hellyspring
08.06.07, 12:47
Zawsze polecalam moim znajomym, którzy przyjechali z innych miast i mieli ochotę coś zjeść restaurację Taco, sama też jadałam tam od początków liceum bo i jedzenie dobre, ceny przystępne a obsługa miła. Jadałam, bo moja noga nigdy już w taco nie postanie.
Wczoraj wieczorem postanowiłam pójść ze znajomym zjeść coś do taco, usiedliśmy na zewnątrz, po chwili przychodzi lekko przestraszony chłopaczek z kartami (nowy jakiś, wcześniej go nie widziałam, ja chcę zamówić od razu, bo zawsze biorę to samo, ale chłopaczek nie ma nic do pisania. Zamawiam taco z ostrym sosem i piwo, mój znajomy colę. Napoje przynosi nam dziewczyna, bez słomek, cola bez lodu, ale z cytryną (jak wycisnąć?). Proszę o słomkę (bardzo uprzejmie: sama pracowalam w gastronomii i wiem, że uprzejme traktowanie kelnerki/ra ma SAME plusy:i pomaga w pracy zainteresowanemu i można liczyć na sprawniejszą obsługę), słyszę od panienki, że zaraz otrzymam rurkę, ale ona idzie zbierać zamówienie. Słomki do końca pobytu nie otrzymałam. Natomiast tac, które dostałam, było najgorszym taco jakie w życiu jadłam. Miesa tyle ile kot napłakał, surówka (ta moja ulubiona, z ananasem) przygotowana chyba przed 3 dniami, kapucha pekińska grubo pokrojona...). No ale nic, nie będę robić problemów, 8zł jakoś przeżyję.
obok jacyś ludzie mieli zamówiony stolik (na chrzciny chyba, bo byli z maleńkim dzieckiem), okazało się, że brakuje miejsc. Młody chłopak poszedł pytać kelnerkę (taka wyjątkowo niesympatyczna, grubsza trochę, na imię chyba ma Marzena) gdzie może znaleźć 2 brakujące kiejsca a ona, po krótkiej wymianie zdań, "Nie zawracaj mi głowy, nic ci na to nie poradzę" (:// byli znajomymi, ale ona u diabła była w pracy!!) W końcu zaoferwaliśmy, że mogą wziąć nasze krzesła, bo my się zaraz zbieramy.
Marzena jest chyba jakąś przełożoną, bo PRZY KLIENTACH pozwala sobie w niewybredny sposób zwracać uwagę i poprawiać innych pracowników wówczas, gdy wia leży po jej stronie ("Ten pan nie ma piwa?Wzięłam zamówienie, piwo leży na barze, kazałam wam je zanieść!" na co chłopaczek "Ej, nie mi kazałaś...")
Czułam się jak w barze mlecznym z lat 80tych. Skandal, jeśli taco nie zmieni obsługi (ja rozumiem, że ktoś może mieć gorszy dzień, ale akurat Marzena ma go ilekroć odwiedzam tę restaurację) to naprawdę straci klientów. Jeśli uśmiecham się do kelnerki, to nie jest chyba problemem odpowiedzieć uśmiechem. A, nauczona doświadczeniem, usmiecham się zawsze. Żeby im się lepiej pracowała, a mi lepiej siedziało w danym lokalu. Ale w taco to nie dziala...:/