sz0k
12.07.07, 22:30
Dla innych, którzy ślepo powtarzają retorykę kretynków pokroju Niesiołka i
Komorowskiego też.
Na przykład Gomułka
Rafał A. Ziemkiewicz
Władysław Gomułka znowu jest na fali. Po prostu nie sposób wziąć do ręki
gazety, żeby znowu nie było w niej czegoś o Gomułce. No, jeszcze o Gontarzu,
Misiornym i innych takich. Ale te nazwiska dziś mało komu coś mówią. A o
towarzyszu Wiesławie wszyscy słyszeli.
Słyszeli przede wszystkim, że miał on antyinteligenckie kompleksy. Że jako
człowiek kompletnie niewykształcony – z zawodu ślusarz – nienawidził
intelektualistów chorobliwie. Dlatego, oczywiście, że im zazdrościł, że gryzła
go zawiść, iż intelektualiści tacy mądrzy, a on nie. Skąd to wiemy?
Oczywiście, ze wspomnień żyjących w czasach Gomułki intelektualistów.
Owe antyinteligenckie kompleksy Gomułki to dla dzisiejszych obrońców III
Rzeczypospolitej po prostu skarb. Skoro Gomułka nie lubił intelektualistów, to
jasne, że kto nie pada na twarz przed, dajmy na to, sygnatariuszami
krakowskiego apelu w obronie demokracji albo warszawskiej konferencji tria
Kwaśniewski–Olechowski–Wałęsa, ten jest jak Gomułka. Też go gryzą kompleksy
wobec mądrzejszych od siebie. Nie poważasz profesora Geremka, nie przyznajesz
racji redaktorowi Michnikowi, nie zachwyca cię rzymska poza mecenasa
Widackiego – jasna sprawa, gomułkowskie kompleksy.
To proste jak cep, ale, niestety, z tymi kompleksami Gomułki to nie było wcale
tak. Sięgnijmy po świadka z epoki, świadka, który towarzysza Wiesława nie miał
żadnego powodu lubić – Marka Hłaskę. W swoich „Pięknych dwudziestoletnich”
pisze on, że to, co Gomułka czuł wobec intelektualistów, to bynajmniej nie
była zawiść. To była pogarda. Przez kilka lat Gomułka siedział w ciężkim
stalinowskim więzieniu. Przygotowywano mu pokazowy proces – na to konto każdy,
kto go znał, narażony był na aresztowanie i tortury. W każdej chwili mógł
zostać rozstrzelany – komuniści jak każda mafia nie tolerowali odstępców. W
tym czasie wielcy polscy intelektualiści pisali hymny na cześć jego oprawców,
a Gomułkę, zgodnie z prikazem mieszali z błotem. A potem Gomułka prosto z
pierdla trafił na stołek genseka – wśród komunistów, jak w każdej innej mafii,
nie takie rzeczy były możliwe – i wszyscy ci wielcy intelektualiści z dnia na
dzień zaczęli pluć na Bieruta, na Bermana i innych, a jemu, Gomułce, bić brawo
i składać hołdy.
Gomułka nie miał im czego zazdrościć. Po prostu uważał owych intelektualistów
za zwykłe szmaty, za ludzi, którzy tak samo gotowi są podlizywać się i władzy,
i opozycji, jeśli akurat dostrzegą swój zysk. Może nie miał racji – ale Hłasko
niewątpliwie ma rację, że to właśnie była przyczyna, dla której tak a nie
inaczej traktował peerelowskich literatów.
Czy to coś zmienia? Nie wiem. Ale czasem mam wrażenie, że zajadli obrońcy III
RP, wciąż przyrównując swych oponentów do Gomułki, mają więcej słuszności, niż
sami sądzą.
gazetapolska.pl/?module=content&article_id=2392