basia.basia
14.05.07, 12:07
Jest Pan jedną z niewielu osób, wśród osób publicznych, które poważam i którym
ufam. Jednak ostatnie wypadki zasiały wątpliwość co do Pańskiej roli w próbie
odroczenia rozstrzygnięcia losów ustawy lustracyjnej.
Dowiaduję się, że dzwonił do Pana marszałek Dorn, który złożył wniosek o
udostępnienie dokumentów dotyczących wszystkich sędziów TK. Czy po to, by się
upewnić (albo na Panu wymóc), że te dokumenty otrzyma przed rozstrzygnięciem?
Okazało się, że został pouczony o tym, że nie może wystąpić z wnioskiem ale
może to zrobić prywatna osoba. Padło na posła Mularczyka, który złożył wniosek
nie jako poseł ale jako "inna osoba", której dokumenty są potrzebne do
wykonywania czynności urzędowych.
Wniosek został złożony po godzinach urzędowania IPN ale dyżurował w "firmie"
szef lub zastępca szefa pionu archiwalnego. Czy na Pańskie polecenie?
Czy to ta osoba zarejestrowała wniosek w dzienniku podawczym i czy to ona
nadała sprawie klauzulę natychmiastowej wykonalności? Czy ta osoba osobiście
przygotowała Mularczykowi do wglądu dokumenty sędziów? I kiedy? Czy może jakiś
archiwista lub archiwiści zostali wezwani do IPN w trybie nagłym wieczorem
albo na rano następnego dnia?
Tak czy owak tryb był ekspresowy i ktoś zdecydował o tym, że taki właśnie ma
być. Czy uznał Pan (albo kto?), że sytuacja jest nadzwyczajna? Coś państwu
polskiemu groziło? Co?
Pojawiają się głosy, że IPN dał się użyć w walce politycznej a jest to zarzut
bardzo ciężki i ja chcę znać odpowiedzi na te pytania, by wyrobić sobie własną
opinię.
Wiem, że dziennikarze radia RMF próbowali rozwikłać zagadkę "trybu
ekspresowego" i łatwo by im się to udało gdyby mogli wejrzeć w waszą książkę
wejść i wyjść ale okazało się, że to niemożliwe, co tylko wzmacnia moje
wątpliwości.