otóż można, zawsze tak czynię i na
        odwrót też.

        czcina
        • glupek_lesny Re: Popedliwy sasiad, co dalej 25.03.03, 21:40
          Oj, a co to za stworzenia te opary?
          Nie zaszkodza anomaliom?
        • glupka_lesna Re: Popedliwy sasiad, co dalej 26.03.03, 23:55
          trzcina napisała:

          > Się nie ma co zastanawiać, sąsiadka do opara mówiła.
          > Przecież oczywistem jest, ze jak się dobrze pędzi, to się opary unoszą. Bez
          > oparów nici z pędzenia i to bynajmniej nie mulina.

          mowisz znaczy, ze jakbysmy cos upedzic chcieli, to w te pedy zawczasu jakiegos opara trzeba sprokurowac (czy jeden wystarczy?).

          wazka uwaga, czcino.
          tylko w kwestiach praktycznych jeszcze nagabne - gdzie one opary bytuja i jakie toto z charakteru jest, no i czy latwo je ugadac do roboty? krnabrne aby nie sa?


          > Widać jeden opar uniósł się nie tak jak trzeba, to go sąsiadka przywołała do
          > porządku.

          a, znaczy ze sa i krnabrne, czy jeno plochliwe?

          >
          > Pytasz też, czy można unosić się pędząc. Otóż można, zawsze tak czynię i na
          > odwrót też.

          och, przeciez, jasne!
          owa sytuacja odwrotna zaistniala nawet w glupkowym lesie - wszak baloo w bagnie stojac, zaczal opadac.
          wiec zeby z blocka umknac, musial sie uniesc, zas zeby sie uniesc - musial pedzic. och, ciekawe ile musial pedzic...

          ale o oparach chyba nie bylo...to jak to tak??? czcino...?

          glupka
          • glupka_lesna Re: Popedliwy sasiad, co dalej 26.03.03, 23:58
            no i racje ma glupek dopytujac o oparow wzgledem anomalii szkodliwosc. no.
            • trzcina O parach i oparach 27.03.03, 17:44
              To ja hurtem.

              Opary są wszędzie. Stawiam i na to, ze ja też mam jakiegoś opara jednego
              najmniej, bywa i więcej, jak się rozpędzę.
              Opar z natury gołym okiem niewidoczny jest. Nawet taki egzemplarz łagodny,
              trudnym jest do złapania i ujarzmienia.
              Na ogół neutralny, lubi być a to zdrowy i pomocny, taki na ten przykład w
              saunie, a to omamogenny,a to - najgorzej - obrzydliwie szkodliwy.
              Na czuja odróżnisz opara od opara, ale już najprędzej to po skutkach, a wtedy
              jest za późno.
              Ratować się musimy oddzielaniem. Opar lubi parę i być w parach, taka para od
              opara to tzw. źródło opara. Źródło lubi być bądź pędzone bądź podgrzane, by
              zacząć oparować.
              To trzeba źródło rzeczonego hyc zamknąć albo unieszkodliwić i opar skona w
              samotności, a łba ze strachu nie wychyli.
              Com wiedziała, tom opisała.
              Czy baló też w oparach zniknął, nie wiem, prawdopodobieństwo znaczne istnieje,
              ze tak i to w jakich.

              z poważaniem
              ku przestrodze
              chrońcie las przed złym oparem

              czcina

              • glupka_lesna Re: O parach i oparach 28.03.03, 10:50


                wyklad piekny, dzieki ci czcino.
                drazy mnie jeszcze, co nastepuje:
                czy para od opara (zrodlem, znaczy) moze byc ludz, alibo
                anomalia, czy tez raczej teren mu sprzyjajacy, przedmiot
                badz zjawisko? na ten przyklad: czy zrodlem sasiadowego
                opara sam sasiad jest, czy jego pedzenie, czy tez oba one?

                glupka, dociekliwo-analityczna


                • glupka_lesna Re: O parach i oparach - dopisek 28.03.03, 10:52


                  pytam, bo niepewnam, jak zinwentaryzowac opary lesne, a
                  czas nagli...
    • glupka_lesna Re: Sasiad cos pedzi! 02.04.03, 13:18
      no, nie ma letko z tym sasiadem!
      nie dosc, ze pedzi, to jeszcze lazienka mu przedwczoraj sie zupelnie zalala!
      prawie do awantury doszlo.
      to chyba nie jest jednak dobry sasiad.
      twierdzil oczywiscie, ze on sam niewinny, ze to pralka ja zalala, umyslnie oczywiscie, ale nam sie to wszystko coraz mniej podoba.
      ogolna demoralizacja :(
      o maly wlos przeciez a bylibysmy i my totalnie zalani... taki wstyd.
      moze on jednak powinien pedzic gdzie indziej?
      tylko jak go przekonac?

      glupka
      • glupki_lesne Re: Sasiad cos pedzi! nt 01.03.05, 18:45

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka