Witajcie

Muszę się z wami czymś podzielić, bo w przeciwnym wypadku pęknę na pół!

Otóż dzisiaj rano postawiłam karty. Przyznaję, że byłam lekko poddenerwowana,
i nie bardzo potrafiłam się skoncentrować. Ale też zależało mi na odpowiedzi.
Przy tasowaniu kart wypadła mi na kolana karta - Pustelnik. Nie zwróciłam na
to uwagi, tylko zgarnęłam kartę, i tasowałam dalej. Mam zwyczaj bardzo
długiego i dokładnego tasowania - pomaga mi się to wyciszyć. I kiedy
skończyłam, położyłam stosik na stole. Poczułam dziwny "przymus", żeby
podnieść kartę leżącą na szczycie stosiku. Podniosłam, patrzę - Pustelnik...
Zniechęcona, ponowiłam tasowanie. potem, po rozłożeniu kart w układzie (układ
ten zawiera 9 kart), zobaczyłam same...miecze (!). Pasowało to do mojego
pytania jak pięść do nosa. Mam zwyczaj po zinterpretowaniu układu,
wyciągnięcia jednej karty potwierdzającej moją interpretację. To nic, że
kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi w tym moim układzie, tym razem również
postanowiłam wyciągnąć jedną kartę potwierdzającą. Po prostu nie zgadniecie,
co wyciągnęłam...Pustelnika

W trosce o moje zdrowie psychiczne
postanowiłam dać sobie spokój na dzisiaj z tarotem

. Może byłam zbyt
zdenerwowana? Albo zbytnio zależało mi na odpowiedzi, i ten Pustelnik dawał
mi znać, żebym przystopowała??
P.S. Po dzisiejszej przygodzie postanowiłam wyciszać się przed postawieniem
kart. Czegoś mnie to jednak nauczyło.