Dodaj do ulubionych

Mieczysław Albert Krąpiec (1921-2008)

07.06.08, 13:28
Mieczysław Albert Maria Krąpiec OP (ur. 25 maja 1921 w Berezowicy
Małej, powiat Zbaraż, na Podolu, zm. 8 maja 2008 w Lublinie) –
dominikanin, profesor filozofii, tomista, wieloletni rektor KUL,
główny twórca Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, jeden z
najwybitniejszych współczesnych intelektualistów, światowej sławy
filozof. Przyjaciel Jana Pawła II. Pochowany 16 maja 2008 w grobowcu
oo. Domikanów na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie.
pl.wikipedia.org/wiki/Mieczys%C5%82aw_Albert_Kr%C4%85piec
autor słowa wstępnego: „... jako i my odpuszczamy naszym
winowajcom”, w: J. Białowąs, Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w
1944 roku, Lublin 2003, s. 7–11
www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
oficjalna strona Ojca Profesora
ptta.pl/krapiec/bio_zyciorys.php
Obserwuj wątek
    • mat120 (*} 07.06.08, 16:13
      • krouk [*] 10.06.08, 15:16
        [*]
    • liberum_veto ludobójstwo w Berezowicy Małej 08.06.08, 07:28
      Jak Ojciec Profesor wspomina swoją rodzinną miejscowość?
      - Nasza wioska należała przed wojną do diecezji kamieniecko-
      podolskiej, a później lwowskiej. W wiosce było gros Polaków, ale też
      Rusini - późniejsi Ukraińcy oraz jeden Żyd. Przed wojną stosunki
      między Polakami a Rusinami były bardzo poprawne, a nawet
      niejednokrotnie przyjacielskie. Granica, jak mówię żartem,
      przebiegała... w łóżku. Chłopy żenili się z kobietami Rusinkami -
      grekokatoliczkami, bo to był wcześniej zabór austriacki. Prawosławni
      byli pod zaborem rosyjskim. A jednak naszą miejscowość, a także
      wielu mieszkańców tamtych stron spotkało ogromne nieszczęście. W
      1943 r. Ukraińska Powstańcza Armia wpadła w nocy i w okrutny,
      barbarzyński sposób wymordowała 321 osób, a później nieustannie
      przychodziła i dobijała resztę, która ocalała. Ci, którzy przyszli,
      to była specjalna organizacja terrorystyczna, która dokonała
      ludobójstwa. Wieszano niemowlęta na jelitach matki, obcinano
      genitalia albo piersi, rozpruwano brzuchy matek ciężarnych, zabijano
      dzieci. Celem nacjonalistów ukraińskich było wymordowanie miejscowej
      ludności. Ja już byłem wtedy w zakonie, ale mieszkańcy musieli
      opuścić to miejsce i zostawić cały dorobek życia.
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20071224&id=my13.txt
    • liberum_veto krwawe zapusty w Berezowicy Małej 09.06.08, 06:58
      W nocy z 22 na 23 lutego 1944 r. ukraińscy nacjonaliści zamordowali
      ponad stu mieszkańców Berezowicy Małej w powiecie tarnopolskim.
      Ponad 20 polskich zagród puścili z dymem. Nazajutrz, w środę
      popielcową, pozostali przy życiu Polacy pochowali w pośpiechu
      zabitych i uciekli z rodzinnych stron. Podzielili los milionów
      rodaków na polskich Kresach.
      Zapisywanie białych plam
      Mord w Berezowicy Małej był jedną z typowych rzezi dokonanych w
      latach 1943-45 przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej
      zamieszkującej Kresy. W napadach na poszczególne wioski liczba ofiar
      najczęściej szła w setki, czasami "tylko" w dziesiątki, a już
      pojedynczych i najczęściej zapomnianych polskich mogił na tych
      ziemiach nikt nie zliczy. Ostrożne szacunki wskazują, że na Wołyniu
      i Podolu Ukraińcy wymordowali grubo ponad 100 tys. Polaków. W samej
      Berezowicy Małej jednej nocy z rąk bandytów Ukraińskiej Powstańczej
      Armii padło 131 osób, z których 30 spalono żywcem.
      O Polsce za Bugiem i o martyrologii ludności kresowej w okresie PRL-
      u nie wolno było głośno mówić. Po 1989 r. jak grzyby po deszczu
      zaczęły powstawać stowarzyszenia kresowiaków, a w ślad za nimi
      ukazywać się monografie dokumentujące życie na Kresach i ukraińskie
      zbrodnie. Za sprawą świadków, którzy najczęściej własnym sumptem
      wydają swoje wspomnienia, Kresy powoli przestają być białą plamą na
      mapie naszej narodowej martyrologii. W tej niejako "czarnej serii"
      dokumentującej zagładę polskich Kresów w latach czterdziestych
      ubiegłego stulecia ukazało się już wiele pozycji, m.in. książka
      Władysława Kubowa pt. "Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło
      Zbaraża", Jana Białowąsa "Wspomnienia z Ihrowicy", Władysława
      Bąkowskiego "Zagłada Huty Pieniackiej" czy "Podolskie korzenie" Jana
      Kanasa, opisujące życie i tragiczny koniec społeczności polskiej we
      wsi Łozowa.
      www.naszawitryna.pl/jedwabne_926.html
      • liberum_veto krwawe zapusty w Berezowicy Małej - cz. II 10.06.08, 07:56
        W Berezowicy po całodziennej pracy przy zwożeniu drzewa i rozbijaniu
        zamarzniętej ziemi ludzie myśleli tylko o odpoczynku. Tak przeszedł
        we wsi karnawał i nawet w zapusty nikt nie miał ochoty na zabawę.
        Tymczasem w nieodległym sąsiedztwie wsi zaczęły gromadzić się
        znaczne siły przybywających z Wołynia banderowców. Polaków
        ostrzegali przed nimi znajomi Ukraińcy, a także wysyłani na
        przeszpiegi wywiadowcy. W obawie przed UPA we wsi zorganizowano
        nocne posterunki i patrole. Jednak tej akurat nocy berezowiczanie -
        po części ze zmęczenia, a po części licząc na bliskość niemieckiego
        wojska - zlekceważyli ten obowiązek.
        Polski orzeł
        Nocą, gdy zmęczeni mieszkańcy Berezowicy Małej pogrążyli się już we
        śnie, od północy furmankami i saniami nadciągnęli banderowcy. Było
        ich kilkuset. Wprawieni w rzeziach na Wołyniu podchodzili w ciszy,
        starając się wykorzystać element zaskoczenia.
        Napad zaczęli od wymordowania mieszkańców przysiółka położonego
        kilometr od wsi. Zabijano bez jednego wystrzału. Piotra Szewczuka
        przerąbano siekierami na trzy części. Wdowę Katarzynę Tomków i jej
        siedmioro dzieci zakłuto bagnetami. Janowi Nowakowskiemu cięciem
        siekiery w usta przerąbano głowę. Zginął też najbliższy sąsiad
        Nowakowskiego - Józef "Słunka", a także jego matka i siostra. Śmierć
        poniosła także nieomal cała rodzina Kurylczuków, która tego akurat
        dnia zebrała się w komplecie, by pochować zmarłą w połogu żonę
        Władysława Kurylczuka. Jego trzyletniego synka Ukraińcy nabili na
        bagnet i wijącego się z bólu unieśli do góry, a gdy dziecko machało
        rękoma, śmiali się, że to polski orzeł.
        Rzeź w przysiółku przeżyła tylko szwagierka Kurylczuka, którą siedem
        razy pchnięto bagnetem, a także przeoczona przez rezunów córeczka
        Nowakowskich. Oprawcom zdołał wyrwać się również Władysław
        Kurylczuk. W koszuli i kalesonach, po pas w śniegu dobiegł do wsi,
        wszczynając alarm.
        www.naszawitryna.pl/jedwabne_926.html
      • liberum_veto krwawe zapusty w Berezowicy Małej - cz. III 11.06.08, 07:13
        Riżut, riżut
        - Riżut, riżut - krzyczał co sił, przebiegając przez całą wieś
        Kurylczuk, ratując w ten sposób życie wielu mieszkańców Berezowicy.
        Jednak zanim zaspani ludzie zdążyli przygotować jakąkolwiek obronę,
        do wsi wtargnęli Ukraińcy. Rodzina Jaworskich z bronią w ręku
        podjęła walkę z bandytami i dzięki temu przeżyła. Przeważnie jednak
        ludzie szukali ocalenia w ucieczce. Biegli do lasu, chowali się po
        sadach lub w obejściach ukraińskich sąsiadów. Wiele osób w popłochu
        schroniło się w nielicznych we wsi murowanych oborach. Części udało
        się ukryć w kamiennych schronach pobudowanych wcześniej na wieść o
        rzeziach wołyńskich.
        Niebronione domostwa były bez trudu zdobywane przez banderowców. W
        umocnionym niczym twierdza spichlerzu Antoniego Kwaśnickiego
        Ukraińcy rozbili podwójne i zaryglowane od wewnątrz drzwi.
        Sześcioosobową rodzinę po zamordowaniu obłożyli słomą i podpalili.
        Podobny los spotkał 30 osób, które schroniły się w murowanej oborze
        Mikołaja Sesiuka. Ukraińcy najpierw wyprowadzili z niej inwentarz, a
        potem rozstrzelali z karabinu maszynowego posadzonych pod ścianą
        ludzi. Choć oborę podpalono, kilku osobom udało się przeżyć.
        Postrzelony Michał Budnik uciekł przez strych, zostawiając zabitą
        żonę i czworo dzieci. Ocalał też Hryńko Pańczyszyn. Ukraińcy
        zastrzelili mu żonę i córeczkę, a jemu samemu darowali życie, gdy
        odmówił po ukraińsku pacierz. Mimo postrzału w pierś przeżyła też
        Maria Dżygała. Oprzytomniała w płonącej oborze i przedarła się z
        niemowlęciem przez ścianę ognia.
        Więcej szczęścia mieli ludzie, którzy ukryli się w murowanej oborze
        Jana Krąpca, ojca o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca, słynnego
        filozofa, wieloletniego rektora Katolickiego Uniwersytetu
        Lubelskiego. Obora Krąpców nie została całkiem spalona, gdyż leżała
        zbyt blisko budynków ukraińskich sąsiadów. Zresztą sąsiad ten
        uratował życie Polakom, gdyż oszukał banderowców, mówiąc, że obora
        Krąpca była już przeszukiwana. Z ukrywających się w niej ludzi
        zginęła "tylko" Paulina Ciurys, która nie wytrzymała nerwowo i
        wyszła na podwórze. Banderowcy zastrzelili ją, a następnie
        przerżnęli na pół piłą.
        Ucieczką do lasu salwował się miejscowy ksiądz Jan Mądrzak. Razem z
        rodziną Ziółkowskich, u których mieszkał, uciekł do pobliskiego
        zagajnika. Brnąc po pas w śniegu, wydostali się też z wioski bracia
        Władek i Bronek Kubowowie. Strzelali do nich nie tylko Ukraińcy,
        lecz także stacjonujący w rejonie Turowej Góry Niemcy, na których
        obecność tak liczyli Polacy. Braciom udało się dotrzeć do znajomych
        we wsi Dobrowody.
        www.naszawitryna.pl/jedwabne_926.html
      • liberum_veto krwawe zapusty w Berezowicy Małej - cz. IV 12.06.08, 06:50
        Wspólna mogiła
        Bracia Kubowowie wrócili do Berezowicy nazajutrz rano. Przywitał ich
        swąd spalonych ciał i tlące się pogorzeliska. Obok domu dostrzegli
        ojca pochylonego nad zwęglonymi zwłokami leżącymi w śniegu. Okazało
        się, że szukał synów...
        - Gdy szliśmy przez wieś, wszędzie widzieliśmy trupy i zgliszcza -
        wspomina po latach Władysław Kubów. - Przed swoim domem leżał
        zakłuty Jan Szymków, ojciec naszego kolegi Tadzika. Niektóre zwłoki
        były tak spalone, że nie sposób było ich zidentyfikować.
        Władek Kubów zajrzał też do domu swojego kolegi Franka Sowińskiego.
        Zdrętwiał na widok leżących obok siebie zastrzelonych rodziców
        Franka i jego samego, w dramatycznej pozie przewieszonego przez
        okno. - Widać kule skosiły go przy próbie ucieczki - wnioskował
        Kubów.
        Tej nocy zginęło w Berezowicy Małej 131 polskich mieszkańców.
        Zamordowanych grzebano w niezwykłym pośpiechu. Pozostali przy życiu
        musieli zdążyć z pochówkiem za dnia, by nie nocować we wsi-
        cmentarzysku. I nie tyle chodziło o lęk przed złymi duchami, co
        przed powrotem nacjonalistów ukraińskich, którzy w bestialski sposób
        mordowali dosłownie każdego napotkanego Polaka.
        - Popalone trupy pozbierano w prześcieradła, włożono do paczek i tak
        pochowano - wspomina Maria Kozibroda, której udało się uciec w
        czasie masakry do lasu. - Ksiądz Jan Mędrzak powiedział, żeby
        wszystkich pochować w jednym grobie - to będzie pamiątka tych
        wydarzeń.
        - Zbiłem dużą skrzynię i włożyłem do niej żonę i czworo dzieci -
        wspomina ranny i poparzony owej nocy Michał Budnik. - Nie zostali
        jednak pochowani. Zawieźliśmy skrzynię ze zwłokami na cmentarz i tak
        ją zostawiliśmy. Zbliżał się wieczór i trzeba było uciekać...
        www.naszawitryna.pl/jedwabne_926.html
      • liberum_veto krwawe zapusty w Berezowicy Małej - cz. V 13.06.08, 07:17
        Exodus
        Większość berezowiczan schroniła się w Tarnopolu. Wielu miało tam
        rodziny i znajomych. Wkrótce zaczęło się oblężenie i zdobywanie
        miasta przez Sowietów.
        - Sowieccy żołnierze padali jak muchy, a Niemcy zmuszali Polaków do
        grzebania ich - opowiada Władysław Kubów. - Miasto było bombardowane
        z samolotów, ostrzeliwane przez artylerię i czołgi. Bomba zniszczyła
        cały nasz dobytek: konie, krowę, sanie, worki ze zbożem i mąką, a
        także rower - dodaje.
        Walka o Tarnopol trwała pięć tygodni. Poszczególne dzielnice
        przechodziły z rąk do rąk.
        - Do naszej piwnicy wpadali raz zdyszani Niemcy, a za chwilę
        Rosjanie - opowiada Kubów. - Przepędzali nas z dzielnicy do
        dzielnicy. Głód nieraz zaglądał nam w oczy.
        Po zajęciu Podola przez Armię Czerwoną niedobitki berezowiczan
        wróciły w rodzinne strony. Ukraińskie bandy jakby przycichły,
        ograniczając się do sporadycznych napadów. Burza rozpętała się pod
        koniec 1944 roku. W listopadzie dokonano napadu na pobliską polską
        wieś Gontowa, dokonując masowej rzezi jej mieszkańców. Wśród Polaków
        narastała groza i strach. Berezowiczanie bali się nocować w domach.
        Coraz zimniejsze noce spędzali w lasach lub u zaufanych ukraińskich
        sąsiadów.
        W listopadzie w biały dzień dokonano mordu, który wstrząsnął polską
        społecznością Berezowicy Małej.
        - Stałam przy oknie, patrząc na ulicę - wspomina Maria Kozibroda. -
        Kogoś prowadzą, a on tak głośno prosi ich i błaga o życie. To był
        Franek Kubów. Powiesili go na krzaku bzu.
        Dnia 14 grudnia ukraińscy bandyci w niezwykle okrutny sposób
        zamordowali sołtysa Pawła Wiśniowskiego i Piotra Kubowa. To był
        przełomowy moment.
        - Ludzie powiedzieli, że jak zabili Piotra i Pawła, to trzeba
        uciekać - wspomina Maria Kozibroda. - Uciekliśmy do Tarnopola, gdzie
        czekała już polska delegacja, która wyrobiła nam karty
        ewakuacyjne...
        www.naszawitryna.pl/jedwabne_926.html
      • liberum_veto krwawe zapusty w Berezowicy Małej - cz. VI 14.06.08, 09:35
        Niepotępiony terror
        - Moi przodkowie żyli na tych ziemiach przynajmniej od 1608 r. -
        mówi o. prof. Mieczysław A. Krąpiec. - Do tej pory są zachowane
        księgi parafialne, gdzie to można prześledzić. Najbliższa polska
        parafia była wtedy w Podkamieniu oddalonym o 28 km od Milna, skąd
        pochodziła moja rodzina. Tak zresztą jak i pozostała ludność polska
        zamieszkująca te ziemie nie byliśmy jakimiś emigrantami. Na Kresach
        byliśmy u siebie.
        Zdaniem o. prof. Krąpca, na Kresach doszło do celowej,
        zorganizowanej eksterminacji Narodu Polskiego na ogromną skalę.
        Świat wiedział o tym ludobójstwie, lecz milczał. Dokonując
        bezkarnych czystek etnicznych, nacjonaliści ukraińscy dowiedli, że
        jest to skuteczny sposób osiągania celów politycznych. Tym samym
        przetarli drogę współczesnym formom terroryzmu, które dopiero dziś
        po zaatakowaniu Stanów Zjednoczonych spotkały się z radykalnym
        potępieniem.
        Ukraińska Powstańcza Armia była typową organizacją terrorystyczną w
        dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia. Świadczą o tym choćby
        makabryczne rzezie bezbronnej ludności polskiej na Kresach. Nie
        lepiej postępowała również ze swoimi rodakami. Niestety, dziś trwa
        proces oczyszczania UPA ze zbrodniczej przeszłości. Usiłuje się na
        trwałe przypisać tej organizacji miano "partyzantki" czy formacji
        narodowowyzwoleńczej. Zdaniem licznych historyków, a także
        kresowian, stanowi to nadużycie i zakłamywanie prawdy historycznej.
        Jest to niedopuszczalne zarówno przez wzgląd na ofiary banderowskich
        zbrodni, jak i na pamięć prawdziwych bohaterów walczących w
        partyzantce narodowowyzwoleńczej, którzy przecież z mordowania
        starców, kobiet i dzieci nie czynili metody walki.
        - Widzę głęboki sens w powracaniu do tych spraw - uważa o. prof.
        Mieczysław Krąpiec. - Trzeba ujawniać i piętnować zbrodnie UPA, aby
        już się nie powtórzyły. Ukraina powinna sama zdobyć się na
        potępienie bandytów spod znaku UPA, a nie stawiać im pomniki i
        poświęcać ulice - dodaje ojciec profesor.
        www.naszawitryna.pl/jedwabne_926.html
    • liberum_veto wspomnienie Lusi Ogińskiej 15.06.08, 08:10
      Nie znosił kłamstwa, brzydził się ludźmi, którzy go okłamywali.
      Jednak zawsze, nawet dla tych, którzy go skrzywdzili pozostawał
      wyrozumiały... W jednej z ostatnich naszych rozmów telefonicznych
      opowiedział mi o tym jak zszedł na mały wirydarz i napotkał jednego
      ze swoich młodszych współbraci dominikanów, a ten na jego widok
      wykrzyknął z kpiną: "O! Brat Albert? To brat jeszcze żyje?!?"
      Wyraziłam oburzenie, a on mi opowiedział: "Proszę pani, tacy dzisiaj
      są dominikanie... Zamiast się uczyć otwierają kawiarnie przed
      zakonem! Po co im taki stary... Młodzi są, więc wiedzą lepiej".
      Żegnaliśmy Ojca Profesora w kościele akademickim na KUL-u; abp
      Życiński zabronił ludziom oklasków, pewnie abp Życiński nie
      wiedział, bo i skąd, że Ojciec nie potrzebował oklasków ani nie
      zabiegał o niczyją akceptację, ale nigdy, nigdy nie zabraniał
      ludziom wyrażania swoich uczuć, szczególnie wtedy, gdy były one
      szczere i płynęły z głębi serca. Nie sądzę, że abp Życiński poprzez
      wysyłanie corocznych listów gratulacyjnych do o. Krąpca z okazji
      wydania kolejnego tomu „Encyklopedii Filozofii” – poznał Ojca
      bliżej. Kiedyś, jeszcze przed decyzją o rozpoczęciu zdjęć do filmu o
      Ojcu Profesorze powiedziałam do Niego: "Proszę ojca, ojciec musi się
      zgodzić na ten film, ojciec nie może być własnością tylko
      dominikanów, KUL-u, czy redakcji Encyklopedii, bo ojciec jest
      własnością całego narodu" on mi odpowiedział: "nie jestem własnością
      KUL-u, bo mojego KUL-u już nie ma, nie jestem własnością
      dominikanów, bo moich... tamtych dominikanów już nie ma..." i Ojciec
      po zastanowieniu się zgodził się na film.
      www.myslpolska.org/?article=939
    • liberum_veto "...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" 16.06.08, 19:22
      Świadectwa naocznych świadków zbrodni dokonanych przez bandy OUN-UPA
      na Polakach zamieszkujących od pokoleń Kresy są w dużej mierze
      pomijane w wielu określanych jako „naukowe”, a faktycznie
      pseudonaukowych dyskusjach na temat tamtych wydarzeń. Niektórzy
      historycy specjalizujący się w tematyce stosunków polsko-ukraińskich
      nie dosyć pilnie i rzetelnie zwracają uwagę na fakty, które od razu
      oplatają pozornie naukowymi teoriami. Mowa w nich o wzajemnych
      walkach między Polakami a Ukraińcami, o domniemanym konflikcie
      polsko-ukraińskim, o jakiejś akcji OUN-UPA, bez jasnego
      stwierdzenia, że chodzi po prostu o zbrodnię ludobójstwa dokonaną na
      narodzie polskim.
      Tymczasem wymowa faktów jest jednoznaczna. Walk polsko-ukraińskich
      na Kresach w latach 1939-1945 w zasadzie nie było. Bandy UPA
      prowadziły zbrodniczą eksterminację ludności polskiej w sytuacji
      przyzwolenia i życzliwości okazywanych im tak przez siły okupacyjne
      niemieckie, jak i bolszewickie. Ukraińskie rzezie zaskoczyły
      Polaków, którzy byli w zasadzie bezbronni i niezdolni do podjęcia
      walki.
      (O.P. Mieczysław Albert Krąpiec)
      www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto "...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" - II 17.06.08, 20:20
        Książka pana Jana Białowąsa dostarcza niezwykle cennego materiału do
        opracowania prawdziwej historii wydarzeń, jakie rozegrały się na
        Kresach w latach ostatniej wojny. Można w niej znaleźć wiele relacji
        bezpośrednich świadków, wiele jest też głosów drugiego pokolenia
        Kresowian wypędzonych z rodzinnych ziem. Opisy przeżyć związanych z
        faktem nieludzkich mordów niewinnych ludzi – starców, kobiet,
        dzieci, niemowląt – przez bandy nacjonalistów ukraińskich stały się
        okazją do pisania listów o tych przeżytych zdarzeniach. Dobrze, że
        Jan Białowąs obficie je w swojej książce przytacza.
        Niestety wielu historyków dość lekceważąco odnosi się do relacji
        Kresowian z tamtych strasznych czasów twierdząc, że najważniejsze są
        dokumenty zamknięte w archiwach, a obecnie częściowo i selektywnie
        ujawniane. Trudno się zgodzić z takim podejściem. Dokumenty pisane
        stają się najważniejszymi źródłami wiedzy historycznej wtedy, gdy
        nie ma bezpośrednich świadków wydarzeń. Gdy bada się historie
        Średniowiecza czy Mezopotamii trzeba się opierać na zachowanych
        dokumentach, bo innej drogi nie ma. Ale jeśli historyk nie liczy się
        z żyjącymi ludźmi, którzy bezpośrednio doświadczyli tego, co się
        stało, to tworzona przez niego historia niewiele jest warta.
        Stosowanie w najnowszej historii metody historycznej, którą bada się
        odległe wieki, jest nieporozumieniem. Istnieją całe biblioteki
        fałszywych książek i dokumentów tworzonych np. przez hitlerowców czy
        bolszewików. Ukraińscy nacjonaliści mieszczą się w tej samej
        kategorii zbrodniarzy przeciwko ludzkości. Ich dokumenty mają tu
        wartość drugorzędną w stosunku do bezpośrednich świadków ich
        zbrodni.
        (O.P. Mieczysław Albert Krąpiec)
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto "...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" III 18.06.08, 21:41
        Dlatego stanowczo twierdzę, że jeśli dziś – gdy jeszcze żyją
        bezpośredni świadkowie zbrodni na Kresach, jak np. pan Białowąs -
        ktoś uważa, że sowieckie czy ukraińskie archiwa są najważniejsze w
        ustaleniu prawdy o ludobójstwie na Kresach, to z pewnością nie
        chodzi mu o ustalenie prawdy, lecz o cele, których można się tylko
        domyślać.
        Nawet jeśli Kresowianie, którzy przeżyli banderowskie rzezie, do
        dziś reagują na wydarzenia sprzed 60 lat w sposób bardzo
        emocjonalny, to tylko potwierdzają tym prawdziwość swoich relacji.
        Oni tych strasznych faktów nie stworzyli, lecz je bezpośrednio
        przeżywali jako ofiary zbrodni. Dlatego nie można pomijać ich
        relacji jako pierwszoplanowego źródła wiedzy.
        Niestety w Polsce publiczny dyskurs na temat czystek etnicznych na
        Kresach prowadzony jest w sposób urągający zasadzie wyświetlania
        prawdy. Ludzie zaangażowani w nim z urzędu zdają się zapominać o
        podstawowych zasadach tego rodzaju debaty.
        Po pierwsze, należy w niej liczyć się z faktami. Mówi się, że
        dżentelmeni nie dyskutują o faktach, tylko je stwierdzają. Nie można
        negować, czy pomijać milczeniem faktów powszechnie i jednoznacznie
        potwierdzanych w relacjach osób – bezpośrednich świadków.
        Zaprzeczenie istnienia tych faktów jest równoważne z zanegowaniem
        rzeczywistości - to kłamstwo najbardziej pierwotne, szkodliwe
        zarówno dla nauki i kultury, jak i dla życia ludzkiego w aspekcie
        indywidualnym i społecznym.
        (O.P. Mieczysław Albert Krąpiec)
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto "...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" IV 19.06.08, 17:17
        Drugim nadużyciem stosowanym nagminnie w dyskusjach polsko-
        ukraińskich jest osłabianie wymowy faktów. Niektóre fakty, które są
        tak oczywiste i udokumentowane, że nie można ich zanegować,
        zniekształca się, ogranicza ich zasięg, przytacza się wybiórczo,
        nadaje się im kolejność nie odpowiadającą rzeczywistej itp. Chodzi o
        to, aby fakty te straciły swoją jednoznaczną wymowę.
        Trzeci rodzaj manipulowania faktami, to umieszczanie ich w
        kontekście spraw, które narzucają pewne określone, lecz fałszujące
        rzeczywistość, interpretacje. W tym właśnie celuje duża część naszej
        publicystyki na temat zbrodni na Kresach. Interpretacja faktów
        dokonuje się w kontekście wątpliwych, nieistotnych dla sprawy lub
        wręcz nieprawdziwych zdarzeń.
        W dyskusjach polsko-ukraińskich i planach pojednania między naszymi
        narodami nie widać znaczących postępów właśnie ze względu na
        istnienie tych trzech form zakłamania w odsłanianiu naszej
        tragicznej przeszłości: negacji faktów, manipulowania nimi, a także
        ustawiania ich w niewłaściwym kontekście.
        (O.P. Mieczysław Albert Krąpiec)
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto "...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" cz. V 20.06.08, 12:28
        Pewną manipulację widać też w inicjatywie zaplanowanych na lato 2003
        r. obchodów 60. rocznicy masowych zbrodni na Wołyniu, traktowanych
        jako centralne uroczystości rozliczeniowe między Polakami a
        Ukraińcami. Dlaczego w tym kontekście mówi się tylko o Wołyniu,
        ograniczając sprawę zbrodni nacjonalistów ukraińskich na Polakach do
        tego województwa? Przecież podobne, masowe rzezie były dokonywane
        również w województwie tarnopolskim, które należy do Podola, a nie
        do Wołynia. Tak został wymordowany cały powiat zbaraski, powiat
        zborowski i inne. Śmiertelne ofiary tego ludobójstwa szły w
        dziesiątki tysięcy. W mojej rodzinnej Berezowicy Małej Ukraińcy
        dopuścili się jednej nocy 131 potwornych zbrodni. I o tym już nie
        będziemy mówili, usuniemy z narodowej pamięci, bo to już
        Tarnopolszczyzna, a nie Wołyń? Od razu widać w tym manipulacje, chęć
        pomniejszenia rozmiarów ludobójstwa na Kresach.
        A przecież fala zbrodniczego terroru rozlała się z terenu Wołynia po
        województwie tarnopolskim, stanisławowskim, lwowskim, a nawet
        lubelskim. Jakżeż można problem ukraińskich zbrodni na Polakach
        okrajać tylko do województwa wołyńskiego? Do fałszywych wniosków
        może też doprowadzić porównywanie zaniżonej liczby polskich ofiar
        zbrodni UPA popełnionych tylko na Wołyniu, z zawyżonymi stratami
        wśród ludności ukraińskiej, która przecież ginęła także z rąk swoich
        ukraińskich współbraci z UPA karzących „nieposłuszeństwo”. Niestety
        często dochodzi do tego rodzaju zabiegów.
        (O.P. Mieczysław Albert Krąpiec)
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto "...jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" VI 21.06.08, 08:29
        Trudno też do końca zrozumieć motywy tak usilnych starań niektórych
        gremiów o skierowanie przez Polaków do Ukraińców słów „przebaczamy i
        prosimy o przebaczenie”. Dlaczego Polacy mają prosić Ukraińców o
        przebaczenie? Czyżby za to, że ujawnili część prawdy o ludobójstwie
        na Kresach? A może za to, że przed wojną na terenie Polski nie było
        kolektywizacji i milionów Ukraińców zmarłych z wycieńczenia i głodu?
        Przecież ludność ukraińska w przedwojennej Polsce żyła nie gorzej
        niż polska. Ukraińcy mieli ogromną autonomię, dostęp do szkół
        polskich, własne, ukraińskie szkoły, spółdzielnie rolnicze o lepszej
        organizacji gospodarczej niż nasze polskie. Więc za co mamy
        przepraszać? Może za to, że nieliczni Polacy broniąc się spowodowali
        straty wśród Ukraińców?
        Inną sprawą jest stwierdzenie faktów i następnie przebaczenie
        win. „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym
        winowajcom” – to jest generalna reguła obowiązująca nas katolików.
        Przebaczenie nie może być jednak przekreśleniem zaistniałych faktów,
        a już, broń Boże, pamięci o setkach tysięcy polskich ofiar
        ludobójstwa na Wschodzie. Prawdę trzeba ujawnić tym bardziej, im
        jest tragiczniejsza. Żeby się już nie powtórzyła. Jeśli przebaczenie
        miało by być zapomnieniem, to będzie stanowić upoważnienie do nowych
        zbrodni, do - jak to się mówi - „powtórki z historii”.
        (O.P. Mieczysław Albert Krąpiec)
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
    • liberum_veto Mord Polaków w Berezowicy Małej 22.06.08, 07:28
      Na początku lutego 1944 r. Mykoła Kuć, sołtys Ihrowicy, wspólnie z
      Niemcami wyznaczał z każdego domu ludzi do pracy przy budowie
      umocnień obronnych. Słychać już było strzały artyleryjskie z linii
      frontu, więc Polacy uznali, że niebezpieczeństwo napadu UPA jest już
      niewielkie.
      Jednak niektórych mieszkańców Ihrowicy, wbrew powszechnemu
      uspokojeniu, nie opuszczał niepokój. Mój ojciec ze szwagrem Stefanem
      Grabasem czuwali całą noc z 22 na 23 lutego 1944 r. Przeczuwając, że
      dzieje się coś złego, siedzieli w sieni naszego domu i rozmawiali
      szeptem. Domownikom ojciec przykazał spać w ubraniach. Przed świtem
      ojciec ze szwagrem widzieli, jak wracał do domu nasz niedaleki
      sąsiad, Ukrainiec Wołodymyr Ostiak „Kuź”. Uchodził on za „rezuna”. W
      pobliżu naszych zabudowań padł strzał, który ranił go w nogę.
      Dopiero rano dowiedzieliśmy się o wymordowaniu Polaków w Berezowicy
      Małej. Wiadomość ta spadła na wieś jak grom z jasnego nieba. Jednej
      nocy zamordowano tam 131 osób, 40 spalono żywcem. Splądrowano
      polskie domy, a te, które nie graniczyły z obejściami Ukraińców,
      spalono. Berezowica Mała leżała w odległości zaledwie o 7 km od
      Ihrowicy. Owej tragicznej nocy zaniedbano tam wystawienia nocnych
      posterunków.
      (Jan Białowąs, Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku)
      www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto Mord Polaków w Berezowicy Małej - cz. II 06.07.08, 10:54
        Jak się później okazało, Włodymyr Ostik, który najprawdopodobniej
        wracał właśnie z napadu na Berezowicę, postrzelił się przypadkowo
        sam. Jednak wśród swoich głosił, że strzelał do niego Stefan Grabas.
        Sławka Ościak, Ukrainka, szkolna koleżanka mojej siostry, ostrzegała
        nas, że banda miejscowych nacjonalistów wydała na Grabasa wyrok
        śmierci. Od tej chwili Stefan nie rozstawał się z bronią i
        przeważnie nocował poza domem.
        Uratowani z pogromu Berezowiczanie uciekali do Tarnopola przez
        Ihrowicę. Na furmankach wieźli sprzęt domowy i żywność. Niektórzy
        zatrzymali się u krewnych w Ihrowicy. Mówili, że napadu dokonali
        Ukraińcy z Wołynia przy udziale miejscowych band. Sądzili, że
        Ihrowica, jako bardziej oddalona od Wołynia, jest dla Polaków
        bezpieczniejsza.
        Po mordzie w Berezowicy Małej Polacy z Ihrowicy czekali na Armię
        Radziecką jak na „zbawienie”. Widzieli w niej wyzwolicielkę z
        niewoli lęku, strachu, ciągłego czuwania dniem i nocą.
        (Jan Białowąs, Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku)
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
    • liberum_veto "Nasze Słowo" atakuje ojca Krąpca 10.02.09, 12:31
      W ostatnim numerze "Naszego Słowa", pisma mniejszości ukraińskiej w
      Polsce znalazł się bezpardonowy atak na o. prof. Mieczysława Alberta
      Krąpca, wybitnego polskiego filozofa i długoletniego rektora
      Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Publicysta tygodnika Bogdan
      Huk twierdzi, że "w światopoglądzie tego kapłana - filozofa i Bóg, i
      Absolut ustępował przed "polskimi" Kresami".
      Artykuł w "Naszym Słowie" w którym znalazł się ten bulwersujący
      fragment ("Polityka historyczna ROPWiM"), jest dalszym ciągiem
      wojenki, jaką tygodnik ten od dobry kilku tygodni prowadzi z
      Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci
      Walk i Męczeństwa. Przykładowo, w ostatnim numerze "NS" temat ten
      zajmuje aż dwie strony pisma.
      To co tak zdenerwowało redaktora Huka, to fragment przedmowy ojca
      Alberta Krąpca do książki Jana Białowąsa "Krwawa Podolska Wigilia w
      Ihrowicy w 1944 roku", poświęconej zbrodni dokonanej przez oddział
      Ukraińskiej Powstańczej Armii na polskiej ludności wsi Ihrowica na
      Podolu w wigilijną noc 24 grudnia 1944 roku. Nacjonaliści ukraińscy
      zamordowali wówczas 89 osób, głównie starców, kobiety i dzieci.
      Ojciec Krapiec pochodził z sąsiedniej wsi, Berezowicy Małej, która
      również padła ofiarą UPA - w nocy z 22 na 23 lutego 1944 zamordowano
      w niej 131 Polaków. Był wybitnym filozofem, jednym z głównych
      twórców Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, przyjacielem Ojca Świętego
      Jana Pawła II. Zmarł 9 maja 2008 roku

      Oto "bulwersujący" publicystę "Naszego Słowa" fragment autorstwa o.
      Mieczysława Krapca:
      "Trudno też do końca zrozumieć motywy tak usilnych starań niektórych
      gremiów o skierowanie przez Polaków do Ukraińców słów "przebaczamy i
      prosimy o przebaczenie". Dlaczego Polacy mają prosić Ukraińców o
      przebaczenie? Czyżby za to, że ujawnili część prawdy o ludobójstwie
      na Kresach? A może za to, że przed wojną na terenie Polski nie było
      kolektywizacji i milionów Ukraińców zmarłych z wycieńczenia i głodu?
      Przecież ludność ukraińska w przedwojennej Polsce żyła nie gorzej
      niż polska. Ukraińcy mieli ogromną autonomię, dostęp do szkół
      polskich, własne, ukraińskie szkoły, spółdzielnie rolnicze o lepszej
      organizacji gospodarczej niż nasze polskie. Więc za co mamy
      przepraszać? Może za to, że nieliczni Polacy broniąc się spowodowali
      straty wśród Ukraińców?
      Inną sprawą jest stwierdzenie faktów i następnie przebaczenie
      win. "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym
      winowajcom" - to jest generalna reguła obowiązująca nas katolików.
      Przebaczenie nie może być jednak przekreśleniem zaistniałych faktów,
      a już, broń Boże, pamięci o setkach tysięcy polskich ofiar
      ludobójstwa na Wschodzie. Prawdę trzeba ujawnić tym bardziej, im
      jest tragiczniejsza. Żeby się już nie powtórzyła. Jeśli przebaczenie
      miało by być zapomnieniem, to będzie stanowić upoważnienie do nowych
      zbrodni, do - jak to się mówi - "powtórki z historii".

      Huk komentuje: "Nie mogę uwierzyć, że to napisał Krąpiec. Jeżeli
      tekst jest autentyczny, to w światopoglądzie tego kapłana - filozofa
      i Bóg, i Absolut ustępował przed "polskimi" Kresami".
      Trudno oprzeć się wrażeniu - nawet pomijając fakt, iż "Nasze Słowo"
      jest w całości finansowane z pieniędzy polskich podatników - że tym
      razem redakcja tego kontrowersyjnego tygodnika posunęła się
      zdecydowanie za daleko.
      www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/nasze-slowo-atakuje-ojca-krapca
      • pisz_pan_na_berdyczow Re: "Nasze Słowo" atakuje ojca Krąpca 10.02.09, 17:18
        Pisałem już dawno, że Huk to człowiek chorobliwie nienawidzący
        Polski i Polaków, choć potrafi udawać "wyważonego", ale to baaaardzo
        chory człowiek...W zasadzie należałoby to zignorować...gdyby nie
        fakt, że to wszystko za pieniądze polskiego podatnika...no cóż von
        Masoch we Lwowie mieszkał, ale to nie powód, by stosunki polsko-
        ukraińskie były sado-masochizmem podszyte...
      • mat120 Re: "Nasze Słowo" atakuje ojca Krąpca 10.02.09, 22:04
        liberum_veto napisał:
        Huk komentuje: "Nie mogę uwierzyć, że to napisał Krąpiec. Jeżeli
        tekst jest autentyczny, to w światopoglądzie tego kapłana - filozofa
        i Bóg, i Absolut ustępował przed "polskimi" Kresami".

        Oto mentalność i filozofia na poziomie stepowego rzezimieszka.sad
    • liberum_veto Śp ks. rektor Krąpiec o Juszczence 27.06.09, 07:11
      Obecnemu rektorowi KUL ks. Stanisławowi Wilkowi słowa jego wielkiego
      poprzednika śp. ks. prof. Mieczysława Krąpca, rodem z Berezowicy
      Małej (wymordowanej przez UPA), pod rozwagę:
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1888&PHPSESSID=188706dab8e82b817ae15dd7446f0505
      Prezydent [Juszczenko] nie wypowiada się w swoim imieniu, lecz w
      imieniu narodu. A to, co powiedział, to w istocie pochwała
      strasznej, szczególnie wyrafinowanej zbrodni ludobójstwa, którą
      przedstawia się jako chwalebny środek do uzyskania niepodległości
      Ukrainy. Państwo, które nie potępia tej zbrodni ani nawet się jej
      nie wstydzi, ale publicznie ją sławi, naraża się na zarzut, że jest
      państwem powstałym ze zbrodni, na gruncie zbrodniczym. /.../
      To jest ogromny krok wstecz w procesie pojednania polsko-
      ukraińskiego. Trudno rozmawiać, a tym bardziej jednać się z ludźmi,
      którzy bestialskie zbrodnie traktują jako chwalebną postawę
      obywatelską. Takie stanowisko prezydenta Juszczenki, a więc
      najwyższej władzy w państwie, tylko może zachęcać, aby kiedyś znów
      spróbować sięgnąć po tego rodzaju działania. To daje wiele do
      myślenia. Jak można rzetelnie rozmawiać z takim mężem stanu,
      przyjmować go w Polsce ze szczególnymi honorami, nadawać mu honorowe
      doktoraty polskich uczelni, skoro uważa on zbrodnię za bohaterstwo?
      Kresowianie zadają dziś pytanie całemu Narodowi, a zwłaszcza klasie
      rządzącej: Jak można budować przyjazne, sąsiedzkie relacje z
      państwem, którego głowa chyli czoła przed zbrodniczą organizacją
      odpowiedzialną za wymordowanie tysięcy bezbronnych polskich
      obywateli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka