sokolasty
23.02.09, 12:14
Piękny przykład niebezpiecznego i samokorkującego się SoRO ze źle
zaprojektowaną sygnalizacją i oznakowaniem.
s178.photobucket.com/albums/w277/sokolasty/?action=view¤t=rondoupdate.jpg
Krótki opis:
Zielona Góra, Rondo im. PCK (to chyba od częstych klientów pionu krwiodawstwa).
Kierunek Płn-Płd jest uprzywilejowany (obwodnica śródmiejska).
Zielone mają jednocześnie albo z Płd i Płn, albo ze Wsch i Zach.
I teraz :
jadący z Płd na Zach lub z Płn na Wsch wjeżdżają na SoRO, robią 90 stopni
wokół wyspy i… stają, aby przepuścić ruch odpowiednio z Płn lub Płd (pierwszy
problem: przy dużej ilości pojazdów ruch się zatrzymuje; udało się znakologowi
zatamować ruch na SoRO, a to nie jest małe osiągnięcie, trzeba się naprawdę
postarać) – co widać na zdjęciu zrobionym poza szczytem (w godzinach szczytu
tragedyja, szczególnie że obok Castorama, Carrefour i MacDonald). No więc oni
sobie stoją, czekają, aż w końcu samochody z ich prawej nie jadą, znaczy droga
wolna, można jechać. Ale oto z odpowiednio Płn lub Płd leci spieszący się
zawodnik i widzi, że wciąż świeci żółte, które jak wiadomo zakazuje jazdy,
chyba że zmuszałoby do gwałtownego hamowania itp. I otóż zmusza i zawodnik owo
żółte olewa, bo zawodnikowi się spieszy, jedzie zresztą powyżej limitu. I
teraz: ruch wokół wysepki startuje, zawodnik wlatuje na żółtym na SoRO i…
słyszymy albo pisk gumek, albo pisk gumek, brzęk szkła i wizg gniecionej blachy.
Abstrahując od ściganta: znakolog zepsuł SoRO i z bezkorkowego i bezpiecznego
skrzyżowania zrobił ulubione miejsce blacharzy. Oczywiście gdyby nie ściganci,
byłoby bezpieczniej, ale przepustowość wciąż zła.
W tym artykule (sprzed trzech lat!) czytamy, że policja ma rozsądne
rozwiązanie (oczywiście ten drugi pomysł:)), co więcej – tanie i
nierepresyjne. No cóż, lata płyną, a geniusz urzędniczy łatwo się nie poddaje.
www.izg.pl/?page=aktualnosci&id=3772